Dekret władz PRL przeciw Kościołowi ogłoszono 70 lat temu

Dekret władz PRL przeciw Kościołowi ogłoszono 70 lat temu

70 lat temu, 9 lutego 1953 r., ogłoszono dekret władz PRL (Rady Państwa) o obsadzaniu stanowisk kościelnych za zgodą organów państwowych. Miał on być przełomowym punktem ofensywy przeciwko Kościołowi i doprowadzić do jego pełnego podporządkowania władzom komunistycznym.

Kard. Stefan Wyszyński

.Dnia 27 listopada 1952 r. papież Pius XII ogłosił nominowanie arcybiskupa prymasa Stefana Wyszyńskiego kardynałem. Ten gest został powszechnie uznany za symbol poparcia Stolicy Apostolskiej dla asertywnego stanowiska prymasa i episkopatu wobec coraz brutalniejszych represji wobec Kościoła. Na łamach „Trybuny Ludu” reżim wyraził swoją dezaprobatę wobec uczynienia głowy polskiego Kościoła kardynałem. Nominacja miała być nagrodą za „wybielanie antypolskiej i prohitlerowskiej polityki Watykanu, który wspiera imperialistów amerykańskich, kwestionuje prawa Polski do Ziem Zachodnich, służy obcym interesom i ma wyraźne ostrze dywersyjne”. Zapewniano, że naród nie będzie „tolerował pod żadną postacią prób rozsadzania jego jedności”.

Prawdopodobnie już pod koniec tego roku Wyszyński otrzymał poufną informację o możliwym aresztowaniu przez reżim. „Sygnałem ostrzegawczym” była także odmowa wydania prymasowi paszportu, aby w Watykanie mógł osobiście odebrać kapelusz kardynalski z rąk Piusa XII. „W Rzymie były wielkie pochody, nieśli transparenty, że ja i kard. Stepinać z Jugosławii nie przyjechaliśmy, bo nas nie puścili. Nieśli nasze portrety. Świat cały i prasa bardzo dużą wrzawę robili” – zapisał Wyszyński tuż po konsystorzu w lutym 1953 r. Kapelusz kardynalski odebrał dopiero cztery lata później.

Dekret władz PRL przeciw Kościołowi w Polsce

.Wydaje się, że prymas i jego otoczenie nie przewidywali jednak, że komuniści złamią porozumienie zawarte z Kościołem w 1950 r. Na przełomie 1952 i 1953 r. Wyszyński rozmawiał z wicemarszałkiem Sejmu, członkiem Biura Politycznego Franciszkiem Mazurem. Próbował bronić niezależności Kościoła. Mazur żądał dalszych ustępstw, zmierzających do podporządkowania Kościoła władzom, oraz wydania przez episkopat oświadczeń wspierających politykę reżimu. „Na początku 1953 r. relacje państwa z Kościołem były coraz bardziej podgrzewane przez władze komunistyczne, które nie tylko starały się ograniczyć wpływ społeczny Kościoła, ale także całkowicie go od siebie uzależnić” – mówi PAP dr hab. Rafał Łatka, historyk Kościoła z UKSW.

23 stycznia 1953 r. w Sekretariacie Biura Politycznego KC PZPR przyjęto projekt dekretu o obsadzie stanowisk kościelnych i przekazano go Radzie Państwa. Wydany 9 lutego dekret o „tworzeniu, obsadzaniu i znoszeniu duchownych stanowisk kościelnych” dawał przedstawicielom władzy komunistycznej w Polsce prawo kontrolowania oraz unieważniania każdej nominacji i aktu jurysdykcyjnego Kościoła. Stwarzał możliwość zastępowania wiernych Kościołowi duchownych posłusznymi reżimowi „księżmi patriotami”. Był on sprzeczny zarówno z obowiązującą konstytucją, jak i porozumieniem zawartym w 1950 r. między rządem a episkopatem.

Po wygnaniu z diecezji katowickiej biskupów śląskich w listopadzie 1952 i „procesie kurii krakowskiej” w styczniu 1953 r. dekret miał być przełomowym punktem ofensywy przeciwko Kościołowi. Zadaniu temu służyło również powołanie w styczniu 1953 r. osobnego XI Departamentu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego zajmującego się Kościołem. Prawo decydowania o sprawach wewnętrznych Kościoła przez władze państwowe obowiązywało już wówczas we wszystkich krajach podporządkowanych Związkowi Sowieckiemu. „Zapisy dekretu oznaczały, że władze musiały wyrazić zgodę na każdą nominację kościelną, od poziomu wikariusza w małej wiejskiej parafii, aż po stanowiska w episkopacie. Widać więc chęć pełnego podporządkowania Kościoła i uczynienia z niego narzędzia działania władz, tak jak działo się to w przypadku cerkwi prawosławnej w Związku Sowieckim” – zauważa dr hab. Łatka.

17 lutego i 3 marca 1953 r. Wyszyński licząc na rozsądny kompromis, znów spotkał się z Franciszkiem Mazurem. Władze komunistyczne nie szukały jednak porozumienia i zażądały publicznego potępienia przez episkopat imperializmu amerykańskiego i zgody na ingerencję w wewnętrzne sprawy Kościoła. „Wychodziłem z wrażeniem, że coś się tu skończyło” – powiedział po spotkaniu z Mazurem. Jak ocenia dr hab. Łatka, Kościół nie zakładał, że władze zdecydują się na tak daleko idący atak. „Zakładano raczej stopniowe próby podporządkowania władzom, ale prymas i episkopat wciąż mieli nadzieję, że władze wycofają się z wprowadzenia tego dekretu w życie. Próby rozmów zakończyły się dopiero wiosną, gdy biskupi zdali sobie sprawę, że nie można liczyć na ustępstwa” – zaznacza badacz.

Odpowiedź episkopatu

.Odpowiedzią episkopatu na ataki ze strony reżimu było wystąpienie podczas uroczystości ku czci św. Wojciecha w Gnieźnie. 6 kwietnia prymas mówił, że dekret narusza „wolność biskupów dysponowania kapłanami. Państwo, które upomina się o to, co cesarskie, dziś sięga po to, co Boskie”. Kilka dni później episkopat postanowił, że Wyszyński przygotuje projekt memoriału do władz. Jego tekst został przyjęty 8 maja 1953 r. Odrzucał on możliwość stosowania się do dekretu z 9 lutego i przedstawiał opisy prześladowań i szykan stosowanych wobec Kościoła. Wspominano o usuwaniu religii ze szkół, o politycznej presji, ograniczaniu wydawnictw katolickich, rozbijaniu Kościoła od wewnątrz poprzez tworzenie ruchu tzw. księży patriotów, czy też wymuszaniu na duchownych ślubowań wierności państwu.

Biskupi stwierdzali w memoriale m.in.: „A gdyby zdarzyć się miało, że czynniki zewnętrzne będą nam uniemożliwiały powoływanie na stanowiska duchowne ludzi właściwych i kompetentnych, jesteśmy zdecydowani nie obsadzać ich raczej wcale, niż oddawać religijne rządy dusz w ręce niegodne. Kto by odważył się przyjąć jakiekolwiek stanowisko kościelne skądinąd, wiedzieć powinien, że popada tym samym w ciężką karę kościelnej klątwy. Podobnie, gdyby postawiono nas wobec alternatywy: albo poddanie jurysdykcji jako narzędzia władzy świeckiej, albo osobista ofiara – wahać się nie będziemy. Pójdziemy za głosem apostolskiego naszego powołania i kapłańskiego sumienia, idąc z wewnętrznym spokojem i świadomością, że do prześladowania nie daliśmy najmniejszego powodu, że cierpienie staje się naszym udziałem, nie za co innego, tylko za sprawę Chrystusa i Chrystusowego Kościoła. Rzeczy Bożych na ołtarzu cesarza składać nam nie wolno. Non possumus!”.

Sentencja „non possumus” pochodzi z Dziejów Apostolskich: „Nie możemy nie mówić tego, cośmy widzieli i słyszeli”.

Episkopat oceniając sytuację, stwierdzał, iż nadal nie uchyla się od zgody na płaszczyźnie porozumienia z 1950 r., pod warunkiem jednak, że władze komunistyczne zmienią swoją politykę wobec Kościoła. Wydarzenia, które nastąpiły we wrześniu 1953 r. – proces kieleckiego biskupa Czesława Kaczmarka i aresztowanie prymasa Stefana Wyszyńskiego, były jednak dowodem na to, że komunistyczny reżim w Polsce realizując sowieckie dyrektywy, nie zamierza tolerować niezależności Kościoła i stosując terror, dąży do jego „upaństwowienia”.

Przesłanie memoriału powtórzył prymas w homilii w Święto Bożego Ciała 4 czerwca: „Nie wolno sięgać do ołtarza, nie wolno stawać między Chrystusem a kapłanem, nie wolno gwałcić sumienia kapłana, nie wolno stawać między biskupem a kapłanem. Uczymy, że należy oddać, co jest Cezara Cezarowi, a co Bożego Bogu. Ale gdy Cezar siada na ołtarzu, to mówimy krótko: nie wolno!”. Niosący pastorał prymasa kleryk Jan Sikorski wspominał: „Była w tych słowach potęga, moc i zdecydowanie. Nie wiedziałem wtedy jeszcze, jak bardzo zagrożony jest sam prymas. Odbierałem jego słowa jako wyraz tryumfu, a nie kasandryczne proroctwo”. Słów kard. Wyszyńskiego słuchało kilkaset tysięcy osób. Było to jedno z ostatnich wielkich świąt kościelnych w Polsce, któremu prymas przewodniczył przed aresztowaniem. W nocy z 25 na 26 września funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa aresztowali kapłana. Został internowany na ponad trzy lata. Wolność odzyskał 28 października 1956 r. Dwa miesiące później dekret z 1953 r. zniesiono.

Prymas dla Niepodległej

.„Powszechnie jest uznawany za jednego z największych Polaków stulecia Niepodległej. Był nastolatkiem, gdy Rzeczpospolita się odrodziła, ale przecież i on, jako członek tajnej organizacji harcerskiej, współpracującej z POW Piłsudskiego, miał maleńką w tym cząstkę. Na pewno zaś w umacnianiu niezależności odrodzonego państwa – jako duszpasterz, działacz Chrześcijańskich Związków Zawodowych i publicysta, po wojnie zaś jako prymas i interrex – w umacnianiu wolności wewnętrznej narodu, bez której nie byłoby wolnej Polski” – pisze o kard. Stefanie Wyszyńskim Ewa CZACZKOWSKA, historyczka i dziennikarka.

„Stefan Wyszyński wiedział z doświadczenia, że wartością trwalszą od wszelkich struktur państwowych jest naród. Bywają okresy, w których z powodu określonych wydarzeń, wojen, układów geopolitycznych naród nie ma własnego państwa albo nie jest w nim gospodarzem, a pomimo to trwa. W takich sytuacjach jest on nie tylko nośnikiem pamięci o własnej państwowości, ale z osiągnięć i wartości minionych pokoleń czerpie siłę do walki o niepodległość czy wolność”.

„To z tego między innymi powodu prymas Wyszyński tak ogromną wagę przywiązywał do zachowania tożsamości narodu – jego kultury, historii, języka. Tych wszystkich wartości, które decydują o odrębności narodu włączonego w rodzinę narodów, i wyłącznie dzięki którym naród ma szansę odzyskać wolność, odbudować swą państwowość. Polska, utraciwszy wolność polityczną, zachowała jednak wolność ducha i wolność narodową, bo oparta była mocno o przeszłość – dumną, ciężką i waleczną – mówił. Bo Polsce zawsze przyświecała wiara w zmartwychwstanie i życie. Chociaż zmartwychwstanie ma wymiary teologiczne – pochodzi z wiary, z doświadczenia Chrystusa – w Polsce dogmat ten był tłumaczony także narodowo. Prymas porównywał ofiarę krwi poniesioną przez Polaków w okresie powstań narodowych, wojen, w obozach śmierci – ofiarę z miłości do wolności i ojczyzny – do ofiary Chrystusa poniesionej na krzyżu z miłości Chrystusa do Ojca i Jego dzieci. Ta ofiara Polaków była owocna – Polska zmartwychwstała” – pisze Ewa CZACZKOWSKA we „Wszystko Co Najważniejsze”.

.„Kardynał Wyszyński za św. Ambrożym miłość do ojczyzny stawiał na drugim miejscu, zaraz po miłości do Boga. Ta miłość uczy bowiem męstwa, a ono broni czasu wojny, służy słabym, potrzebującym opieki czasu pokoju. Miłość ojczyzny uczy roztropności, umiarkowania w wymaganiach dla siebie, uczy też wielkoduszności, wspaniałomyślności i daje siłę ducha na chwile trudne, gdy trzeba zapomnieć o sobie. Miłość ta uczy patrzeć daleko w przyszłość ojczyzny i pragnie jej istnienia i pomyślności – nie tylko dziś, ale i w przyszłości – mówił w 1975 r., w 50. rocznicę sprowadzenia zwłok Nieznanego Żołnierza, obrońcy Lwowa, do Warszawy. Ale, co może najistotniejsze na dziś, mówił też, że czasem trudniej niż umrzeć dla ojczyzny, jest żyć dla niej”.

PAP/Michał Szukała/WszystkoCoNajważniejsze/PP

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 9 lutego 2023