Archeologiczne odkrycie w Turcji – najstarszy chleb na świecie

Podczas wykopalisk archeologicznych w starożytnej osadzie Catalhoyuk w środkowej Turcji odnaleziono najstarszy chleb na świecie; eksperci oceniają wiek bochenka na 8 600 lat – podała we agencja Anatolia.

Wypiek sprzed 8 tysięcy lat

.”Na podstawie obserwacji, analizy i datowania możemy stwierdzić, że to znalezisko jest najstarszym chlebem na świecie” – ogłosił Ali Umut Turkcan, profesor na Uniwersytecie Anadolu i szef komisji wykopaliskowej.

„Dzięki dokładnej dokumentacji małe, okrągłe, gąbczaste znalezisko w rogu pieca zostało zidentyfikowane jako chleb. Fakt, że konstrukcja (pieca) została pokryta cienką warstwą gliny, pozwolił na zachowanie wszystkich pozostałości organicznych, zarówno drewna, jak i chleba” – zauważył turecki badacz.

Najstarszy chleb na świecie odnaleziony w osadzie Catalhoyuk

.Starożytne siedlisko Catalhoyuk, wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, odkryto w 1958 roku. Wykopalisko dostarczyło wyjątkowego wglądu w osadnictwo z epoki neolitu i chalkolitu, którego początki sięgają około 7400 roku p.n.e. – przypomniały tureckie media.

W połączonych ze sobą domach z cegły i z drzwiami na dachu mieszkało ok. 8 tys. ludzi. Niedawno w jednym z tych domów odkryto konstrukcję pieca wraz ze śladami nasion pszenicy, jęczmienia i grochu.

Po co nam archeologia?

.O znaczeniu badań nad artefaktami przeszłości pisze na łamach Wszystko co Najważniejsze Michał KŁOSOWSKI, zastępca redaktora naczelnego.

„Kiedy pierwszy raz jechałem na wykopaliska archeologiczne, zastanawiałem się, co tak właściwie będę tam robił. W głowie miałem filmy z Indianą Jonesem, pełne akcji i emocji, walki dobra ze złem; zdjęcia Howarda Cartera czy Kazimierza Michałowskiego, stojących w dość – owszem – eleganckich koszulach, jednak pośród tłumu brudnych od ziemi mieszkańców Egiptu z łopatami, a nie pistoletami w dłoniach, na tle czegoś, co na pierwszy rzut oka mogło się wydawać zwykłymi dziurami w ziemi. Raz po raz tylko wystawały z nich jakieś elementy, kształty raczej, zazwyczaj trudne do odszyfrowania. Czas i piasek pustyni odcisnął już na nich swój nieuchronny znak” – opisuje autor artykułu.

W rzeczywistości zdjęcia tych dwóch wielkich archeologów pokazywały świat bardziej realny niż niejedna z najnowszych zdobyczy dzisiejszych kinematografii czy technologii. Bo o ile dziury w ziemi mogą okazać się kolebkami naszej cywilizacji, o tyle walka ze złem objawia się raczej w obszarze ochrony dziedzictwa kulturalnego przed barbarzyńcami za pomocą żmudnej i mozolnej pracy konserwatorskiej, intensywnej pracy na forum UNESCO – niż w entourage’u wybuchów i strzałów, pogoni i krzyków.

„Wcale jednak nie oznacza to, że praca archeologa pozbawiona jest emocji i radości. Odkrywanie i pielęgnowanie pozostałości ludzkiej historii ma w dzisiejszych czasach więcej sensu, niż może się wydawać i niż było to kiedykolwiek wcześniej” – dodaje zastępca redaktora.

Archeolog pracuje dzień po dniu, przez kilka tygodni. W radości, słońcu, upale, pocie i ciężkiej pracy. „Ktoś mógłby w końcu zadać to kardynalne pytanie: po co? Owszem, często słyszałem to pytanie w różnych okolicznościach. Podczas rodzinnych obiadów i rozmów z przyjaciółmi, na większych forach czy w trakcie rozmów kwalifikacyjnych i kiedy wracałem z piachem pod paznokciami, spalony południowym słońcem, do miejsca, które akurat nazywałem domem. Bo jakoś zawsze tak było, że cywilizacji szuka się na Południu, rzadko kiedy na Wschodzie czy Północy” – opisuje ekspert.

„Tamtejsze pozostałości przypominają bardziej mozolne odtwarzanie wiecznego ruchu, pędu jakiegoś i dążenia niż odkrywanie i odbudowywanie pięknych miast Greków, Inków czy Sumerów. To na Południe dążyli wszyscy, którzy chcieli dołączyć do cywilizacji – nie odwrotnie” – pisze Michał KŁOSOWSKI.

Przypomina on, że wielkie cywilizacje lubią słońce i nic na to nie poradzimy. Takie jest odwieczne prawo historii albo natury.

„I może w tym właśnie rzecz. Ta energia, która pozwala przeżyć trudy każdego dnia, jest odpowiedzią na pytanie: po co? Energia, która towarzyszyła wielkim wydarzeniom i postaciom, które zmieniały bieg dziejów, odciskały swoją stopę na ziemiach Żyznego Półksiężyca czy Lewantu” – zastanawia się Michał KŁOSOWSKI.

Bo ostatecznie to tego właśnie się zawsze szuka – oznak sensu, okruchów celu, artefaktów myśli, przebłysków dążenia do czegoś więcej, nawet jeśli miałoby być to po prostu antyczne bogactwo w postaci monet czy kolejna piramida. Każda prosta linia kamieni z epoki brązu czy żelaza świadczy przecież o jakimś przebłysku myśli i celu. Biorąc to pod uwagę, nie powinno dziwić, że archeologia swoje triumfy święci w Polsce, kraju skazanym na wieczną tymczasowość, zawieszonym w historii ostatnich dwustu lat ciągle „pomiędzy”, ciągle z potrzebą odbudowy i koniecznością poszukiwania sensu.

PAP/WszystkocoNajważniejsze/MB
Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 6 marca 2024