133 333 dolarów na każdego deportowanego migranta

Administracja prezydenta Donalda Trumpa wydała ponad 40 mln dolarów na deportacje około 300 migrantów do krajów, z którymi nie mieli oni żadnych powiązań, wynika z raportu opublikowanego w piątek przez Demokratów z senackiej komisji spraw zagranicznych.
Deportacje migrantów – jakie są ich koszty
.Większość z tych pieniędzy, około 32 mln dolarów, trafiła do krajów afrykańskich, w tym Gwinei Równikowej, Rwandy, Sudanu Południowego i Eswatini oraz do Salwadoru i Palau. Przy czym sama Gwinea Równikowa za przyjęcie 29 osób otrzymała 7,5 mln dolarów. To znacznie więcej niż całkowita pomoc zagraniczna udzielona temu krajowi przez Stany Zjednoczone w ciągu ostatnich ośmiu lat, która rocznie sięgała około 700 tys. dolarów.
W Rwandzie, która przyjęła siedmiu deportowanych, całkowity koszt tych operacji wyniósł około 1,1 mln dolarów na osobę. Deportacje kosztowały średnio około 133 333 dolarów na osobę, jak wyliczyła senacka komisja, która zwróciła uwagę, że praktyka ta była kosztowna i nieekonomiczna. Na dowód komisja przywołała przypadek Meksykanina, którego przetransportowano samolotem ze Stanów Zjednoczonych do Sudanu Południowego (ponad 12 tys. km) tylko po ty, by kilka tygodni później odesłać go do Meksyku. Koszt tej operacji oszacowano na 91 tys. dolarów.
Deportacja jednego Jamajczyka, która kosztowała 181 tys. dolarów
.Jeszcze więcej kosztowała deportacja do Eswatini obywatela Jamajki, który również po krótkim pobycie w południowoafrykańskim królestwie został odesłany do swojej ojczyzny, co kosztowało amerykańskiego podatnika ponad 181 tys. dolarów.
Kraje omówione w raporcie to zaledwie ułamek ogólnej działalności administracji Donalda Trumpa w zakresie deportacji migrantów do krajów trzecich. Według wewnętrznych dokumentów administracyjnych, przeanalizowanych przez Associated Press, 47 umów z państwami trzecimi jest na różnym etapie negocjacji. 15 z nich zostało już zawartych, a 10 jest w trakcie lub blisko zawarcia.
Migracje dotykają wszystkich
.Idea nowego planu Marshalla na rzecz społeczeństw biedniejszych wydaje się być kluczowym elementem skutecznego scenariusza przyszłości – pisze prof. Michał KLEIBER w opublikowanym na łamach „Wszystko co Najważniejsze” tekście „Migracje dotykają wszystkich„.
Chyba nikt nie wątpi, że świat stoi dzisiaj przed poważnym wyzwaniami. Dotyczą one m.in. historycznych zaszłości w zakresie ustalania granic międzypaństwowych, lokalnych i regionalnych konfliktów często wywoływanych także narastającymi społecznymi nierównościami i coraz powszechniejszą świadomością ich istnienia generowaną przez coraz szerzej dostępne media, problemów gospodarczych, procesów migracyjnych i ujawnianych za ich pośrednictwem poważnych konfliktów kulturowych, kryzysu w życiu publicznym wielu aspektów funkcjonowania demokratycznych procedur i związane z tym słabości administracji – listę tę można długo kontynuować. Przy pozornie bardzo różnych powodach kłopotów w poszczególnych krajach bądź regionach, u podstaw istnieje bardzo duże ich podobieństwo. A to pozwala myśleć o szerokim, wspólnym na nie spojrzeniu.
Problem migracyjny stał się w ostatnich latach olbrzymim wyzwaniem. O aktualności i jego powadze świadczą skala i dramatyzm aktualnych wydarzeń oraz historyczne dane – szacunkowa liczba osób przebywających poza granicami państw swego urodzenia wynosi 300 mln (około 3,8 proc. ludności świata) i jest aż dwukrotnie większa niż w roku 1990. A to i tak niewiele w porównaniu z ponad 750 mln osób deklarujących w aktualnych sondażach chęć opuszczenia swych krajów.
.Ze szczególną mocą problem migracji jest widoczny w państwach UE. Czy nie mają wspólnego, politycznego mianownika sytuacje w zakresie napływu migrantów i środki podejmowane w celu ograniczenia napływu rzesz uchodźców? Budowanie w obawie przed uchodźcami murów, dosłownie bądź w przenośni, stało się przecież powszechnym działaniem polityków. Na południu Europy kolejne państwa próbują szczelnie zamykać swoje granice, tradycyjnie przyjazna imigrantom Szwecja dokonała zasadniczego zwrotu w swej polityce otwartości. W Niemczech, Francji i wielu innych państwach rosną w siłę partie mające na sztandarach przesłanie anty-imigranckie. Poza Europą sprawa migracji jest podobnie trudna – były prezydent USA Donald Trump rozpoczął budowę szczelnego ogrodzenia wzdłuż całej granicy z Meksykiem i chciał wyrzucać miliony tolerowanych dotychczas nielegalnych mieszkańców kraju, Australia przetrzymuje potencjalnych azylantów na odleglej wyspie Nauru, nawet spokojna i bezpieczna Szwajcaria, wykorzystując możliwości oferowane przez dominujący tam model demokracji bezpośredniej, wprowadziła silne ograniczenia na liczbę zagranicznych pracowników, zresztą także pochodzących z obszaru UE.
PAP/MJ







