Eryk MISTEWICZ: Tylko prawda jest ważna

TSF Jazz Radio

Tylko prawda jest ważna

Eryk MISTEWICZ

Prezes Instytutu Nowych Mediów. Autor strategii marketingowych. Doradza pracując z firmami, instytucjami, osobami publicznymi w Polsce i we Francji, wspiera i uruchamia nowe projekty, pisze książki. Laureat Polskiego Pulitzera. www.erykmistewicz.pl

Ryc.: Fabien Clairefond

zobacz inne teksty autora

Wśród argumentów obu stron wymieszane zostały mądre i prawdziwe z głupimi, acz poruszającymi. W informacyjnej wojnie nastąpiła utrata zaufania. Prawda stała się wartością deficytową. Zniknęła wspólnota, jakkolwiek chroma by ona nie była — pisze Eryk MISTEWICZ

.Skąd ta cisza? Dlaczego milczycie? Dlaczego nie zaprezentujecie swojego stanowiska? No, już, szybko, ludzie czekają, musicie! — słychać zewsząd.

A więc od początku. Kto mógłby napisać mądre słowa dla oczekujących na nie ludzi — słowa prawdziwe, głęboko prawdziwe, uczciwe i obiektywne do granic, bez reszty (a tylko takie słowa miałyby sens)?

Nie ma dziś problemu z informacją, jest problem z prawdą

.Nie ma problemu z informacją, zalewa nas ona bowiem zewsząd, co czasami wygląda wręcz tak, jakby było więcej tych, którzy mówią i piszą, wklepują treści i uruchamiają spust swoich myśli w stacjach radiowych i telewizyjnych, niż tych, którzy ich odbierają.

Każdy i na każdy temat wyraża swoje zdanie.

Splątują się ze sobą słowa, opinie, emocje, poglądy, fakty dobierane dowolnie, aby udowodnić taką lub inną tezę.

Gdy każdy mówi, nikt już nikogo nie słucha.

Gdy każdy mówi, nie ponosząc za swoje słowa najmniejszej nawet odpowiedzialności, wówczas też wszystko da się udowodnić. Wszystko da się powiedzieć, gdy życie słów wypowiadanych w przestrzeni publicznej trwa godzinę, dwie, co najwyżej trzy.

Zresztą, słowa tym dłużej dziś żyją, im bardziej są koślawe, im bardziej wykoślawiają rzeczywistość, gdy wymagają zdecydowanej reakcji, odniesienia się do nich innych, gdy wymagają oprotestowania.

Im gorsze słowa, kłamliwe, haniebne, tym szybciej przekazywane są dalej, do większej grupy ludzi docierają, tym dłużej żyją.

Szybko dojdziemy w ten sposób do “przemocy symbolicznej” i prac Pierre’a Bourdieu.

Kryzys informacyjny wspólnoty

.W czasie kryzysu informacyjnego, z jakim w tych dniach i tygodniach mamy do czynienia (poza kryzysem prawa, mediów, kryzysem sceny publicznej, kryzysem poczucia przyzwoitości, kryzysem przywództwa, kryzysem instrumentów państwa mamy bowiem moim zdaniem także kryzys informacyjny), właśnie ta kwestia: prawdy, zobiektywizowanej informacji, wychodzi na plan pierwszy.

Oczywiście prawdy zobiektywizowanej nie ma. Są oceny posiłkujące się takim lub innym arsenałem argumentów, dobranych, aby udowodnić taką czy inną tezę. Są fakty, które przerzuca się dowolnie, z prawa do lewa tak, aby pasowały do z góry przedstawianego obrazu świata. Jedne pomijane, inne nadto eksponowane, przerysowywane wręcz. Podporządkowywane jednej, wyrazistej – nie ważne czy prawdziwej – tezie.

Jest jednak – albo być powinna – etyka badacza (także etyka dziennikarza), który nie pozwala na mijanie się z prawdą i dowolne żonglowanie faktami. Jest odpowiedzialność nadawcy, odpowiedzialność etyczna bardziej niż prawna za słowo wprowadzane do przestrzeni publicznej.

A to przecież słowo wyprowadza ludzi na ulice lub zatrzymuje ich w domach; słowo każe nam boczyć się jeden na drugiego, szykować stosy i szubienice (na razie tylko w internecie) lub śpiewać nabożne pieśni. Informacja może transformować ludzi i rzeczywistość, być paliwem lub iskrą. W oparciu o jakie przesłanki…? I od kogo pochodząca informacja?

Uwierzyć w informacje, przyjąć ją za prawdę można przecież dopiero wówczas, gdy pochodzi z dobrego źródła.

Profesorowie z bejsbolem

.W deficycie prawdy, w natłoku słów, jak nigdy staje dziś pytanie: kto mówi — po prostu i zwyczajnie — prawdę? Kiedy mamy pewność, że ten, kogo zapraszamy na łamy (ale też: do naszego domu, włączając telewizor, radio, wchodząc na stronę internetową), nie nadużywa naszego zaufania? Jaki klucz tu przyjąć?

Czy ten nie odchodzi od prawdy, kto ma tytuł naukowy (im wyższy ten tytuł, tym zapewne mądrzejszy to człowiek)? Niestety, nie. Największe rozczarowania dotyczą ludzi z tytułami profesorskimi. Nieszanujący innych, na bakier z prawdą, kulturą słowa, przyzwoitością stanowią smutny dowód na upadek polskiej nauki. Także na niemożność jej samoregulacji. Tytuł profesora w Polsce zaczął przypominać pieczątkę: „Wszystko mi wolno, idioci!”. Przerażeniem przepełnia zarówno lektura facebookowych wpisów prof. Krystyny Pawłowicz, jak i twitterowych wpisów prof. Joanny Senyszyn. Zastanawiam się, czego uczą naukowcy socjolodzy i politolodzy obrzucający wszystkich wokół kalumniami w zapraszających ich ideowych telewizjach. Im ostrzejszej metafory użyją, im silniej sponiewierają tego, kogo trzeba sponiewierać, tym chętniej będą zapraszani, tym częściej będą występować w imieniu polskiej nauki, a i swojej uczelni, tej kształcącej następne pokolenia tych, dla których są Mistrzami.

To, co boli, to brak najmniejszej reakcji środowiska łączącego rektorów wyższych uczelni, a choćby i rady naukowej takiego czy innego uniwersytetu, którego profesor politologii czy socjologii nazywa tych, których szczerze nienawidzi, bydłem, a która to rada podjęłaby uchwałę o wystąpienie na długą i krętą drogę ku odebraniu tytułu profesorskiego za nieobyczajne zachowanie narażającego na utratę reputacji uczelni i renomy pracownika polskiej nauki.

Nie chodzi nawet o to, czy taki akt byłby formalnie możliwy (byłby jedynie rodzajem aktu obywatelskiego sprzeciwu środowiska naukowego wobec chamstwa w życiu publicznym, prawnie niewiążącym, podobnie jak apele wydziałów prawa w sprawie Trybunału Konstytucyjnego czy wydziałów biologii w sprawie Białowieży), ale o to, że jak się wydaje, świat nauki świadomie akceptuje patologię w swoich szeregach. Im bardziej szalony reprezentant uczelni, im częściej zapraszany do mediów, tym częściej pojawia się nazwa uczelni, a to, szczególnie w czasie rekrutacji, gdy od każdego łba studenckiego uczelnia otrzymuje dotacje, jest niebagatelne. Ważne, że o uczelni mówią, a że przez pryzmat nieszanowania innych ludzi i naruszania elementarnych zasad współżycia społecznego…

Choćby w tych dniach: „PiS jest jak PZPR” — ogłasza profesor prawa z Wrocławia, rekomendowany jako głos rozsądku. Tylko że po tym ogłoszeniu tracą dla mnie wartość jego wywody. Nie jest ważne, czy mianem PZPR, GRU, NKWD, Stasi określa on PiS, czy PO, Nowoczesną, czy ZChN, czy mianem zbrodniarza określa bardziej Tuska, czy Kaczyńskiego. Nie są ważne powody tej oceny. Ważne jest, że profesor wyszedł poza obszar swojej kompetencji, stał się publicystą zaangażowanym, propagandystą, kolejnym gościem z bejsbolem. Nie, nie mam ochoty go czytać, nie interesuje mnie jego naginanie prawdy, wybieranie kamyków do obrazu, którym chce mnie przysypać.

U kogo szukać mądrości i szacunku dla prawdy?

.Jeśli więc nie trop profesorski, to może ten ma rację i w tego należy się wsłuchiwać, kto został uhonorowany tytułami, medalami, doktoratami honoris causa, Medalem Świętego Brata Alberta, Orderem Virtuti Militari, literacką Nike, Nagrodą Polskiej Nauki, zaszczytnym tytułem Człowieka Roku, Dżentelmena Roku…? Może ten, kto należy do Polskiego Towarzystwa Socjologicznego, Polskiego Towarzystwa Nauk Prawnych, Stowarzyszenia Pro Justicia i Pro Civitas (korekto, nie poprawiaj, „Pro Civitas” jest dla myślących Czytelników, do takich kieruję ten tekst), ma rację…?

Dobrze już, dobrze, jeśli nie tytuły i zaszczyty, to może mądrość i prawda przynależna jest siwym włosom, wiekowi? Może ten ma rację, kto najstarszy? Kto tyle już przeżył, tyle wiedzy posiadł, że teraz, filtrując to, co widzi, słyszy, powie nam, jak jest naprawdę, i nie będzie miał żadnego powodu, aby nadużyć naszego zaufania?

A może ten ma rację, idąc śladami rekomendacji Jamesa Surowieckiego i jego „Mądrości tłumów”, kto ma największą armię followersów, za którym idzie najwięcej ludzi w sieciach społecznościowych? Tłum przecież — to Surowiecki — nie może się mylić?

Niestety, podobnie jak w przypadku tytułów naukowych, tak w przypadku wieku, nagród, liczby obserwujących na portalach społecznościowych — gwarancji mądrości i prawdy nie mamy.

Jeśli zatrzymamy się i pomyślimy, nie będziemy wiedzieli, kto mówi prawdę, a kto z takich czy innych — z reguły tylko sobie znanych powodów — nami manipuluje, dostarczając półprawd, selektywnie wybierając i mieszając fakty, aby „udowodnić, co było do udowodnienia”. Szybko dojdziemy też do kolejnego wniosku: nie wiemy, skąd brać informacje prawdziwe, skąd wiedzieć, co jest prawdą, a co nie.

W świecie bez autorytetów — z elitą, która ilekroć powstawała, była ubijana, stawała się pierwszym celem oprawców, niezależnie od tego, z której strony przychodzili — prawda zaczyna stanowić wartość deficytową.

A czy cokolwiek stałego, stabilnego jesteśmy w stanie jako wspólnota budować bez oparcia tego o prawdę?

Krzyk prowadzący na barykady

.Każdy w tych dniach wykrzyczał już swoją prawdę, a w krzyku tym znajduję mnóstwo interpretacji i opinii, mnóstwo wezwań do działania, nie znajdując właściwie w ogóle faktów.

Co się stało? Co z tego, co się stało, wynika? Jak zmieni się w związku z tym moje życie i życie wokół mnie? Jeśli zmieniają się zasady wspólnoty, to w jaki sposób? Dobrze to czy też źle? Czy zaatakowano zasady wspólnoty, czy też zasady te niniejszym działaniem przywrócono?

Jeśli zaatakowano zasady wspólnoty, to czy są to zasady, o które należy walczyć, bo one ją rzeczywiście konstytuują? A jeśli tak, to jaka powinna to być walka? Z kim? W imię jakich idei? Dlaczego? Czy bowiem jesteśmy pewni, że zostały one naruszone? A jeśli tak, to czy bierzemy w tej walce jeńców, czy też zostawiamy po sobie spaloną ziemię? Czy w walce tej mamy prawo zaatakować nasz kraj, w którym „chwilowe władze” naruszają „zasady ponadczasowe”? Jeśli przegramy, kto zapłacić ma za sankcje wobec kraju? Czy jesteśmy w stanie ponieść takie konsekwencje naszego działania?

A może jest zgoła inaczej? Może działania, o których mówimy, przywracać zaczynają naruszone wcześniej zasady? I może pójść należy jeszcze dalej? W pełni więc zawierzyć sprawy tym, którzy chcą przywrócić zasady podstawowe, naruszone w ostatnich 20 czy 30 latach?

Jeśli naruszono zasady wolności, równości i braterstwa, także sprawiedliwego dostępu do dóbr, zaszczytów, wpływów, władzy i jeśli — jak twierdzą jedni — nastąpiło naruszenie drastyczne zasad współżycia społecznego w trakcie tych dziesięcioleci; jeśli jedna grupa zawłaszczyła wówczas majątek, a inną zapchano bezwartościowymi kuponami Programu Powszechnej Prywatyzacji, to może należy zdecydowanie przywrócić naruszone status quo?

Elżbieta Jaworowicz i jej programy są przecież uczciwe, prawdziwe. Naprawdę są tacy sędziowie, komornicy, są sprzedajni eksperci medycyny i geodeci, rzeczywiście panuje znieczulica — nawet w ośrodkach pomocy społecznej, nawet wśród księży. Szczególnie, gdy państwo jest słabe. Jak daleko jednak możemy posunąć się w budowaniu wszystkiego od początku? Czy jest możliwe budowanie przyszłości bez rozliczenia, uczciwego rozliczenia przeszłości? A jeśli tak, to z jaką siłą powinniśmy działać?

Im większa siła, tym większa powinna być nasza mądrość. Wiemy o tym?

I gdzie będzie w tym prawda?

Nie jesteśmy skazani na brak informacji, lecz na jej natłok

.Oczywiście, dostaniemy słowo prawdy, jeśli tylko zapiszemy się do grupy wyznawców. Wówczas dowiemy się wszystkiego, od A do Z. Będzie to wiedza zborna, spójna, na swój sposób nawet prawdziwa. Trudna do zakwestionowania. Z kolejnymi elementami, które pasują do siebie, wynikają jeden z drugiego, a przede wszystkim są zgodne z tą wizją świata, którą wybraliśmy.

Dowiemy się, że toczy się walka. Świat jest ciągłą walką. To jest wojna. Wojna zasad, cywilizacji i wielkich słów. Od nas tylko zależy, na którą stronę zostanie przeciągnięta lina. Natłok informacji, które dostaniemy, sprawi, że umocnimy się w tym, co widzimy i co odtąd będziemy widzieli wokół mnie. W tym fragmencie świata, który jest światem prawdy, sprawiedliwości i dobra. W odróżnieniu od świata zdrady, zbrodni i sprzeniewierzenia zasadom naszej cywilizacji.

Tylko że wciąż nie jest to prawda, lecz publicystyczna pałka, którą przyjmujemy za dobrą monetę. Wizja koślawa, niepełna, uproszczona do maksimum. Choć – trzeba przyznać – pozwalająca na jako takie zrozumienie zachodzących procesów. Bez szczególnego związku z prawdą.

Szczerze — szkoda mi już czasu na publicystykę zaangażowaną. Już przecież wiem, co sądzi Łukasz Warzecha na temat Hanny Gronkiewicz-Waltz (cokolwiek ona zrobi). Wiem też, jakie jest zdanie Tomasza Lisa na temat Antoniego Macierewicza (także niezależnie od faktów). Może nastąpić już tylko eskalacja opinii i emocji. Rafał Ziemkiewicz wreszcie oznajmi, kim dla niego jest Donald Tusk, a Przemysław Szubartowicz przelicytuje go, określając jeszcze dosadniej Jarosława Kaczyńskiego. W zabawie tej wygra ten, kto pierwszy określi drugą stronę tak, jak druga strona nie była w stanie jeszcze się przemóc, jeszcze miała opory (albo gorszych, mniej odważnych, z większymi oporami działających prawników, przekonujących, że co jak co, ale jednak to słowo, którego chce użyć „publicysta”, nosi znamiona znieważenia).

Tylko że wciąż oddalamy się od prawdy, od tego, co naprawdę się stało, prawdziwej wiedzy, oddając się emocjom i stadnym instynktom.

Dziennikarstwo przestało nieść światło, prawdę i dobro

.Dziś ani obraz jednej stacji telewizyjnej serwującej wieczorne wiadomości, ani drugiej nie oddaje pełni coraz bardziej skomplikowanego otaczającego nas świata. Raczej nawołuje jedynie do poparcia takiej czy innej ułomnej jej wizji. Co gorsza, nawet wypośrodkowanie obydwu wizji, bycie swoistym „informacyjnym symetrystą”, obejrzenie Faktów TVN o 19.00 i zaraz potem Wiadomości TVP o 19.30 również niewiele daje. Daje opinie, k0mentarze, urabianie widzów pod zestaw dobranych w tym celu faktów. Nie daje wiedzy, informacji, nie mówiąc już o poszerzeniu horyzontów, o rozwoju.

W relacjonowaniu walki klanów nie ma miejsca na wyprawy do gwiazd, dylematy biotechnologii i premiery teatralne. Nie ma miejsca na dyskusje o literaturze i sztuce, o sytuacji w Syrii (z relacjami wychodzącymi o wiele dalej poza prymitywne pytanie: “Czy Putin jest zabójcą?”), Jordanii, Wenezueli, Kostaryce, a choćby i Finlandii. Szkoda czasu, gdy celem mediów jest walka o to, kto kogo, czym i dlaczego.

Najbardziej świadomi zdają sobie sprawę z informacyjnego klinczu, informacyjnej pułapki, w którą jako społeczność wpadliśmy. Ale też trudno, aby w swej części społeczmości poddali się, wywiesili białą flagę, zamknęli swoje kanały komunikacji. Co więcej, tego, wydaje się, oczekują od swoich mediów: twardego, zdecydowanego działania, promocji tych wartości, jakie są istotne dla naszej wspólnoty. Przeciwko wspólnocie drugiej, traf chciał, również zamieszkującej nasz fragment planety.

Gdy Tygodnik Powszechny, Dziennik Gazeta Prawna, Gazeta Wyborcza i Newsweek z jednej, w zgodzie i porozumieniu, a Gazeta Polska Codzienna, W Sieci, z drugiej strony doszły do tego, że chętnie rozdawać będą efekty swojej pracy za darmo (darmowe wydania gazet, specjalne darmowe dodatki, udostępnienie płatnych dotąd zasobów w sieci), byle tylko „wstrząsnąć rodakami”, gdy dziennikarze Wprost i Newsweeka z jednej, a Niezależnej i TVP Info z drugiej strony zaczęli wręcz uczestniczyć w ulicznych wiecach (a czasami nawet rozróbach), po raz kolejny w Polsce skończyło się dziennikarstwo.

Dehumanizacja przeciwnika

.W walce, do której jedna i druga strona namawiają swoje media, swoich dziennikarzy, swoich wydawców i swoich redaktorów naczelnych, chodzi dziś o to, aby zejść coraz niżej, zaatakować najmniej świadome umysły najbardziej prymitywnymi sposobami. Do najważniejszych środków przekazu wywindowano dziś więc memy, infografikę (czasami wręcz trafiające na okładki papierowych tytułów prasowych, ale też do wiodących programów telewizyjnych) oraz oddziałujące na „szerokie rzesze” paski telewizji informacyjnych z treścią komunikatów odzieranych z niuansów. Oczekiwana, i przez jednych, i przez drugich, forma komunikatu już wkrótce brzmi więc: „Ten … (tu obraźliwe określenie) i sprzedawczyk (tu nazwisko) zaprzedał się im za judaszowe srebrniki” lub „Polacy za skazaniem (tu nazwisko) na długotrwałe więzienie”.

Nie widzę żadnej różnicy w działaniu mediów jednej, jak i drugiej strony. Obydwie schodzą coraz niżej, do coraz niższej argumentacji, zupełnie abstrahując od prawdy, nie mówiąc o szacunku do innego człowieka jako osoby ludzkiej. Dehumanizacja, odczłowieczenie podmiotu działań umożliwia pozbycie się wszelkich zasad. Tę akurat zasadę opisywało wielu, także, w przejmujący sposób, Tadeusz Różewicz, pisząc o działaniach niemieckich oprawców, pisząc o dehumanizacji ofiar w obozach koncentracyjnych.

Cel nie uświęca środków. Przemoc — instytucjonalna, psychologiczna, wykorzystująca instrumentarium propagandowe — niczego nie buduje.

Ludzie, którzy nie są w stanie znaleźć w sobie siły, aby stanąć w prawdzie, nie są w stanie niczego innym przekazać. Mogą jedynie burzyć, niszczyć, dewastować. W dłuższej perspektywie to droga donikąd.

Prawda, choćby najgorsza, to także odpowiedzialność.

Opcja zero

.Może warto rozważyć, jak zrobił to Józef Piłsudski, opcję zero w ponadnormatywnym wzbogaceniu, ale i w napuszczaniu jednych na drugich?

Przypomnijmy, pisał o tym Wojciech Myślecki na Wszystko co Najważniejsze, ideę Józefa Piłsudskiego, który zaproponował polskiej arystokracji zebranej w Nieświeżu umowę społeczną: nie będziecie prześladowani, nie będą rekwirowane wasze majątki, jeśli odtąd zachowywać się będziecie „korekt”, a wasze dobra zostaną opodatkowane na rzecz budowy Ojczyzny.

Jeśli taki podatek od ponadnormatywnych zasobów zgromadzonych w ciągu dwóch dekad, od 1989 r., jest jedyną szansą na zakończenie polowania na czarownice i wreszcie budowania wspólnie, razem normalnego kraju, może warto podjąć się intelektualnej choćby pracy nad takim projektem?

Być może to naprawdę jedyna szansa, abyśmy się wszyscy nie pozabijali. Kolejna „gruba kreska”, sprawiająca, że do 1 stycznia 2020 roku muszą być osądzone uczciwie wszystkie nieuczciwości, niegodziwości i zbrodnie, z uszanowaniem prawa do obrony, do odwołań od decyzji, uczciwego procesu i poddaniem się egzekucji, choćby i w postaci konfiskaty większej części majątku i owoców zatrutego drzewa.

Alternatywą jest pozabijanie się wzajemne. W obronie tego, co dla nas najświętsze, a de facto w walce, w której nie dysponujemy podstawowymi informacjami albo w której informacje prawdziwe i fałszywe służą udowadnianiu znoszących się tez, w której są już tylko emocje.

Czy czytam wszystko, czy nie czytam niczego, wiem tyle samo

.Pochłaniam zgiełk. Z prawa, z lewa, ogłuszający szum, szczęk oręża.

Kilka tysięcy przepisów i dziesiątki, setki możliwości interpretacji wzajemnie wykluczających się często przepisów, wersje ustaw, które wzajemnie się znoszą, i decyzje, które się zapętlają. Podziały, przechodzące nagle w poprzek dotychczasowych. Biuro Legislacyjne Sejmu, które nie jest w stanie ogarnąć procesu, i konstytucjonaliści, profesorowie prawa, zamieniający się w publicystów, wyprowadzający ludzi na ulice.

Ostatni, który coś mówi, ma wrażenie, że powiedział prawdę.

Jeden nie słucha już drugiego. A emocje jednych i drugich mają udzielić się ich obozom. Mają wyjść na ulice i protestować przeciw tym drugim. Policja — na razie w pełni profesjonalnie — oddziela jednych i drugich. Choć jedni i drudzy liczą na ostre zdjęcia, ostre paski w telewizjach informacyjnych i na coś, co wreszcie przeważy szalę na ich stronę. Choćby była to wojskowa interwencja NATO, Rosji, Niemiec, wojsk Fransa Timmermansa i aniołów, którzy zstąpią na ten łez padół, osiadając celnie po naszej, a nie ich stronie.

To, co słyszymy, nie jest prawdą, ale nie ma to już żadnego znaczenia.

Wśród argumentów obu stron wymieszane zostały mądre i prawdziwe z głupimi, acz poruszającymi. W informacyjnej wojnie każdego z każdym nastąpiła utrata zaufania do każdego.

Zniknęła wspólnota, jakkolwiek chroma by ona nie była.

Nie wyobrażam sobie dziś tekstu, w którym co do faktów w nim przedstawionym (podkreślam: nie ocen, interpretacji w nim zawartych, tez, pomysłów na ubarwienie fraz, lecz podstawowych faktów) zgodziliby się ze sobą Michał Boni i Zdzisław Krasnodębski, Jacek Saryusz-Wolski i Kazimierz Michał Ujazdowski, Piotr Zaremba i Paweł Wroński, by zostać tylko wśród tych inteligentnych i sympatycznych z natury rzeczy osób środka, którzy jeszcze niedawno ze sobą rozmawiali operując tym samym zestawem faktów. Dziś nawet zbiory faktów stają się coraz bardziej rozłączne. Nie są w stanie zgodzić się ani z liczbą sędziów Trybunału Konstytucyjnego, ani z liczbą kadencji sędziów Sądu Najwyższego, nie mówiąc o faktach dotyczących lat 1980, 1989 czy 1992.

A mówimy o spokojnych wyważonych intelektualistach, co dopiero reszta?

Co jest na końcu?

.Czy dochodzimy do jakiejś głębszej prawdy w wyniku kilku tygodni masowego bębnienia i informacyjnego szumu? Czy wiemy, co się stało? Czy poznajemy prawdę? Czy zyskujemy wiedzę? Czegoś doświadczamy, dowiadujemy się o sobie? Czy jesteśmy czymś prawdziwie zbudowani?

A może wręcz przeciwnie: karlejemy, czujemy się manipulowani, odarci z podstawowych przynależnych nam praw, w tym prawa — nie wiem, jak i od kogo respektowanego — do prawdy?

Jeśli tylko prawda jest ciekawa, może tylko ona ma sens?

I o czym właściwie był ten tekst? O uważności? O prawdzie i jej braku? O zagubieniu w gąszczu ocen bez szansy na wiarygodną informację? O źródłach i autorytetach, które zrejterowały, a może nie dały rady udźwignąć prawdy? O sile przekazu, która wyprowadza ludzi na ulice, a tam pytani, przeciw czemu protestują, odpowiadają paskami telewizji informacyjnych i zestawem prostych, szybkich, bejsbolowych narracji? O kryzysie informacyjnym, kryzysie wiarygodności, o…

Kto mógłby być autorem, który prawdziwie, uczciwie by Państwu to, co się dzieje, teraz opisał?

Eryk Mistewicz
22-29 lipca 2017 r.
PS. Zapraszam do polemik. Zachęcam wręcz.

37

Pierwszy raz na Wszystko Co Najważniejsze?

Aby nie ominąć istotnych tekstów, raz w tygodniu w niedzielę rano wysyłamy newsletter. Zapraszamy do zapisania się:

Pozostaw odpowiedź Janusz007PL Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

mleczaj wełnianka pisze:

Prawda? A czym jest prawda? Zgodnością wypowiedzi z faktami?

1. Prawda aktualnie nie jest wartością samą w sobie jest tylko i wyłącznie instrumentem do osiągania celów. Krótko mówiąc na potwierdzać wartość przyjętej postawy.

2. większość sporów nie tyczy się prawdy ale wizji, pomysłów czy interpretacji. Oczywiście wizje mogą sie okazać prawdziwe ale jak to wizje – nie muszą. Pomysły mogą być dobre lub nie. Interpretacje słuszne lub niewłaściwe. Problem w tym ze nie jesteśmy w stanie tego weryfikować. Ocena ich prawdziwości czy może lepiej słuszności częstokroć jest niemożliwa bo zależy od efektów jaki sie chce osiągnąć. A dla jednego efekt jest pożądany dla innego nie. O to chodzi w sporze najczęściej. Nie o prawdę ale o wizję i prawo jej realizacji.
A to czy mieszanie w to prawdy jest manipulacją czy nie też należało by się zastanowić

Jolanta Krzewicka pisze:

Czy koniecznie trzeba mieć zdanie na każdy temat? Nie trzeba.Nie ma takiej możliwości ani potrzeby. Trzeba natomiast mieć refleksję czy dany temat wymaga ode mnie zaangażowania czy jedynie uwagi. Jeśli z mojego punktu widzenia – jakiś profesor plecie publicznie bzdury, to jest to jego problem, mój problem pojawia się wówczas, kiedy te bzdury zaczynają dotyczyć mojego życia. I wtedy trzeba na to umieć zareagować, by zapobiegać złemu. Pierwszym najważniejszym testem wiarygodności jest integralność między myślami, słowami i czynami. Drugim jest motywacja, a trzecim kluczowym – podjęcie odpowiedzialności za ewentualne skutki. JEŚLI TEN TEST MI NIE WYCHODZI w publicznej przestrzeni – po prostu nie słucham więcej, wyłączam się. Moje nieangażowanie się – jest moją odpowiedzią

Janusz007PL pisze:

Szanowny Panie Eryku! :)
Postawił Pan polemicznie 3 kwestie:
1. prawdy
2. jej dysponenta
3. grubej kreski.
Piszę 3 – bo z analizą społeczeństwa oraz środowiska dziennikarskiego ciężko polemizować :)

W mojej ocenie pkt. 1 i 2 łączą się. Dlaczego? Ponieważ uważam, że w przestrzeni dyskusji publicznej już nie ma “faktów – jako zdarzeń formalnie obiektywnych”.
Szeroko dostępna synonimiczność języka pozwala każdemu opisującemu “fakty” nadać im właściwy – z jego punktu widzenia – wydźwięk znaczeniowy.
A ponieważ nie ma (jak sądzę) – zwłaszcza wśród tych, którzy przypisują sobie prawo do publicznego opisywania rzeczywistości – ludzi bezideowych czy “bezświatopoglądowych” zatem – używane przez nich określenia na opisanie “obiektywnego zdarzenia” zawsze będzie “skażone” ich systemem wartości czy wyznawanymi przekonaniami.
Konkludując: dostępu do prawdy obiektywnej nie ma :) Nawet Rocznik Statystyczny może zostać podważony z powodu zakwestionowania kryteriów ocennych konkretnych parametrów :).

Co do “grubej kreski” – cóż. To – de facto nastąpi. Po rozliczeniu najbardziej bulwersujących nieprawidłowości i przestępstw obu aktualnie ścierających się “obozów”. Przez 8 lat rozliczał jeden – teraz rozlicza drugi. W końcu to się dokona. (OK – jestem optymistą).
Jednakże wyznaczenie 2020 r. jako swoistej “mety” do której albo się rozliczenie definitywnie zakończy – albo po osiągnięciu której uzyska się amnestię i całkowitą bezkarność – jest wg. mnie niedopuszczalne.

Dlaczego? – bo zaburza “wrodzone poczucie sprawiedliwości” niejako mówiąc przestępcom: jak ci się uda nas wylawirować, przyblokować kruczkami prawnymi – i nie dopadniemy cię do 2020 r. to – niezależnie od tego jakim bandytą jesteś – machniemy ręką na twoje czyny”.
To byłoby nie fair.

Cóż. To oczywiście moje poglądy, zaprezentowane w odpowiedzi na Pańskie zaproszenie do polemiki :).
Pozdrawiam serdecznie
Janusz.

Grzegorz Gendźwiłł pisze:

Obawiam się, że tylko nieliczna grupa czytelników dotrwała do końca artykułu. Podobnie jak ja, zmęczyli się w połowie. Ba – nawet autor nie pokonał tematu w jeden dzień. To zaś oznacza, że “Rozprawa o prawdzie” (tytuł odautorski komentatora ;) ), ważna zwłaszcza w dyskusji wewnętrznej dziennikarzy pracujących w różnorakich polskich mediach nie odbije się szerokim echem ani w prasie, ani w telewizji, ani, w dominującym medium młodych-Internecie. Po kilku pierwszych akapitach skonstatowałem, że w zasadzie całość można by zamknąć w formie krótszej a oddającej ducha wypowiedzi. Spróbujmy zastanowić się nad taką zmianą. Spróbujmy nadać rozprawie tytuł “Kryzys etyki mediów na tle kryzysu etyki władzy w RP oraz na tle kryzysu pojęć prawda i etyka w polskim społeczeństwie informacyjnym”.
Ktoś powie – to inny kaliber. To materiał na doktorat z filozofii…
Być może. Ale do tego sprowadza się problem.
Kategoria prawdy nadużywana przez populistycznych polityków nie jest bowiem wartością absolutną, choć jako zasada naczelna, sama w sobie jest celem w dyskusji dla większości ludzi.
Czytając Pana esej(?) posiłkowałem się innymi, dostępnymi “na szybko” rozważaniami naukowymi na ten temat.
Teraz idę przynieść zakupy, które zrobiła żona (wartością naczelną jest więc obecnie coś innego niż dyskusja o prawdzie – polecam jednak w zamian do poczytania materiał badawczy
http://ifp.univ.rzeszow.pl/dydaktyka/dydaktyka_8/Jadwiga_Burda_D8.pdf
zaś pod rozwagę tezę: Powrót etyki, jako pełnoprawnego, obowiązkowego przedmiotu na poziomie “wyższych klas podstawówki i szkoły średniej” warunkiem wychowania świadomego społeczeństwa obywatelskiego.

Marek S pisze:

Panie Eryku, wie Pan co to “wrestling”? To takie okładanie się pięściami, nogami i wyzwiskami na ringu przez umięśnionych zawodników. Wygląda to bardzo widowiskowo i ma wielu kibiców. Problem jeden: to jest UDAWANIE! Zdradzę Panu sekret: to co pan widzi w TV i internecie, i w ogóle mediach to… wrestling! To gra! To udawanie! Tak naprawdę oni (politycy) sobie wcale wzajemnie krzywdy nie robią! To tylko wielka gra! Dowód? Proszę mi powiedzieć, czy pomimo licznych gróźb, ktoś z polityków poszedł do więzienia w ciągu ostatnich 28 lat? Tyle afer, tyle przekrętów, tyle obietnic z różnych stron: “będziecie siedzieć” i… nic! O co tu chodzi? O elektorat! O tych oglądaczy, kibiców, fanów! Cóż oni by zrobili bez elektoratu! Trzeba nas (ich suwerena) zaangażować byśmy im kibicowali! Wynik walki jest drugorzędny… Chodzi o EMOCJE tłumu! Chodzi o nasze serca i głosy! Media, dziennikarze, eksperci, “profesórzy” to “pożyteczni idioci”, którzy te emocje podkręcają. Mają z tego kasę! Zresztą choćby Wasz portal: “Wszystko co Najważniejsze”. W Waszym założeniu wcale nie chodzi o PRAWDĘ! TAK! Proszę sobie przeczytać uważnie co piszecie o sobie: “To najbardziej opiniotwórcza publiczność w Polsce”. Zatem chcecie TWORZYĆ OPINIE, a nie POSZUKIWAĆ PRAWDY!!! A to zupełnie dwie rożne sprawy…
A szczerze, Panie Eryku… Z czego by Pan żył, jakby nie był publicystą… Umie Pan coś innego robić? Umie Pan murować, reperować obuwie, przykręcać śrubki? Podejrzewam, że nie… Jest Pan tak samo jak pozostali “pismacy” od podkręcania emocji… Niczym Szaranowicz na meczu… I tyle… Czy to nie PRAWDA?
Proszę nie brać tego personalnie… To nie atak… To wyrazy ubolewania… Osobiście Wam (nazwijmy to: elicie intelektualnej narodu mieniącej się opiniotwórczą) czyli dziennikarzom, publicystom, intelektualistom, ekspertom, profesorom, mędrcom i wszystkim tym “gadającym głowom”, to ja serdecznie współczuję… Robicie wszystko by mieć oglądalność, poczytność, by istnieć w przestrzeni publicznej… To w końcu wasz chleb. A Prawda? Hmm… Prawda nie da jeść.. Pozdrawiam

Blaze Sedzikowski pisze:

No właśnie.
Zresztą prawda ustalana jest często przez wyższe kryteria. I tak np. w wypadku Puszczy Białowieskiej jednym chodzi o jak najszybsze naprawienie szkód, drudzy hołdują zasadzie aby przyrodę zostawić samą sobie … Z tego wynikają różnice w podejściu do rozwiązania problemu – gdzie tutaj prawda ?

Publicyści nie naprawią publicystyki. W gruncie rzeczy im więcej nawalanki tym lepiej. Szybciej wyeliminowani zostaną jawni fałszerze .

Serdecznie pozdrawiam

mleczaj wełnianka pisze:

„I tak np. w wypadku Puszczy Białowieskiej jednym chodzi o jak najszybsze naprawienie szkód, drudzy hołdują zasadzie aby przyrodę zostawić samą sobie … Z tego wynikają różnice w podejściu do rozwiązania problemu – gdzie tutaj prawda ?„

Akurat tutaj można by trochę poszukać prawdy w kwestii skutków działań bądź ich zaniechania oraz motywacji.

Leszek BOY pisze:

Przeczytałem uważnie, pod wszystkim się podpisuję.
Zwłaszcza sprawa kryzysu oświaty, poziomu edukacji, płacenia szkołom i uczelniom “od łebka” bardzo mnie boli. iż teraz widzimy bezsens nadprodukcji magistrów i wymyślania bezsensownych kierunków, byle nałapać więcej sztuk= kasy. Co gorsza odbija się to czkawką na samych wykładowcach i nauczycielach, którzy są bezradni wobec cichego nakazu z góry aby “jak najwięcej przecisnąć, przepuścić”. Najgorsze, że sami zainteresowani= uczniowie i studenci wyczuwają to doskonale, wiedzą że nie muszą prawie w ogóle się starać, aby zdać. Dlatego wszystko leci na łeb na szyję a świadectwo ukończenia uczelni, nawet tych renomowanych jest coraz mniej warte.

Niestety, przeczytałem cały tekst i utwierdziłem się w przekonaniu, że znalezienie prawdy jest dzisiaj prawie niemożliwe w Internecie, mediach głównego nurtu. Ja nadal szukam i pytam o narzędzia, autorytety? książki? które pozwolą zwłaszcza młodszym pokoleniom wyrobić sobie zmysł uczciwej obserwacji, nauczyć się żmudnego procesu odkopywania prawdy spod stosu kłamstw i manipulacji. Nie ukrywam że sam często czuję się zagubiony i nie potrafię przedstawić swojej opinii w wielu nurtujących nasze społeczeństwo kwestiach.
Powód? Poczucie bezradności w zderzeniu z nadmiarem sprzecznych przekazów. Staram się być uczciwym i jedyną opcją wydaje mi się czasem wycofanie, aby nie dać się zaszufladkować do żadnego z “obozów”.

Sensowne wydaje się czytanie publicystów “środka” lub tzw. mediów niezależnych ale i tu coraz mniej takich, którzy nie pachną stronniczością.

1 Maud Puternicka pisze:

Internet to albo źródło życiodajne, albo zabójca prawdy. I nie ma łatwego rozwiązania jak trafić w punkt. Co do chaosu i doborze argumentów- 100% zgody. Zabrakło mi w tych rozważaniach jednego elementu. Który wydaje mi się być jednym z mocniejszych deficytów. Oprócz braku rzetelnej, suchej informacji (pozbawionej nacieku oceny) – chorujemy na akceptację totalnego braku odpowiedzialności. Za słowa i czyny. Bez próby znalezienia mechanizmu, który tę odpowiedzialność przywróci- nie damy rady zbudować żadnego mostu. Bo zawsze mamy pod ręką tzw. dyżurne autorytety- Dobór których jest na pstrykniecie palcem. A te autorytety nie siadają do stołu i nie rozmawiają o faktach tylko o swoich przekonaniach -bez woli konsensusu. Wynikającego z odpowiedzialności za rolę, jaką przyszło im pełnić.
Jaskrawym tego przykładem jest głośny spór o Białowieżę. Z jednej strony leśnicy –praktycy i popierający ich naukowcy z IL , z drugiej rzesza naukowców związanych z ekologią. Oni produkują broń Czas post-prawdy i gotowych kalek zachowań to nic innego chyba jak wynik odejścia od odpowiedzialności . Szeroko pojętej. Obie strony sporu jako czołowy argument podają: chcemy bronić siedlisk w Białowieży. Każda ze stron na swój sposób. Cel jest jeden- ale walkę na argumenty przy stole zastąpiło rozdanie broni maluczkim.
A skąd podłoże dla tej choroba braku odpowiedzialności? Z wygody odbiorców i –najczęściej- z partykularnych interesów grup. Biznesu, polityki itp. Tu wiodącą rolę odgrywają media. Wszelkiego rodzaju, Nie jest to nowe zjawisko – zawsze media były czyjąś tubą. Dzisiaj ta rola urosła do monstrualnych wymiarów. Brak czasu, wygoda w przyswajaniu „czerwonych pasków” i chwytliwych tytułów, nie mających potem nic wspólnego z serwowana treścią. Media zyskały niezwykłego sprzymierzeńca- odbiorcy są w ciągłym niedoczasie…
Równocześnie kasę zbijają ci, którzy uczą jak manipulować masami. Od szkół uczących zasad skutecznej reklamy ,poprzez różne szkoły nauczające techniki medialnej (kasa, misiu, kasa) ,wizerunku medialnego itp. Od roli prawdy i odpowiedzialności społecznej specjalistów próżno szukać. Informacja stała się po prostu jeszcze jednym towarem w masie innych. A ci, którzy nam ją sprzedają- sieciowymi supermarketami. Odbiorca zaś został wyedukowany do czytania „naklejek” i odwiedzania swoich ulubionych dostawców.
Oni zaś swoją odpowiedzialność ograniczają do interesu innych. Bezkarnie.
Dopóki będzie trwało społeczne przyzwolenie na „róbta co chceta”- prawda będzie coraz bardziej deficytowa. Autorytetami zaś będą dowolnie dobrani dostawcy, przemielonej na obraz i podobieństwo ich interesów- informacji.
Prostych rozwiązań nie ma . Kluczami wydają się być właśnie :”prawda+czysta informacja(fakt)+odpowiedzialność.
Pozdrawiam serdecznie

Mistewicz pisze:

Dokładnie tak: Prawda + Informacja + Odpowiedzialność.
W sprawie Białowieży nie trafił do mnie niestety ŻADEN materiał, który zawierałby w sobie fakty, a nie ich zbiór podporządkowany tezie jednej albo drugiej strony. Niesamowite swoją drogą.
Serdeczności, EM

Mistewicz pisze:

Inspirujące. Serdeczne. EM

pickaid pisze:

na koncu jest chaos…

Leon Ijegopan pisze:

Dziękuję za tekst. Podzielam wszystkie troski o stan naszych głów i naszych mediów i autorytetów. Autor nie podaje rozwiązań, bo gotowych nie ma i ja też ich (prawie) nie widzę. Bo o to nader trudno.
Parę dni temu odbyłem rozmowę z przyjacielem – zasłużonym działaczem pierwszej “Solidarności”, kawalerem najwyższych odznaczeń. Zapytałem, dlaczego niektórych rażą na manifestacjach KODowskich skandowane hasła typu “Będziesz siedział” lub “Precz z kaczorem – dyktatorem”. Są dosyć ostre ale przecież oddają prawdę: sprawcy łamania Konstytucji muszą kiedyś znaleźć się w więzieniu a Kaczyński jest dyktatorem. Przyjaciel odpowiedział, że “grzeczne” i godne manifestowanie prawdopodobnie i tak nie przyniesie zmiany, że Kaczyński jest dyktatorem i władzy nie odda – wyborów nie będzie albo będą zmanipulowane. A sprawcy łamania Konstytucji w wyobrażalnej przyszłości nie poniosą odpowiedzialności. I że przyjdzie kiedyś dzień rewolty na ulicach. Ale w każdym proteście chodzi o to, aby mieć za sobą poczucie godności. Że my nie łamiemy prawa i nie obrażamy przeciwnika do samego końca. Że zrobiliśmy wszystko, co możliwe, aby Prawda była po naszej stronie. Aby do samego końca nie mieć sobie nic do zarzucenia.
Chyba taka postawa, zwielokrotniona na rzesze społeczeństwa, może odmienić styl naszych wojen plemiennych.
I druga uwaga. Rozdział “Opcja zero” to jakby z innego materiału albo wynik szalonego skrótu. Skrótu polegającego na przyjęciu, w wyniku kolejnych wnioskowań i przybliżeń, że praprzyczyną stanu naszych umysłów i sumień jest prywatyzacja lat 90-tych (“uwłaszczenie pokomunistycznych elit” po przełomie 1989 roku). Gdyby autor rzeczywiście tak uważał, to byłoby to zdecydowanie zdecydowanie zbyt jednostronne spojrzenie.

Mistewicz pisze:

Ad: Opcja zero. Oczywiście nie. prywatyzacja lat 90. to jeden z wielu (a może wieluset) elementów opisu tych lat i tej rzeczywisyości. Jeden z wielu elementów, obok słynnego przecież sposobu “organizacji pierwszego miliona” w tym okresie. Ale też równie ważnym jest dewastacja polskiej edukacji, polskiej nauki… Temat na osobny tekst.
Serdeczne, EM

Stefan Batory pisze:

Etyka profesorska, dziennikarska, polityków , ale i nasza, wypłoszy elektronicznych, pozwalających sobie na niezgadzanie się z tymi poprzednimi, odbierana jest jako forma e- tyki, czyli elektronicznego tykania nieprawomyślnego ( raczej inaczej niż ja interpretującego fakty) drania, to i efekty są jak w diagnozie szanownego Autora. Powstał zamiast języka esperanto, który byłby zbawieniem dla wielujęzycznej wieży e-Babel, równie uniwersalny język ekstrementalny. Jego forma ma degenerujący wpływ na treść i zakwasza ją, lepiej niż moja Babcia ogórki, i żaden tłumacz nic TU nie pomoże. Czy jest szansa, że immunitety “tytułów naukowych”, odpuszczą ? Raczej nie. Przykładem, forma przeprosin I Prezes SN za “10 tysięcy zł”. Więcej pokory życzę sobie i polemizującej Reszcie.

Mistewicz pisze:

Pokora wychodzi nam na jedno ze słów-kluczy w tej rozmowie.
Serdecznosci, EM

Ewa Fabian pisze:

nie mam pojęcia, nie znam tej sprawy

Mistewicz pisze:

A może 1 stycznia 2020 można otworzyć – z większą lub mniejszą fetą – dobrze zbudowany most?
Serdeczności, EM

Mistewicz pisze:

Mimo wszystko chyba jestem większym optymistą. Nie wiem, jak to się stanie. Nie wiem, dla ilu osób prawda realnie będzie potrzebna tak bardzo, że będą za realną prawdę chcieli płacić realne pieniądze. Nie wiem, kiedy to się stanie. Ale jednak mam taką nadzieję. Serdeczności. EM

Rafal Kubara pisze:

Tylko prawda jest ważna, tylko prawda jest ciekawa, tylko na
prawdzie można budować, tylko prawda może nas wyzwolić – piszę to bez
cudzysłowu bo, mimo wszystko, w to wierzę. Tylko dlaczego fałszywy pieniądz
wypiera walutę z drogiego kruszcu?

Tylko na prawdzie
można budować. Wszystko co powstaje na
nieprawdzie raczej prędzej niż późnej upada: piramidy finansowe, bańki spekulacyjne
i oszukańcze ideologie i systemy społeczne. Przynoszą one miliony jednostkom i
nędze milionom.

Tylko prawda jest ciekawa i ważna. Czemuż miałyby nas
interesować narracje, co do których są podstawy, by sądzić, że nie oddają
rzeczywistości, że mogą prowadzić do podejmowania błędnych decyzji? A jednak
podążamy za nimi. Bo we współczesnym konsumpcyjnym świecie to wygoda kształtuje
świadomość – wierzymy w to co jest dla nas wygodne. Coraz więcej i chętniej za
płacimy za komfort, lenistwo i spokój. Narracje „eksperci” „uwalniają” nas od myślenia,
dociekania prawdy, zachowywania niewygodnych zasad.

Tylko prawda może nas wyzwolić. Ale my jesteśmy wolni i
czasem nawet z tej wolności korzystamy – mamy wolność wyboru jednego z
konkurencyjnych Matrixów …

Nie wiem czy na wydziałach dziennikarskich ktoś jeszcze na
poważnie naucza etyki, czy uczy, że podstawową zasadą profesjonalizmu w tym
zawodzie jest dążenie do obiektywizmu. Istotą zawodu dziennikarza i naukowca
jest dociekanie i przedstawianie prawdy. Mają ku temu odpowiednie narzędzia,
powinni mieć umiejętności, ale najważniejsza jest WOLA – dobra wola.

Mistewicz pisze:

Bardzo dziękuję. O tym właśnie miał być ten tekst :) Serdeczności. EM

Maria Wanke-Jerie pisze:

Tekst jest pogłębioną analizą i celną diagnoza obecnej sytuacji w Polsce, której przejawem jest deficyt prawdy i zaufania, przy jednoczesnym natłoku informacji. Selekcja faktów, o których informują media, jest niezbędna, ale to jest jednocześnie instrument manipulacji. Żyjemy w światach równoległych, bo zbiór wspólnych faktów, o których zostaliśmy poinformowani przez preferowane przez nas media, jest prawie pusty.

To nie jest zjawisko występujące tylko w Polsce. Pamiętamy, że kolegium redakcyjne Słownika Oksfordzkiego jako słowo roku 2016 wybrało wyrażenie „post-prawda” – pojęcie odnoszące się do sytuacji, w której w kształtowaniu opinii publicznej fakty przestają mieć znaczenie. Kształtuje się ona przede wszystkim pod wpływem emocji i osobistych przekonań.

Ciągły szum informacyjny, w którym fakty mieszają się z opiniami, a informacja z dezinformacją sprawia, że gubi się to, co rozumiemy pod pojęciem prawda.

Czy kogokolwiek dziś prawda interesuje? Czy jest ona pożądana, czy ludzie jej poszukują? Obawiam się, że nie. Z moich obserwacji wynika, że ludzie raczej pod wpływem emocji nabierają przekonań w jakiejś sprawie, a potem już tylko szukają ich potwierdzenia. Wszystko, co przeczy tym przekonaniom, nawet najbardziej racjonalnie argumenty, jest odrzucane. Niezgodność faktów z przekonaniami nie ma wpływu na zmianę poglądów w danej sprawie, a jedynie na ocenę autora, a nawet więcej, jego klasyfikację. Jeżeli pisze on nie to, o czym ktoś jest przekonany, to znaczy z pewnością przeszedł na stronę wrogiego obozu i to z najniższych moralnie pobudek. Takich sytuacji, takich interpretacji znam wiele. Już nie podejmuję się dyskusji, gdy rozmówca reaguje emocjonalnie. Jestem pewna, że nie ma wówczas sensu przekonywanie.

Z doświadczenia wiem, że te przekonania może zmienić tylko spotkanie w świecie realnym, nie wirtualnym, rozmowa, bliższe poznanie. Wtedy ktoś, postrzegany jako uosobienie zła, zdemonizowany przez media może nabrać w oczach wyznawcy tych przekonań cech ludzkich, a nawet wzbudzić sympatię. Jeżeli kluczem do obecnej sytuacji są media, to może od nich należy zacząć. Zacząć od spotkania ludzi mediów nawet bardzo ideowo odległych, ale deklarujących dobrą wolę. Minimum wymagań, aby to miało sens, jest wyzbycie się przez każdego uczestnika takiego spotkania wzajemnych uprzedzeń i nastawienie na słuchanie, a nie przekonywanie adwersarza. Może to grono ludzi dobrej woli wypracuje jakieś zasady wzajemnego współistnienia, zrobi mały krok może nie tyle ku zasypywaniu podziałów, ale przynajmniej niepogłębiania przepaści, która dzieli. Mały krok w przeciwną stronę do tej, którą cały czas zmierzamy.

Taka hipoteza: jako ludzkość jesteśmy w przejściowym momencie rozwoju naszej cywilizacji (być może jej końca). Produkcja informacji i newsów jest tak ogromna, że każdy człowiek z osobna nie jest w stanie przetrawić dostatecznej ich ilości, by samemu wyrobić sobie zdanie. Poszukujemy już tylko opinii. Jak pszczoły, wybieramy tylko najjaskrawsze kwiatki, najbardziej wymyślne. Stajemy się zależni od kolejnego grupy osób publicznych. Od ekspertów. Szereg przez jaki musi przejść każda prawda wydłużył się o jedno ogniwo, a zwykli odbiorcy, ludzie codzienności dalej są na samym końcu. Z natury rzeczy każda prawda musi zostać przetrawiona, zniekształcona przez każde ogniwo i Bóg raczy wiedzieć co dostajemy na końcu. Ludzie nie potrzebują już prawdy, bo gdyby ją otrzymali nie wiedzieliby co z nią zrobić.
A teraz trochę zabawy science-fiction. Możliwe, że to całkowicie mylne przewidywanie. Ponieważ nie potrzebujemy prawdy, a poszukujemy tylko wyrazistych opinii, to stajemy się coraz bardziej zależni. Już teraz portale społecznościowe dbają o naszą bańkę informacyjną i bańkę opinii. Wkrótce może okazać się, że te same portale zaczną produkować dzięki swoim algorytmom opinie i komentarze do rzeczywistości, od której będziemy coraz bardziej izolowani. Czytamy tylko to z czym się zgadzamy, a za chwilę będziemy się zgadzać z tym co nam napiszą. Nie będzie już własnego zdania, nawet zmanipulowanego. Będzie tylko zdanie maszyny, precyzyjnie przygotowane. Sztuczna inteligencja, już nie eksperci, będzie nas na siebie nawzajem napuszczać.
A może stanie się odwrotnie i tylko Sztuczna Inteligencja będzie w przyszłości w stanie przetworzyć wszystkie informację, cały ich gąszcz i zsyntetyzować je w prawdę? Może AI będzie wybawieniem i prawdziwym autorytetem? ;)

Mistewicz pisze:

Już to się dzieje, ale pisałem kilka miesięcy temu też na Wszystko Co Najważniejsze w tekście “Sztuczna Inteligencja – kto skorzysta?” kilka uwag, z których wynika, że może nie będzie to tak proste: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/eryk-mistewicz-sztuczna-inteligencja-kto-skorzysta/

Jan Sliwa pisze:

Jeden z pierwszych warunków, to uroczyste wycofanie się opozycji w totalności. Można połączyć z hucznymi obchodami. Nie wiem, kto im podsunął nawiązanie do mowy Goebbelsa z Sportpalast po Stalingradzie (Wollt Ihr den totalen Krieg? Jaaa!!!). Efekt jest taki, że każda ich dyskusja “merytoryczna” jest pozorna, chodzi tylko o dokładanie do kotła, cokolwiek, by obalić rząd. Co na szczęście działa na odwrót. Na każdą małpiarnię spada im poparcie.
Ja mogę słuchać ludzi o nieco rozbieżnych poglądach (jak w Saloniku Ziemkiewicza – nawet niech będzie Stankiewicz), ale o pewnym konsensusie – że rozhuśtanie łódki, byle kapitan wpadł do morza (a łódka niech utonie), to błędna strategia.

Za to jak widzę Kierwińskiego / Grabca / Halickiego, że nie wspomnę o Szczerbie, to wyłączam. Potem będą filmiki: X miażdży Y, z których nic nie wynika. Ale co zrobić, nie wiem. “U nas” też są tacy, którzy po jednej wypowiedzi skreślają Warzechę, bo ma za dużo wątpliwości.
Ja przynajmiej nie przerzucam na kontakty prywatne. Mogę polemizować, ale jak nie wychodzi, przechodzę na rozmowy o wnukach i o zdrowiu. Jak ktoś mnie chce skreślić jako pisowca – jego sprawa.

Aleksandra Rd pisze:

Bardzo się z tym zgadzam, przypomnijmy, że “opozycja totalna” i “precz z Kaczorem dyktatorem” zaczęły się następnego dnia po wyborach, zanim jeszcze zaprzysiężono parlament
także nie wrzucajmy do jednego wora “narracji PISu” i “totalnej opozycji”, ja jednak widzę zupełnie różne motywacje i okoliczności
pozdrawiam!

Mistewicz pisze:

Czuć perspektywę zagraniczną :) Obecność poza PL. Serdeczne! EM

Ewa Fabian pisze:

Panie Eryku, jedyna rada na te bolączki to chyba po prostu zacząć czytać teksty prawne. Można zacząć od polskiej Konstytucji, na którą reagowali oklaskami – różnymi, zależnie od przepisu – protestujący pod Pałacem Prezydenckim, Sejmem, Senatem i Sądem Najwyższym. Później można już czytać ustawy samodzielnie. Niuanse prawne i kruczki, które się przewijają w mediach, podobnie jak przykłady niesprawiedliwości urągającej powadze wymiaru sprawiedliwości, to wierzchołek góry lodowej. Prawo jest solidne. Przy okazji, owoce zatrutego drzewa to taka doktryna w procedurze karnej, zgodnie z którą “cel nie uświęca środków”. Tzn. nawet, jeśli bardzo chcemy skazać, to nielegalnie zebrane dowody nie powinny nam na to pozwolić, w majestacie prawa. Cel nie uświęca środków. Pozdrawiam.

1 Maud Puternicka pisze:

To “solidne “prawo” i jego czytanie jest bazą do wielu programów pani Jaworowicz. Pozdrawiam:-)

Ewa Fabian pisze:

Proszę mnie nie rozumieć w ten sposób, że bagatelizuje krzywdy kogokolwiek. Prawo jest solidne w swoim podstawowym założeniu (respektujmy je, bo patologia nie usprawiedliwia odejścia – nawet chwilowego, pozornie – od zasad według których chcemy żyć).

Mistewicz pisze:

Prawo jest solidne mówi Pani? Nie wiem, nie jestem przekonany. Serdeczne! EM

Ewa Fabian pisze:

No właśnie solidne :) Naprawa państwa polega na zapewnianiu, że dobre prawo jest właściwie stosowane, w całości, sprawiedliwie i bez wyjątków. Naprawa państwa nie może polegać na łamaniu prawa przez samo państwo.

Mistewicz pisze:

chyba że jest ułomne, azaliż prawo nie jest żywą tkanką? na ile jest, na ile nie? na ile tablice zmienialne są, pod jakimi warunkami, kiedy, w ewoluujacym społeczeństwie…? Pozdrawiam, EM

Ewa Fabian pisze:

Używając porównań związanych ze wczorajszą uroczystością, jeśli usprawiedliwiamy, że cel nie został osiągnięty, ale droga do niego była godna, to może warto ten sam sposób myślenia przyjąć w innych sprawach. Nawet jeśli cel nie zostanie osiągnięty (naprawa państwa), ale droga do niego (sposób wykonywania władzy ustawodawczej) będzie godna, to ludzie będą wiele w stanie wybaczyć.
PS. Już wolałabym nie odpowiadać na ten wątek, staram się nie angażować w politykę.

Ewa Fabian pisze:

To, jak stanowić prawo, by było dobre, to znowu osobny temat. Z pewnością nie poprzez nocne sprinty w Parlamencie, ale tutaj znowu wracamy do “cel nie uświęca środków” i “nie naprawia się państwa poprzez łamanie prawa przez samo państwo”. Po nocach można co najwyżej czytać antycznych filozofów… Pozdrowienia!

Tomek Aleksandrowicz pisze:

Dobry tekst, trochę jak rozpaczliwe wołanie na puszczy. To znacznie szerszy problem, coraz powszechniej dostrzegany: przeżywamy kryzys demokracji liberalnej, który w znacznej mierze zawdzięczamy jej najbardziej zdeklarowanym wyznawcom. Analizując wyzwania i problemy, przed którymi stoi dziś szeroko rozumiany Zachód nie sposób nie zauważyć dwóch kwestii: część z nich wynika ze swoistego zdegenerowania się istniejącego systemu, a części nie da się rozwiązać nie tracąc atrybutów liberalnej demokracji. Przeżywamy zatem czas radykalnej zmiany, co m.in. oznacza radykalizację postaw u większości uczestników życia publicznego (niekiedy zupełnie nie do zaakceptowania – jak w przypadku ostatnich wypowiedzi twitterowych jednej z autorek WCN). Tekst artykułu dotyczy zatem jednego z rezultatów/przejawów znacznie szerszego procesu. Temat do debaty – ważny, aktualny, trudny – tym bardziej, że mieści się w jego ramach wiele emocji.

Mistewicz pisze:

Przy redukcji emocji można wszak rozmawiać. I nawet do czegoś mądrego, “rekomendowalnego”, dojść. Serdeczności. EM

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam