⁠Święty Mikołaj, który dzieli. O tym, jak magia dzieciństwa zależy od pochodzenia

Jeszcze zanim dziecko nauczy się pisać i czytać, zaczyna uczyć się świata i swojego w nim miejsca. Nie w szkolnej ławce, a w domu, w rozmowach dorosłych, w tym, co wolno mu wiedzieć, a co zostaje przed nim ukryte. Socjologiczne badania wskazują, że już w wieku przedszkolnym różnice społeczne nie tylko istnieją, ale są systematycznie utrwalane.

Dzieci i różnice społeczne

.Dzieciństwo zwykło się postrzegać, jako czas niewinności i ochrony przed problemami dorosłych. Rodzice, niezależnie od pochodzenia społecznego, deklarują chęć oszczędzania dzieciom trosk związanych z pracą czy brutalnością świata. Starają się kontrolować dostęp do informacji, szczególnie tych dotyczących przemocy, wojen czy kryzysów. Jednak to, jak długo i w jaki sposób dziecko pozostaje w tym „bezpiecznym świecie”, w dużej mierze zależy od klasy społecznej rodziny.

Jednym z najbardziej wymownych przykładów są dziecięce wierzenia takie jak postać Świętego Mikołaja czy tzw. Wróżki Zębuszki. Dla części rodziców są one symbolem magii dzieciństwa, którą należy pielęgnować jak najdłużej. W wielu rodzinach podejmowane są konkretne działania, by utrzymać tę iluzję: tajne porozumienia z innymi dorosłymi, a nawet prośby kierowane do starszych dzieci, by „nie zdradzały prawdy”. W tych domach odkrycie rzeczywistości zostaje odłożone w czasie, bo jak sądzą rodzice przyjdzie samo, wraz z wiekiem.

Na łamach „The Conversation” wyraźnie podkreślono, że ten sposób myślenia o dzieciństwie jest szczególnie częsty w środowiskach ludowych. Jak zaznaczono, pojawia się także u części rodzin z klas średnich i wyższych, zwłaszcza tam, gdzie dorośli sami wywodzą się z mniej uprzywilejowanych środowisk. Ich podejście do wychowania okazuje się wówczas silnie zakorzenione w doświadczeniach wyniesionych z własnych domów. Według autorów tego stwierdzenia Geraldine Bois i Charlotte Moquet, zupełnie inaczej do dziecięcych wierzeń podchodzą rodzice z klas średnich i wyższych, dla których nie są one przede wszystkim magią, lecz okazją do ćwiczenia myślenia. Nie podtrzymują aktywnie wiary dziecka, choć jej też nie demaskują. Zamiast gotowych odpowiedzi proponują pytania: „Co ty o tym myślisz?”, „W co chcesz wierzyć?”. Dziecko zachęcane jest do wątpliwości, do samodzielnego rozumowania, do dystansu wobec dosłowności opowieści.

W tych rodzinach Święty Mikołaj bywa pretekstem do rozmów o marketingu, nierównościach płci czy mechanizmach społecznych. Dziecko stopniowo oswaja się z tym, że świat można i warto analizować. Taki sposób rozmowy, oparty na dialogu i krytycznym myśleniu, jest szczególnie ceniony przez system edukacji i może później przekładać się na realne korzyści szkolne.

Nie wszystkie dzieci mają też warunki, by podtrzymywać dziecięce iluzje. Brak pieniędzy, niestabilne warunki życia czy zwykła szczerość wynikająca z sytuacji materialnej sprawiają, że mit Świętego Mikołaja bywa po prostu niemożliwy do utrzymania. W takich przypadkach dzieci bardzo wcześnie konfrontowane są z realiami, na które nie mają wpływu.

Badania opisane na łamach „The Conversation” pokazują, że to nie sam kontakt z rzeczywistością decyduje o przyszłych nierównościach, lecz sposób, w jaki dziecko jest do niej wprowadzane. Jedne uczą się, że świat można analizować i negocjować. Inne z kolei, że trzeba się do niego dostosować jak najszybciej. I właśnie w tej subtelnej różnicy, obecnej już w przedszkolu, zaczyna się reprodukcja nierówności, która później może tylko narastać.

Czy sny są prawdziwe?

.Co jest odpowiedzialne za sen? Co jest odpowiedzialne za to, co widzimy we śnie? Szukam tego, co sprawia, że to ma znaczenie, a co wydaje się jedynie abstrakcją – pisze John BEEBE, lekarz i psychiatra, praktykujący w San Francisco, wykładowca, specjalizujący się w psychologii analitycznej na uniwersytetach w Ameryce, Europie i Chinach.

Miałem wiele snów, w które nie chciałem wierzyć, a które okazały się zadziwiająco prawdziwe i konkretne. Jest to wspólne dla wielu osób. Nie mogę się doczekać, aż nauka nadrobi zaległości i przyniesie nam odpowiedzi, jak je rozumieć. Jest to trudne, ponieważ wszystkie sny, które się nie spełniają, są natychmiast kontrprzykładami tezy o istnieniu tych, które faktycznie zwiastują nam jakieś zdarzenia. To interesująca zagadka, która nie ma rozwiązania od czasów Homera.

Mój pacjent 8 października 2014 r. miał sen. Rozpoczął się on od słownego oświadczenia: „Życie toczy się, dopóki drzewa nie przestaną rosnąć”. Wizja miała dwie części. W pierwszej biali mężczyźni zamordowali słonia i zawiesili go na drzewie. W drugiej słoń został zawieszony na drzewie jak „dziwny owoc”.

Moja praca ze snem pacjenta rozpoczęła się od jego pierwszych słów. Zanim podzieliłem się spostrzeżeniami, musiałem coś sprawdzić. Nie rozpoczynałem rozmowy na temat snu; zaintrygowała mnie inna kwestia. Zapytałem pacjenta, czy słonie są gatunkiem endemicznym w Afryce. Myślałem o nich tak często w odniesieniu do Indii, że aż straciłem pewność. Kiedy zadałem to pytanie, w mojej wyobraźni pojawiły się słonie Hannibala przekraczające Alpy. W takim razie oczywiście musiały pochodzić z Afryki. Pomyślałem, jaka niesamowita była to inwazja: największy wódz na świecie przybywający na słoniach z Afryki i przekraczający Alpy, aby zaatakować Rzym. Mój umysł zdążył przejść już przez rozbudowany proces myślowy, zanim pacjent kiwnął głową i powiedział: „Tak, są endemiczne w Afryce”. W mojej wyobraźni pojawił się obraz słonia i powiedziałem to, czym bałem się podzielić na początku: „To jest siła Afryki”. Moim ciągiem skojarzeń były Słoń, Hannibal, Inwazja, Kartagina, „Kartaginę należy zniszczyć” i Kartagina zniszczona całkowicie przez Rzym.

Cały tekst dostępny na łamach „Wszystko co Najważniejsze” [LINK]

Laura Wieczorek

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 21 grudnia 2025