Architektura świata przejściowego. Od stabilności do odporności [Michał KŁOSOWSKI]

Architektura świata przejściowego

Współczesny dyskurs polityczny, reprezentowany przez tak odmienne figury jak Radosław Sikorski, Donald Trump czy Karol Nawrocki, dostarcza jednak materiału dowodowego dla tego, iż obecnie mamy do czynienia ze zmianą porządku międzynarodowego. Architektura świata przejściowego została opisana w wystąpieniach trzech wskazanych polityków.

Architektura świata przejściowego

.Powszechne przekonanie, że historia zmienia swój bieg w błysku wielkich eksplozji, jest jednym z najtrwalszych złudzeń nowoczesności. Prawdziwe przesunięcia tektoniczne zachodzą w ciszy, poprzez procesy, które długo pozostają poniżej progu społecznej percepcji, czasem tylko będąc wyrażone poprzez wystąpienia ważnych postaci tego świata. I nawet jeśli nie mają one jednej daty, konkretnego punktu zwrotnego czy symbolicznego traktatu bywa czasem tak, że w jednym tygodniu zbiegają się słowa najważniejszych osób w państwie czy nawet, na świecie. Tak było teraz, kiedy w jednym tygodniu usłyszeliśmy State of the Union prezydenta Donalda Trumpa, wystąpienie na warszawskiej Cytadeli prezydenta Karola Nawrockiego i sejmowe exposé ministra Radosława Sikorskiego.

Nawet jeśli tych trzech liderów uznać za postaci bardzo od siebie odległe, to kiedy występują w następujących po sobie dniach okazać się może, że to, co braliśmy za serię izolowanych kryzysów, jest w istocie narodzinami nowej ontologii rzeczywistości — nawet jeśli każdy z nich nazywa ją innymi słowami, ba! innym językiem nawet. Osią wspólną wszystkich trzech jest bowiem przekonanie o tym, że przechodzimy przez załamanie starego porządku; wchodzimy w fazę, w której zmiana stała się stanem permanentnym. I nie możemy już zamykać na nią oczu. Współczesna transformacja nie dotyczy jednak wyłącznie korekty granic, rotacji elit czy przetasowań w sojuszach. Sięga głębiej, kiedy bowiem przeanalizujemy te trzy wystąpienia okazuje się, że rewolucja naszych czasów dotyka samej matrycy, według której organizujemy, rozumiemy i interpretujemy świat jako przestrzeń wspólnego bytowania państw i społeczeństw. To, co łacyz słowa Nawrockiego, Sikorskiego i Trumpa to przekonanie, ze o to obserwujemy demontaż świata rozumianego jako trwała struktura i narodziny świata będącego dynamicznym polem ryzyka.

Trzy głosy, jedna diagnoza

.Współczesny dyskurs polityczny, reprezentowany przez tak odmienne figury jak Radosław Sikorski, Donald Trump czy Karol Nawrocki, dostarcza jednak materiału dowodowego dla tej tezy aż w nadmiarze. Choć operują oni skrajnie różnymi kodami kulturowymi i tradycjami myślenia o władzy, ich wystąpienia są symptomami tego samego procesu. Nie są to jedynie głosy w debacie publicznej; to meldunki z frontu zmieniającej się cywilizacji, w której prezydent Karol Nawrocki (reprezentujący nurt myślenia o państwie jako systemie zdolności) wprowadza język doktrynalny, w którym państwo staje się środowiskiem operacyjnym, a bezpieczeństwo przestaje być resortową domeną, a staje się naczelną zasadą organizującą życie społeczne, technologiczne i infrastrukturalne nawet. Państwo w tej narracji to mechanizm, który musi działać w warunkach permanentnej presji, nie tylko zewnętrznej.

Radosław Sikorski reprezentuje ewolucję myślenia instytucjonalnego. W jego optyce świat reguł wciąż istnieje, ale stracił swoją domyślną stabilność. Akcent przesuwa się z wiary w procedury na zarządzanie ryzykiem systemowym. Instytucje nie są już więc tylko li bezpiecznym schronieniem, lecz strukturami wymagającymi ciągłego wzmacniania i aktywnej ochrony przed zewnętrzną entropią. W końcu zaś prezydent Donald Trump operuje na poziomie uproszczonej, niemal pierwotnej ontologii konfliktu. Odrzuca wizję świata jako harmonijnej konstrukcji prawnej na rzecz wizji areny sił, które nie tylo rywalizują, ale wręcz się zwalczają. W tym ujęciu współpraca nie jest racjonalnym fundamentem, lecz wyłącznie tymczasową transakcją. To język brutalnie dopasowany do rzeczywistości, która przestała być przewidywalna, a gdzie przetrwanie zależy od czujności i refleksu, nie od wierności traktatom.

Koniec cywilizacyjnego wyjątku

.Przez dekady zachodnia nowoczesność karmiła się iluzją linearności. Porządek międzynarodowy traktowano jak maszynę: raz dobrze skonstruowana, miała działać przewidywalnie, neutralizując konflikty poprzez prawo i handel. Przyszłość postrzegano jako bezpieczną ekstrapolację teraźniejszości. Po pandemii i pełnoskatowej agresji Rosji na Ukrainę wiemy już jednak, że ten stan nie był naturalnym prawem historii, lecz historycznym wyjątkiem — efektem specyficznej konstelacji siły militarnej, dominacji technologicznej Zachodu i względnej spójności normatywnej połączonej z tym, co nazwać można było dotychczas normalną dyplomacją.

Ta konstelacja uległa rozpadowi, słyszymy jednak w każdym z tych wystąpień, nawet jeśli nie wprost. Nie stoi za tym jedna wojna ani jeden agresor. To efekt strukturalnego rozszczepienia, w którego skład wchodzą pluralizm normatywny, przede wszystkim zaś zrost liczby graczy (państwowych i niepaństwowych), którzy nie uznają zachodniego dekalogu wartości; destabilizacja technologiczna i moment, w których technologa odebrała klasycznym strukturom władzy monopol na informację i regulację; w końcu zaś splot — a może nawet bardziej swoiste pomieszanie — sfer, gdzie przestrzeń fizyczna, cyfrowa i symboliczna zlały się w jedno pole napięć, a atak może nadejść z każdego kierunku jednocześnie. W tak zdefiniowanej rzeczywistości porządek nie może być więc już statyczną strukturą, stając się nieustannym procesem.

Państwo jako architekt odporności

.Zmiana ta redefiniuje samą istotę państwowości. Państwo przestaje pełnić funkcję administratora stabilnego porządku, a staje się architektem odporności, zapewniającym już nie tyle wolności co dostęp do bezpieczeństwa swoim obywatelom. Suwerenność traci w tej układance dekoracyjny, prawniczy charakter, stając się kategorią czysto operacyjną: zdolnością do samodzielnego trwania w warunkach nieciągłości i kryzysu. Równolegle zaś z tym wszystkim, zmienia się pozycja obywatela, który przestaje być jedynie konsumentem praw i uczestnikiem procedur demokratycznych. W nowej architekturze świata społeczeństwo staje się zasobem strategicznym, co jasno — choć z różnych stron — tłumaczą wszyscy trzej liderzy. Kapitał społeczny, zaufanie do instytucji, stabilność psychologiczna i kompetencje techniczne są zaś jedynie tej struktury obronnej państwa, elementami. Odporność systemu zależy od jakości „tkanki”, z której jest zbudowany, a nie tylko od grubości pancerza, którym mógłby być kiedyś traktaty, obecnie jednak niewystarczające, choć wciąż konieczne. Wkraczamy bowiem w czasy, zdają się twierdzić wszyscy trzej politycy, w których podstawową kategorią nie jest już rozwój, lecz trwanie. I wbrew pozorom, nie jest to wizja apokaliptyczna – to wizja dojrzała, choć zakorzeniona mocno w tradycji. Świat nie zmierza ku końcowi, lecz ku nowej formie istnienia, pozbawionej złudzeń o automatyzmie postępu.

Po wysłuchaniu wystąpień trzech polityków można powiedzieć, że żyjemy w epoce architektury trwania. W świecie, w którym pokój nie jest stanem naturalnym, lecz projektem wymagającym ciągłego nakładu energii. To rzeczywistość, która przestała wierzyć w utopie i zaczęła rozumieć, że ład jest zawsze konstrukcją: kruchą, wymagającą i zależną od zdolności adaptacji ale też — negocjacji. Nie jest to świat marzeń, ale nie jest to też świat katastrofy. To po prostu świat, który wymaga nowej formy dojrzałości: uznania, że stabilność nie jest dana, lecz musi być codziennie wytwarzana.

Michał Kłosowski

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 27 lutego 2026