Eryk MISTEWICZ: "Ta polityka prowadzi donikąd"

TSF Jazz Radio

Ta polityka prowadzi donikąd

Eryk MISTEWICZ

Prezes Instytutu Nowych Mediów. Autor strategii marketingowych. Doradza pracując z firmami, instytucjami, osobami publicznymi w Polsce i we Francji, wspiera i uruchamia nowe projekty, pisze książki. Laureat Polskiego Pulitzera. www.erykmistewicz.pl

Ryc.: Fabien Clairefond

zobacz inne teksty autora

.Badania oglądalności stacji informacyjnych pokazują ciekawy trend: oglądalność „gadających głów” leci na łeb na szyję. Jeszcze trzy – cztery lata temu zapowiedź pojawienia się ważnego, ciekawego polityka powodowało “pik zainteresowania”. Dziś łączne zainteresowanie programami wszystkich stacji telewizji informacyjnych przekłada się na 300-tysięczną, może 500-tysięczną widownię. 300, może 500 tysięcy ludzi zainteresowanych programami publicystyki politycznej — razem, we wszystkich stacjach TV. Niezależnie, czy rankiem, czy — trochę lepiej — wieczorem.

.To wymusza coraz bardziej agresywne, niskie dziennikarstwo. Pisał o tym, jak ustawia się „walki kogutów” w programach informacyjnych, Tomasz Sekielski; ten tekst to już, zdaje się, klasyka [LINK]. Ale też wymusza sposób kształtowania czołówki politycznej — tych, których partie wysyłają do programów. Aby „szli i zabijali”. Preferencje dla najgłośniejszych, agresywnych, przepychających się łokciami, którzy bez zmrużenia oka mają zmiażdżyć przeciwnika i oddać pokłony swojemu przewodniczącemu, prezesowi czy sekretarzowi generalnemu.

Zadowoleni dziennikarze, zadowoleni politycy, zadowoleni odbiorcy — tak wydawało się jeszcze niedawno. Telewizyjna gawiedź zachwycona jest jednak tylko do czasu.

Największa nawet łomotanina w telewizyjnym studio przestaje już „ciągnąć”. Zasapany, śliniący się wręcz polityk jednej z partii w zwarciu z przeciwnikiem z drugiej, obaj przekrzykujący się i do granic przewidywalni… Szkoda czasu.

Nawet najbardziej absurdalne pomysły – zaangażowanie wróżki Oriany, aby przewidywała rozwój sceny politycznej (to naprawdę trzeba zobaczyć – [LINK]) lub aktora z serialu “M jak miłość”, jednego z braci Mroczków, aby ten przewidział kurs franka w najbliższych tygodniach i zarekomendował rządowi, Radzie Polityki Pieniężnej, ministrowi finansów, Komisji Nadzoru Finansowego konkretne działania – także. Raczej śmieszą, u co lepiej wykształconej widowni powodują zażenowanie, generują komentarze o upadku dziennikarstwa, o inteligencji wydawców i odbiorców… Ale też przy takim dziennikarstwie i słabnącym państwie nawet największa afera i wiążące się z nią niegodne zachowania, łamanie prawa — to sprawa na kilka godzin uwagi opinii publicznej, bo już nie na kilka dni. Bez jakichkolwiek konsekwencji.

(Czyż zresztą jest jeszcze “opinia publiczna”? Choć definiuję problem jeszcze inaczej, niż Pierre Bourdieu. W epoce nowych mediów ważniejszym jest dla mnie pytanie: czymże jest “opinia publiczna”, gdy każdy z nas czerpie wiedzę o zdarzeniach z tak rozproszonych źródeł, z powolnym zanikiem wspólnego dla całej społeczności backgroundu…?)

.Polityka przybrała dziś w głównych programach informacyjnych wyłącznie formę bejsbolowych opowiastek. Bejsbolowych — bo kołkiem ciosanych, topornych, wyjątkowo prymitywnych, ale przez to zrozumiałych dla masowej, jak najbardziej masowej widowni, powodujących już raczej zażenowanie niż niesmak. Opowiastek — bo polityka podawana jest w formule dobrze już rozpoznanej technologii marketingu narracyjnego, zapowiadanej i opisywanej przeze mnie kilka lat temu.

Z reprezentantami partii opozycyjnej nikt nie będzie próbował dyskutować na poziomie sporu programowego, jeśli sama partia generuje kompromitujące ją śmiesznostki do natychmiastowego wykorzystania. Wystarczy przecież radna poruszona parzącymi się w zoo osłami czy posłanka zamieniająca „świątynię demokracji” w barek szybkiej obsługi z sałatką w styropianowym opakowaniu, aby zrealizować przy tej okazji wszystkie “strategiczne cele ugrupowania” naraz:

–    poniżyć oponenta,

–    dostarczyć paliwa łączącego zwolenników,

–    zapewnić zrozumiałą dla wszystkich rozrywkę.

.Daleki jestem od oskarżania mediów, dziennikarzy, jak lubią czynić politycy opozycji i związani z nimi czy też popierający ich dziennikarze. To naprawdę nie wina mediów, że posłanka nie potrafi zachować się w sali sejmowej, a radna, chcąc być może zwrócić na siebie uwagę, a być może jedynie nie rozumiejąc, że przekracza granicę śmieszności i działania na szkodę swej partii, zgłasza wniosek o separację dla parzących się osłów. Nie jest winą mediów, że kandydat na ważny urząd niewyćwiczony jest w sztuce uniku przy najbardziej nawet podchwytliwym czy natarczywym pytaniu.

Patrzę na okładki polskich tygodników: zadziwiają. Już nie: przerażają, nie: smucą, nie: powodują emocje. One zadziwiają. Zastanawiam się, kto może po nie sięgać. Z jednej strony toporne graficznie, słabej jakości zdjęcia, wielkie czcionki zbliżające ważne niegdyś dla polskiego dyskursu intelektualnego tytuły do tabloidów. Z okładkowymi bohaterami – przede mną okładka z Marylą Rodowicz i Włodzimierzem Cimoszewiczem – jakby od 20 lat nic się w Polsce nie zmieniło. Jakby nie było już nowych, fantastycznych Polek i Polaków. Jakby życie publiczne, na który składa się też pewnego rodzaju wir, zmiana, twórcze napięcie, rozwój – stanęło w miejscu.

Ale masy lubią te piosenki, które już słyszały. Masy rozumieją przekaz medialny na poziomie pohukiwania „umpa-lumpa-lumpasów”. Masy rozumieją, gdy polityk wyleje sobie kubeł zimnej wody na głowę, wyzwie drugiego. Masy klaszczą. Masy komentują. Masy przekazują dalej. Masy politykują. Masy się bawią.

Taka polityka prowadzi donikąd i stanowi gwarancję, że nic się nie zmieni.

.Siedem lat temu, 26 września 2008 r., postawiłem tezę, że czeka nas jeszcze siedem lat rządów PO. Wówczas politolodzy, eksperci, publicyści przekonywali, że rząd Donalda Tuska wywróci się już za miesiąc, już na wiosnę, najpóźniej przed latem. Podawałem argumenty, dlaczego tak się nie stanie. Także argumenty dotyczące poziomu świadomości technologii marketingowych w partiach opozycyjnych pozostają w mocy. To niesamowite, ale tekst z 2008 r., wówczas tak wyśmiewany, pokazuje nam, jak bardzo polska polityka stoi w miejscu. I nic nie wskazuje na to, aby mogła nastąpić zmiana. Zresztą, proszę sięgnąć po tę analizę [LINK].

Dziś należałoby wydłużyć ówczesną gwarancję dla rządu kształtowanego przez środowisko Platformy Obywatelskiej. Już z większą zapewne niż dotąd rolą prezydenta Bronisława Komorowskiego. Ale też — jeśli taka jest perspektywa działania — może warto zastanowić się, co może być efektem tak prowadzonej, bezpiecznej, bo z dużym horyzontem działania, polityki?

Jeśli mamy zapewnioną krajową, wewnętrzną polityczną stabilność, to jak ją wykorzystamy? Jaki mamy Wielki Plan, jaką Wielką Ideę, do czego nasze zdolności jesteśmy w stanie wykorzystać? Ale też pozbyłem się naiwności: Wielkie Idee i Wielkie Plany skończyły się w Europie wraz z uruchomieniem we Francji sieci TGV i rozbudową w Niemczech lotniska w Monachium.

Nie ma na kontynencie, w realnej polityce, mężów stanu formatu de Gaulle’a. Projekt europejski z Wielkiej Idei przepoczwarzył się w koncyliacyjną, niewadzącą nikomu, zbiurokratyzowaną paskudę. 

Szczytem naszych — Europejczyków — możliwości jest zbudowanie sieci ścieżek rowerowych, wypożyczalni miejskich velibów i wypromowanie jako symbolu nowoczesnej, otwartej Europy artysty transseksualnego. Aż tyle, czy tylko tyle?

Bezzębna Europa pokazała — i pokazuje wciąż — swą niemoc na Wschodzie. Nie mogąc choćby w jasny, zdecydowany sposób wyrazić swego stanowiska wobec zajęcia terytorium Ukrainy przez Rosję. A Władimir Putin posuwa się krok po kroku, realizując swój plan.

.Od spraw z wysokiego diapazonu do spraw najmniejszych doskwiera brak idei, wartości, strategii, a nawet taktyki. W polityce nie wiemy ani dokąd idziemy, ani po co. Wyborcy i partyjne doły nie widzą powodu, aby głosować na taką czy inną partię, takiego czy innego kandydata, inaczej niż tylko po to, aby „nakopał tamtym na maksa”. Takim językiem od pewnego czasu zaczęły posługiwać się media, takim językiem posługują się nauczyciele i wykładowcy akademiccy. Także ci wykładający politologię i chętnie występujący w programach telewizyjnych — jakby nie zauważali, że komentowanie bieżącej polityki dawno już zaczęło obrażać ich wiedzę, doświadczenie, dorobek. Ich inteligencję. A jeśli nie ich, to ich słuchaczy i widzów.

W dyskusji o upadku uniwersytetów polecam przy okazji dwa głosy: Tomasza Aleksandrowicza „Uniwersytet czy szkoła zawodowa” [LINK] i Marka Kacprzaka „Fikcja wykształcenia. Fikcja studentów i uczelni. Fikcja polskiej nauki” [LINK].

.W czasie moich studiów we Francji, w początkach lat 90., przetaczała się przez ten kraj dyskusja o tym, jak pojawienie się szybkich pociągów TGV zmienia kraj Gallów. Hurraoptymizm ustępować zaczął realizmowi: pojawienie się szybkiej kolei oznaczało zamykanie nierentownych połączeń kolejowych „od miasteczka do miasteczka”, a co za tym idzie, degenerację całych obszarów. Arystokracja rozumu zadziałała: przeanalizowano problem, serią decyzji uratowano francuski „interior”. Za chwilę podobny problem będziemy mieć w Polsce. Czy jesteśmy intelektualnie, argumentacyjnie, przygotowani do tej rozmowy? Kto ją przeprowadzi?

Czy jesteśmy intelektualnie, argumentacyjnie gotowi do rozmowy o skutkach coraz silniejszej ingerencji Google i innych koncernów nowych mediów w naszą prywatność? Prywatność traktowaną bardzo, bardzo szeroko. Czy jesteśmy pewni, że kampus tego czy innego koncernu świata nowych mediów w Polsce nie będzie przypominał rury wysysającej z naszego kraju tych, którzy stanowią najwartościowszą jego tkankę?

Czy znajdzie się w Polsce polityk, który zakwestionuje wielki sukces, jakim jest podobno umiejscowienie w naszym kraju, po protestach niemieckich związkowców, centrum dystrybucyjnego Amazona? Czy jesteśmy pewni, że ci, których wybieramy, podołają presji lobbyingowej, presji wpływu i przekonywania ze strony tych, którzy mają nieograniczone środki – i wchodzą w słabe, zdezintegrowane społeczności jak w masło?

Tracimy czas. Tracimy czas w polskiej polityce. W polityce bezzębności. W polityce błahostek, kilometrówek, sałatek, ośmiorniczek, dywanów, sesji zdjęciowych w okularach i bez, wizyt u numerolożek.

.Każde przełączenie się z serii głównych programów informacyjnych polskich stacji telewizyjnych na dziennik France2 o godz. 20.00 jest jak przełączenie się na inny świat. Jak wzięcie oddechu. Jak przejście ze świata, w którym główne wydanie serwisu informacyjnego rozpoczyna kradzież traktora do świata, w którym rozpoczyna go relacja ze szczytu w Davos. Podobnie jak każde lądowanie w Warszawie po choćby kilku dniach spędzonych poza krajem. Przerażające, jak widzą nas ci, którzy z Polski wyjechali. I dlaczego wciąż nie spieszą się do powrotu. Jak tłumaczą swój – rosnący – dystans do tego, co w Polsce. Przeczytać warto: „Polska. Co zrobiliśmy z tym krajem. No, cholera, co?” [LINK].

.Bez odpowiedzi na strategiczne pytania dotyczące Polski za lat kilkadziesiąt, pytania, które powinniśmy sobie postawić, nie będzie ani lepiej, ani mądrzej.

Ostatnio minister edukacji narodowej przeraziła się, gdy zauważyła, że jej córki nie stawiają ani kropek, ani przecinków, że nie znają znaków przestankowych. Dlaczego? Rozwiązanie tej akurat zagadki okazało się proste: uczniowie w szkole uczą się pisać w zeszytach ćwiczeń, w których wszystko już jest — i kropki i przecinki — czasami tylko brakuje jakiegoś wyrazu lub litery. Na tym polega dziś nauka. O liście lektur nie wspominając.

.A o co chodzi w polskiej polityce? Czy jest plan na przyszłość? Czy ktoś wie, dokąd i po co idziemy? Nie: co będzie za najbliższym zakrętem, nie: jak zwyciężyć najbliższe wybory juz w pierwszej turze, nie: jak ograć rządzących albo opozycję, ale jaka będzie Polska, gdy nasze dzieci będą miały tyle lat, co my teraz? 

Dobrze, że są jeszcze miejsca, w których takie pytania można postawić. I ludzie, którzy doczytali ten tekst do końca. Dziękuję.

Eryk Mistewicz

9

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Qrzeqorz QzuryIo napisał(a):

Proszę Pana,nie powiem pisze pan niezmiernie interesująco, jednak jest niezmiernie trudno się odnieść do każdej Pana tezy – ponieważ odpowiedź tylko na jedną mogłaby się okazać dłuższa aniżeli wszystkie pana teksty na tym portalu i nie byłaby jednoznaczna. Przykład Ukrainy, Polski, Europy a nawet NATO (opisałem bardzo częściowo to:http://bastiondialogu.pl/czy-stworzenie-obrony-terytorialnej-zwiekszy-bezpieczenstwo-polski/) Podobnie z systemem edukacji. Zaznaczam że nie twierdzę że nie ma pan racji.
Powiem Panu tak, odpowiadając jedynie na podsumowanie – “W życiu wszystko jest połączone… i nie ma takiej rzeczy ani czynności która nie powodowałaby żadnych konsekwencji”. Przy planowaniu państwa, a także zarządzaniu państwem, powinno się podchodzić bez emocji i analizować problemy wielopłaszczyznowo, tak aby rozwiązania były optymalne dla dobra Polski i Polaków. Optymalny wcale nie oznacza kompromisowy. (Nie)Stety nie powinni tam być politycy, bo robią krzywdę państwu i obywatelom. Powinni tam być tylko i wyłącznie stratedzy, których celem jest jak najlepsze funkcjonowanie państwa. (wiem ze tym sformułowaniem narażam się wszystkim zwolennikom demokracji, tolerancji, a nawet fanatykom ideologicznym, bo oni też nie spełniają tych wymagań). Dlatego że mamy właśnie polityków, mamy to co mamy – chaos, szantaże różnych organizacji i związków zawodowych, które notabene zamiast pomagać zwykłym pracownikom – szukają jedynie korzyści dla siebie. (opisałem to: http://bastiondialogu.pl/zwiazki-zawodowe-staly-sie-polska-patologia-i-naruszaja-nasze-bezpieczenstwo/) tylko po to aby zyskać jakieś profity. Największym problemem jest manipulacja opinia publiczną oraz brak zaufania. Jedni Polacy są źli na drugich i szukają ciągle kto na kogo donosił, ale czy to w ogóle dzisiaj jest istotne? Przez takie postępowanie jesteśmy w stanie bardziej zaufać każdemu z zewnątrz aniżeli drugiemu Polakowi. Konsekwencje znamy – rozgrabiony kraj i totalny brak myślenia strategicznego. No to teraz sprawdzam Pana oraz czytelników. Składam ofertę współpracy w tworzeniu alternatywy na następne wybory, każdemu Polakowi (normalnemu i myślącemu), który chce dobra Polski oraz swoich dzieci – nie dla siebie. Gwarantuje każdemu, który będzie z nami współpracować uczciwość, transparentność a także dużo pracy. Zamiast narzekać że jest źle – zapraszam do pracy aby było lepiej. Gwarantuję (zero fanatyzmu ideologicznego – tylko optymalne rozwiązania problemów) Zapraszam a to są nasze zasady i cele: http://bastiondialogu.pl/konstytucja-stowarzyszenia-bastion-dialogu/

auxpol napisał(a):

To stała walka między być czy mieć.
Wg mnie dużo tez, mało faktów. Rewolucja francuska tylko opóźniła rozwój demokracji o 50 lat bo zepchneła europę w wojny napoleońskie i panowanie świętego przymierza. Przez to Europa zatrzymała się na jakies 50 lat.
Czy wobory nie sa jeszcze fikcją pokazują protesty międzynarodówki socjalistycznej w stosunku do Polski (tzw.KOD, PO, N, lewica UE).
Zgadzam się, że brak wizjonerów, przywódców albo raczej nie jest o nich głosno.
Ludzie oderwani od sensu, od czegoś ważnego w życiu, czegoś co ich przerasta zawsze będą schlebiali swojemu brzuchowi i swej poządliwości. Niestety wg mnie potrzebna jest praca, ogromna praca jaką wykonali w pierwszym tysiacleciu benedyktyni w europie. Trzeba znowu zaszczepić lub raczej odkurzyć idee, które ponownie uruchomia geniusz człowieka do nowej nie koniecznie liczonej w słupkach aktywnosci. Aktywnosci – jak Pan pisze w zakresie poprawy zdrowia, relacji, jakości życia – aktywności która będzie skutkowała, że powiem że jestem szcześliwy zamiast dzisiejszego jestem bogaty, jedno nie wyklucza drugiego ale ważniejsze jest być szcześliwym.
Dlatego powinno się przeciwdziałać każdej depersonalizacji w życiu społecznym, każdemu prawu, które odbiera nam podmiotowość, gdzie z podmiotu prawa stajemy sie jego przedmiotem, każdej superorganizacji do zarządzania ludźmi. Niestety upiór komunizmu wciąż ma się dobrze w europie, zmienił kolor z czerwonego na niebieski.

steadygoing napisał(a):

Żyjemy w zapożyczonym z socjalizmu systemie partykracji i ponosimy tego konsekwencje, zresztą nie tylko my cała Europa Środkowa. Rządy krajem przez zarządy partyjne jest jak zakażenie wirusem HIV, coraz bardziej osłabia organizm aż do finansowego jego zejścia ok. 2020. Mamy kryzys jak w banku.

Jasiek napisał(a):

W pełni się z Panem zgadzam i mam po przeczytaniu artykułu dwa spostrzeżenia.

Pierwsze w skali makro: Pan tak samo jak ja widzi, że Europa ogólnie lubi się szczycić. W sferze ekonomicznej takim obiektem jest, że ma pozycję największego rynku na świecie. Tylko właściwie co z tego wynika, jeżeli z każdą decyzją władze krajów Europy (jak i cała UE) prezentują głęboką indolencję i zawsze (nie pamiętam kiedy zrobiono inaczej) czekają na to co zrobią pozostali: Stany Zjednoczone, Chiny.

Drugie w skali mikro: dlaczego nie cieszyć się z inwestycji pewnego sklepu z Ameryki? Przy tej pracy trzeba mieć przynajmniej sprawność fizyczną i jej przy tym używać. W pracy tzw. umysłowej w wielu centrach outsourcingowych w Polsce właściwie robi się to samo. Praca skupia się na wklepywaniu pewnych cyferek w odpowiednie okienka bez potrzeby posiadania jakiejkolwiek (!) wiedzy. Płaca w wielu przypadkach nie jest większa, a na pewno mniej szkodliwa dla zdrowia. Stąd ode mnie pytanie: dlaczego piętnować radość z magazynów pod Wrocławiem i Poznaniem, a nie tzw. centrów biznesu?

Poza tym, to dobrze, że jest Pan optymistą. Nie wiem dlaczego, ale znam bardzo dużo młodych ludzi z szerokimi horyzontami. Myślę, że kilku z nich jak i wielu innych młodych Polaków będzie na Polish Economic Forum w Londynie za miesiąc. Może się Pan tam wybierze?

Rafał Górski napisał(a):

A jak Pan definiuje politykę? Na początku rozmowy dobrze jest zdefiniować kluczowe pojęcia :)

Janusz Dmochowski napisał(a):

Arystokracja niesmaku -za to dostaje się bana na tt
Zmanierowani niejasnościami,nie dostrzegający jałowości ,,zgniłej socjotechniki” nie przystosowani do znalezienia chwili na zastanowienie,mini namysł,zwolnieni od myślenia.
Przywołuje pan byłych mężów stanu,być może,ale i na pewno ,byli inni od obecnych -to w przyrodzie naturalne Nazwijmy to ,,mądrzejsi” ale wtedy nie było nazwijmy to
(kamer w du..e) nie było pana,który by ich uczył,,machać łapkami”, nauczył wykorzystywać mądrości Schopenhauera Każdy z jego forteli jest dziś wykorzystany na max.
Niekiedy rozbudowany do absurdu ,byle był ubaw,zgrywa w odbiorze słuchającego,bez angażowania się ,,bardziej” bo nie ma czasu przekaz musi być krótki.
Powszechna opinia nie bierze sama z siebie Jest to zazwyczaj mniemanie kilku osób,z płatnymi poglądami,które mogą powiedzieć wszystko,zależnie od zalecanego przekazu.
Niewielu stać na analizę jakiegoś problemu By wyrobić swój własny pogląd Żeby to zmienić należy ,,pomagać” tym ludziom. Po każdej wypowiedzi polityka ekonomisty
powinien pojawiać się ,,tłumacz” interpretujący te wypowiedzi,na język rzeczywisty,wyprowadzający z absurdu,zmuszający do myślenia
Przerabiający to w lekkostrawną papkę ułatwiającą przełykanie (śmiesznie nie wydaje się panu ?)
Samo to że nie zamknie się czegoś kropką lub przecinkiem ,można szybko się nauczyć -jak się chcę ale tego co powinno być między słowami już nie. Myślenia bez skrótów.
Człowieku obudż się mówią i piszą za ciebie myślą za ciebie.
A ty gapisz się w monitor czytając ten tekst
Co powiedzą Twoje wnuki ?
Mogłeś coś zmienić nie zrobiłeś nic
Pytasz dlaczego ? Słyszysz dlatego (bez dlatego że)

jerry napisał(a):

“Przekora jest intelektualnym instynktem samozachowawczym” powtorzę za Stefanem Kisielewskim. Czy my przekornie zadalismy juz wszystkie pytania o plan na przyszlość, skok cywilizacyjny Polski, dlaczego ludzie bez zalu opuszczaja ten kraj? Czy moze nie zadajemy juz zadnych pytan bo nie spodziewamy sie odpowiedzi?
Gdzie jest arystokracja rozumu dzisiaj? Elita bez ktorej zaden narod nie przetrwa. Kto ma napisac plan na przyszlość? Pewnie Ci, ktorzy czytali ten tekst. Czy zrobilismy dosc by tlumaczyc ludziom jak jest i że może być inaczej ?
Historia to oceni i nie mam watpliwosci, że “arystokraci rozumu” wypadną negatywnie.

Mistewicz napisał(a):

Jestem chyba większym optymistą. Choć mądrość faktycznie nie ma dziś wymiaru masowego. Regres w skali populacji widoczny. Zbyt wiele frontów… Serdeczności.

Jędrek Stępień napisał(a):

Dobrze, że istnieje miejsce, w którym można powiedzieć to co zostało powiedziane w tym tekście, ale jest to miejsce, które autor sam z mozołem wyciosał. I nie ma – moim zdaniem – innej drogi ku naprawie tego co na naszych oczach upada niż branie osobistej odpowiedzialności przez ludzi “którzy doczytali do końca” za kreowanie nowej rzeczywistości. Tak, “ludzie, którzy doczytali do końca” jest dzisiaj bezpieczniejszym określeniem niż “ludzie wykształceni”.

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam