Czym jest monogamia? „Ewolucyjnie bardzo się opłacała”

Monogamia to wykształcona w toku ewolucji strategia, dzięki której ludzie skuteczniej wychowują potomstwo. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni czerpią z niej korzyści, choć ich potrzeby i preferencje się różnią – wyjaśniła dr hab. Aleksandra Szymków-Sudziarska, prof. Uniwersytetu SWPS.

Psychologowie wyodrębnili 19 różnych strategii utrzymania partnera

.Z danych GUS wynika, że w pierwszym półroczu 2021 r. zawarto w Polsce 58 tys. małżeństw, w analogicznym okresie 2023 r. niecałe 53 tys., a 2025 r. – 48 tys. Mimo wyraźnego spadku związki monogamiczne wciąż pozostają najpopularniejszym i najbardziej pożądanym modelem bycia w relacji. Podobnie jest w większości kultur na całym świecie.

Jak tłumaczyła badaczka z SWPS, badania naukowe jasno pokazują, z czego to wynika – dlaczego długi związek z jednym partnerem jest dla większości z nas optymalnym rozwiązaniem.

– Monogamia ewolucyjnie bardzo się nam opłacała. W porównaniu do innych gatunków ludzie rodzą bardzo niedojrzałe potomstwo, które wymaga wielu inwestycji w dotarciu do samodzielności. Dlatego wykształciła się w nas strategia dbania, inwestowania w potomstwo, z jednym partnerem – zaznaczyła. Choć, jak dodała, wcale nie oznacza to, że monogamia jest prosta.

Badaczka zakwestionowała także popularny mit, że jedynie kobietom zależy na długoterminowych związkach, a mężczyźni są do nich przymuszani kulturowo. Jej zdaniem obie płcie czerpią z monogamii duże korzyści, przede wszystkim w postaci większego sukcesu reprodukcyjnego.

W swojej pracy naukowej prof. Szymków-Sudziarska zajmuje się badaniem związków z perspektywy ewolucyjnej, a więc zakłada, że umysł (tak samo jak ciało) jest zbiorem mechanizmów, które powstały w wyniku doboru naturalnego i seksualnego, ponieważ pomagały naszym przodkom przetrwać i skutecznie się rozmnażać. W jej opinii ma to odzwierciedlenie m.in. w tym, czego poszukujemy u potencjalnych partnerów. Z tego też powodu są to z reguły wartości uniwersalne kulturowo.

Wyjaśniła, że mężczyźni, niezależnie od pochodzenia, preferują u kobiet cechy świadczące biologicznie o płodności, a więc korzystny stosunek talii do bioder, symetrię ciała i twarzy, gładką i jędrną skórę. Kobiety zaś najbardziej cenią u partnerów stabilność i status, co odzwierciedla ich biologiczną potrzebę pewności, że partner będzie wspierał je oraz ich potomstwo.

Oczywiście kulturowe czynniki także mogą w pewnym stopniu wpływać na te preferencje. Badania wskazują, że np. w społeczeństwach o niskim PKB większym powodzeniem cieszą się panie o bujniejszych kształtach.

Co ciekawe, biologiczne uwarunkowania naszych preferencji są na tyle silne, że poza wspomnianą uniwersalnością wykazują także dużą trwałość. Oznacza to, że nie zmieniają się nawet w społeczeństwach, w których ze względu na nowoczesny styl życia nie powinny już mieć kluczowego znaczenia. Prof. Szymków-Sudziarska przytoczyła przykład Skandynawii – dla wysoko zarabiających i samowystarczalnych kobiet status mężczyzny z pozoru nie powinien mieć aż tak dużego znaczenia, a nadal pozostaje ważnym kryterium wyboru partnera życiowego.

Natomiast wspólne dla obu płci jest to, że chętniej decydujemy się na związki z osobami wykazującymi wiele podobieństw do nas samych. Zdaniem psycholożki chcemy partnerów dopasowanych, o podobnym światopoglądzie i przyjaznej osobowości, bo z takimi łatwiej wytrwać w długoletniej relacji.

Ekspertka zdradziła także, co zrobić, żeby zwiększyć szanse na utrzymanie związku. Przypomniała, że psychologowie wyodrębnili 19 różnych strategii utrzymania partnera. Można je podzielić na dwie główne grupy: korzystne dla drugiej strony bądź niekorzystne. Do tej pierwszej grupy, określanej jako strategie pozytywne, należy dbanie o zaspokajanie potrzeb partnera, dbanie o swój wygląd, zabieranie na randki, obdarowywanie prezentami. Druga grupa, czyli strategie negatywne, opiera się na obniżaniu poczucia wartości drugiej strony, grożeniu konsekwencjami („zrób to albo z nami koniec”), a nawet przemocy.

Wartość partnerska i monogamia. Jak tworzymy związki?

.Także w tym względzie istnieją różnice między płciami. Kobiety częściej skupiają się na dbaniu o wygląd, ale też grożeniu konsekwencjami czy mówieniu źle o potencjalnych rywalkach, czyli np. koleżankach swojego partnera. Z kolei mężczyźni chętniej obdarowują, pokazując w ten sposób swój status, a z rywalami wolą mierzyć się w bezpośrednich konfrontacjach.

Kluczowa w związku jest także tzw. wartość partnerska. Jest to element samooceny, a konkretnie to, za jak dobrych partnerów się uważamy. Jak powiedziała prof. Szymków-Sudziarska, jeśli ktoś przez całe życie odczuwał zainteresowanie ze strony płci przeciwnej i był osobą popularną, jego poczucie własnej wartości w relacji jest wysokie. W razie kryzysu potencjalnie to właśnie taka osoba może mieć mniejszą motywację, by utrzymywać związek i łatwiej zdecyduje się na rozstanie czy zdradę.

Jeśli zaś jedna ze stron czuje, że nie zasługuje na drugą, jest bardziej zmotywowana do walki o relację, gdyż boi się, że nie znajdzie już nikogo, kto zechce z nią dzielić życie.

– Ludzie zazwyczaj dobierają się tak, że ich wzajemna wartość partnerska jest podobna – wyjaśniła ekspertka, dodając, że rozbieżność wartości partnerskiej to tylko jeden z wielu czynników, które kształtują nasze motywacje do trwania bądź wychodzenia ze związku.

Prof. Szymków-Sudziarska przypomniała też, że obecne czasy nie ułatwiają nam życia w związkach, dlatego tak ważne jest ich codzienne docenianie i pielęgnowanie.

Miłość stała się stanem odświętnym, luksusem, na który nie wszystkich stać

.Język dobrze pokazuje pewne tendencje w naszym myśleniu, także myśleniu o miłości. Niezbyt chętnie i rzadko rozmawiamy o wartościach, a szczególnie o tych wyższych, choć to one decydują o wielu naszych wyborach – pisze prof. Anna CEGIEŁA

Omiłości rozmawiamy rzadko, mimo że jest potrzebna jak powietrze. Z jednej strony to dobrze, bo fatalnie byłoby zagadać to uczucie i je zbanalizować, uczynić z niego sprawę publiczną, jak z seksu, o którym mówi się niemal jak o sporcie i o wiele za często. A jest ona sprawą delikatną i prywatną.

Z drugiej strony, jeśli nie mówimy o miłości, to zapewne znaczy, że nie myślimy o niej tyle, ile powinniśmy, nie poświęcamy jej dość czasu, nie zdobywamy się na refleksję. To na pewno jakiś syndrom współczesności. Musimy być zaradni, odnosić sukcesy. A miarą życiowego sukcesu są pozycja i pieniądze, a więc wartości pragmatyczne. Miłość wymaga bezinteresowności, poświęcania czasu komuś, kogo kochamy, odpowiedzialności za niego, czułości, wyrozumiałości i także odpowiednich słów – delikatnych, czułych, cierpliwych, przemyślanych. W pogoni głównie za stabilizacją materialną tracimy zdolność odpowiedzialności i bezinteresowności. Uczymy się walczyć o swoje, a nie kochać drugiego człowieka. Nie zdobywamy się na refleksję nad stanem własnych uczuć, bo może odkrylibyśmy, że nie jesteśmy zdolni do miłości. Dużo łatwiej zadowolić się czymś chwilowym – fascynacją, oczarowaniem, pociągiem fizycznym. Gorzej, jeśli stają się one podstawą związku. Potem na Facebooku widzimy zmianę statusu – w środę: „Jestem w związku z…”, a w sobotę: „Wolny!”. O odpowiedzialności za drugą osobę nie ma mowy. Zresztą współczesny człowiek unika w ogóle odpowiedzialności. Być może wynika to z małego poczucia sprawczości.

Zjawiskiem jeszcze smutniejszym jest sposób szukania partnerów na różnych portalach, tak jak szuka się innych towarów. Rozczarowania bywają bolesne – drugi człowiek to nie produkt.

Ciekawe, że wśród wartości deklarowanych przez Polaków miłość nie jest najważniejsza, choć mieści się w pierwszej dziesiątce. Wyprzedzają ją zdrowie, rodzina i szczęście rodzinne, a często też uczciwość, poczucie stabilizacji, poczucie bycia potrzebnym, szacunek innych ludzi. Miłość jest mniej ważna dla mężczyzn – znajduje się na piątym miejscu – po pieniądzach i pracy zawodowej, czyli po tym, co daje konkretne możliwości życiowe. Kobietom zależy na niej bardziej – wymieniają ją już na trzecim miejscu (zaraz po zdrowiu i rodzinie). Chętniej także słuchają o miłości. A nie wszyscy chcą o niej mówić. Pewnie z obawy, że źle wypadną, albo ze strachu przed zobowiązaniem.

Język dobrze pokazuje pewne tendencje w naszym myśleniu, także myśleniu o miłości. Niezbyt chętnie i rzadko rozmawiamy o wartościach, a szczególnie o tych wyższych, choć to one decydują o wielu naszych wyborach. Powoli zapominamy, czym te wartości są, na czym polega ich realizacja, czym różni się ona od deklaracji. Tak też bywa z miłością. Pod tym względem hojna jest tylko poezja i to ona znajduje te właściwe słowa.

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/prof-anna-cegiela-mamy-za-malo-czasu-na-milosc/

PAP/MB

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 8 lutego 2026