Donald Trump wyraził niezachwiane poparcie dla Ukrainy

niezachwiane poparcie dla Ukrainy

Przywódcy państw grupy G7, w tym prezydent USA Donald Trump, wyrazili niezachwiane poparcie dla Ukrainy w obronie jej wolności, niepodległości, integralności terytorialnej i prawa do istnienia – przekazano w oświadczeniu wydanym 24 lutego 2026 r., w czwartą rocznicę pełnoskalowej napaści Rosji na Ukrainę, która przypadła w 2026 r.

Donald Trump wyraził wspólnie z innymi liderami Zachodu niezachwiane poparcie dla Ukrainy

.„Wyrażamy nasze stałe wsparcie dla wysiłków prezydenta Donalda Trumpa w osiągnięciu tych celów poprzez zainicjowanie procesu pokojowego i doprowadzenie obu stron do bezpośrednich rozmów” – napisano w komunikacie opublikowanym na stronie Pałacu Elizejskiego.

Francja przewodzi obecnie pracom G7. Grupa składa się również z Japonii, Kanady, Niemiec, USA, Wielkiej Brytanii i Włoch. W jej pracach uczestniczą też przedstawiciele Unii Europejskiej. We wspólnym oświadczeniu siedmioro przywódców poparło również starania koalicji chętnych o zapewnienie Ukrainie solidnych i wiarygodnych gwarancji bezpieczeństwa.

Podkreślono, że pokój może zostać osiągnięty tylko poprzez prowadzone w dobrej wierze negocjacje między Ukrainą a Rosją. Liderzy G7 zaznaczyli, że państwa grupy pomagają Ukrainie przetrwać zimę i naprawić jej system energetyczny, dostarczając m.in. generatory i inny potrzebny sprzęt. Agencja AFP napisała, że jest to pierwsze wspólne stanowisko przywódców państw G7 w sprawie Ukrainy od czasu powrotu Donalda Trumpa do władzy w styczniu 2025 r.

Ameryka czy Europa? Pytania na rozstaju dróg

.Stoimy w obliczu wyboru: liczyć na to, że Europa niebawem stworzy system bezpieczeństwa na miarę tego, jaki w tej chwili zapewniają jej Stany Zjednoczone, czy też stanąć po stronie Waszyngtonu i stać się rzecznikiem USA na Starym Kontynencie w zamian za gwarancje bezpieczeństwa na miarę artykułu 5. Jazda na dwu koniach, które najwyraźniej powoli, ale nieuchronnie przestają zmierzać w tym samym kierunku grozi ciężkim upadkiem – ostrzega prof. Kazimierz DADAK.

asada celowości pozornie wywraca do góry nogami ludzką logikę, w której teraźniejszość determinuje przyszłość. Według św. Tomasza z Akwinu w przypadku ludzi – istot posiadających rozum i wolną wolę – przyszłość określa przeszłość czy też może, ściślej biorąc, teraźniejszość. Jeśli ktoś wierzy, że spełni swoje oczekiwania i nadzieje, niosąc bliźnim pomoc jako lekarz, to ta osoba dziś zapisuje się do uniwersytetu medycznego, a nie na przykład do akademii sztuk pięknych. Niemniej to głębokie przekonanie winno być mocno osadzone w rzeczywistości. Jak to pięknie ujął Jan Paweł II w encyklice Fides et ratio, wiara i rozum są nierozłączne. Myśl o powołaniu do zawodu lekarza musi być zweryfikowana dotychczasowymi osiągnięciami. Jeśli nasz hipotetyczny kandydat do następcy Hipokratesa ma w szkole średniej bardzo słabe osiągnięcia w przedmiotach przyrodniczych, to może jednak mamy do czynienia z fantasmagorią, a nie realnymi możliwościami.

Ten związek wiary, rozumu i celowości działania ma zastosowanie także w polityce. Mogę na przykład głęboko wierzyć w to, że za naszą wschodnią granicą dzieje się wielka niegodziwość, że Ukraina jest straszliwie krzywdzona i sprawiedliwość wymaga przywrócenia Kijowowi suwerenności nad każdą piędzią jej obszaru, ale to moje poczucie musi być skonfrontowane z rzeczywistością na froncie i z możliwościami państw wspierających Ukrainę. W obu tych przypadkach trudno jest o wielki optymizm.

ane podawane przez Instytut Badań nad Wojną wskazują, że od niemal trzech lat inicjatywa należy do najeźdźcy, a z drugiej strony zdolność Zachodu do zwiększenia pomocy raczej maleje, bo administracja Donalda Trumpa nie zamierza wydawać więcej pieniędzy w tym zakresie. Ostatnio prezydent Wołodymyr Zełenski obwieścił, że Waszyngton chciałby, aby wojna szybko się zakończyła. W obecnych warunkach ten postulat wyraźnie faworyzuje Moskwę. Jest wysoce wątpliwe, żeby Europie udało się nie tylko pokryć deficyt wynikający z postawy Waszyngtonu, ale wręcz zwiększyć cały wysiłek Zachodu, ponieważ dotychczasowy był najwyraźniej niewystarczający.

Nawet gdyby po stronie Zachodu taka możliwość istniała, to nie jest oczywiste, że sami najbardziej zainteresowani posiadają środki do wykorzystania zwiększonej pomocy. Analitycy raczej są zgodni co do tego, że największą barierą, przed którą stoi Kijów, jest nie tyle niedostatek broni i amunicji, ile braki w zakresie, mówiąc fachowo, siły żywej. W wyniku masowej emigracji liczba ludności Ukrainy spadła do poniżej 30 milionów, co stanowi ok. 1/5 zaludnienia Rosji. Co więcej, ponad 10 milionów obecnych mieszkańców Ukrainy to emeryci i renciści. Zatem pula, z której można czerpać rekruta, jest szczupła. Z wielu źródeł wiadomo, że entuzjazm, z jakim Ukraińcy wstępowali do wojska wiosną 2022 r., wygasł i dziś raczej mamy do czynienia z dezercją i unikaniem komisji poborowych.

Mówiąc wprost, rozum podpowiada, że bez bezpośredniego wojskowego zaangażowania ze strony Koalicji Chętnych – liczonego w setkach tysięcy żołnierzy – ziszczenie się szczytnego hasła przegnania napastnika nie jest w zasięgu ręki. Mimo buńczucznych wypowiedzi niektórych polityków wysłanie wojska przez członków NATO nad Dniepr jest bardzo mało prawdopodobne, bo Putin niejednokrotnie dał do zrozumienia, że ten krok grozi wybuchem III wojny światowej.

eleologia nakazuje, żeby Ukraina i wspierająca ją koalicja określiły jakiś cel, który obecnie jest możliwy do osiągnięcia, i dostosowały swe zachowanie do tego pożądanego stanu ostatecznego. Nie mamy najmniejszego zamiaru przedstawiać tego, co w istniejących warunkach Kijów powinien chcieć osiągnąć. Takie wtrącanie się w suwerenne decyzje Ukrainy byłoby w największym stopniu szkodliwe. Natomiast winniśmy popatrzeć na tę sprawę z punktu widzenia naszego interesu narodowego, ocenić, jakie stany końcowe tych zmagań są najbardziej prawdopodobne, biorąc pod uwagę obecny układ sił, dokonać ich oceny i uszeregować z punktu widzenia naszego bezpieczeństwa oraz oszacować, jakie siły i środki są konieczne do osiągnięcia najlepszych dla nas wyników, i skonfrontować je z naszymi możliwościami. Te ostatnie są, mówiąc oględnie, ograniczone, bo najważniejsze atuty już wcześniej wydaliśmy. 

Truizmem jest stwierdzenie, że w naszym najbardziej żywotnym interesie leży istnienie niepodległego państwa ukraińskiego w obecnych granicach, tych uznanych przez międzynarodową społeczność. Taka Ukraina stanowiłaby wielką przeszkodę w możliwym dalszym marszu Rosji na zachód. Pani Tulsi Gabbard, dyrektor Wywiadu Narodowego USA, w niedawnych wpisach na platformie X stwierdziła, że podległe jej służby takiego zagrożenia nie widzą, ale to jest ocena na dziś, podczas gdy Warszawa musi myśleć o przyszłości w kategoriach dekad. Stąd z naszego punktu widzenia podstawową sprawą jest zachowanie przez przyszły rząd w Kijowie suwerenności.

.W tym miejscu koniecznie należy podkreślić, że suwerenność to nie jest sytuacja zero-jedynkowa, ale jest stopniowalna. Nawet najpotężniejsze państwo nie jest całkowicie suwerenne w tym sensie, że może robić wszystko to, co uważa za zgodne ze swoim żywotnym interesem narodowym. Chiny uważają Tajwan za swą nieodłączną część, ale nie realizują tego postulatu w drodze użycia siły zbrojnej, bo na przeszkodzie stoją Stany Zjednoczone i opinia światowa. Z kolei administracja prezydenta Trumpa uznała, że ze względu na bezpieczeństwo państwa konieczne jest posiadanie Grenlandii. Także ten zamysł się nie ziścił (przynajmniej na razie) pomimo całej potęgi Stanów Zjednoczonych. Przykłady można mnożyć. Stąd jeśli mówimy o niepodległej Ukrainie, to musimy mieć świadomość, że każdy przyszły rząd w Kijowie będzie stać w obliczu różnych ograniczeń wynikających z międzynarodowej sytuacji. Także naród polski stoi wobec rozlicznych ograniczeń i nie ma w tym nic nadzwyczajnego – poza tym, że wielu ludzi postrzega tę sprawę właśnie w kategoriach czarno-białych.

PAP/Anna Wróbel/MJ

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 24 lutego 2026