Dla Francuzów rolnicy są symbolem Francji, która wstaje o świcie [Jérôme FOURQUET]

Jérôme Fourquet jest francuskim politologiem, dyrektorem działu opinii publicznej w Institut français d’opinion publique (Ifop), autorem książek, m.in. „L’archipel français”. W wywiadzie dla dziennika „Le Figaro” analizuje zmiany, jakie w ostatnich dziesięcioleciach zaszły w postrzeganiu rolnictwa przez Francuzów.
„Poziom sympatii, jaką od dawna cieszą się rolnicy, pozostaje wciąż bardzo wysoki. Jest to widoczne, gdy mobilizują się, by protestować przeciwko spadkowi cen ich produktów, nadmiernym regulacjom czy umowom o wolnym handlu. Spośród wszystkich grup zawodowych to właśnie oni cieszą się największym poparciem wśród Francuzów. Ten kapitał zaufania i empatii jest tym bardziej znamienny, że odsetek rolników w populacji nigdy nie był równie niski. W ciągu minionego stulecia żadna inna grupa zawodowa nie odnotowała tak dużego spadku liczebności. Jeszcze pod koniec II wojny światowej stanowili zasadniczą część społeczeństwa, dziś zaś stanowią zaledwie 1 proc. osób aktywnych zawodowo. Więzi socjologiczne i kulturowe z resztą Francuzów uległy znacznemu osłabieniu” – zauważa Jérôme Fourquet w „Le Figaro”.
Jak ocenia, pomimo spadku liczby rolników, utrzymująca się wobec nich sympatia wynika między innymi z „wspomnień dziadków i domów wakacyjnych na prowincji”. „W powszechnej świadomości wciąż obecny jest obraz Francji wsi i kościelnych dzwonnic, choć w rzeczywistości żyjemy już we Francji miejskiej i podmiejskiej. Przede wszystkim rolnicy są postrzegani jako ci, którzy żywią kraj, mimo że przemysł rolno-spożywczy znacznie się rozwinął, a my nie robimy już zakupów na targu, a tym bardziej bezpośrednio w gospodarstwie. Wreszcie, rolnicy postrzegani są jako ci, którzy ciężko pracują za małe dochody. Nasza empatia to uznanie dla ich oddania, ich powołania. Dla wielu rolnicy są symbolem Francji, która wstaje o świcie” – stwierdza.
„Pomimo że Francuzi nie mają już ani powiązań rodzinnych, ani codziennych kontaktów z rolnikami, zrozumieli, że rolnictwo uległo mechanizacji i modernizacji i że opiera się na stosowaniu środków wspomagających produkcję, w tym nawozów i pestycydów, aby zwiększyć wydajność. O ile jednak istnieje zjawisko agribashingu o charakterze ekologicznym, nie jest ono opinią dominującą. W 1999 r. 54 proc. Francuzów uważało, że rolnicy dbają o środowisko; dziś odsetek ten wynosi 64 proc.. 71 proc. osób ocenia, że rolnicy dbają o zdrowie współobywateli, podczas gdy dwadzieścia lat temu opinię tę podzielało 59 proc. 60 proc. respondentów ocenia natomiast, że Francuzi podejmują wysiłki na rzecz ochrony środowiska. Milcząca większość Francuzów zauważyła, że rolnicy podejmują wysiłki i zmienili część swoich praktyk. Jednocześnie 30 proc. osób nadal ocenia, że rolnicy nie dbają o środowisko i o zdrowie, i to ta mniejszość jest aktywna i głośno wyraża swoje opinie” – tłumaczy politolog.
„Agribashing przyczynia się do tworzenia wśród rolników klimatu oblężonej twierdzy. Niezależnie od okazywanej im sympatii, mają poczucie, że są ostatnimi Mohikanami. Czują się coraz bardziej odizolowani i mają poczucie, jakby znikali z mapy. Ich ekosystem słabnie. Wraz ze spadkiem liczby osób zatrudnionych w rolnictwie, coraz mniej liczne są też na przykład laboratoria weterynaryjne. Wszystko to potęguje niepokój rolników i prowokuje wysyłanie przez nich alarmujących sygnałów. Kiedy pod koniec lat 80. XX wieku we Francji funkcjonowało milion gospodarstw rolnych, merem gminy często był rolnik, a środowisko wiejskie było reprezentowane w radach departamentalnych i w Senacie. (…) Dziś, przy 350 000 gospodarstw, głos rolników nie ma już znaczenia, a możliwość posiadania przedstawicieli w klasie politycznej przestała istnieć. (…) Demokracja to prawo większości: jeśli nie masz znaczenia liczbowego, jesteś traktowany jak nic nieznaczący” – stwierdza Jérôme Fourquet w „Le Figaro”.
oprac.JD




