Berlinale 2026 [Program]

„Queen at Sea” z Juliette Binoche, nominowaną do Oscara Sandrę Hüller w roli żołnierza skrywającego swą tożsamość w „The Rose”, tour de force Isabelle Huppert w „The Blood Countess” zobaczy publiczność na rozpoczynającym się 76. Berlinale. Polskie akcenty wśród dokumentów i krótkich metraży.
„Berlinale powinno pozostać festiwalem zaangażowanym w sprawy społeczne i polityczne, ale otwartym także na widzów szukających w kinie zachwytów, odskoczni od rzeczywistości”
.To druga odsłona wydarzenia pod wodzą Tricii Tuttle, byłej dyrektorki BFI London Film Festivalu, która przejęła stery po Carlo Chatrianie i Mariette Rissenbeek. Miniony rok przyniósł frekwencyjny rekord. Do Berlina przyjechało 455 tys. widzów z całego świata, w tym ponad 115 tys. przedstawicieli branży. To pokazuje, że kultura oglądania filmów na wielkim ekranie wciąż ma się dobrze. – Kino to bez wątpienia najlepszy sposób, by zapoznać się z dziełami i zanurzyć się w filmowym świecie. Jest też wspaniałym, ważnym miejscem, wspólnotowym doświadczeniem, które przeżywamy razem z nieznajomymi i przyjaciółmi. Teraz potrzebujemy takich doświadczeń bardziej niż kiedykolwiek – podkreśliła dyrektorka artystyczna podczas styczniowej konferencji prasowej.
Według Tuttle Berlinale powinno pozostać festiwalem zaangażowanym w sprawy społeczne i polityczne, ale otwartym także na widzów szukających w kinie zachwytów, odskoczni od rzeczywistości. Tę różnorodność odzwierciedla tegoroczny program. Wśród 22 filmów rywalizujących o Złotego Niedźwiedzia obok stylowego czarno-białego portretu legendarnego pianisty jazzowego „Everybody Digs Bill Evans” Granta Gee znajdziemy m.in. japońskie anime „A New Dawn” Yoshitoshiego Shinomiya, western „Wolfram” Warwicka Thorntona oraz dokument „Love Is a Rebellious Bird” Anny Fitch i Bankera White’a o życiu po stracie przyjaciółki. Oprócz nich o nagrodę powalczy belgijsko-polsko-grecko-brytyjska koprodukcja „Dust” Anke Blondé o przedsiębiorcach, którzy będąc u szczytu kariery, tracą wszystko.
Nie zabraknie twórców dobrze znanych szerokiej publiczności. Kornél Mundruczó zaprezentuje „At the Sea” z Amy Adams w obsadzie – opowieść o kobiecie wracającej w rodzinne strony po pobycie w klinice odwykowej. Lance Hammer w „Queen at Sea” połączył siły z Juliette Binoche i dawną gwiazdą brytyjskiego kina młodych gniewnych Tomem Courtenayem. Publiczność zobaczy również nową kreację Sandry Hüller nominowanej do Oscara za „Anatomię upadku”. W „Rose” Markusa Schleinzera niemiecka aktorka stworzyła postać żołnierza skrywającego swą prawdziwą tożsamość. Do Berlina przyjadą również Callum Turner i Pamela Anderson, którzy wystąpili w zjadliwej satyrze „Rosebush Pruning” Karima Ainouza obok Riley Keough i Elle Fanning.
Laureatów Złotego i Srebrnych Niedźwiedzi poznamy w sobotę 21 lutego. Wyłoni ich jury pod przewodnictwem ikonicznego twórcy niemieckiej nowej fali Wima Wendersa, reżysera „Nieba nad Berlinem”, „Paris, Texas” i „Perfect Days”. W gremium znaleźli się też producentka „Idy”, „Zimnej wojny” i „Strefy interesów” Ewa Puszczyńska, nepalski reżyser Min Bahadur Bham, południowokoreańska aktorka Bae Doona, indyjski reżyser i producent Shivendra Singh Dungarpur, amerykański reżyser, scenarzysta i producent Reinaldo Marcus Green, a także japońska reżyserka, scenarzystka i producentka Hikari.
W czwartek wieczorem festiwal otworzy pokaz „No Good Men” Shahrbanoo Sadat. Afgańska twórczyni, zaliczana do najciekawszych głosów światowego kina, w wieku zaledwie 19 lat zakwalifikowała się do programu Cannes Cinefondation. Jej pełnometrażowy debiut „Wilk i owca” i fabułę „Sierociniec” wyświetlano w sekcji Directors’ Fortnight tamtejszego festiwalu. Najnowszy film Sadat łączy w sobie elementy kina politycznego i historii miłosnej. Akcja rozgrywa się w Afganistanie w 2021 r., tuż przed powrotem talibów do władzy. Główną bohaterką jest młoda reżyserka, która doświadczyła zdrady w związku. Na domiar złego musi walczyć z byłym partnerem o prawo do opieki nad synem. Kobieta żyje w przeświadczeniu, że nie ma już na świecie porządnych mężczyzn. Wtedy w jej życiu pojawia się reporter kabulskiej telewizji, który proponuje jej współpracę. Gdy przemierzają ulice miasta, między nią i mężczyzną rodzi się uczucie.
Galę uświetni moment wręczenia Honorowego Złotego Niedźwiedzia Michelle Yeoh. Międzynarodową rozpoznawalność zapewniła malezyjskiej aktorce rola agentki Wai Lin w „Jamesie Bondzie: Jutro nie umiera nigdy”, który trafił na ekrany w 1997 r. Artystkę można było oglądać również w „Przyczajonym tygrysie, ukrytym smoku” Anga Lee, „Wyznaniach gejszy” Roba Marshalla oraz we „Wszystko wszędzie naraz” Daniela Scheinerta i Daniela Kwana. Ten ostatni projekt w 2023 r. przyniósł jej – jako pierwszej w historii aktorce pochodzenia azjatyckiego – Oscara za pierwszoplanową rolę kobiecą. Najnowsze dokonania Yeoh obejmują kreację Madame Morrible w hollywoodzkim musicalu „Wicked” i jego kontynuacji „Wicked: Na dobre” w reżyserii Jona M. Chu. W Berlinie poznamy efekty jej współpracy z Seanem Bakerem przy krótkim metrażu „Sandiwara” nakręconym w Penang. Film ma być „celebracją kobiecości, tożsamości i dziedzictwa kulturowego oraz kina niezależnego”. Wcześniej amerykański reżyser wygłosi laudację na cześć Yeoh.
W środę 18 lutego brytyjsko-niemiecki kompozytor Max Richter zostanie uhonorowany Berlinale Camera przyznawaną wybitnym twórcom związanym z festiwalem. W 2009 r. artysta był mentorem w Berlinale Talent Campus, a ostatnio gościł w Berlinie w 2024 r. z filmem „Astronauta” Johana Rencka. Na koncie ma Europejską Nagrodę Filmową za muzykę do „Walca z Baszirem” Ariego Folmana i nominację do Grammy za „Ad Astrę” Jamesa Graya. Ostatnio otrzymał szanse na Oscara, Złoty Glob i nagrodę BAFTA za „Hamneta” Chloé Zhao. Stworzył też muzykę do baletowej adaptacji powieści „Maddaddam” Margaret Atwood, retrospektywy Marka Rothko w podparyskiej Fondation Louis Vuitton i serialu „Za zasłoną”. „Jego kompozycje filmowe to coś więcej niż akompaniament – to narracje, które czynią sedno historii słyszalnym, pogłębiając i przekształcając język filmowy” – podkreśliła Tuttle w uzasadnieniu przyznania nagrody.
76. Berlinale zakończy się 22 lutego
.W ramach pokazów specjalnych będzie można obejrzeć film „The Blood Countess” Ulrike Ottinger, którego scenariusz współtworzyła laureatka literackiego Nobla Elfriede Jelinek. To tour de force królowej francuskiego kina Isabelle Huppert, która wykreowała postać Elżbiety Batory, zwanej Krwawą Hrabiną. W tej samej sekcji zaplanowano niemiecką premierę „Testamentu Ann Lee” Mony Fastvold, współautorki „The Brutalist”. Obraz, nominowany w ubiegłym roku do weneckiego Złotego Lwa, został zainspirowany losami założycielki grupy religijnej szejkersów Ann Lee (w tej roli Amanda Seyfried). Żyjąca w XVIII wieku kobieta stworzyła wyznanie, w którym panowało równouprawnienie płci, i została uznana przez członków grupy za żeńskie uosobienie Boga. Prócz tego europejska publiczność będzie mogła zobaczyć przebój ostatniego Fantastic Fest „Baw się dobrze i przeżyj” Gore Verbinskiego z laureatem Oscara Samem Rockwellem w roli pierwszoplanowej. Amerykański gwiazdor zagrał enigmatycznego przybysza z przyszłości, który w nocnym barze w Los Angeles rekrutuje klientów do udziału w misji mającej na celu ocalenie świata przed wichrzycielską sztuczną inteligencją.
Festiwal konsekwentnie wspiera nowe głosy w kinie. Pokolenie 30-latków przyciągnie przed ekrany „Allegro Pastell”, drugi film Anny Roller, twórczyni „Tańców umarłych dziewczyn”. Adaptacja powieści Leifa Randta opowiada o parze żyjącej w związku na odległość. Ona jest pisarką, on – projektantem stron internetowych. Nie mogąc dzielić ze sobą codzienności, kochankowie testują granice swojej relacji. Wśród debiutów znajdziemy głośny mockument „The Moment” Aidana Zamiriego o blaskach i cienach sukcesu brytyjskiej piosenkarki Charli XCX, której album „Brat” przyniósł międzynarodową sławę. Obok artystki na ekranie zobaczymy Alexandra Skarsgarda i Rosannę Arquette. Na uwagę zasługuje też dokument „The Hidden Face of Earth” Arnauda Alaina. To owoc spotkania reżysera i wieloletniego operatora z tracącym wzrok fotografem Dimitrim Jeanem. Każdy z nich ma inne podejście do fotografii. Tym, co ich łączy, jest wrażliwość, precyzja, potrzeba stworzenia więzi z osobami, które stają przed ich obiektywem.
Polskie akcenty odnajdziemy w sekcjach Panorama Dokumente i Berlinale Shorts. Do pierwszej z nich zakwalifikowała się ukraińsko-polska koprodukcja „Ślady” Alisy Kovalenko i Marysi Nikitiuk. Film śledzi losy ukraińskich kobiet, które od 2014 r. doświadczyły tortur i przemocy seksualnej ze strony rosyjskich żołnierzy. Dla bohaterek przerwane milczenie staje się formą oporu, wzajemnego wsparcia, solidarności i walki o sprawiedliwość. Na Berlinale pojawi się również krótki metraż Zuzanny Banasińskiej „Kontrewers” zrealizowany w koprodukcji holendersko-polsko-francuskiej. To surrealistyczna, czuła historia o duchu opętanej dziewczyny odwiedzającym zamkniętą w czterech ścianach staruszkę.
76. Berlinale zakończy się 22 lutego.
Notatnik Wenecki. Biennale Arte 2017 i inne wrażenia (cz. I)
.maja 2017 –
Przylecieliśmy do Wenecji w południe: szybki transfer motorówką z lotniska prosto do hotelu w Cannaregio. Mieszkamy nad Canal Grande, tuż przy dawnej dzielnicy żydowskiej. Tu właśnie zaczynało się ghetto, którego nazwa wywodzona jest z dialektu weneckiego[1]. W 1516 roku zalegalizowano zamieszkiwanie Żydów w Wenecji, do tego czasu – po wygnaniu z Hiszpanii – przebywających w Serenissimie bezprawnie. Nakazano im jednak zamieszkanie wyłącznie w Ghetto Nuovo. W ten sposób zaczęła się historia Żydów w gettach, zakończona tak tragicznie w XX wieku. Do hotelu z przystanku vaporetto dochodzi się od strony Piazzale Roma, przekraczając most Calatrava (Konstytucji), a dalej obok dworca i Kościoła Santa Lucia, poświęconego tak kochanej we Włoszech świętej – oślepionej męczenniczce z Syrakuz: brzmi w uszach śpiewana przez Adelę i Malenę pieśń: Sul mare luccica / l’astro d’argento; / placida è l’onda, / prospero il vento. / Venite all’agile / barchetta mia! / Santa Lucia, / Santa Lucia! Z refrenem pieśni w uszach pieśń i myślami o „śpiewaczkach” przemierzamy Ponte delle Guglie – spinającym Cannaregio Canal, a dalej już zaczyna się Lista di Spagna, a potem Strada Nova – ciągnąca się aż do Rialto i już tuż tuż Piazza San Marco, z wejściem do Canal Grande, widokiem na Salute, San Giorgio Maggiore i Giudeccę. Jesteśmy „w domu”, w miejscach znanych, bliskich, radujących duszę .… Rusza Biennale Arte flagowa – pośród innych – impreza wenecka. Kolejny raz w Wenecji obejrzymy to co dzieje się ze sztuką współczesną, z plastyką w koncentracie, poszukując przesłań, odkryć, wizji, nowych twórców i uznanych mistrzów …
* * *
Zaczynamy zaraz po południu od wernisażu w La Galleria u Dorothei van der Koellen. Właściwie to specjalnie na otwarcie tej nowej ekspozycji przyjechaliśmy wcześniej do Wenecji, jeszcze przed tzw. preview – trzydniowym pokazem Biennale dla zaproszonych gości, poprzedzającym otwarcie wystaw dla szerokiej publiczności. Wybieramy się do Dorothei i Lore Bert z przyjemnością, tak jak się idzie do przyjaciół. Podpływając taksówką do Teatru Le Fenice, skąd już tylko dwa kroki do La Galleria, dostrzegliśmy przechodzącego przez mostek przerzucony nad niewielkim kanałem Stasysa Eidrigeviciusa, z którym zdążyliśmy już zawrzeć miłą znajomość na lotnisku. Gdy zamachaliśmy do niego, odnalazł nas szybko przy teatrze i wyraził zaskoczenie tym, że rozstając się kilka godzin temu – nie umówieni przecież spotkaliśmy się przypadkowo w labiryncie uliczek, mostów, placów i placyków, wąskich przejść i kanałów – tych szerokich i tych wąskich, przechodzących jedne w drugie, i kończących się z nagła, tak licznych w Wenecji. Zapraszamy by poszedł z nami na wernisaż do położonej nieopodal galerii, pełnej – jak się zaraz okazało – zwiedzających. W ciągu ostatniego roku odwiedziliśmy galerię Dorothei kilkakrotnie: w Wenecji w maju 2016 z okazji rozpoczęcia obchodów 80 lecia Lore Bert i 15 lecia La Galleria w Wenecji. Spotkaliśmy się też w Mainz, w prowadzonym przez Dorotheę imponującym Zentrum fuer Kunst und Wissenschaft oraz w Lublinie w październiku 2016 i w marcu br. w związku z przygotowywaną, a następnie zrealizowaną wystawą Lore Bert w Muzeum Lubelskim[2].
* * *
Uwaga o rozwijającej się, ciekawej znajomości z Lore i Dorotheą, skłaniają ku refleksji o roli przypadku w życiu. Traktuje o tym kultowy film Petra Zelenki Guzikowcy: pokazuje, jak życiem rządzą przypadki, które niespodziewanie splatają się ze sobą poprzez wydarzenia i ludzi, tak jakby były z góry zaplanowane. Czy może być połączone plucie na pociąg, strzelanie ze spermy w kierunku Andromedy, zrzucenie bomby na Hiroszimę z bombowca Enola Bay, natręctwo obcinania sztuczną szczęką guzików w meblach tapicerowanych, wariactwa zdawałoby się nobliwych ludzi, zdrady kochanków, bezsensowny wypadek drogowy, spowodowany przez paranoicznego pedanta, w którym giną zaręczeni – niedoszli małżonkowie … Może! Odgórny plan – czy tzw. czysty przypadek?
Przypadkiem było, że w 2013 przyjechaliśmy na nasze pierwsze Biennale, prosto z Drezna, na skutek nagłej, szybkiej decyzji: jedziemy do Wenecji, zamiast jeździć rowerem wokół Jeziora Genewskiego… . Przypadkiem – wobec mnogości miejsc do zwiedzenia w Wenecji w czasie 55. Biennale – było, że skierowaliśmy się do Biblioteca Marziana na placu Świętego Marka, w której odbywała się wystawa Lore Bert, następnie tak głęboko zapisana w naszej pamięci. Przypadkiem było, podczas pobytu na kolejnym Biennale w 2015, udanie się wczesnym popołudniem krętymi, zachodzącymi na siebie, jak w labiryncie, nieraz okazującymi się zamkniętymi lub wychodzącymi wprost na wodę uliczkami i wyłaniającymi się z nagła placykami – po odbiór biletów do kasy Teatro La Fenice, zamówionych dużo wcześniej, na Cambiale di Matrimonio, dość rzadko wystawianą – i dlatego wybraną – operę Rossiniego, i wreszcie – po drodze – natknięcie się na galerię sztuki w XIV-wiecznym domu w zaułku. Przypadkiem było dojrzenie – przez witrynę tej galerii i rozpoznanie – obrazów Lore Bert. Na karb przypadku położyć też należy wyłonienie się – w tym momencie przez okno – miłej, uśmiechniętej twarzy osoby, którą okazała się tak nam bliska dzisiaj Dorothea. Przypadkiem wreszcie było, że nie zbłądziliśmy w gąszczu uliczek, po odebraniu biletów i powróciliśmy do La Galleria – korzystając z zaproszenia właścicielki do złożenia wizyty: od tego rozpoczęła się nasza bliska znajomość. Przypadkiem było także znalezienie się w samolocie do Wenecji na miejscu, pozwalającym na mimowolne przysłuchiwanie się rozmowie młodej „znawczyni” sztuki ze Stasysem Eidrigeviciusem, a następnie – z inicjatywy M. – nawiązania z nim rozmowy, a wreszcie spotkanie Stasysa po godzinach w labiryntach uliczek i kanałów ….. w miejscu nie-do-umówienia się. A może to wszystko było nieprzypadkowe, gdyż od ponad 40 lat z rozmysłem i planowo interesujemy się sztuką, i jej twórcami – wyjeżdżając, odlatując, zwiedzając, oglądając, kolekcjonując, spotykając, rozmawiając, nawiązując kontakty i przyjaźnie .…, a nade wszystko czerpiąc z tego przyjemność.
* * *
Zaczęliśmy od wernisażu w La Galleria, który otwierają dzieła Lore Bart: tak bardzo wyróżniające się od innych, z racji stosowanego środka – bibułki japońskiej, papirusu oraz predylekcji do abstrakcji geometrycznej. Lore czyni z tego rzeczy nadzwyczajne, od razu rozpoznawalne. W eseju Lore Bert w Lublinie napisałem[3]: Papier – podatny na łatwe zniszczenie rodzaj materii, którą się posługuje Lore Bert w swych pracach artystycznych, wiąże się ze świadomością kruchości ludzkiego życia, jego przemijalności: pomimo tego, a właściwie z tego powodu – kierując się rygorystycznie stosowanymi zasadami, zimną i żelazną konsekwencją -wprowadza w nietrwałą, płynną i zmienną rzeczywistość wartości przeciwne: porządek, ład, stabilność, przewidywalność. Świadomość kruchości determinuje działanie zmierzające do odnalezienia poczucia pewności w trwałych wartościach, w poszukiwaniu tego co dobre, piękne i służące wspólnocie ludzkiej. Towarzyszy temu otwartość, tolerancja dla odmienności i dostrzeganie w każdym przyrodzonej godności, szacunek dla wielokulturowości w otaczającym świecie, sprzeciw wobec autorytarnego narzucania wyłącznie jednej wizji rzeczywistości, potrzeba harmonii, znalezienia złotego środka, zachowania poczucia miary i proporcji. Powstaje z tego dzieło stanowiące tygiel kulturowy, w którym spotykają się wrażliwe, ulotne i narażone na erozję wartości: Vortex of Cultures – Fragile Values – tak zatytułowała artystka swoją lubelską wystawę.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/piotr-sendecki-notatnik-wenecki-biennale-arte-2017/
PAP/MB



