Antyimigracyjne nastroje w RPA. Obywatele przeprowadzają coraz więcej samosądów

W Republice Południowej Afryki od miesięcy narastają antyimigracyjne nastroje. Coraz częściej przekładają się one nie tylko na uliczne demonstracje, ale też na przemoc, samowolne „kontrole” mieszkańców, masowe wyjazdy cudzoziemców i polityczną presję na państwo, by zaostrzyło kurs wobec migrantów. Władze formalnie potępiają samosądy, ale równolegle zwalczają migrację.
Demonstranci wyłamywali drzwi i wyprowadzali z domów podejrzewanych o brak dokumentów migrantów
.W czerwcu i lipcu bieżącego roku napięcie weszło w nową fazę. Antyimigracyjne grupy wyznaczyły nieformalny termin 30 czerwca na opuszczenie kraju przez osoby bez dokumentów, a po jego upływie w kilku miastach ruszyły marsze i akcje wymierzone w migrantów. W Johannesburgu demonstranci chodzili od drzwi do drzwi, wyciągali ludzi z domów i przekazywali ich policji. W tle rosła liczba repatriacji i deportacji: według władz w ciągu miesiąca z kraju wywieziono lub odesłano ponad 53 tysiące imigrantów, głównie z Malawi. To, co dzieje się dziś w RPA, nie jest nagłym wybuchem, lecz efektem procesu, który dojrzewał od lat. Ksenofobiczna przemoc wobec cudzoziemców wracała tam falami, a migranci byli regularnie obwiniani o bezrobocie, przestępczość i przeciążenie usług publicznych. Reuters przypomina, że takie ataki są w RPA problemem powracającym, a politycy z różnych stron sceny publicznej często wzmacniali ten przekaz, mimo braku dowodów na to, że to migranci są główną przyczyną tych problemów.
Nowa fala protestów ma jednak własną specyfikę. Nie chodzi już wyłącznie o spontaniczne zamieszki czy krótkotrwałe eksplozje gniewu. W ostatnich latach powstały bardziej trwałe, rozpoznawalne organizacje i sieci aktywistów ulicznych, które nadały antyimigracyjnemu wzburzeniu formę ruchu polityczno-społecznego. Najbardziej znanym przykładem jest Operation Dudula, grupa założona w 2021 roku z deklarowanym celem „pozbycia się” nielegalnych migrantów z RPA. Reuters opisywał ją już w 2022 roku jako ruch obywatelskiej presji i zarazem źródło obaw przed nową falą przemocy wobec cudzoziemców. Jak podaje BBC, szczególnie widoczna stała się grupa March and March, aktywna m.in. w Johannesburgu, Soweto i Durbanie. To właśnie z jej inicjatywy odbywały się demonstracje po 30 czerwca, a w niektórych miejscach protest przeradzał się w faktyczne „polowanie” na cudzoziemców. Z kolei agencja Reuters opisywała sceny z Alexsandry, gdzie demonstranci wyłamywali drzwi, wyprowadzali z domów podejrzewanych o brak dokumentów migrantów i odstawiali ich do policyjnych radiowozów.
Rdzeniem tej mobilizacji jest prosta i politycznie skuteczna opowieść: RPA ma cierpieć z powodu „napływu obcych”, którzy odbierają pracę, zatykają szpitale, windują napięcia społeczne i zwiększają przestępczość. Ta narracja trafia na podatny grunt, bo kraj zmaga się z chronicznie wysokim bezrobociem, biedą i kryzysem zaufania do instytucji. W takich warunkach migrant staje się wygodnym symbolem wszystkiego, co nie działa. Nie trzeba udowadniać związku między migracją a społecznym kryzysem. Wystarczy go stale powtarzać.
Państwo oficjalnie odcina się od samosądów. Prezydent Cyril Ramaphosa potępił zrzucanie winy za problemy kraju na migrantów i ostrzegł obywateli, by nie brali egzekwowania prawa we własne ręce. Równocześnie jednak państwo samo zaostrzyło kurs wobec nieudokumentowanej migracji. Skala obecnej reakcji władz jest duża. Według Associated Press w miesiąc deportowano lub repatriowano ponad 53 tysiące osób, z czego przeszło 80 proc. stanowili obywatele Malawi. Część wyjazdów miała charakter formalnie dobrowolny, ale działo się to w atmosferze zastraszenia, przemocy i obawy przed kolejnymi atakami. Malawi i Nigeria organizowały powroty swoich obywateli, a relacje RPA z częścią afrykańskich partnerów zaczęły się wyraźnie pogarszać.
Antyimigracyjny ruch w RPA nie ogranicza się jednak tylko do ulicznego radykalizmu. W kraju zaczyna realnie przesuwać środek ciężkości całej debaty publicznej. Nawet partie i politycy, którzy nie chcą być utożsamiani z otwartą ksenofobią, coraz częściej mówią językiem „kontroli granic”, „nielegalnej migracji” i „pierwszeństwa dla obywateli”.
Maciej Bzura




