Amerykanie lepiej potraktują kraje z większymi wydatkami na obronność

kraje z większymi wydatkami na obronność

Prezydent USA Donald Trump podpisał nową strategię dotyczącą sprzedaży uzbrojenia, według której priorytetem objęte zostanąkraje z większymi wydatkami na obronność. Większą wagę USA będą przykładać również do potrzeb własnego wojska.

Polskie władze od miesięcy zabiegały o uproszczenie takich procedur, a także o zwolnienie Polski z regulacji ITAR

.Jako to pierwsza tego typu strategia, zapewni ona, że sprzedaż uzbrojenia w przyszłości będzie priorytetowo traktować interesy amerykańskie poprzez wykorzystanie zakupów zagranicznych i kapitału do rozbudowy amerykańskiej produkcji i potencjału” – napisano w podpisanym przez prezydenta rozporządzeniu.

Dokument nakazuje sporządzenie listy broni i sprzętu, który powinien być objęty priorytetem w sprzedaży uzbrojenia, a także deklaruje, że pierwszeństwo w dostępie do uzbrojenia będą mieli „partnerzy, którzy zainwestowali we własną samoobronę i zdolności, odgrywają kluczową rolę lub mają kluczowe znaczenie w planach i operacjach Stanów Zjednoczonych lub przyczyniają się do bezpieczeństwa gospodarczego” USA.

Dokument zakłada, że przychody ze sprzedaży broni za granicą powinny być inwestowane w zwiększenie potencjału przemysłu zbrojeniowego w USA. Nakazuje też reformę procedur programu sprzedaży broni Foreign Military Sales (FMS), w tym monitorowania użytkowania zakupionej broni, by przeciwdziałać transferowi broni do krajów trzecich.

Polskie władze od miesięcy zabiegały o uproszczenie takich procedur, a także o zwolnienie Polski z regulacji ITAR (International Traffic in Arms Regulations, międzynarodowe regulacje dot. o obrocie bronią), co oznaczałoby szybszy i szerszy dostęp do amerykańskich technologii wojskowych i zbrojeń. Jak dotąd do tego nie doszło.

Ameryka nie akceptuje już chorego status quo. Kraje z większymi wydatkami na obronność wreszcie zostaną docenione

.Nie będziemy dłużej pozwalać na pompowanie ciężko zarobionych pieniędzy amerykańskich podatników w instytucje, które nie potrafią wykazać się ani realnymi efektami, ani odpowiedzialnością, ani nawet szacunkiem dla naszych interesów narodowych – pisze Marco RUBIO

Stany Zjednoczone od dziesięcioleci stoją w samym centrum porządku międzynarodowego. Od czasu doktryny Monroe, która pozwoliła państwom naszego regionu rozwijać się bez obcej ingerencji, przez decydujący udział w tworzeniu Organizacji Narodów Zjednoczonych, aż po rolę głównego gwaranta bezpieczeństwa w ramach NATO i największego darczyńcy pomocy humanitarnej na świecie – amerykańskie przywództwo było niepodważalne.

Ale przywództwo to nie tylko historia i zasługi. To także umiejętność podejmowania trudnych decyzji i odwaga, by powiedzieć wprost, że instytucje powołane kiedyś do promowania pokoju, dobrobytu i wolności zaczęły działać wbrew tym celom. To, co zwykliśmy nazywać „systemem międzynarodowym”, rozrosło się w gąszcz organizacji o nakładających się kompetencjach, powielających te same działania, przynoszących symboliczne efekty i funkcjonujących w warunkach chronicznego chaosu finansowego i etycznego. Nawet te instytucje, które niegdyś były pożyteczne, coraz częściej zamieniają się w niewydolne biurokracje, trybuny upolitycznionego aktywizmu albo narzędzia sprzeczne z interesem naszego państwa. Nie tylko nie przynoszą rezultatów, ale wręcz blokują działania tych, którzy chcieliby rozwiązywać realne problemy. Dlatego mówimy „dość” finansowaniu międzynarodowej biurokracji bez żadnych warunków i rozliczeń.

Zgodnie z ustaleniami zawartymi w rozporządzeniu wykonawczym nr 14199 prezydent Donald Trump ogłosił wycofanie się Stanów Zjednoczonych z 66 organizacji międzynarodowych wskazanych w ramach prowadzonego przez administrację przeglądu instytucji kosztownych, nieskutecznych i szkodliwych. Memorandum prezydenta obejmuje podmioty dublujące swoje kompetencje, źle zarządzane, zbędne i marnotrawiące środki. To także instytucje przejęte przez środowiska forsujące własne, sprzeczne z naszymi interesy oraz organizacje, które stanowią zagrożenie dla suwerenności państwa, wolności obywateli i ogólnego dobrobytu.

Nie będziemy dłużej pozwalać na pompowanie ciężko zarobionych pieniędzy amerykańskich podatników w instytucje, które nie potrafią wykazać się ani realnymi efektami, ani odpowiedzialnością, ani nawet szacunkiem dla naszych interesów narodowych. Dalsze finansowanie i wspieranie organizacji, które blokują znajdowanie rozwiązań dla kluczowych potrzeb współczesnego świata, takich jak dostępna cenowo energia, wzrost gospodarczy czy suwerenność państw, byłoby w istocie właśnie rezygnacją z amerykańskiego przywództwa. Udział Stanów Zjednoczonych w tych strukturach jedynie uwiarygodnia ich istnienie oraz model, który zawiódł miliardy ludzi na całym świecie.

Począwszy od długiej listy naruszeń etycznych Funduszu Ludnościowego ONZ, w tym finansowania przymusowych aborcji, przez niezdolność agendy ONZ Kobiety do jednoznacznego określenia, kim w ogóle jest kobieta, przez ramową konwencję Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu, która trwoni miliony dolarów na alarmistyczne projekty klimatyczne i kampanie przeciw inwestycjom energetycznym na Zachodnim Brzegu i w Strefie Gazy, aż po Forum Stałe ONZ ds. Ludności Pochodzenia Afrykańskiego, otwarcie popierające rasistowskie postulaty globalnych reparacji – przykłady niekompetencji tych organizacji, jeśli nie jawnej wrogości wobec wartości, które powinny reprezentować, znaleźć można w każdej z nich. Nasi obywatele, nasi sojusznicy oraz miliardy ludzi na świecie, którzy wciąż patrzą na Stany Zjednoczone jak na punkt odniesienia i źródło przywództwa, zasługują na coś lepszego. Dalszy udział w organizacjach, które nie odzwierciedlają naszych wartości ani nie służą naszym interesom, byłby po prostu porzuceniem narodowego obowiązku.

Instytucje, z których postanowiliśmy się wycofać, zostały wybrane po długim i szczegółowym przeglądzie ich misji, działań, sprawności organizacyjnej, skuteczności, zasadności istnienia oraz, co może najważniejsze, ich zdolności do wspierania realizacji interesów narodowych Stanów Zjednoczonych. Jednak to tylko część organizacji, wobec których można mieć poważne zastrzeżenia. Wciąż analizujemy sens i wartość naszego uczestnictwa w pozostałych strukturach.

Nie oznacza to, że Ameryka odwraca się od świata. Odrzucamy jedynie przestarzały model multilateralizmu, który sprowadza amerykańskiego podatnika do roli globalnego sponsora rozbudowanego systemu zarządzania międzynarodowego.

Administracja prezydenta Donalda Trumpa domaga się realnych efektów od instytucji, które finansujemy i w których uczestniczymy, i jest gotowa przewodzić kampanii na rzecz głębokich reform. Prezydent Donald Trump dał jasno do zrozumienia także w opublikowanym memorandum, że nie pozwoli organizacjom międzynarodowym podkopywać pozycji Stanów Zjednoczonych ani ograniczać naszej suwerenności, niezależności energetycznej, dobrobytu gospodarczego, demokracji i konstytucyjnych wolności. Nie zgodzi się również na dalsze finansowanie modelu, który poniósł porażkę i który albo nie chce się reformować, albo do reformowania zwyczajnie się nie nadaje. Memorandum to pokazało jednoznacznie: Ameryka nie akceptuje już chorego status quo. Nasz kraj jest gotów przewodzić – tak jak robił to do tej pory. Prawdziwe przywództwo czasem polega także na tym, by wiedzieć, kiedy odejść od stołu.

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/marco-rubio-koniec-z-farsa-kosztownych-organizacji-miedzynarodowych-administracja-donalda-trumpa/

PAP/MB

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 7 lutego 2026