Korzenie antypolskich mitów w Izraelu [Andrzej PAWLUSZEK]

Andrzej Pawluszek jest dziennikarzem publikującym w Polsce i Holandii, pracował w administracji państwowej. Studiował na New York University. W 2017 roku założył organizację United Against Defamation, zajmującą się walką z podważaniem odpowiedzialności Niemiec za Holokaust, a także z antysemityzmem, nastrojami antyizraelskimi i antypolonizmem. Na łamach „The Times of Israel” tłumaczy, skąd biorą się szkodliwe antypolskie mity w Izraelu.
Tekst Andrzeja Pawluszka z „The Times of Israel”
- Antypolskie narracje w Izraelu wynikają z historycznej traumy, uwarunkowań politycznych oraz niewystarczającej edukacji na temat charakteru niemieckiej okupacji w Polsce.
- W Polsce nie istniał rząd kolaboracyjny; funkcjonowało natomiast rozbudowane Polskie Państwo Podziemne, które prowadziło unikatowe działania ratunkowe, takie jak Żegota, misje Jana Karskiego oraz działalność Grupy Ładosia.
- Zdarzały się przypadki udziału pojedynczych Polaków w zbrodniach na Żydach, lecz były to incydenty jednostkowe, nieodzwierciedlające polityki państwa ani norm społecznych.
- Yad Vashem przedstawił niemieckie przepisy okupacyjne jako działania podejmowane „w Polsce” i nie skorygował pierwotnego wpisu mimo protestów dyplomatycznych.
- Konsensus historyczny potwierdza, że Polska była ofiarą nazistowskich Niemiec, ponosiła najsurowsze kary za pomoc Żydom, a tysiące Polaków ryzykowało bądź oddało życie, by ratować prześladowanych.
.Antypolskie narracje zyskały w ostatnich latach zaskakującą siłę w części izraelskiej debaty publicznej. Ich obecność w szanowanych instytucjach i mediach głównego nurtu nie jest przypadkowa. Wynikają z wieloletniej mieszanki traumy historycznej, bodźców politycznych, luk edukacyjnych i uproszczeń, które przez dekady kształtowały pamięć o Zagładzie. Ostatnie kontrowersje – od wpisu Yad Vashem po artykuł Jewish Telegraphic Agency sugerujący „powszechny udział Polaków w masowych mordach” – jasno pokazują, że gdy fałszywa narracja się utrwali, jej skorygowanie staje się niezwykle trudne.
W izraelskiej pamięci zbiorowej Polska jawi się często nie jako kraj zniszczony przez ludobójczą niemiecką okupację, lecz przede wszystkim jako miejsce, w którym zamordowano miliony europejskich Żydów. To geograficzne skojarzenie przesłania bardziej złożoną rzeczywistość: Polska była jedynym okupowanym krajem, gdzie za pomoc Żydom groziła kara śmierci dla całych rodzin; nie powstał żaden rząd kolaboracyjny, a Polskie Państwo Podziemne prowadziło czynną walkę z Niemcami. Ten fundament historyczny rzadko jednak przebija się do współczesnych debat.
.Brak kontekstu sprzyja powstawaniu ostrzejszych oskarżeń. Przykładem jest niedawny tekst agencji JTA, w którym Prezydenta RP określono jako „zwolennika rewizjonizmu Holokaustu”. Jeszcze bardziej niepokojące jest twierdzenie, że „wielu innych Polaków” brało udział w mordowaniu Żydów – opinia oparta na nadinterpretacjach i danych wyrwanych z kontekstu. Pomija ona strukturę niemieckiego terroru, brak polskiego reżimu kolaboracyjnego oraz fakt istnienia Polskiego Państwa Podziemnego, które nie tylko dokumentowało zbrodnie, ale także budowało całe struktury oporu i pomocy.
Jednym z kluczowych przykładów jest Żegota – jedyna państwowa instytucja w okupowanej Europie powołana wyłącznie w celu ratowania Żydów. Jej działania obejmowały wsparcie finansowe, fałszywe dokumenty, organizację kryjówek oraz koordynację sieci pomocowych. Żegota działała pod auspicjami Rządu RP na Uchodźstwie i Polskiego Państwa Podziemnego, stanowiąc unikatową formę zorganizowanej pomocy w skali całego kontynentu.
Postawy Polaków były różnorodne, lecz istnieją liczne przykłady nadzwyczajnej odwagi. Jan Karski, emisariusz Polskiego Państwa Podziemnego, przedostał się do warszawskiego getta i obozu tranzytowego, aby przekazać przywódcom zachodnim – w tym prezydentowi Rooseveltowi – jedne z pierwszych na świecie relacji naocznych o Holokauście. Rodzina Ulmów z Markowej, zamordowana przez Niemców wraz z dziećmi za ukrywanie Żydów, stała się symbolem ceny, jaką płacono za pomoc prześladowanym. Ich historia ma tysiące odpowiedników w całej okupowanej Polsce.
Wyjątkowy charakter miała także działalność Grupy Ładosia (tzw. Grupy Berneńskiej) – polskich dyplomatów w Szwajcarii, którzy stworzyli sieć fałszowania paszportów latynoamerykańskich, ratując nimi Żydów przed deportacją. Mimo obfitości dowodów heroizmu Yad Vashem wciąż odmawia nadania Aleksandrowi Ładosiowi tytułu Sprawiedliwego wśród Narodów Świata – decyzji szeroko krytykowanej przez badaczy i dyplomatów.
Korzenie problemu leżą również w utrwalonych stereotypach oraz systemie edukacji, który – choć słusznie podkreśla ogrom niemieckiego terroru i ryzyko śmierci za pomoc Żydom – nie zawsze wyjaśnia specyfikę okupacji w Polsce. Faktem jest, że za ratowanie Żydów groziła natychmiastowa egzekucja całych rodzin. Jednocześnie, obok bohaterów, istnieli ludzie, którzy czerpali z wojny korzyści lub uczestniczyli w zbrodniach. Istnienie szmalcowników czy udział części Polaków w powojennych pogromach – takich jak tragiczny pogrom kielecki w 1946 roku, często przywoływany w sporach o pamięć – jest faktem. Jednak historycy podkreślają w tym wypadku rolę służb sowieckich, atmosferę strachu i chaosu oraz traumę wojenną, które współtworzyły kontekst tych wydarzeń. Nie usprawiedliwia to zbrodni, ale pozwala ją osadzić w realiach historycznych, a nie utożsamiać z latami okupacji 1939–1945.
Szacuje się, że podczas II wojny światowej Niemcy zamordowali ok. 5,9–6 milionów obywateli Polski, w tym ok. 2,7–3 miliony etnicznych Polaków oraz 2,9–3,1 miliona polskich Żydów. Oznacza to, że wymordowano ok. 90 proc. przedwojennej żydowskiej społeczności w Polsce. Przed 1939 rokiem mieszkało tu ok. 3,3 mln Żydów – najwięcej w Europie i drugie co do wielkości skupisko na świecie.
Choć przypadki udziału Polaków w zbrodniach się zdarzały i nie były reprezentatywne dla polityki państwa ani postaw większości społeczeństwa, w niektórych regionach – szczególnie na terenach wschodnich – pojawiały się formy przemocy organizowane przez Niemców. Obejmowały one działania tzw. policji granatowej czy służb pomocniczych, takich jak Baudienst, funkcjonujących w ramach niemieckiego systemu przymusu. Uznanie tej złożoności wzmacnia ogólną tezę: Polska, w przeciwieństwie do wielu innych krajów okupowanych, nie posiadała rządu kolaboracyjnego ani państwowej współpracy z III Rzeszą.
.Dodatkową warstwą wpływającą na dzisiejsze postrzeganie Polski jest dziedzictwo rządów komunistycznych. W 1968 roku władze PRL rozpoczęły otwarcie antysemicką kampanię pod szyldem „antysyjonizmu”, prowadząc do czystek, prześladowań i przymusowej emigracji ok. 13 tys. polskich Żydów. Warto podkreślić, że kampanię tę organizował reżim podporządkowany ZSRR, a nie naród polski ani jakikolwiek demokratycznie wyłoniony rząd. Dla wielu osób, które później osiedliły się w Izraelu, trauma wypędzenia zatarła granicę między represyjną władzą komunistyczną a społeczeństwem, komplikując ocenę relacji polsko-żydowskich.
Spór między Polską a Yad Vashem jeszcze wyraźniej pokazał te napięcia. Rozpoczął się po publikacji wpisu na platformie X, w którym napisano, że w 1939 roku „w Polsce” Żydzi musieli nosić białe opaski z niebieską gwiazdą Dawida. Sformułowanie sugerowało, że był to polski nakaz, pomijając fakt, że była to niemiecka regulacja okupacyjna narzucona przez nazistów. Yad Vashem nie zmienił pierwotnego wpisu mimo protestów ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego. Zamiast tego opublikował nowy wpis, w którym stwierdził, że wcześniejszy dotyczył „terenów Polski okupowanych przez Niemców”, nadal jednak nie przyznając wprost, że pierwsza wersja była myląca. Dla Warszawy nie była to subtelna różnica, lecz fundamentalne zatarcie granicy między okupantem a okupowanymi – mogące sugerować polską odpowiedzialność za antyżydowskie przepisy.
Kolejnym czynnikiem jest „geografia pamięci”. Dla wielu Izraelczyków Polska kojarzy się przede wszystkim jako miejsce Zagłady, a nie kraj unicestwiony przez niemiecką okupację. Bez kontekstu obraz Polaków przechyla się od ofiar ku domniemanym współsprawcom. Zmianę tę wzmacniają kontrowersyjne, hipotetyczne i nieudokumentowane liczby, np. teza, że Polacy mieli zabić „200 tys. Żydów”, pozbawiona empirycznych podstaw. Istnieje także współczesny wymiar geopolityczny. Izrael mierzy się dziś z falą wrogich, pozbawionych faktów oskarżeń – w tym zarzutów „ludobójstwa” w Gazie – szerzonych przez emocjonalne przekazy i ideologiczne uproszczenia. Mechanizm jest uderzająco podobny: złożona, bolesna historia zostaje spłaszczona do prostej, oskarżycielskiej narracji. Powtarzanie zastępuje analizę, a emocje wypierają fakty.
.Polityka wewnętrzna w Izraelu dodatkowo wzmacnia te zniekształcenia. Odwołania do Polski stały się wygodnym narzędziem w sporach dotyczących „czystości pamięci” czy ochrony tradycji Holokaustu. Każdy spór dyplomatyczny z Warszawą natychmiast wchłania logika konfliktu politycznego.
Skala tych narracji była widoczna także w atakach na ambasadora USA w Polsce Toma Rose’a, który spotkał się z ostrą krytyką za stwierdzenie prostego faktu: że Polska nie była sprawcą Holokaustu, lecz jedną z jego ofiar. Jego wypowiedzi – zgodne z szeroko akceptowaną anglosaską historiografią – przedstawiano jako kontrowersyjne lub rewizjonistyczne.
W rezultacie powstaje przestrzeń publiczna, w której emocje dominują nad niuansami. Tymczasem fakty są jednoznaczne: Polska nie kolaborowała z nazistowskimi Niemcami; nie miała rządu typu quislingowskiego; utrzymywała działające struktury Polskiego Państwa Podziemnego; za pomoc Żydom groziła kara śmierci, a tysiące Polaków – cywilów, duchownych, dyplomatów, członków ruchu oporu – niosło pomoc, nierzadko płacąc za to życiem. Wielu z nich zostało uhonorowanych w Yad Vashem.
Przywrócenie równowagi wymaga uznania tych podstaw. Dopiero pełne uwzględnienie całego materiału historycznego – a nie wybieranie pojedynczych fragmentów – pozwoli zastąpić podejrzliwość dialogiem, a trwałe mity rzeczywistym zrozumieniem.
Andrzej Pawluszek
Pierwotna wersja tekstu została opublikowana w „The Times of Israel” [LINK].





