Czy w święta nasz metabolizm zwalnia?

Po Bożym Narodzeniu wiele osób staje na wadze z poczuciem zaskoczenia, „to chyba metabolizm” – słyszymy często. Tyle że nauka nie zostawia tu wiele miejsca na złudzenia. Problemem nie jest to, że organizm nagle działa inaczej, lecz to, że w święta zmienia się niemal wszystko wokół. To, co jemy, jak dużo jemy i jak mało się ruszamy.
Metabolizm czy brak umiaru?
.Świąteczny przyrost masy ciała rzadko bywa dziełem tajemniczych procesów biologicznych. Nasz organizm przez cały rok funkcjonuje według tych samych zasad, a dzienny wydatek energetyczny składa się z trzech głównych elementów, ruchu, energii potrzebnej do trawienia oraz metabolizmu spoczynkowego, który choć często niedoceniany pochłania największą część kalorii i działa bez przerwy, dzień i noc.
To właśnie metabolizm w spoczynku odpowiada za podstawowe funkcje życiowe i zużywa więcej energii niż jakikolwiek pojedynczy trening. Jego poziom w największym stopniu zależy od składu ciała, a szczególnie od ilości masy mięśniowej. Nie zmienia się on jednak magicznie tylko dlatego, że w kalendarzu pojawia się grudzień.
Co więc faktycznie dzieje się w czasie świąt? Przede wszystkim znacząco rośnie ilość spożywanych kalorii. Tradycyjne produkty, słodycze łączące tłuszcz i cukier, tłuste mięsa, dojrzewające sery czy alkohol są wyjątkowo energetyczne, a jednocześnie łatwe do przejedzenia. Jak podkreślono na łamach „The Conversation” alkohol dodatkowo osłabia kontrolę nad ilością zjadanych porcji, co jeszcze bardziej sprzyja nadwyżce energetycznej. Równolegle spada poziom codziennego ruchu. Długie spotkania przy stole, mniej spacerów, przerwa w regularnym treningu i więcej czasu spędzanego w pozycji siedzącej sprawiają, że całkowity wydatek energetyczny maleje. Nawet kilka dni takiego trybu życia wystarcza, by organizm gorzej radził sobie z nadmiarem energii i chętniej odkładał ją w postaci tkanki tłuszczowej.
Często pojawia się argument, że skoro jedzenie wymaga energii do strawienia, to bardziej obfite posiłki powinny „rozkręcać” metabolizm. Rzeczywiście, trawienie podnosi wydatek energetyczny, ale w stopniu zbyt małym, by zrównoważyć świąteczne nadwyżki. Podobnie niewielki wzrost metabolizmu spoczynkowego wynikający z przyrostu masy ciała nie rekompensuje dodatkowych kalorii, zwłaszcza gdy nie towarzyszy mu wzrost masy mięśniowej.
Bilans jest więc prosty i mało romantyczny, w święta jemy wyraźnie więcej, ruszamy się mniej, a całkowite zapotrzebowanie energetyczne organizmu zmienia się tylko nieznacznie. Nadmiar trafia do magazynu, najczęściej w postaci tkanki tłuszczowej, szczególnie tej zlokalizowanej w okolicach brzucha.
Dobra wiadomość jest taka, że świąteczny przyrost masy ciała nie jest nieunikniony. Regularny ruch, nawet w najprostszej formie spacerów, wybieranie bardziej sycących produktów, świadome podejście do świątecznych „rarytasów”, umiar w alkoholu lub co najlepsze, całkowita rezygnacja z niego, a także dbanie o sen mogą znacząco ograniczyć skutki kilku dni obfitego jedzenia. Kluczowe jest też jedno, by święta naprawdę miały swój koniec.
.Bożonarodzeniowe potrawy same w sobie nie są problemem. Problem zaczyna się wtedy, gdy wyjątkowy czas zamienia się w nową codzienność, a mit „spowolnionego metabolizmu” staje się wygodnym usprawiedliwieniem dla stylu życia, który z fizjologią nie ma już wiele wspólnego.
Laura Wieczorek




