Czy należy ponownie podjąć rozmowy z Putinem? [Nathaniel GARSTECKA]

führer Adolf Hitler

To pytanie zadają sobie od kilku tygodni media i politycy we Francji, podczas gdy wojna na Ukrainie wkracza w piąty rok, a Rosja nie wykazuje żadnej chęci jej zakończenia.

.Można by pomyśleć, że rozmowy z Putinem byłyby dobrym pomysłem, gdybyśmy mieli w ręku solidne karty, które zmusiłyby Kreml do ustępstw. Jednak tak nie jest: nasz przemysł zbrojeniowy nadal ma trudności z rozruchem, nadal jesteśmy zależni od Waszyngtonu w zakresie zapewnienia sobie obrony i jesteśmy sparaliżowani nadmiernymi normami i regulacjami narzuconymi zarówno przez nasze „socjalistyczne” państwa, jak i przez Komisję Europejską, która marzy o tym, by się stać Wielką Europejską Władzą Wykonawczą.

Jakimi argumentami przekonamy Władimira Putina do uciszenia armat? Jak daleko możemy się posunąć w sankcjach wobec Rosji? Jak daleko możemy naciskać na kraje, które pomagają Moskwie te sankcje omijać, takie jak Indie czy Chiny? Czy zresztą umowa handlowa, którą właśnie podpisaliśmy z Indiami (i która jeszcze bardziej otwiera nasze drzwi dla indyjskiej imigracji), zawiera przynajmniej elementy zmierzające w tym kierunku?

Ponadto kto powinien rozmawiać z Władimirem Putinem i w czyim imieniu? Emmanuel Macron w imieniu Unii Europejskiej, a więc również w imieniu Hiszpanii i Węgier, które sprzeciwiają się wszelkim konfrontacjom z Rosją, zarówno dyplomatycznym, jak i handlowym? Kanclerz Merz w imieniu Niemiec, które chcą „powrotu do zrównoważonych stosunków z Moskwą”? A może Ursula von der Leyen w imieniu 23 proc. popierających ją obywateli UE (sondaż IPSOS z sierpnia 2025 r.)?

Gdybyśmy tylko byli zjednoczeni wolą rzeczywistej obrony Ukrainy… Jednak nie dlatego Emmanuel Macron chce ponownie spotkać się z Władimirem Putinem. „Aby przeciwdziałać Donaldowi Trumpowi, Europejczycy są skłonni ponownie podjąć rozmowy z Władimirem Putinem” – pisze „Le Figaro”. Nie dla Ukrainy ani dla pokoju. Przeciwko Amerykanom. Przeciwko Donaldowi Trumpowi. Przeciwko amerykańskiemu prezydentowi, jak to często bywało w naszej najnowszej historii. Dziecinne.

Emmanuel Macron ma argumenty, które uzasadniają wznowienie dialogu z Kremlem. Najważniejszym z nich jest konieczność ponownego narzucenia inicjatywy Europy w kwestii rosyjsko-ukraińskiej, zdominowanej przez Donalda Trumpa” – wyjaśnia „Le Figaro”. Ukraina schodzi na drugi plan. Gdzie podziały się liryczne wypowiedzi o tym, że „nic o Ukrainie bez Ukrainy”, o utylitarnym i czysto handlowym podejściu Waszyngtonu lub o „zdradzie” „zachodnich wartości” przez Donalda Trumpa?

„Jednak inicjatywa ta ma również swoich przeciwników. Na Ukrainie, w Europie Wschodniej i wśród tych, którzy przypominają, że dialog z Putinem, preferowany przez Emmanuela Macrona na początku wojny, nigdy nie przyniósł żadnych rezultatów. Nawet Donald Trump nie zdołał przekonać rosyjskiego prezydenta do podpisania zawieszenia broni” – przyznaje gazeta. Co zatem ma na myśli Emmanuel Macron? Odpowiedź jest prosta: jego osobisty los, jego europejskie „przeznaczenie”. Gdyby chodziło o wzmocnienie pozycji Francji, przeprowadziłby on przebudowę sojuszy w UE już w 2022 r., zrywając z przewagą „duetu francusko-niemieckiego” i budując równolegle oś Paryż-Sztokholm-Warszawa-Rzym, której główną siłą napędową byłby Pałac Elizejski. Emmanuel Macron z powodów politycznych i ideologicznych nie wykorzystał swojej szansy i pozwolił Niemcom otrząsnąć się i odbudować po kryzysie gospodarczym, który je dotknął.

.Jak w takim razie uratować Ukrainę? Na początek należy uzgodnić, co oznacza „uratować”. Zamrożenie obecnych granic? Przywrócenie granic sprzed 2022 roku? A może sprzed 2014 roku? Wydaje się, że nikt nie jest w stanie uzgodnić tej kwestii. Następnie – jakie środki ekonomiczne, dyplomatyczne i militarne jesteśmy gotowi przeznaczyć na osiągnięcie tego celu? Wreszcie – w jakich ramach powinniśmy działać? Krajowych, europejskich czy europejskich, ale ograniczonych wyłącznie do krajów chętnych? Zacznijmy odpowiadać na te pytania. Powinniśmy byli zrobić to już cztery lata temu, zanim za wszelką cenę postanowiliśmy rzucać kłody pod nogi Amerykanom tylko po to, żeby przeciwstawić się Donaldowi Trumpowi.

Nathaniel Garstecka
Tekst pochodzi z cotygodniowej kroniki prowadzonej w języku francuskim i polskim przez Autora w tygodniku „Gazeta na Niedzielę” [link]. Przedruk za zgodą redakcji.

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 12 lutego 2026