Co dalej z Iranem? „Irańczycy nie chcą wojny domowej” [Emmanuel RAZAVI]

Emmanuel RAZAVI

W swojej książce Paris–Téhéran, le grand dévoilement (Ed. Cerf) Emmanuel RAZAVI, znawca Bliskiego Wschodu opisuje ślepotę francuskich lewicowych intelektualistów w czasie rewolucji islamskiej w 1979 roku. Te wyobrażenia — ubolewa w rozmowie z najpoważniejszym francuskim dziennikiem „Le Figaro” — do dziś w znacznym stopniu kształtują nasze postrzeganie reżimu sprawującego władzę od niemal pół wieku oraz jego przeciwników.

Emmanuel RAZAVI: W Iranie jest ponad dwadzieścia ruchów opozycyjnych

W rozmowie z „Le Figaro” franko-irańczyk Emmanuel Razavi rozprawia się z argumentem, że w Iranie nie było i nie ma opozycji wobec reżimu teokratycznego. Są, istnieje ponad dwadzieścia ruchów opozycyjnych – przekonuje. „Irańska struktura społeczna nie ma nic wspólnego z Irakiem, Syrią czy Libią. Iran jest krajem wysoko wykształconym, dysponującym silnymi elitami — także wśród opozycji etnicznych: kurdyjskich, azerskich, beludżyjskich czy turkmeńskich” – zwraca uwagę Emmanuel Razavi.

Jego zdaniem przywódcy ruchów etnicznych dziś mówią jednym głosem: nie chcą wojny domowej. Wzywają do unikania wszelkich incydentów, które mogłyby do niej doprowadzić.

„Niektórzy mogliby jednak sięgnąć po broń, jeśli reżim ponownie sięgnie po skrajną przemoc, jaką widzieliśmy na początku stycznia. Uczyniliby to w porozumieniu ze sobą — właśnie po to, by uniknąć wojny domowej. Dostrzegam w tych ruchach powracające żądanie: szerszej autonomii. Chcą uznania, uniwersytetów w swoich językach, programów kulturalnych. A zarazem podkreślają, że będą uczestniczyć w rządzie narodowym i w odbudowie Iranu. Nie wierzę w otwarty konflikt sukcesyjny ani w ryzyko rozpadu państwa. Nikt tego nie chce, poza nielicznymi i marginalnymi grupami” – przekonuje Emmanuel Razavi.

Kto dziś rządzi Iranem?

Jak już informowaliśmy na łamach „Wszystko co Najważniejsze”, zgodnie z konstytucją z 1979 r., po śmierci Najwyższego Przywódcy Iranem rządzi triumwirat. Tworzą go prezydent Republiki Massud Pezeszkian, przewodniczący władzy sądowniczej Golamhosejn Mohseni Edżei oraz wysoki przedstawiciel duchowieństwa Ali Reza Arafi. Ich zadaniem jest administrowanie krajem do czasu wyznaczenia nowego przywódcy przez Zgromadzenie Ekspertów. Czy jednak w ogóle wybranie nowych władz w Iranie będzie możliwe? Czy odbędzie się to w sposób w maksymalnym stopniu zbliżonym do tego, co znamy z systemów demokratycznych Zachodu?

„Reżim od lat jest podzielony. Z jednej strony stoją konserwatyści „chomeiniści”, z drugiej reformatorzy, powiązani z kręgiem biznesowo-mafijnym oraz z Korpusem Strażników Rewolucji. Wspólnie przejęli znaczną część gospodarki — około 70%. A nawet w ich obrębie pojawiają się pęknięcia. Panuje pewien administracyjny chaos, sięgający także Pasdaranów i sztabu generalnego. Jeśli chodzi o zaplecze, pozostają głównie beneficjenci reżimu. Lecz ich baza jest wąska — prawdopodobnie poniżej 15% społeczeństwa” – szacuje Emmanuel Razavi.

Kto będzie rządził Iranem?

Emmanuel Razavi przekonuje, że około połowa stanu osobowego Strażników Rewolucji pozostaje zakorzeniona w ideologii islamskiej – pozostali, w jakiejś części, byliby gotowi porozumieć się z nowymi władzami, pod warunkiem zachowania przywilejów, zwłaszcza wynagrodzeń. „Prawdziwie wierny blok stanowi około 10%, głównie na szczytach hierarchii. Oni nie ustąpią: kontrolują gospodarkę kraju i są ideologami” – przewiduje Emmanuel Razavi.

Powracające nazwisko: Ali Laridżani – to zdaniem Emmanuela Razaviego hipoteza nierealizowalna w warunkach irańskich: ścina się głowę systemu i „recyklinguje” kogoś z jego wnętrza, a więc powtórka scenariusza z Wenezueli. W Iranie byłoby to jednak szaleństwem. „Ali Laridżani jest ultrakonserwatystą, ma krew na rękach. Irańczycy nigdy go nie zaakceptują. Gdyby do tego doszło, podjęto by ogromne ryzyko — w tym ryzyko wojny domowej” – ostrzega Emmanuel Razavi.

Trzeba więc czekać. Musi – wcześniej czy później – zaistnieć koalicja opozycyjna gotowa objąć rządy przejściowe i zapewnić ciągłość państwa.

Michał KŁOSOWSKI: A wynikiem będzie chaos

„Problem polega na tym, że nawet jeśli wcześniejsze „przewrócenia domina” w regionie były w pewnym sensie przewidywalne, to teraz liczba zmiennych jest tak duża, iż nie sposób zakładać prostych scenariuszy, ale chaos. Zabicie najwyższego przywódcy religijno-politycznego nie musi zmienić struktury władzy w Iranie, a już na pewno nie musi zmienić jej logiki” – pisze Michał Kłosowski na łamach „Wszystko co Najważniejsze” [LINK].

„Dopiero za jakiś czas okaże się, czy ryzyko podjęte przez Trumpa było strategiczną kalkulacją, czy geopolityczną improwizacją. Gdyby rzeczywiście doprowadziło do upadku brutalnego i destabilizującego region reżimu, byłby to historyczny sukces amerykańskiego prezydenta. Ale równie realny jest scenariusz odwrotny: długotrwała wojna regionalna, nowa fala uchodźców, wzrost terroryzmu, wzrost cen, radykalizacja społeczeństw i erozja resztek ładu międzynarodowego. Chaos w najczystszej postaci. Bliski Wschód zna ten stan aż za dobrze” – pisze Michał Kłosowski.

Le Figaro/AJ

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 3 marca 2026