Amerykanie wspomogą Nigerię w ochronie chrześcijan. Decyzja Donalda Trumpa

Stany Zjednoczone wyślą do Nigerii 200 żołnierzy, którzy mają szkolić tamtejsze wojsko do walki z dżihadystami – poinformował dziennik „Wall Street Journal”. Prezydent Donald Trump wielokrotnie oskarżał ten kraj o brak ochrony społeczności chrześcijańskich.
Interwencja USA stała się faktem. Stany Zjednoczone wyślą do Nigerii 200 żołnierzy
.Amerykańskie siły mają dotrzeć do tego kraju w nadchodzących tygodniach. Jak poinformowali przedstawiciele USA i Nigerii, żołnierze uzupełnią niewielką grupę amerykańskich wojskowych, którzy już stacjonują w Nigerii.
Amerykanie mają m.in. pomagać lokalnym siłom w wykorzystywaniu danych wywiadowczych i w koordynacji równoczesnych operacji powietrznych i piechoty – podał dziennik. Żołnierze USA nie będą brać udziału w walkach – przekazał rzecznik nigeryjskich sił zbrojnych gen. Samaila Uba. Dodał, że to Nigeria zwróciła się do USA z prośbą o przysłanie wsparcia.
Prezydent Donald Trump wielokrotnie oskarżał ten zachodnioafrykański kraj o brak ochrony społeczności chrześcijańskich przed atakami dżihadystów, szczególnie na północnym zachodzie. 25 grudnia Waszyngton przeprowadził naloty na domniemane cele Państwa Islamskiego w Nigerii, która walczy z kilkoma grupami zbrojnymi w całym kraju.
Nasi kochani chrześcijanie
Donald Trump rozumie dobrze, iż prześladowania chrześcijan w Afryce to nic innego jak wojna religijna prowadzona przeciw Kościołowi, a zarazem przeciw zachodniej kulturze, z którą islamiści utożsamiają religię rzymskokatolicką – pisze Jan ROKITA
Zperspektywy chrześcijanina to polityczny fakt, którego nie można przeoczyć. Tak dalece bowiem, jak sięga moja pamięć, nie potrafię przypomnieć sobie, aby któryś z przywódców wielkich mocarstw zagroził innemu państwu „szybkim i okrutnym” militarnym uderzeniem, o ile natychmiast nie powstrzyma prześladowań chrześcijan. To właśnie zrobił teraz Donald Trump, wydając przy tym amerykańskiemu Departamentowi Wojny rozkaz, aby przygotował się do ewentualnej zbrojnej interwencji w Nigerii – celem miałoby być zniszczenie muzułmańskich milicji, odpowiedzialnych za masakry dokonywane w tym kraju na chrześcijanach. W charakterystyczny dla siebie sposób Trump oznajmia przy tym, iż hipotetyczny atak na Nigerię byłby nie tylko „szybki i okrutny”, ale także „słodki” (fast, vicious and sweet), gdyż chodziłoby w nim o obronę „naszych ukochanych chrześcijan” (our CHERISHED Christians). Amerykański prezydent oskarża przy tym nigeryjskie władze, iż te faktycznie „umożliwiają” islamistycznym milicjom przeprowadzanie ataków na chrześcijan, nie podejmując wystarczających wysiłków na rzecz obrony wolności religijnej. Z podobnym oskarżeniem wobec rządu Nigerii wystąpił już wcześniej republikański senator z Teksasu Ted Cruz, którego starania – jak się zdaje – zainspirowały i zmobilizowały Trumpa do działania.
Od wielu lat jest rzeczą jasną i chyba już dziś powszechnie znaną, iż chrześcijanie, a zwłaszcza rzymscy katolicy, są obiektem zmasowanych prześladowań religijnych w wielu rejonach świata. Pod tym względem dane upubliczniane przez organizację Aid to the Church in Need nie pozostawiają wątpliwości. Choć przyznam, że zapewne podobnie jak dla wielu polskich katolików wiedza, iż to nasza wiara jest znów najokrutniej i najszerzej prześladowaną religią świata, jakąś dekadę temu była dla mnie ponurym i zaskakującym odkryciem. Od czasu odzyskania niepodległości przez Polskę, w roku 1989, żyjemy w kraju wolności religijnej (choć od czasu do czasu ktoś tam nam retorycznie grozi, iż jako katolicy musimy zostać „opiłowani”), więc zrozumienie sytuacji katolików w Afryce jest dla nas dość trudne. Tymczasem najwyższy czas pojąć, że Kościół Katolicki naprawdę wzrasta tam właśnie, gdzie wyznawanie Chrystusa wiąże się z nieuchronnością nieustannej ucieczki, porzucenia domu rodzinnego, utraty ziemi odziedziczonej po przodkach, a w końcu możliwością nagłej śmierci w jakimś kościele podpalonym podczas mszy świętej albo po prostu – w nagłej nocnej rzezi, przeprowadzanej przez którąś z fanatycznych islamistycznych milicji. Przy obojętności albo całkowitej nieporadności państwa, rządu i policji – teoretycznie odpowiedzialnych za bezpieczeństwo.
Tylko te „wielkie masakry”, w których giną setki chrześcijan, odnotowywane są w ogóle przez zachodnie media, nawet te katolickie. Takie masakry, jak choćby ta, która w czerwcu 2025 roku miała miejsce w południowonigeryjskiej wsi Jelwata, położonej w diecezji Makurdi, w której kilkumilionową większość mieszkańców stanowią nasi współwyznawcy – rzymscy katolicy. Z pomocą niewielkich sił policyjnych katolikom udało się tam obronić kościół pod wezwaniem św. Józefa, ale nocą islamscy napastnicy zaczęli bezkarnie podpalać domy zamieszkane przez katolickich uciekinierów, strzelając do tych, którzy próbowali się ratować. W europejskich i amerykańskich mediach można przeczytać, iż przyczyną tego rodzaju napadów jest… ocieplenie klimatu, a to dlatego, że napastnicy w tym regionie Nigerii pochodzą z reguły z pasterskiego ludu Fulani i rzekomo z powodu suszy szukają ziemi na swoje pastwiska. Czerwcowy mord w Jelwacie jasno pokazuje, że nie chodziło tu o żadne pastwiska, a zabijani chrześcijanie byli dawno wywłaszczonymi ze swej ojcowizny wewnętrznymi uchodźcami. A prawdziwym podłożem mordów jest rozniecona w Afryce nienawiść islamistów do rosnącej liczebnie wspólnoty rzymsko-katolickiej.
Widać, że Donald Trump nie żywi tego rodzaju „postępowych przesądów” i rozumie dobrze, iż prześladowania chrześcijan w Afryce to nic innego jak wojna religijna prowadzona przeciw Kościołowi, a zarazem przeciw zachodniej kulturze, z którą islamiści utożsamiają religię rzymskokatolicką. Nie wiemy oczywiście tego, czy groźby Trumpa kierowane pod adresem zastraszonego przez islamistów rządu nigeryjskiego okażą się skuteczne. Nie wiemy również, czy gdyby miały jednak okazać się nieskuteczne (co dość prawdopodobne), to Ameryka pod przywództwem Trumpa istotnie byłaby gotowa do przeprowadzenia w Afryce „zbrojnej krucjaty”, czyli precedensowej w naszym stuleciu operacji militarnej, obliczonej na ocalenie tamtejszych chrześcijan. W każdym razie dostaliśmy kolejny dowód na to, jak bardzo mylili się i nadal się mylą wszyscy ci uparcie twierdzący, iż Ameryka w czasach Trumpa stać się miała egoistycznym mocarstwem, które nie ruszy nawet palcem w obronie ludzi niewinnie prześladowanych i mordowanych. Gdy idzie o wolność wyznawania wiary w Chrystusa, Trump jest pierwszym przywódcą amerykańskim, który tak wyraziście połączył idealistyczną misję Ameryki z gotowością do przeprowadzenia zbrojnej interwencji na odległym od USA kontynencie.
Tekst dostępny na łamach wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/jan-rokita-nasi-kochani-chrzescijanie/
PAP/MB






