Jan ŚLIWA: Uśmiech Zofii.
Moja prywatna teologia

TSF Jazz Radio

Uśmiech Zofii.
Moja prywatna teologia

Jan ŚLIWA

Pasjonat języków i kultury. Informatyk. Publikuje na tematy związane z ochroną danych, badaniami medycznymi, etyką i społecznymi aspektami technologii. Mieszka i pracuje w Szwajcarii.

zobacz inne teksty autora

Po serii tekstów na tematy aktualne wracam tu do cyklu moich rozważań na tematy nieobciążone aktualnością, a przez to aktualne wiecznie. Nowych Czytelników informuję, że uśmiechnięta Zofia w tytule cyklu to ta, za którą – często bezskutecznie – tęsknią filo-zofowie. Poprzednie teksty są do znalezienia w archiwum [LINK]   – pisze Jan ŚLIWA

Ostatecznym problemem filozofii jest to, jak świat działa i o co w tym wszystkim mogłoby chodzić. Nie da się uciec od pytania o determinizm, przypadek i wolną wolę, o czym szczegółowo innym razem. Tego typu rozważania – jeżeli nie mają być zbyt suche i chłodne – nieuchronnie prowadzą do naciągniętych spekulacji i zahaczają o teologię. Sformułowane tu opinie i przypuszczenia mają status MPT – Mojej Prywatnej Teorii, dokładniej MPTzKsNnMZ(aM) – Mojej Prywatnej Teorii z Którą się Nikt nie Musi Zgadzać (ale Może). Odwołuję się w nich do Księgi, ale jedynie jako inspiracji, dalej próbuję posługiwać się rozumem.

Podejrzewam, że z powodu pewnych hipotez mógłbym przed wiekami zostać wysłany na stos. Dziś jednak inkwizycja to papierowy tygrys, raczej obawiam się anatemy z drugiej strony, bo przy dominującej wierze w redukcjonistyczny materializm wszelkie rozważania wychodzące poza wytłumaczenia fizyko-chemiczne i wręcz dopatrujące się rozumnej praprzyczyny są ryzykowne. Spróbujmy jednak pospekulować.

Świat

.Wielu naukowców zauważyło, że stałe fizyczne, takie jak stała grawitacji, stała Plancka czy prędkość światła, nie są tak przypadkowe, jak by się mogło na pierwszy rzut oka wydawać. Nawet niewielka ich zmiana uniemożliwiałaby powstanie takiego świata, jaki znamy – z gwiazdami i planetami czy atomami węgla łączącymi się w makrocząsteczki. Można więc mówić o konstrukcji świata pozwalającej na istnienie rozumnych obserwatorów, czyli np. ludzi. Idea ta nazywana jest zasadą antropiczną. Niektórzy widzą w niej dowód na istnienie Rozumnego Konstruktora. Według mnie to nie dowodzi niczego – mamy statystykę na jednym egzemplarzu. Człowiek, który opuścił jarmark świąteczny na pięć minut przed atakiem terrorystów, może opowiadać o Bożej Opatrzności. Człowiek, który został dłużej, nie opowiada niczego. Więc może nam się tylko udało? Tego nie będziemy wiedzieli nigdy (?). Musielibyśmy wiedzieć, czy nasz Wszechświat jest tylko jedną z miliona prób i akurat nam się trafiło żyć w nim, czy jest jedyny, więc może skonstruowany w pewnym celu.

Powtarzam – zmyślna konstrukcja świata nie dowodzi istnienia Rozumnego Konstruktora. Lecz sugeruje. Co z tym mogę zrobić? Ja osobiście jestem wierzącym agnostykiem. Mając przed sobą dwie możliwości, z których za każdą przemawiają podobnie silne argumenty, mogę tylko wierzyć. Wierzyć w jedno lub w drugie. Widząc świat, w którym można widzieć rozumny zamiar lub jedynie długotrwałą ewolucję materii, wybieram pierwsze rozwiązanie. Wierzę w nie. Podejrzewam, że gdyby za stroną materialną nie kryła się jakaś dodatkowa tajemnica, dałoby się świat opisać w prosty sposób, bez zawiłości i paradoksów. W Feynmana wykładach z fizyki jest tablica „Fizyka klasyczna” – na jednej stronie zasady dynamiki Newtona, prawo grawitacji, równania Maxwella. Wszystko!

Wszystko? No, nie całkiem. Trzeba by przynajmniej dodać równanie Schrödingera. Może brakuje paru, których jeszcze nie znamy. Ale czy to opisze cały świat, włącznie z V symfonią i moją radością na widok pierwszych wiosennych pąków? Może tak, może nie.

W wielu sytuacjach okazuje się, że wiemy dużo, ale nie wiemy wszystkiego. Pewną próbą dojścia do prawd absolutnych jest matematyka. Choć wydaje się nieubłagana, również ona została ograniczona w swoich totalitarnych zapędach twierdzeniem Gödla. Wciąż nie wiemy, czy los nasz jest nam dany, czy podlega ślepemu przypadkowi, czy możemy go sami kształtować. Jesteśmy otoczeni przez systemy chaotyczne, których ewolucja podlega skokowym zmianom, które mogą być spowodowane minimalnymi, nieznanymi nam przyczynami, prawdziwym przypadkiem, a kto chce, może w nich widzieć ukryty palec Boży. Świat zawiera więcej zjawisk niż spadanie jabłek ruchem jednostajnie przyspieszonym. Czy to nie mogło być prostsze?

Może więc stoi za tym Ktoś, kto daje nam rozum, pozwalający na niezłe poznanie świata, lecz sugeruje, że nasze poznanie ma granice. A w tym momencie otwarte zostaje pole dla wiary. Dla wiary w jedną lub w drugą stronę. Dlatego napisałem, że jestem a-gnostykiem, nie-wiedzącym, bo nie wiem – i wiem, że nie wiem. Niewiedza jest warunkiem wiary.

Możliwe jest również stwierdzenie: „Odrzucam wszystko, co nieudowodnione”. Podkreślam, że stwierdzenia takiego nie uważam za zbyt rozsądne, nie jest też ono żadnym dowodem. Gdy żyjący w głębokiej dżungli pigmejski racjonalista po raz pierwszy usłyszy radio, będzie musiał sobie wytłumaczyć, że ulega złudzeniu. W podobny sposób Voltaire nie wierzył, że znajdowane w górach skamieniałe muszelki dowodzą, że było tam kiedyś morze, Fred Hoyle odrzucał teorię Big Bangu, bo kojarzyła mu się z kreacjonizmem, a Miczurin i Łysenko genetykę, bo nie znali jeszcze jej materialnego podłoża, a w ogóle ex definitione nie mogła być poprawna, bo wymyślił ją klecha Mendel. Można powiedzieć „Nie mówię o niczym, o czym nic nie wiem”, ale nie dowodzi to, że to coś nie istnieje. Stanowisko takie jest normalne w nauce, choć drogę badaniom szczegółowym torują wariackie nieraz hipotezy. Ja jednak zapowiedziałem formułowanie wariackich hipotez.

Człowiek

.Dalej chciałbym się zastanowić, jakie jest miejsce człowieka w tym wszystkim.

W tym całym, niewątpliwie materialnym świecie jest czynnik niepoddający się podejściu naukowemu – miłość. Podobnie piękno i dobro. Nauka potrafi badać, co było w której kulturze uważane za dobre, opisać ewolucję tego pojęcia, ale nie zabiera się nawet do oceny tego, co dobre jest. Przy aktualnym redukcjonistycznym nastawieniu nauki wartości nie mają skąd się wziąć. Więc można je odrzucić jako coś pozornego, lecz mnie to nie przekonuje. Tu również można – cytując Wittgensteina – zdecydować, że jeżeli o czymś nic nie mogę powiedzieć, to milczę. Problem polega na tym, że musiałbym pominąć milczeniem wszystko, co mnie naprawdę interesuje.

Wielu naukowców, ze szczególnym uwzględnieniem Richarda Dawkinsa i jego następców, tłumaczy ludzkie zachowanie adaptacją do presji otoczenia, co kulminuje w pojęciu „samolubnych genów”, które robią wszystko, by zwiększyć szanse na skopiowanie. Oczywiście według tego rozumowania geny niczego nie chcą, lecz tak jest, że kopiowane są te, które to kopiowanie wspomagają.

Jest to niezłe wytłumaczenie. Twierdzę jednak, że nie każde ludzkie zachowanie – zarówno dobre, jak i złe – da się wytłumaczyć działaniem selekcji naturalnej. Tu odwołuję się do nauki Jezusa. I nie jest ważne dla mnie, skąd się ona wzięła, czy jest Boska, czy ludzka. Święty Paweł twierdził, że jeżeli Chrystus nie zmartwychwstał, wiara nasza jest próżna. Twierdzę, że nie. Nawet jeżeli Jezus był człowiekiem albo go w ogóle nie było, jeżeli ewangelie są fałszywką, zostały wymyślone, napisane przez nic nierozumiejących roztropków lub przysłane z Mgławicy Andromedy – stoją przed nami. I są. Co mi mówią? Mówią mi, że jestem w pełni człowiekiem, podejmującym decyzje i odpowiedzialnym za swoje czyny. Również to, że jeżeli zawsze wszyscy coś robią, nie muszę tego robić ja. Tak jak normalne jest odpowiedzenie przemocą na przemoc, nie jest to niezbędne.

Można argumentować, że św. Marcin dawał płaszcz żebrakowi, bo jego wdzięczność dawała mu kick w postaci zastrzyka endorfin, więc jednak był egoistą jak wszyscy. Podejrzewam, że altruizm również może powodować reakcje chemiczne w organizmie, rodzaj ekstazy. Prawdopodobnie dla bohaterskich rycerzy nagrodą za mężną walkę była perspektywa bycia opiewanym przez poetów po śmierci i fascynacja tą perspektywą już za życia. Wzrost poziomu serotoniny może być wywołany przez coś, co przez innych jest widziane jako ofiara, wyrzeczenie. Byłbym jednak bardzo rozczarowany, gdyby altruizm i inne pozytywne, prawdziwie ludzkie odczucia tłumaczyły się wyłącznie i całkowicie taką chemią. Nie mam na to dowodów naukowych, lecz samowolnie zakładam istnienie piękna, dobra, altruizmu i miłości jako czegoś niewytłumaczalnego, lecz istniejącego realnie. A pozwalam sobie na to, bo nie wiedząc, jak jest, wybieram taki świat, w jakim chciałbym żyć. Może go przez ten wybór zmieniam.

Wolność

.Te idee są nam przedstawione – wybór należy do nas. Niektórzy dokonają wyboru powodowani strachem przed piekłem, ateiści strach ten wyśmieją. I słusznie, bo nie o strach tu chodzi. Nie, nie widzę dowodów na istnienie Boga, na konieczność przestrzegania Dekalogu. Widzę, że mam wybór. Ale wolność nie polega na odrzuceniu lub zanegowaniu zasad i ograniczeń. W pewnym wieku myśli się: „Jestem wolny, więc mówię »Nie«”. Człowiek dorosły powie: „Jestem wolny, więc mówię to, co uważam za słuszne”.

Jeszcze parę słów o wiedzy i wierze. W urząd podatkowy nie wierzę. O jego istnieniu wiem. Przysyła mi rachunki i nie dyskutuje. Bóg nie staje przede mną codziennie z batem. Sugeruje mi pewne rozwiązanie i daje wybór. Ten wybór, to wiara lub niewiara. Mogę Go przetestować, czy porazi mnie piorunem, gdy wepchnę staruszkę pod samochód. Doświadczenie mówi, że nie porazi – mnóstwo odrażających typów dobrze żyje. Poprawka: żyje wygodnie, ale nie dobrze. Nie ma natychmiastowego rozliczenia, więc mogłoby to sugerować, że wszystko jedno, co się robi. A jeżeli drażni mnie zło, to odpowiedzialny jest za nie On, który do niego dopuszcza. Nie – On daje nam wybór, decyzja jest nasza. Jaka byłaby nasza zasługa, co pozwalałoby nam na pełne człowieczeństwo, gdyby stawał przed nami jak urząd podatkowy i co miesiąc wystawiał rachunek? A tak – możemy na obraz i podobieństwo stwarzać dobro i zło. Taka jest nasza wolność.

Jan Śliwa

2

Pierwszy raz na Wszystko Co Najważniejsze?

Aby nie ominąć istotnych tekstów, raz w tygodniu w niedzielę rano wysyłamy newsletter. Zapraszamy do zapisania się:

Pozostaw odpowiedź Zofia Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zofia pisze:

Jasiu przeczytałam z uśmiechem
Wszystkiego dobrego w Nowym Roku
Zofia

Damian Kołodziej pisze:

Świetny tekst, bardzo mi przypadł do gustu. Chciałbym zwrócić uwagę na zakończenie – domyślam się, że poprzez stwierdzenie ,,możemy na obraz i podobieństwo stwarzać dobro i zło” odwołuje się do Boga, jednak Bóg nie stworzył zła – tak głosi teologia chrześcijańska. Wydaje mi się, że ten błąd teologiczny należałoby w tak dobrym tekście poprawić (jeśli faktycznie na ,,na obraz i podobieństwo’ odnosi się do Boga).

Komentarz nie musi być umieszczony pod artykułem, zależy mi żeby dotarł do autora/redakcji

Pozdrawiam serdecznie
Damian Kołodziej

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam