Czym jest tsundoku i dlaczego kupujemy książki, których nie czytamy

czym jest tsundoku

Kupujemy książkę, choć na stoliku czekają już trzy inne, a półki dawno przestały mieścić wszystkie lektury odłożone „na później”. Japończycy nazwali to zachowanie tsundoku. Prof. Michelle Spear przekonuje, że za przyjemnością płynącą z gromadzenia nieprzeczytanych książek może stać nie tylko miłość do literatury, lecz także niezwykła zdolność mózgu do czerpania radości z przyszłości, która jeszcze nie nadeszła.

.W księgarni czas zachowuje się inaczej. Człowiek, który jeszcze przed chwilą dokładnie wiedział, jak wiele ma obowiązków i jak mało wolnych wieczorów, bierze do ręki kolejną książkę i przez moment widzi przed sobą nie kalendarz, lecz możliwość: spokojny weekend, podróż pociągiem, urlop albo kilka godzin tylko dla siebie. Wie, że prawdopodobnie nie zacznie jej dziś, a może nawet nie sięgnie po nią przez wiele miesięcy, mimo to sam zakup przynosi mu wyraźną satysfakcję.

To doświadczenie jest tak powszechne, że doczekało się osobnej nazwy. Tsundoku oznacza nabywanie książek i pozostawianie ich nieprzeczytanych, zwykle z zamiarem sięgnięcia po nie w przyszłości, a także sam stos lub zbiór takich lektur. Nie chodzi więc po prostu o posiadanie dużej biblioteki, lecz o szczególną przestrzeń pomiędzy zakupem a lekturą, która stale się wydłuża, podczas gdy na półkach przybywają kolejne obietnice.

W eseju opublikowanym w „The Conversation” prof. Michelle Spear z University of Bristol proponuje spojrzeć na ten zwyczaj z perspektywy neuroanatomii. Jej zdaniem stos nieprzeczytanych książek nie musi być wyłącznie znakiem braku czasu ani słabej samodyscypliny, może również pokazywać, jak ludzki mózg reaguje na obietnicę przyjemności, wiedzy i odkrycia. Książka zaczyna bowiem działać na wyobraźnię, zanim jeszcze zostanie otwarta.

Czym jest tsundoku

Słowo tsundoku zapisuje się po japońsku znakami 積ん読. Jego budowa opiera się na grze językowej łączącej tsunde oku, czyli odłożyć lub ułożyć coś na później, z doku, odnoszącym się do czytania. Współczesną definicję dobrze oddaje Cambridge Dictionary: jest to praktyka kupowania wielu książek i trzymania ich w stosie z zamiarem przeczytania, do którego jeszcze nie doszło.

Pojęcie upowszechniło się w epoce Meiji, trwającej od 1868 do 1912 roku, gdy Japonia gwałtownie się modernizowała, rozbudowywała system edukacji, a druk i czytelnictwo stawały się coraz bardziej dostępne. Źródła przywołujące historię terminu wskazują, że forma tsundoku sensei, żartobliwe określenie nauczyciela otoczonego książkami, których nie czytał, pojawiła się w druku już w 1879 roku. Samo słowo miało w sobie ironię, ale nie było diagnozą ani poważnym oskarżeniem.

Ta różnica pozostaje istotna również dzisiaj. Tsundoku nie oznacza niechęci do czytania, przeciwnie, najczęściej wyrasta z przekonania, że książka jest czymś pożądanym i że jeszcze przyjdzie na nią właściwy moment. W nieprzeczytanym tomie zachowana zostaje możliwość nowego doświadczenia, dlatego odkładanie lektury nie unieważnia wartości zakupu, choć oczywiście nie może zastąpić samego czytania.

Właśnie intencja odróżnia tsundoku od kolekcjonowania książek dla ich rzadkości, oprawy lub wartości rynkowej. Bibliofil może poszukiwać pierwszego wydania, autografu autora albo kompletnej serii i czerpać satysfakcję z posiadania przedmiotu, podczas gdy osoba praktykująca tsundoku kupuje przede wszystkim przyszłą lekturę. Każda z tych książek jest w jej wyobraźni nadal otwarta, mimo że fizycznie od miesięcy pozostaje zamknięta.

Dlaczego kupowanie książek sprawia przyjemność?

Prof. Michelle Spear rozpoczyna od układu nagrody. Kiedy spotykamy coś, co zapowiada przyjemność albo odkrycie, aktywność mózgu nie ogranicza się do chwili, w której nagroda rzeczywiście zostaje uzyskana, ponieważ istotne jest również jej przewidywanie. Jedna z ważnych dróg dopaminergicznych prowadzi z pola brzusznego nakrywki w śródmózgowiu do jądra półleżącego, uczestnicząc w motywacji i uczeniu się, które cele zasługują na podjęcie wysiłku.

Dopaminę często nazywa się „cząsteczką przyjemności”, jest to jednak skrót, który łatwo prowadzi do nieporozumień. Jej rola nie sprowadza się do wytwarzania dobrego samopoczucia, ponieważ pomaga ona mózgowi rozpoznawać znaczące bodźce, przewidywać nagrody i skłaniać człowieka do działania. W księgarni liczy się zatem nie tylko przyjemność posiadania książki, ale też sygnał, że oto pojawiła się okazja do zdobycia wiedzy, przeżycia historii albo wejścia do świata, którego jeszcze nie znamy.

Nie oznacza to, że przeprowadzono eksperyment dowodzący, iż każda kupiona i nieprzeczytana książka wywołuje określoną porcję dopaminy. Prof. Michelle Spear wykorzystuje dobrze opisane mechanizmy przewidywania nagrody, by wyjaśnić codzienne doświadczenie tsundoku, przedstawia więc uzasadnioną interpretację, a nie odrębną jednostkę medyczną lub wynik badania nad klientami księgarń. To zastrzeżenie nie osłabia jej tezy, lecz precyzuje granicę pomiędzy wiedzą o pracy mózgu a wnioskiem odnoszącym ją do konkretnego zachowania.

Drugim kluczowym elementem wyjaśnienia jest hipokamp, struktura kojarzona przede wszystkim z pamięcią, która uczestniczy również w konstruowaniu wyobrażeń przyszłych zdarzeń. Człowiek nie tylko odtwarza minione doświadczenia, ale łączy ich fragmenty w scenariusze tego, co może dopiero nastąpić. Kiedy patrzy na kupioną książkę, może niemal zobaczyć siebie czytającego ją w ulubionym fotelu, usłyszeć szelest papieru, wyobrazić sobie filiżankę kawy i spokój wolnego popołudnia.

Nieprzeczytana książka jest obietnicą

W tym sensie książka stojąca na półce jest czymś więcej niż przedmiotem. Reprezentuje możliwą przyszłość, w której mamy więcej czasu, jesteśmy bardziej skupieni, dowiadujemy się czegoś ważnego albo wracamy do takiego sposobu życia, jaki uważamy za własny. Kupujemy zatem nie tylko tekst, lecz niekiedy również wyobrażenie siebie jako osoby ciekawszej świata, spokojniejszej i zdolnej poświęcić uwagę sprawom, które nie domagają się natychmiastowej reakcji.

Badania nad myśleniem epizodycznym o przyszłości wspierają ogólny mechanizm stojący za takim wyjaśnieniem. Eksperymenty Davida Hallforda, Hayley Farrell i Emilii Lynch wykazały, że bardziej szczegółowe wyobrażanie pozytywnych przyszłych wydarzeń może zwiększać przyjemność oczekiwaną oraz przyjemność odczuwaną już podczas samego oczekiwania. Inne badanie opublikowane w „Frontiers in Psychology” wskazało związek pomiędzy dobrostanem a neuronalnym przetwarzaniem oczekiwania na pozytywne zdarzenia, choć związku takiego nie należy automatycznie utożsamiać z konkretnym zachowaniem zakupowym.

To tłumaczy spostrzeżenie prof. Michelle Spear, że sterta nieprzeczytanych książek zwykle nie obciąża nas tak jak skrzynka pełna nieodpisanych wiadomości. W obu przypadkach coś czeka, ale nie jest to ten sam rodzaj oczekiwania: wiadomość zapowiada obowiązek, cudze żądanie albo zaległość, podczas gdy książka może zapowiadać nagrodę wybraną dobrowolnie. Pierwsza lista należy do teraźniejszości, która domaga się reakcji, druga częściej do przyszłości, na którą czekamy.

Kupowanie w tradycyjnej księgarni może wzmacniać to doświadczenie, ponieważ angażuje nie tylko decyzję, ale też ruch, dotyk, wzrok i przestrzeń. Przechodzimy między półkami, zdejmujemy tom, oglądamy okładkę, czytamy kilka zdań i zestawiamy jedną możliwość z inną, a wszystkie te czynności budują historię wyboru. Zakup elektroniczny bywa szybszy i wygodniejszy, lecz setki tytułów zamkniętych w jednym urządzeniu nie zaznaczają swojej obecności tak wyraźnie jak grzbiety książek, które codziennie widzimy w domu.

Domowa biblioteka jako mapa tego, czego jeszcze nie wiemy

Tsundoku ma intelektualnego krewnego w koncepcji „antybiblioteki”, spopularyzowanej przez Nassima Nicholasa Taleba w książce „Czarny łabędź”. Taleb przywołał ogromny księgozbiór Umberta Eco i zwrócił uwagę, że przeczytane książki dokumentują wiedzę już zdobytą, natomiast nieprzeczytane pokazują rozmiar niewiedzy. Ich wartość polega na tym, że pozostają pod ręką jako narzędzia przyszłego poznania i nie pozwalają właścicielowi pomylić własnej biblioteki z zakresem własnej wiedzy.

Tsundoku i antybiblioteka nie są jednak dokładnie tym samym. Pierwsze pojęcie opisuje zwyczaj nabywania i odkładania lektury, drugie nadaje nieprzeczytanemu księgozbiorowi funkcję poznawczą, czyniąc z niego katalog pytań, potencjalnych tropów i tematów wymagających zbadania. Stos książek może więc jednocześnie obiecywać przyjemność i przypominać, że nasze możliwości czytania są ograniczone, a świat wiedzy pozostaje większy od pojedynczego życia.

Obecność książek w domu ma też znaczenie społeczne, chociaż nie wolno z prostej korelacji wyprowadzać przekonania, że samo ustawienie tomów na półce automatycznie zwiększa kompetencje. Joanna Sikora, M.D.R. Evans i Jonathan Kelley przeanalizowali dane z 31 społeczeństw uczestniczących w badaniu kompetencji dorosłych PIAAC. Wyniki opublikowane w „Social Science Research” pokazały, że dorastanie w domu z książkami wiązało się w dorosłości z wyższymi umiejętnościami czytania, liczenia i rozwiązywania problemów z użyciem technologii, również po uwzględnieniu wykształcenia rodziców i własnej drogi edukacyjnej badanych.

Autorzy mówią o kulturze naukowej i socjalizacji zorientowanej na książki, a nie o magicznym działaniu papieru. Domowa biblioteka jest częścią środowiska, w którym czytanie staje się zachowaniem widocznym, dostępnym i normalnym, książka zaś pozostaje jednym z naturalnych narzędzi odpowiadania na pytania. Nieprzeczytane tomy mogą mieć w takim otoczeniu wartość, pod warunkiem że biblioteka jest przestrzenią żywą, a nie wyłącznie dekoracją lub symbolem statusu.

Kiedy tsundoku przestaje być niewinnym zwyczajem

Romantyczny obraz stosów książek ma swoje granice. Tsundoku nie jest nazwą zaburzenia i zazwyczaj nie ma nic wspólnego z patologicznym gromadzeniem, lecz nadmierne zakupy mogą stać się problemem, jeżeli prowadzą do zadłużenia, trwałych konfliktów, utraty przestrzeni potrzebnej do codziennego życia albo silnego lęku przed pozbyciem się jakiegokolwiek przedmiotu. O ocenie zachowania nie decyduje sama liczba książek, ale jego skutki, stopień kontroli i cierpienie, które powoduje.

American Psychiatric Association opisuje zaburzenie zbieractwa poprzez uporczywą trudność w rozstawaniu się z rzeczami, poczucie konieczności ich zachowania oraz nagromadzenie przedmiotów ograniczające używanie przestrzeni mieszkalnej. Kolekcjoner gromadzi zwykle w sposób celowy i uporządkowany, natomiast w zaburzeniu zbieractwa typowe są dezorganizacja, znaczne pogorszenie funkcjonowania i cierpienie. Nie każda wysoka biblioteka jest więc problemem, podobnie jak nie każdy żartobliwy „nałóg kupowania książek” pozostaje niewinny, jeżeli wymyka się spod kontroli.

Istnieje też łagodniejsza pułapka: zastępowanie działania jego symbolem. Kupienie poradnika nie zmienia nawyku, zakup książki historycznej nie daje jeszcze wiedzy, a zgromadzenie klasyki nie czyni z nikogo czytelnika, jeżeli lektura jest stale odsuwana. Przyjemność oczekiwania może wspierać dobrostan i motywację, lecz może również stać się łatwą namiastką doświadczenia, które wciąż obiecujemy przyszłej wersji siebie.

Rozsądne tsundoku nie wymaga jednak ani poczucia winy, ani przymusu przeczytania każdej książki od pierwszej do ostatniej strony. Biblioteka nie jest listą zadań, a książka może czekać na pytanie, moment życia lub rodzaj uwagi, których nie dało się przewidzieć w chwili zakupu. Czasami trafia do nas za wcześnie, czasami służy jako źródło, do którego zaglądamy fragmentarycznie, a czasami jej najważniejszą funkcją jest doprowadzenie nas do innej lektury.

Tsundoku mówi więc o osobliwym stosunku człowieka do czasu. Gromadzimy książki, ponieważ wierzymy, że przyszłość będzie miała miejsce na ciekawość, skupienie i przyjemność, których brakuje nam dzisiaj. Na półkach przechowujemy nie tylko nieprzeczytane teksty, lecz także możliwe wersje własnego życia, i być może właśnie dlatego tak trudno przejść obojętnie obok kolejnej księgarni.

Karolina Jaszowiecka

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 22 sierpnia 2026