Czym było Powstanie Chochołowskie?

180 lat temu wybuchło Powstanie Chochołowskie – zbrojne wystąpienie przeciwko austriackiemu zaborcy. Górale chwycili za broń, nie wiedząc, że ogólnonarodowa insurekcja została w ostatniej chwili odwołana.
Powstanie Chochołowskie
.Choć insurekcja pod Tatrami pozostaje na marginesie ogólnopolskiej pamięci historycznej, na Podhalu pamięć o powstańcach jest wciąż żywa. Tegoroczna 180. rocznica stała się okazją do przypomnienia, że także górale spod Tatr zapisali swoją kartę w dziejach walk o niepodległość. Na placu przed kościołem w Chochołowie w sobotę można było podziwiać rekonstrukcję zdarzeń sprzed niemal dwóch wieków. Powstanie Chochołowskie, uznawane za epizod powstania krakowskiego, przeszło do historii jako jeden z nielicznych chłopskich zrywów niepodległościowych w Galicji. Według przekazów po jego upadku mieszkańcy ustawili na skraju wsi figurę św. Jana Nepomucena – „na złość” – tyłem do Czarnego Dunajca.
– 180 lat mija od powstania, które nasi dziadkowie nazywali Poruseństwem Chochołowskim. Bez wsparcia, bez pomocy ci ludzie, prości chłopi, stawili czoła zaborcom. Choć nie mieli ani finansów, ani broni – uzbrojeni w to, co mieli, najczęściej w sprzęt gospodarski albo strzelby myśliwskie, ruszyli na posterunki austriackie. Wyswobodzili swoją wieś, ale powstanie ogólnonarodowe zostało odwołane – oni o tym nie wiedzieli, lecz duch walki był obecny. Tę waleczność naszych przodków i pamięć o nich musimy przekazywać następnym pokoleniom – powiedział Andrzej Stanek, który podczas rekonstrukcji bitwy wcielił się w rolę swojego przodka, powstańca Wojciecha Kojsa.
Przypomniał on, że Chochołów ma bogate tradycje patriotyczne sięgające czasów króla Władysława IV i Stefana Batorego. Chochołowianie walczyli m.in. w Powstaniu Listopadowym. Stąd też wywodzili się tatrzańscy kurierzy, którzy podczas II wojny światowej ryzykowali życie, przeprowadzając emisariuszy do Budapesztu.
Do zrywu, zwanego przez górali „Poruseństwem Chochołowskim”, doszło w ramach przygotowań do powstania organizowanego przez Towarzystwo Demokratyczne Polskie. Planowana na 21 lutego 1846 r. ogólnonarodowa insurekcja została jednak odwołana po aresztowaniach spiskowców w zaborze pruskim. Wiadomość ta nie dotarła na Podhale. Tego samego dnia walki wybuchły także w Krakowie, dając początek powstaniu krakowskiemu.
Na Podhalu hasła niepodległościowe spotkały się z żywym odzewem. Do wystąpienia zachęcali działacze niepodległościowi i byli powstańcy, w tym przebywający na Podhalu poeta Seweryn Goszczyński. Bezpośrednimi organizatorami zrywu byli nauczyciel i organista z Chochołowa Jan Kanty Andrusikiewicz oraz wikary ks. Józef Leopold Kmietowicz, wspierani przez lokalnych duchownych.
W nocy z 21 na 22 lutego 1846 r. kilkunastoosobowa grupa górali uzbrojonych m.in. w strażackie piki wyruszyła na posterunki straży granicznej i skarbowej. W Suchej Górze powstańcy rozbroili komorę celną, zdobyli broń i pieniądze oraz zniszczyli cesarskie orły.Następnego dnia podczas kazania ks. Kmietowicz wezwał wiernych do przyłączenia się do walki – do zrywu dołączyło ok. 500 chłopów z Chochołowa, Witowa, Dzianisza, Cichego i okolic.
Nocą z 22 na 23 lutego na powstańców ruszył oddział straży granicznej pod dowództwem Romualda Fiutowskiego, wsparty przez około 150 chłopów z sąsiedniego Czarnego Dunajca. Zaborcy celowo wprowadzili ich w błąd informacją, że to chochołowianie zamierzają ich zaatakować. Pierwsze starcie zakończyło się zwycięstwem powstańców, jednak ich przywódcy zostali ranni. Już 23 lutego do wsi dotarły kolejne siły austriackie. Tym razem górale musieli się poddać.
Aresztowano blisko 150 uczestników zrywu. Część z nich przetrzymywano w Nowym Targu i Nowym Sączu, następnie we Lwowie. Ks. Kmietowicza skazano na karę śmierci, zamienioną później na 20 lat więzienia. Andrusikiewicz usłyszał wyrok 20 lat pozbawienia wolności. Ostatecznie większość powstańców objęła amnestia w 1848 r., w okresie Wiosny Ludów.
Przed kościołem w Chochołów można było podziwiać rekonstrukcję wydarzeń sprzed 180 lat. W role powstańców wcielili się mieszkańcy Chochołowa, natomiast w rolę armii zaborczej – grupa rekonstrukcyjna z Nysy. Pod pomnikiem Powstańców Chochołowskich złożono kwiaty i zapalono znicze oddając hołd uczestnikom insurekcji.
W Chochołowie w zabytkowej chałupie Bafii z końca XVIII w., gdzie w 1846 r. odbyła się narada przed wybuchem powstania, mieści się dziś Muzeum Powstania Chochołowskiego.
Polacy zaprogramowani na wolność
.W całym XX wieku Polska była prawdziwie niepodległa zaledwie przez 32 lata. A jednak polski gen wolności nigdy nie dawał się trwale wyciszyć – pisze Karol POLEJOWSKI.
Rotmistrz Witold Pilecki dobrze zapamiętał swą ostatnią rozmowę z porucznikiem Tadeuszem Lechem. Było to w KL Auschwitz, we wtorkowy poranek 11 listopada 1941 roku. „Miałem dziwny sen – zwierzył się współwięźniowi Lech – czuję, że dziś mnie »rozwalą«”. Minęło ledwie pół godziny, gdy w czasie apelu wyczytano jego numer. Tego samego dnia 28-letni Lech, wraz z większą grupą polskich więźniów obozu, został zastrzelony przez Niemców na dziedzińcu bloku numer jedenaście. „Może jest to błahostka, a jednak cieszy mnie chociaż to, że zginę 11 listopada” – powiedział wcześniej Pileckiemu.
Data egzekucji nie była przypadkowa. Katom z SS zapewne chodziło o dodatkowe pognębienie ofiar i tych więźniów, którym chwilowo oszczędzono śmierci. To właśnie 11 listopada Polacy obchodzą Święto Niepodległości, upamiętniające wolność odzyskaną w 1918 roku, po przeszło stu latach zaborów. I choć jesienią 1939 roku nasze państwo znów zniknęło z map, podzielone między dwa totalitarne reżimy – nazistowską Rzeszę Niemiecką i komunistyczny Związek Sowiecki – naród i tym razem nie porzucił nadziei na odzyskanie niepodległości. „Jeszcze Polska nie zginęła, / Kiedy my żyjemy” – brzmią wymownie pierwsze słowa Mazurka Dąbrowskiego, naszego hymnu narodowego. Tej wiary nie zdołał złamać nawet straszliwy terror okupacyjny.
Za symboliczny początek polskiej państwowości uważa się niekiedy chrzest księcia Mieszka I, datowany na rok 966 i trwale – jak miało się okazać – wiążący kraj z chrześcijańskim Zachodem. Swój złoty wiek Polska przeżywała w XVI stuleciu, gdy w unii z Litwą rozciągała się na obszarze prawie miliona kilometrów kwadratowych – od Bałtyku niemal do Morza Czarnego. Na tle innych państw Europy, targanych wojnami religijnymi, wyróżniała się tolerancją. Prócz katolików swobodnie praktykowali tu wiarę Żydzi, protestanci, Ormianie, a nawet muzułmanie. Fenomenami były też wolna elekcja króla przez ogół szlachty, praktykowana od XVI aż do XVIII w., oraz konstytucja z 1791 roku, wówczas jedyna obok amerykańskiej.
Tamtej Polsce – dziś nazywanej I Rzecząpospolitą – nie dane było przetrwać. Padła ofiarą ekspansji trzech potężnych, zachłannych sąsiadów, którzy podzielili między siebie jej ziemię: carskiego Imperium Rosyjskiego, hohenzollernowskich Prus i habsburskiej Austrii.
Odkąd w roku 1795 Polacy stracili niepodległość, wielokrotnie chwytali za broń, by wybić się na wolność: w czasie wojen napoleońskich i kilku XIX-wiecznych powstań, z których dwa największe wybuchły na terenach zagarniętych przez Rosję. Tamte zrywy kończyły się klęskami, represjami i wymuszoną emigracją, która objęła nie tylko uczestników walk i działaczy politycznych, lecz również wybitnych artystów, jak choćby Fryderyk Chopin.
Przełom dla sprawy polskiej przyniosła dopiero I wojna światowa, gdy państwa zaborcze stanęły przeciwko siebie. Załamanie się Rosji, a później klęska Niemiec i Austro-Węgier dały Polakom upragnioną niepodległość – obronioną mimo bolszewickiej ofensywy, która w 1920 roku podeszła aż pod Warszawę.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/karol-polejowski-polacy-zaprogramowani-na-wolnosc/
PAP/ LW





