Atak na Iran. Reuters podaje szczegóły

Co dalej z Iranem

Plany wojskowe dotyczące ataku USA na Iran są bardzo zaawansowane i obejmują różne opcje, w tym nawet zmianę reżimu w Teheranie, czy wyeliminowanie poszczególnych przywódców – podaje 20 lutego 2026 r. agencja Reutera, cytując rozmowy z dwoma przedstawicielami administracji Donalda Trumpa.

Nadchodzi atak na Iran

.Opracowywanie opcji militarnych – to kolejny znak, że USA przygotowują się na poważny konflikt z Iranem, jeśli zawiodą kontakty dyplomatyczne – komentuje Reuters i przypomina, że w jako pierwszy przekazał informację, iż amerykańskie siły zbrojne przygotowują się do wielotygodniowej operacji przeciw Teheranowi, która mogłaby objąć ataki na obiekty nuklearne.

Najnowsze, bardziej szczegółowe informacje zdają się wskazywać na bardziej zaawansowane, ambitne plany, opracowywane w oczekiwaniu na decyzję prezydenta Donalda Trumpa, który w ostatnich dniach sygnalizował, że bierze pod uwagę zmianę reżimu w Teheranie – ocenia agencja. Rozmówcy Reutersa nie sprecyzowali, którzy irańscy przywódcy mogliby być celem ataków, ani w jaki sposób amerykańska armia mogłaby doprowadzić do obalenia reżimu bez zaangażowania znacznych sił lądowych.

Skuteczność amerykańskiego wywiadu

.Jeden z przedstawicieli administracji zwrócił uwagę w rozmowie z agencją, że Izrael skutecznie wyeliminował co najmniej 20 wysokich rangą dowódców podczas 12-dniowej wojny z Iranem w 2025 roku, co – jak podkreślił – „dowiodło jak użyteczne jest takie podejście”. Zastrzegł jednak, że obranie za cel poszczególnych osób wymaga „dodatkowych źródeł wywiadowczych”.

Rozmówcy Reutera nie posiadali informacji na temat tego, jak wygląda rozpoznanie amerykańskiego wywiadu w tej kwestii. Wcześniej Donald Trump oświadczył, odnosząc się do artykułu „Wall Street Journal” o opcji ataku, który miałby skłonić Iran do ustępstw, że „może powiedzieć, iż rozważa ograniczony atak na Iran”.

Według dziennika Donald Trump mógłby wydać taki rozkaz w ciągu najbliższych dni. Prezydent powiedział 19 lutego 2026 r., że ma nadzieje na wypracowanie porozumienia z Iranem i że przekona się, czy jest to możliwe w ciągu 10-15 dni. Jeszcze 18 lutego 2026 r. rzecznik Białego Domu Karoline Leavitt przekazała, że między stronami są bardzo duże rozbieżności. Komentatorzy przypominali, że przed uderzeniem na instalacje jądrowe Iranu w czerwcu 2025 roku Donald Trump zapowiadał podjęcie decyzji w ciągu dwóch tygodni, podczas gdy atak nastąpił trzy dni po tej zapowiedzi. 

Łupnąć i skończyć

.Prezydent USA potrzebuje pewności, iż jego rozkaz uderzenia za pomocą potężnych „bunker bustersów” zakończy wojnę prewencyjną wszczętą przez Izrael. W żadnym bowiem razie Trump nie może sobie pozwolić na wojnę z Iranem – pisze Jan ROKITA.

Donald Trump zrobi wiele, ba… niemal wszystko, aby nie musieć uderzyć na Iran. Jego sławne: „I may do it, I may not”, w odpowiedzi na uporczywe pytania ze strony mediów, świadczy o tym dobitnie. To przecież nic innego, jak dobrze nam znana i ulubiona Trumpa metoda nacisku i szantażu, tym razem mająca trzymać w szachu nie tylko spanikowanych perskich mułłów, ale na dobrą sprawę cały świat. Po historii z megacłami, wprowadzanymi dla postrachu i traktowanymi przez Trumpa jako optymalna metoda negocjacji, nauczyliśmy się już, że jeśli Trump mówi, że MOŻE ci zrobić krzywdę, to znaczy, że bardzo nie chce jej zrobić. Bo jak chce ją zrobić naprawdę, to ją po prostu ROBI, bez oglądania się na przeciwności. Tę oczywistą intuicję wspierają wiarygodne przecieki z Waszyngtonu, takie choćby jak ten opublikowany na portalu Axios, któremu anonimowy współpracownik amerykańskiego przywódcy mówi: „Bardzo chcemy być w tej wojnie niepotrzebni, ale prezydent musi mieć pewność, że nie jesteśmy potrzebni”. Dlatego Trump domaga się od armii pewności, że uderzenie amerykańskimi bunker busters w podziemne fabryki broni nuklearnej, położone w pustynnym środkowym Iranie, daje gwarancję militarnego sukcesu.

.Ta pewność to kluczowa sprawa w całej grze. Ameryka w żadnym razie nie może sobie pozwolić na uwikłanie się w dłuższą i nierozstrzygalną wojnę z Persami. Coś takiego byłoby w dzisiejszych okolicznościach nieszczęściem politycznym dla kraju, a dla samego Trumpa – polityczną katastrofą. Po Iraku i Afganistanie, gdzie USA bezsensownie próbowały siłą zaprowadzić liberalne rządy, prawa kobiet, swobodę aborcji i jeszcze kilka równie nonsensownych rzeczy, Ameryka musi odreagować te własne dziwaczne eksperymenty, podejmowane wcześniej bez sukcesu. Pod tym względem Trump (skądinąd podobnie jak niegdyś Nixon) trafnie i precyzyjnie zdefiniował współczesne interesy swojego kraju. To Amerykanie nie chcą dziś żadnej nowej wojny, a ostatnie badania opinii pokazują, że owa niechęć panuje ponad partyjnymi podziałami i dotyczy zarówno elity społecznej, jak i prostych ludzi z amerykańskiego interioru. I Amerykanie, nie chcąc wojny, intuicyjnie pojmują to, czego dziś potrzebuje Ameryka.

PAP/MJ

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 20 lutego 2026