Katarzyna MARKUSZ: Nie ma już Żydów w żydowskim miasteczku

TSF Jazz Radio

Nie ma już Żydów w żydowskim miasteczku

Katarzyna MARKUSZ

Dziennikarka, edukatorka, działaczka społeczna, redaktor naczelna portalu Jewish.pl; współzałożycielka Fundacji Gszarim; prowadzi badania dotyczące żydowskiej historii Sokołowa Podlaskiego

Na cmentarzach żydowskich w Sokołowie Podlaskim od kilkudziesięciu lat nie ma ani jednej macewy. Część nagrobków zabrali Niemcy do utwardzania lokalnych dróg, część Polacy, którym przydały się w gospodarstwach. Nie istnieje już synagoga. Nie ma żadnego rabina. Przedwojenny sztetl przestał istnieć – pisze Katarzyna MARKUSZ

Perec Granatsztejn urodził się w Sokołowie w 1907 r. Był pisarzem i dziennikarzem. W 1937 r. wyjechał do Paryża, a następnie do Ameryki Południowej. Nie doświadczył wojny i Zagłady, dlatego jego wspomnienia zebrane w publikacji „Sokołów – moje zniszczone miasteczko”, przygotowanej przez fundację Gszarim, opisują życie w okresie międzywojennym – barwne spory polityczne, ciekawe postacie, wydarzenia, których śladu próżno by szukać w oficjalnych dokumentach zgromadzonych w archiwach.

Jak pisał we wstępie do swojej książki Granatsztejn, ta publikacja jest „macewą wystawioną naszej świetlistej, tak bliskiej przeszłości”. Dla niego przeszłość rzeczywiście była bliska, ponieważ książka ukazała się w 1946 r. Dziś, po 72 latach, sytuacja wygląda inaczej. Istnieje konieczność przywrócenia lokalnej wiedzy o dziejach sokołowskich Żydów. Istotne jest to, że książka Granatsztejna to pierwsza publikacja o Sokołowie przetłumaczona w ubiegłym roku z języka jidysz na polski. Dało to mieszkańcom miasta unikatową możliwość poznania ich własnej historii z punktu widzenia społeczności żydowskiej, którą w okresie międzywojennym trudno było nazwać tu mniejszością. Żydzi stanowili 60 procent mieszkańców Sokołowa.

„»[Kaufman] nie udzielił mi jasnej odpowiedzi, na czym ma polegać jego wizja, jakimi drogami mamy zmierzać, jaką nową naukę przyjąć. Mówił skomplikowanymi, abstrakcyjnymi zdaniami, które jeszcze bardziej zmąciły jego i tak dziwaczny tok myślenia. Widział bankructwo zachodnioeuropejskiej cywilizacji i kultury, która nie była niczym więcej niż pustym, lśniącym naczyniem. Bał się bardzo antysemickiej fali, która zalewała Europę. Robotnicy, socjaliści byli w jego oczach zdrajcami, którzy porzucili, zdradzili moralne, etyczne wartości. Na świecie zwyciężą czarne siły! A my, Żydzi, zostaniemy rozdeptani przez ich maszerujące kamasze« – mówił do mnie podczas naszej ostatniej rozmowy. Przerażająco i strasznie spełniły się przepowiednie załamanego i tragicznie zamordowanego żydowskiego inteligenta, Naty Kaufmana” – pisał autor.

Granatsztejn opisał życie, a autor kolejnej książki, Simche Poliakewicz, opisał śmierć.

Poliakewicz urodził się w małej wiosce pod Sokołowem. Do miasta trafił w czasie wojny. Obserwował zachowanie Niemców, Polaków i samych Żydów. Przyglądał się z bliska funkcjonowaniu społeczności, która za chwilę miała przestać istnieć. Był w sokołowskim getcie i znał panujące tam relacje. W napisanej po wojnie książce „W cieniu Treblinki” wspomina ludzi, z którymi się stykał, ich próbę przetrwania w tych tragicznych okolicznościach. Poliakewicz był też w Treblince, co dokładnie opisał w innej swojej książce, „Dzień w Treblince”, która zostanie przełożona na język polski w przyszłym roku.

Książka „W cieniu Treblinki” została wydana pierwotnie w Tel Awiwie w 1957 r. Publikacja ta dokumentuje ostatnie dni sokołowskich Żydów. Jako naoczny świadek autor opisuje powstanie getta, życie w getcie – m.in. szmugiel, pomoc medyczną, epidemię tyfusu, funkcjonowanie Judenratu – oraz ostatnią drogę: do obozu zagłady.

„Ciężko pierwszy raz stąpać po grobach przodków. Ciężko też przyjechać do własnego miasteczka. Wrócić tam, gdzie po raz pierwszy zobaczyłeś piękno pól, tam, gdzie ojciec po raz pierwszy prowadził cię do chederu, tam, gdzie twoje oczy po raz pierwszy ujrzały boży świat. W Sokołowie znałem każdy kamień i każde drzewo. Z pamięci mógłbym wyliczyć, kogo spotkałem, gdy po raz pierwszy sam szedłem ulicą. Sokołów – moje rodzinne miasto, Sokołów – moje serdeczne żydowskie miasteczko! Byłeś mi centrum mojego świata. (…) Idę znanymi mi dobrze pustymi ulicami i nie spotykam nikogo. Gdzieś otwierają się drzwi i ręce wylewają na bruk wodę z miski. Drzwi zamykają się, a ja nie zdążam nawet zobaczyć twarzy. Świadectwa Zagłady znajduję w nowym besmedreszu. Szyby wybite, ściany zakopcone. Schodzę w dół ulicą w kierunku rzeki. Wiele drewnianych domów jest zapadniętych, wiele zburzonych. Na ich miejscach stoją nowe. Mój dziecięcy świat nie istnieje. (…) Nie ma już Żydów w żydowskim miasteczku Sokołowie” – pisał reporter Mordechaj Canin w rozdziale kończącym książkę Poliakewicza.

W wielu miasteczkach po wojnie rzeczywiście nie było już Żydów. Ci, którzy przetrwali, zaczęli spisywać wspomnienia dotyczące ich miejscowości, tak by po każdej wspólnocie została choćby jedna księga.

Pisali głównie w języku jidysz, w którym to życie się toczyło. Utrwalali strzępy dawnej rzeczywistości słowami, którymi dziś w tych samych miejscach nikt już nie mówi.

Większość z tych książek została zamieszczona na stronie [LINK]. Ich tłumaczenie na polski może stać się wyprawą w przeszłość, próbą spojrzenia na własną historię oczami innych, a przede wszystkim odkryciem świata, który już nigdy nie będzie istniał. Od dawna chciałam przetłumaczyć książki dotyczące mojej rodzinnej miejscowości – Sokołowa Podlaskiego. Pragnęłam wejść w ten świat, którego nigdy nie doświadczyłam. Zaczęłam uczyć się jidysz w Centrum Kultury Jidysz w Warszawie. Tam poznałam znakomitą nauczycielkę, dr Agatę Kondrat, z którą przemierzam tę drogę w przeszłość. Znam miejsca, które opisują autorzy tych starych książek. Mijam je codziennie i chociaż nie sądzę, bym patrzyła na nie całkowicie inaczej, to z całą pewnością mam większą świadomość tego, jak moje miasto funkcjonowało przed wojną i w jej trakcie.

Projekt tłumaczenia realizowaliśmy dzięki wsparciu Stowarzyszenia Żydowski Instytut Historyczny i Muzeum Historii Polski w ramach programu „Patriotyzm Jutra”. Najważniejsze było dla mnie to, że całość tekstu zamieścimy za darmo w internecie, gdzie każdy w łatwy sposób będzie mógł do tego dotrzeć.

.Publikacja tych materiałów w języku polskim to wyraz szacunku, jaki okazujemy swojej przeszłości, i ludziom, którzy byli tu przed nami. To pokazanie, jak bardzo nam zależy na naszej historii i na tym, by dowiedzieć się o niej jak najwięcej. Dzieje dużych miast zostały dokładnie opracowane, a te mniejsze wciąż czekają na swoją kolej. Dzięki takim projektom możemy to zmienić. Możemy zmierzyć się z własnym wyobrażeniem o lokalnej historii. Możemy po prostu wiedzieć więcej.

Katarzyna Markusz 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam