Chiński lobbying bez sukcesów. Kraje Azji nie zwróciły się przeciwko Japonii

Władze Chin zwołały pod koniec ubiegłego roku spotkanie z przedstawicielami dyplomatycznymi części państw Azji Południowo-Wschodniej, by zmobilizować region przeciwko Japonii w kwestii Tajwanu – podaje hongkoński dziennik „South China Morning Post”. Chiński lobbying przeciwko Japonii spotkał się z powściągliwością dyplomatów.

Podczas rozmów chińscy urzędnicy apelowali do przedstawicieli części krajów Stowarzyszenia Narodów Azji Południowo-Wschodniej

.Spotkanie było bezpośrednią reakcją na słowa szefowej japońskiego rządu Sanae Takaichi, która w listopadzie zasugerowała możliwość użycia sił samoobrony w razie wybuchu konfliktu w Cieśninie Tajwańskiej, co spotkało się z nerwową reakcją ze strony Chin.

Jak przekazały źródła w dyplomacji, na które powołuje się „SCMP”, podczas rozmów chińscy urzędnicy apelowali do przedstawicieli części krajów Stowarzyszenia Narodów Azji Południowo-Wschodniej (ASEAN) o solidarność z Pekinem, przypominając, że region był ofiarą japońskiej agresji podczas II wojny światowej.

Chiński lobbying był skierowany przeciwko premier Sanae Takaichi

.Mimo silnej pozycji Chin jako głównego partnera handlowego regionu, lobbing nie przyniósł oczekiwanych rezultatów. Jedynym krajem, który otwarcie potępił Tokio, była rządzona przez juntę Mjanma (Birma). Pozostałe stolice, mimo nacisków, zachowywały neutralność.

„Przywódcy państw ASEAN chcą trzymać się od tego sporu z daleka tak bardzo, jak to tylko możliwe” – ocenił cytowany przez dziennik Jeremy Chan, analityk Eurasia Group. Ekspert zauważył, że choć Pekin próbuje izolować Japonię, przywołując „demony historii”, państwa regionu uznają taką retorykę za mało użyteczną w obecnych realiach geopolitycznych.

Listopadowa deklaracja Sanae Takaichi została odebrana przez Pekin jako zerwanie z dotychczasową polityką strategicznej niejednoznaczności Tokio. Chiny, uznające Tajwan za integralną część swojego terytorium i nie wykluczające przejęcia nad nim kontroli przy użyciu siły, w ramach retorsji i nacisków m.in. ponownie zawiesiły import japońskich owoców morza oraz zaapelowały do swoich obywateli o unikania podróży do Japonii.

Czemu nie po chińsku?

.W chwili gdy trwał właśnie ćwierćfinał XIX Konkursu Chopinowskiego, Pekin wprowadził twarde restrykcje eksportu nowoczesnej technologii do Europy. Tak, tak, słyszę najzupełniej logiczne pytanie: a cóż jedno ma do drugiego? – pisze Jan ROKITA

Na pierwszy rzut oka w zasadzie nic, poza koincydencją daty. Praktycznie pełny zakaz sprzedaży do krajów Unii Europejskiej tzw. „metali ziem rzadkich” (czyli siedemnastu rzadko występujących w przyrodzie surowców, na których wykorzystaniu opierają się nowoczesna technologia cyfrowa i przemysł samochodowy) komuniści chińscy wprowadzili w dniu 9 października 2025 roku. A ściślej mówiąc, tego dnia rozszerzyli wcześniejsze ograniczenia eksportowe owych metali do Europy obowiązujące od kwietnia. W Warszawie akurat wtedy rozpoczynał się II etap Konkursu Chopinowskiego, w wyniku którego wyłoniono czołówkę najlepszych młodych pianistów grających muzykę Chopina. No i w tej czołowej dwudziestce znalazło się czterech białych (trzech Polaków i Gruzin) oraz szesnaścioro żółtych artystów, występujących pod najróżniejszymi flagami narodowymi, ale z dominacją etnicznych Chińczyków.

Co do tego, jak huntingtonowski „konflikt cywilizacji” odbija się na globalnej kulturze muzycznej, nikt od jakiegoś czasu nie ma wątpliwości, choć publicznie zwykło się o tym w Europie mówić półsłówkami, z niejakim skrępowaniem, albo w ogóle. Wiadomo! Wszelkie rozważania na temat rywalizacji białych z żółtymi mogą się skończyć jakąś antyrasistowską awanturą, kłopotami, wylaniem z uniwersytetu i banem na YouTubie czy gdziekolwiek indziej. Co więcej, przyznawanie się do postępującej kulturowej „gorszości” naszego świata względem rasy żółtej jest rzeczą z natury wstydliwą, a więc czymś takim, o czym wszyscy dobrze wiedzą, ale po co to jeszcze nieelegancko nazywać po imieniu!?

Znane są również powody owej „gorszości”. Azja Wschodnia i Południowo-Wschodnia – to taki obszar współczesnej kultury, gdzie cenione są rzeczy u nas zakazane i wyklęte, takie jak rygorystyczne wychowanie dzieci, kult od małego ciężkiej pracy i przezwyciężania trudności, ostra rówieśnicza rywalizacja oraz prymat najzdolniejszych i najbardziej ambitnych młodych ludzi. Zarówno tamtejsze rządy, jak i społeczeństwa uważają wszystkie tego rodzaju rzeczy nie tylko za drogę do zdobywania osobistej doskonałości, ale także sposób na budowanie potęgi państwa. My z kolei już dawno postawiliśmy na tzw. „prawa dziecka”, czyli równanie w edukacji do najgłupszych i najbardziej leniwych, naukę zaspokajania ich każdej zachcianki, chronienie młodych przed wysiłkiem i porażkami oraz przekonywanie ich, że zawsze, nawet jak nic nie umieją i niczego nie potrafią, to i tak – wedle ulubionego sloganu polityków – „zasługują na więcej”. Aha! Zapomniałem o najważniejszym: nieustannie wywieramy presję na młodych, żeby zajmowali się głównie własnymi emocjami (Witkacy rzekłby trafnie: bebechami), pisali o bebechach bez wstydu w sieci i spędzali czas nie na żadnych trudnych ćwiczeniach umysłu, pamięci i umiejętności, ale najlepiej z psychoterapeutami, bo dopiero na kozetce stają się lepsi i ważniejsi dla wspólnoty. Efekty obu strategii kulturowych widać już jak na dłoni.

No dobrze, a co z tym chińskim eksportem surowców ziem rzadkich? Mam wrażenie, że właśnie w dniu 9 października nawet ślepy Europejczyk powinien przejrzeć na oczy i zobaczyć, jak Chińczycy grają z nami, jak gdyby mieli pewność, że jesteśmy infantylnymi euro-przygłupami. Przez lata sprawiając wrażenie, iż są najuczciwszymi obrońcami globalizmu i wolnego handlu, uzależnili nasz rozwój technologiczny od swoich rzadkich surowców. Czyli zrobili dokładnie to samo, co Putin z gazem, tyle że na polu o wiele bardziej newralgicznym. 70 proc. dostaw owych kluczowych minerałów Europa ma od lat z Chin, a w niektórych branżach zależność jest 90-procentowa. Co może najważniejsze – od chińskich dostaw zależy gros europejskiego postępu w technologii militarnej.

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/jan-rokita-czemu-nie-po-chinsku/

PAP/MB

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 6 lutego 2026