Andrzej DUDA: Trójmorze, jak do tego doszło?

Wychodziłem z prostego założenia: skoro zostaliśmy członkami wspólnoty, to nie zamierzaliśmy przez kolejne dekady pozostawać Europejczykami drugiej kategorii. Przyjazna retoryka i deklaracje o jedności płynące z Brukseli to jedno, a drugie – ostra walka o miejsce przy stole. Jak lubił przypominać Lech Kaczyński: nie ma przy nim pustych miejsc; żeby zasiąść, trzeba mocno rozpychać się łokciami.