Czym jest KSeF?

1 lutego 2026 r. rusza Krajowy System e-Faktur, czyli system Ministerstwa Finansów, poprzez który przedsiębiorcy będą wystawiać faktury w obrocie z innymi firmami. Część firm obawia się problemów związanych z uruchomieniem KSeF.
KSeF ma być – w zamyśle Ministerstwa Finansów – kolejnym rozwiązaniem uszczelniającym system podatkowy w zakresie VAT
.Krajowy System e-Faktur ma zostać uruchomiony 1 lutego 2026 r. Początkowo obejmie duże przedsiębiorstwa – takie, których obrót w 2024 r. przekraczał 200 mln zł. Od 1 kwietnia 2026 r. system zostanie poszerzony o pozostałe firmy oraz przedsiębiorców prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą. Mikroprzedsiębiorcy – czyli osoby prowadzące działalność gospodarczą o obrotach do 10 tys. zł – wejdą do KSeF z początkiem 2027 r.
KSeF ma służyć do wystawiania faktur w obrocie między przedsiębiorcami. Będą to musieli robić zarówno podatnicy VAT czynni, jak i zwolnieni z tego podatku, a także firmy zagraniczne posiadające polski NIP. System nie obejmie konsumentów oraz podmiotów zagranicznych, które NIP nie posiadają.
Część przedsiębiorców obawia się problemów, jakie mogą powstać przy wdrożeniu KSeF. Niedawno Związek Przedsiębiorców i Pracodawców zaapelował o przełożenie terminu startu KSeF ze względu na zastrzeżenia „natury technicznej, organizacyjnej i prawnej”. ZPP wskazywał na m.in. brak finalnej i stabilnej specyfikacji technicznej, a także ryzyko częstych awarii i brak procedur zapewniających ciągłość pracy.
KSeF ma być – w zamyśle Ministerstwa Finansów – kolejnym rozwiązaniem uszczelniającym system podatkowy w zakresie VAT. Resort finansów w uzasadnieniu do projektu budżetu na 2026 r. ocenił, że KSeF pozwoli na „weryfikację danych w czasie zbliżonym do rzeczywistego oraz na szybsze wykrycie i skuteczniejsze zwalczanie oszustw podatkowych”.
Drugi złoty wiek Polski. Mamy szansę. Wykorzystamy ją?
.Według George’a Friedmana w ciągu najbliższych 15–20 lat nasz kraj zacznie grać pierwsze skrzypce w Europie. Będąc najważniejszym partnerem Ameryki w Europie, awansujemy w globalnej hierarchii. Gdzie będzie Polska za 50 lat? To pytanie powinno być wspólnym mianownikiem wszystkich debat w przestrzeni publicznej – pisze Agaton KOZIŃSKI.
Można się emocjonować burzliwą kampanią wyborczą, ściskać kciuki za wybraną stronę sporu o praworządność, prowadzić zaciekłe dyskusje o tym, jak definiować prawa reprodukcyjne czy jaką prędkość powinny rozwijać pociągi – ale każda z tych spraw powinna być wtórna wobec pierwotnego pytania.
„Wielkie kwestie czasu nie są rozstrzygane przez przemówienia i decyzje większości, ale przez żelazo i krew” – mówił Otto von Bismarck na cztery lata przed zwycięstwem w bitwie pod Sadową, które otworzyło mu drogę do zjednoczenia Niemiec. Bitwa pod Sadową w 1866 r. była jego majstersztykiem – podkreślał to choćby Adolf Bocheński w swoim opus magnum Między Niemcami a Rosją. Bismarck wiedział dobrze, że gdyby ówczesna Austria połączyła swe siły z Francją, to on swego zjednoczeniowego planu by nie zrealizował. Dlatego dążył do tego, by wojny rozdzielić. Skutecznie. Najpierw uśpił Francuzów, wchodząc z nimi w mało wiążące negocjacje o możliwości ustępstw terytorialnych ze strony Prus. Następnie rozbił Austriaków (pod tym względem Sadowa była kluczowa), aby po chwili rozprawić się z Francuzami. Wisienką na torcie było podpisanie aktu zjednoczenia Niemiec w Wersalu w 1871 r. Wiedeń i Paryż, które nie dostrzegły zagrożenia wystarczająco wcześnie, mogły tylko bezradnie przyglądać się triumfowi Żelaznego Kanclerza. Lekcja strategicznego myślenia w pigułce.
To cały czas aktualne. Wprawdzie dziś do żelaza i krwi, o których mówił Bismarck, trzeba jeszcze dorzucić bity i drony, ale prawidła gry pozostają te same. O przyszłości państw przesądza starannie zaplanowana strategia, dobór odpowiednich narzędzi i konsekwencja w działaniu. Reszta to mgła i dymy. W sporcie najlepsi nie są ci, którzy najszybciej dobiegną do piłki, tylko ci, którzy najlepiej przewidują, gdzie ona spadnie. W rywalizacji międzynarodowej najwięcej osiągają nie te państwa, które najefektowniej prężą muskuły, tylko te, które umieją trafnie zdefiniować swoje cele i nie pozwolić konkurencji zablokować dążeń do nich. Pod tym względem świat jest niezmienny.
W polskiej debacie tej logiki nie słychać. Choć dyskusji u nas nie brakuje, to pytanie postawione na samym początku właściwie się nie pojawia.
Planowanie strategiczne pozostaje cały czas dziedziną zastrzeżoną dla wąskiego grona specjalistów bez szerszego przełożenia. I nie zapowiada się, by z tej niszy udało się ten temat w przewidywalnej przyszłości wyciągnąć. Ale jest jeden dokument strategiczny, do którego warto cały czas zaglądać. Chodzi o książkę George’a Friedmana Następne 100 lat. Ten ekspert w sprawach geopolityki, jeden z najbardziej znanych specjalistów od prognozowania przyszłości, przedstawił w niej wizję układu sił na świecie i jego zmian w XXI wieku. Jednym z głównych bohaterów tej książki jest Polska. Właśnie minęło 15 lat od daty publikacji – warto więc sprawdzić, w którym miejscu jesteśmy, na ile rzeczywistość zjechała z trajektorii, którą zarysował Friedman.
Na początku twarda reguła. Założyciel ośrodka Stratfor w swojej analizie wyszedł z założenia, że poszczególne narody i ich przywódcy dążą w pierwszej kolejności do realizacji własnych, samolubnych celów – i że w tym swoim narodowym egoizmie są racjonalni, a więc biorą pod uwagę ograniczenia, jakie nakłada na nich rzeczywistość. Friedman zawsze do wszelkiego rodzaju koncepcji w stylu „rules-based international order” (porządek świata oparty na wartościach) podchodził bardzo sceptycznie. Dla niego to były jedynie mgła i dymy maskujące prawdziwe intencje poszczególnych graczy. Coś w rodzaju tricku Bismarcka mamiącego Francuzów koncesjami terytorialnymi, nic więcej. Tymczasem według Friedmana w stosunkach międzynarodowych chodzi o coś zupełnie innego. To nie gra według zasad, tylko twarda, pełna fauli rywalizacja, rzadko kiedy o sumie zerowej. Każdy uczestnik dąży do maksymalizacji swoich celów, poruszając się w ograniczeniach, jakie nakładają na niego otoczenie polityczne oraz położenie geograficzne. „Charakter narodu jest w znacznym stopniu określony przez geografię” – pisze. Sztuka polega na właściwym zrozumieniu własnych możliwości i ograniczeń – oraz wyciśnięciu jak najlepszego rezultatu w takiej sytuacji. Geopolityczna brzytwa Ockhama.
Friedman stawia jasną tezę: od I wojny światowej USA są niekwestionowanym światowym liderem i w XXI w. będą się skupiać na obronie tej pozycji. Według niego w obecnym stuleciu nikt nie zdoła zakwestionować dominacji Ameryki. Głównym zadaniem Waszyngtonu będzie nie dopuścić do sytuacji, w której na świecie powstanie koalicja państw zdolna podważyć prymat USA. Do tego nie jest potrzebne zwycięstwo w wojnie. W większości przypadków wystarczy skuteczna dyplomacja. Gdy ona zawiedzie, wtedy można sięgnąć po rozwiązanie w postaci wojny zastępczej, która na tyle skutecznie zdestabilizuje rywali, by ci nie byli w stanie zagrażać amerykańskiej supremacji. Ameryka pozostanie bezpieczna – i niezagrożona w swoim globalnym przywództwie.
Następnie autor prowadzi nas przez cały świat, opisując poszczególne próby stworzenia koalicji chcącej rzucić USA na kolana i metody, jakimi Ameryka rozbraja te zagrożenia. To napięcie stanie się główną osią podziału na kontynencie, wszystkie inne zdarzenia i zjawiska staną się wobec niej drugorzędne. Ale także na drugim planie będzie się sporo dziać. Z naszej perspektywy kluczowa stanie się zmiana pozycji Polski. Według Friedmana w ciągu najbliższych 15–20 lat (licząc od 2025 r.) nasz kraj zacznie grać pierwsze skrzypce w Europie. Być może staniemy się nawet mocarstwem regionalnym. „Polska nie była wielką potęgą od XVI w. Ale kiedyś nią była – i znowu będzie” – twierdzi Friedman. I wskazuje na dwie przyczyny, które to umożliwią. Pierwsza to upadek Niemiec spowodowany wyczerpaniem się ich możliwości rozwojowych, pod które kamień węgielny położył Bismarck. Druga to rozpad Rosji. Niemal w jednym momencie rozsypią się państwa, które przez ostatnie stulecia blokowały rozwój (a długo także egzystencję) Polski. Droga dla naszego kraju, by wypłynąć na szerokie wody, nawiązać do wydarzeń znanych tylko z podręczników historii (rozdział Złoty wiek), stanie otworem.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/agaton-kozinski-polska-za-50-lat/
PAP/MB






