Bydgoski Festiwal Operowy [Program]

Bydgoski Festiwal Operowy

Osiem spektakli operowych, operetkowych i baletowych z kraju i zagranicy znalazło się w programie XXXII Bydgoskiego Festiwalu Operowego, który potrwa od 25 kwietnia do 10 maja. Imprezę rozpocznie opera Gaetana Donizettiego „Łucja z Lammermoor” – ogłosiła Opera Nova.

Bydgoski Festiwal Operowy

.„Łucję z Lammermoor” wystawi Opera Nova w Bydgoszczy, która jako gospodarz tradycyjnie otwiera festiwal. Reżyserię spektaklu powierzono amerykańskiemu twórcy Thaddeusowi Strassbergerowi, który jest autorem ponad 75 realizacji na najważniejszych scenach świata.

W kolejnych dniach festiwalu Teatr Wielki – Opera Narodowa w Warszawie zaprezentuje cykl pieśni kaszubskich „Wolo Bosko” Łukasza Godyli – pierwszą w historii realizację muzyki poważnej w języku kaszubskim, a Polska Opera Królewska w Warszawie – świeckie oratorium Georga Friedricha Haendla „Triumf czasu i rozczarowania”.

Operetka „Orfeusz w Piekle”

.Opera na Zamku w Szczecinie wystawi operetkę Jacques’a Offenbacha „Orfeusz w Piekle” w reżyserii Jerzego Jana Połońskiego. Nederlands Dans Theater – NDT 2 (Holandia) zaprezentuje dwa spektakle baletowe – „Folka” w choreografii Marcosa Morau i „Saaba” w choreografii Sharon Eyal i Gai Bahara, a Les Ballets de Monte-Carlo (Monako) – spektakl „Lac” w choreografii Jean-Christophe’a Maillota, będący interpretacją baletu Piotra Czajkowskiego „Jezioro łabędzie”.

Festiwal zakończy arcydzieło Richarda Straussa „Salome” w najnowszej, głośnej inscenizacji Łotewskiej Opery Narodowej, którą wyreżyserował Alvis Hermanis. Bydgoski Festiwal Operowy, będący przeglądem dokonań scen muzycznych z kraju i zagranicy, odbywa się od 1994 r.

O ironii, ideologii i utracie tragizmu

.Współczesny teatr nie utracił widza dlatego, że stał się trudny, wymagający czy formalnie złożony. Utracił go dlatego, że zrezygnował z sensu, zastępując go ironią, artyzm – bezpiecznym dystansem, a bunt – ideologią. To nie poziom intelektualny sceny oddalił publiczność, lecz jej aksjologiczna kapitulacja – pisze Maciej ŚWIRSKI w opublikowanym na łamach „Wszystko co Najważniejsze” tekście „Teatr po sensie. O ironii, ideologii i utracie tragizmu„.

Spór o teatr klasyczny i współczesny prowadzony jest dziś w sposób wygodny, ale intelektualnie jałowy. Zazwyczaj sprowadza się go do kwestii formy: nowoczesne kontra staroświeckie, odważne kontra zachowawcze, progresywne kontra „muzealne”. Taki opis ma jednak charakter czysto propagandowy. Ustawia scenę konfliktu tak, by jedna strona z definicji była po stronie historii, a druga po stronie anachronizmu. Problem w tym, że nie tu przebiega linia pęknięcia.

Rzeczywisty spór nie dotyczy ani technologii scenicznej, ani języka formalnego, ani nawet tematów podejmowanych przez teatr. Dotyczy on źródła normatywności: tego, skąd teatr czerpie sens, miarę i prawo do osądu. Innymi słowy – czy teatr zakłada istnienie porządku sensu, wobec którego człowiek, wspólnota i historia mogą być mierzone, czy też operuje wyłącznie w ramach porządku ideologicznego, który sam siebie ustanawia i sam siebie unieważnia.

.Fałszywa oś „nowoczesne vs. staroświeckie” służy przede wszystkim temu, by ukryć fakt zasadniczy: teatr współczesny bardzo często nie jest nowoczesny w sensie poznawczym, lecz jedynie aktualny w sensie środowiskowym. Jego gesty są przewidywalne, jego transgresje skodyfikowane, a jego język – ściśle kontrolowany przez obowiązującą ortodoksję. To, co uchodzi za bunt, jest w istocie realizacją norm, których naruszyć nie wolno.


PAP/MJ

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 1 stycznia 2026