Ameryka nie wycofuje się z Azji [Eldridge COLBY w Manili]

Stany Zjednoczone nie wycofują się z Azji, lecz zastępują symboliczne zaangażowanie strategią opartą na sile, odstraszaniu i większej odpowiedzialności sojuszników. Celem Waszyngtonu jest utrzymanie korzystnej równowagi sił w Indo-Pacyfiku oraz budowa partnerstw opartych nie na zależności, ale na wspólnych interesach, wzajemnym szacunku i realnych zdolnościach obronnych – twierdzi Elbridge COLBY, podsekretarz wojny Stanów Zjednoczonych ds. polityki. W całości publikujemy strategiczne wystąpienie amerykańskiego podsekretarza wojny ds. polityki, wygłoszone 11 sierpnia 2026 roku w Manili.

Pełna treść wystąpienia

.To moja pierwsza oficjalna podróż do Azji Południowo-Wschodniej w roli podsekretarza wojny ds. polityki. Rozpoczęcie jej właśnie tutaj, w Manili, jest głęboko uzasadnione. Filipiny są naszym najstarszym w Azji sojusznikiem związanym z nami traktatem o wzajemnej obronie, a oprócz głębokiej zbieżności interesów strategicznych łączy nas również głęboka i trwała więź historyczna. Z Manili udam się następnie do Dżakarty, Bangkoku i Phnom Penh. Podobnie jak w Manili zamierzam przekazać jasne przesłanie, które jest zarazem realistyczne i być może otrzeźwiające, ale także uspokajające: interesy Ameryki są dziś w Indo-Pacyfiku obecne silniej niż kiedykolwiek, a my w Departamencie Wojny koncentrujemy się na zapewnieniu im solidnej ochrony. Oznacza to znaczące i rosnące inwestycje Stanów Zjednoczonych w regionie. Towarzyszy temu jednak nowe, choć zdroworozsądkowe oczekiwanie znacznie większego wysiłku i wkładu ze strony naszych sojuszników i partnerów. Nie w sposób napastliwy ani niezrównoważony. Przeciwnie: w duchu partnerstwa, nie zależności; realizmu, nie czczych abstrakcji oderwanych od rzeczywistości; szacunku, nie protekcjonalizmu.

Nasze podejście, przedstawione w Strategii Bezpieczeństwa Narodowego i Narodowej Strategii Obrony administracji oraz wymownie wyłożone przez sekretarza Hegsetha w jego wystąpieniach na forum Shangri-La w tym i ubiegłym roku, jest proste. Odziedziczona przez nas polityka zagraniczna okresu po zimnej wojnie była zasadniczo przestarzała i nierozsądna.

W latach po upadku Związku Radzieckiego amerykańską strategię cechowały górnolotne abstrakcje i wygodne złudzenia trwałej jednobiegunowości. Strategiczne podejście Waszyngtonu oderwało się od konkretnych realiów siły, geografii, gospodarki i ograniczeń. Nasza polityka zagraniczna utraciła związek z trzeźwą racjonalnością strategiczną, a jej rezultaty były wyraźnie złe. Prezydent Donald Trump odwrócił ten błędny kurs. Pod kierownictwem sekretarza Hegsetha realizujemy w Pentagonie program prezydenta, którego celem jest odbudowa amerykańskiej siły, postawienie na pierwszym miejscu konkretnych interesów Amerykanów oraz uczynienie tego w sposób, który unowocześnia nasze relacje na całym świecie i opiera je na znacznie solidniejszych podstawach. W naszym przekonaniu podejście prezydenta Trumpa do polityki zagranicznej jest podejściem zdroworozsądkowym. Dlatego też przekształca on amerykańską politykę zagraniczną tak, by służyła praktycznym, konkretnym interesom zwykłych Amerykanów, co pociąga za sobą istotne konsekwencje w dziedzinach od obronności, przez handel i walkę z narkotykami, po migrację.

Odwrócenie nie porzucenie

.Powiedzmy jasno: nie jest to jakieś radykalne porzucenie historycznej polityki zagranicznej Ameryki. Jest dokładnie odwrotnie: to powrót do najlepszej tradycji amerykańskiej polityki zagranicznej – twardego, trzeźwego realizmu republikańskiego, który na pierwszym miejscu stawia konkretne interesy naszego narodu, lecz czyni to w sposób zgodny także z interesami wielu innych państw. Nie jest to izolacjonizm, ale rzeczowe przekształcenie polityki, model wspólnego realizowania własnych interesów – interesów oświeconych, owszem, ale zdecydowanie praktycznych i pragmatycznych, nie zaś ideologicznych czy sztywnych. W Europie mówimy o tym jako o NATO 3.0 – odrzuceniu fantazyjnej epoki NATO po zimnej wojnie, sprowadzonego do forum dyskusyjnego, i powrocie do tradycji twardego Sojuszu Atlantyckiego z okresu zimnej wojny, skoncentrowanego na podstawowym zadaniu, jakim są siła militarna i gotowość. Na półkuli zachodniej postrzegamy natomiast Trump Corollary jako powrót do najlepszej tradycji doktryny Monroego – polityki, której celem jest wzmacnianie państw Ameryki Łacińskiej i umożliwianie im mierzenia się z poważnymi wyzwaniami, przed którymi wspólnie stoimy na półkuli zachodniej.

W obu tych regionach, pomimo licznych uszczypliwości w mediach starego porządku, dostrzegamy rzeczywistą, konkretną i narastającą gotowość do przyłączenia się do nas w budowaniu nowych, bardziej pragmatycznych i trwalszych partnerstw z naszymi sojusznikami i partnerami. NATO jest dziś wyraźnie znacznie silniejsze niż przed objęciem przywództwa przez prezydenta Trumpa. Na półkuli zachodniej państwa całego regionu przyłączają się natomiast do takich przedsięwzięć jak inicjatywa Amerykańskiej Koalicji Przeciw Kartelom, aby zwalczać plagę narkoterroryzmu, która dotyka nas wszystkich.

Podobne tendencje obserwujemy tutaj, w Azji. Państwa regionu wiedzą, że nie rozpoczynamy jakiejś nowej polityki wycofywania się. To tania retoryka tych, którzy uważają się za wtajemniczonych. Państwa azjatyckie rozumieją natomiast, że Ameryka powraca do tradycyjnej, sprawdzonej strategii elastycznego realizmu: jasności w kwestii naszych priorytetów, poważnego traktowania odstraszania oraz rozumienia wartości zarówno stanowczości, jak i dyplomacji. To zdroworozsądkowa polityka zagraniczna. Patrząc na świat przez ten pryzmat, uznajemy Azję za region o pierwszorzędnym znaczeniu. Strategia Bezpieczeństwa Narodowego stwierdza wprost, że aby „dobrze prosperować u siebie, musimy skutecznie konkurować” właśnie tutaj. Narodowa Strategia Obrony wskazuje z kolei, że utrzymanie dostępu Stanów Zjednoczonych do tego kluczowego regionu ma „wyjątkowo realne – wręcz fundamentalne – konsekwencje” dla żywotnych interesów Ameryki. Jak zaś powiedział sekretarz Hegseth podczas dialogu Shangri-La w Singapurze, „Pacyfik zdominowany przez któregokolwiek hegemona zburzyłby regionalną równowagę sił i podważył równowagę, którą wszyscy pragniemy zachować”. Ten utrwalony amerykański pogląd – wizja Azji wolnej od hegemonii – znajduje się w centrum naszego podejścia do regionu od najwcześniejszych dni istnienia naszej Republiki.

Amerykańskie interesy w Azji

.Interesy Ameryki w regionie Indo-Pacyfiku są zatem jasne, trwałe i głębokie. Nie w jakimś mglistym sensie, ale w konkretnym, praktycznym wymiarze: ten region stanie się największym rynkiem świata. To tutaj znajduje się nie tylko skala, lecz także wzrost, szczególnie w państwach ASEAN. Nie jest to nowe spostrzeżenie. Uznanie znaczenia Azji stanowi w istocie także powrót do głębokich korzeni amerykańskiej polityki zagranicznej. Zrozumienie rosnącego znaczenia Azji i jej gospodarczej potęgi sięga nie tylko okresu powojennego, ale także XIX wieku – polityki otwartych drzwi, otwarcia Japonii i, oczywiście, obecności Ameryki tutaj, na Filipinach, jak również po drugiej stronie Pacyfiku, w takich miejscach jak Hawaje i Samoa.

W świetle tych czynników, jak stwierdza Strategia Bezpieczeństwa Narodowego, naszym nadrzędnym i trwałym celem jest utrzymanie korzystnej równowagi sił w Indo-Pacyfiku. Z perspektywy obronności, jak jasno wskazuje ten fundamentalny dokument, wymaga to od nas utrzymania wzdłuż pierwszego łańcucha wysp zdolności odstraszania przez uniemożliwienie przeciwnikowi osiągnięcia celu. Jak ujął to sekretarz Hegseth podczas dialogu Shangri-La w 2026 r.: „Zbudujemy i utrzymamy na zachodnim Pacyfiku silną obronę przez uniemożliwienie osiągnięcia celu, dzięki której agresja stanie się niewykonalna, eskalacja nieatrakcyjna, a wojna będzie uznawana za nieracjonalną”. To właśnie na budowaniu i utrzymywaniu takiego systemu w tym regionie koncentrujemy się w Pentagonie. Rezultaty i postępy są wyraźnie widoczne nie tylko w naszych operacjach i działaniach, lecz także w bezprecedensowej skali inwestycji zapisanych w budżecie obronnym administracji na rok fiskalny 2027. Powiedzmy jednak jasno: to silne i skoncentrowane podejście jest w pełni zgodne z aktywną i kreatywną dyplomacją ukierunkowaną na wspieranie stabilności strategicznej i ograniczanie presji prowadzących do konfliktu. Wielu przedstawicielom Waszyngtonu i elitarnych środowisk komentatorskich trudno dziś to pojąć. Jest to jednak zwykły zdrowy rozsądek, zakorzeniony w najlepszych tradycjach amerykańskiej polityki zagranicznej. Dwight Eisenhower, Richard Nixon i Henry Kissinger, a także – owszem – Ronald Reagan dążyli zarówno do wzmocnienia pozycji militarnej Ameryki, jak i jednocześnie aktywnie angażowali się na najwyższym szczeblu w rozmowy z naszymi potencjalnymi przeciwnikami. Jak ujął to sam Winston Churchill, „lepiej gadać, niż wojować”.

ASEAN jako podstawa

.W istocie jest to znacznie bliższe metodzie ASEAN niż polityka zagraniczna Waszyngtonu ostatniego pokolenia. W naszym rozumieniu metodę ASEAN określają pragmatyzm, otwartość na dialog, szacunek dla partnerów, dumny nacjonalizm i koncentracja na dobrobycie gospodarczym. Stany Zjednoczone biorą dziś przykład z metody ASEAN. Są to również najważniejsze motywy działania administracji prezydenta Trumpa. Nie jest to podejście roszczące sobie prawo do osądzania każdego działania innych państw, co było tak typowe dla amerykańskiej polityki w tym regionie w okresie po zimnej wojnie. Będziemy oczywiście trzymać się naszych zasad i ich bronić, ale nie będziemy w ich imię brać jako zakładnika postępu w kluczowych kwestiach o znaczeniu strategicznym. Świadczą o tym konkretne, praktyczne postępy osiągnięte w ciągu ostatnich osiemnastu miesięcy z wieloma państwami ASEAN. Możemy nie zgadzać się we wszystkim, ale szanujemy wasze państwa, wybrane przez nie niezależne drogi, wasz nacjonalizm oraz realność naszych wspólnych interesów, które każą nam współpracować wszędzie tam, gdzie jest to możliwe.

Podsumowując, nasze podejście opiera się na elastycznym realizmie, na budowaniu siły w sposób trwały i przynoszący zamierzony skutek, na prawdziwym pokoju poprzez siłę, a nie na retorycznej presji pozbawionej odpowiedniej materialnej potęgi i determinacji. Innymi słowy, jak ujmuje to sekretarz Hegseth: silni i jednoznaczni, lecz działający po cichu – bez puszenia się, za to poprzez inteligentne, realistyczne i spokojne rozwijanie oraz demonstrowanie siły. Zdaję sobie sprawę, że jest to rzeczywistość odmienna od tej, o której mogliby Państwo usłyszeć, gdyby ograniczyli się wyłącznie do słuchania dygnitarzy globalnej elity lub jej najbardziej wpływowych mediów. Tam przeczytają Państwo lub usłyszą inną opowieść: że Ameryka jest w odwrocie albo chyli się ku upadkowi, albo stała się zbyt niewiarygodna, a państwa azjatyckie stronią od współpracy z nami.

Środowiska komentatorskie odgrywają ważną rolę i często formułują wartościowe spostrzeżenia. Nie dostrzegają jednak rzeczywistej sytuacji – być może jej nie widzą, a w niektórych przypadkach być może nie chcą przyznać, że ją widzą. Rządy państw regionu nie mogą sobie jednak pozwolić na taki luksus. Im oraz tym przedstawicielom środowisk komentatorskich, którzy poważnie pragną pomóc tutejszym rządom zrozumieć zachodzące wydarzenia, z pokorą radzę przyjrzeć się rzeczywistej sytuacji. Jeżeli to uczynią, szybko dostrzegą rzeczywistość bardzo odmienną od obrazu, który jest powszechnie przedstawiany.

Wobec fałszywych twierdzeń

Po pierwsze, Ameryka zdecydowanie nie chyli się ku upadkowi. Pod przywództwem prezydenta Trumpa nasza gospodarka rośnie i rzeczywiście rozwija się znacznie szybciej niż pozostałe gospodarki OECD. Nasza technologia pozostaje w światowej czołówce, a w kluczowych dziedzinach powiększamy przewagę. W istocie coraz bardziej prawdopodobne wydaje się, że w dającej się przewidzieć przyszłości Ameryka pozostanie największą gospodarką świata pod względem nominalnego PKB – a jeszcze dziesięć lat temu nie byłoby to tak oczywiste.

Po drugie, Ameryka zdecydowanie nie odwraca się od Azji – przeciwnie. Nasze żywotne interesy narodowe nakazują nam utrzymać tutaj trwałą obecność. To, co komentatorzy często błędnie przedstawiają jako „wycofanie zaangażowania” lub „odwrót”, jest w rzeczywistości zdyscyplinowanym i koniecznym wyznaczeniem priorytetów strategicznych. Zastępujemy puste, wyłącznie symboliczne zaangażowanie minionych dekad potężną postawą wspartą zasobami i dostosowaną do rzeczywistych uwarunkowań strukturalnych. Nie odchodzimy; przeciwnie, umacniamy się tutaj, aby zapewnić korzystną równowagę sił tam, gdzie ma ona największe znaczenie.

Po trzecie, wbrew całemu zamieszaniu, jak najbardziej można współpracować z Ameryką – w istocie otwierają się nowe perspektywy takiej współpracy. Zmieniły się jednak jej warunki. Pozwólcie Państwo, że spróbuję to wyjaśnić. Krąży fałszywe twierdzenie, że dzisiejsza Ameryka jest już zbyt niewiarygodna, aby można było z nią współpracować. Jest ono zarówno błędne, jak i zupełnie pomija sedno sprawy. Wcześniej Ameryka była zarazem przewidywalna z punktu widzenia negocjacji, lecz często także sztywna i ideologicznie przywiązana do liberalnych dogmatów.

Pod wizjonerskim przywództwem prezydenta Trumpa przyjęliśmy nowe podejście, którego podstawą jest zdrowy rozsądek. To prawda, że Ameryka negocjuje dziś twardziej. Wynika to jednak z republikańskiego realizmu rzeczywiście nastawionego na stawianie Amerykanów na pierwszym miejscu. Pod przywództwem prezydenta Trumpa prosty fakt jest taki, że państwa nie mogą już uważać Ameryki za coś oczywistego. Nie mogą już po prostu zakładać, że Ameryka zgodzi się na niezrównoważone relacje, które nie służą wyraźnie praktycznym interesom Amerykanów. Z dumą wdrażamy tę zasadę w dziedzinie obronności, gdzie ma ona bardzo jasne i bezpośrednie konsekwencje, na przykład w postaci nacisku na sojuszników, by zwiększali wydatki na obronę.

Stwierdzenie, że państwa nie mogą już uważać Ameryki za coś oczywistego, zdecydowanie nie oznacza jednak, że nie można się z nami porozumieć. Przeciwnie. Jeżeli podejdą Państwo do nas tak, jak my podchodzimy do Państwa – praktycznie, z nastawieniem na osiąganie rezultatów odzwierciedlających rozsądną równowagę w relacjach – przekonają się Państwo, że jesteśmy gotowymi do współpracy partnerami, i to nawet bardziej niż poprzednie administracje, skrępowane przestarzałymi konwencjami lub sztywnym przywiązaniem do liberalnych dogmatów.

Co więcej, rządy państw tego regionu dobrze rozumieją – choć nie zawsze rozumieją to komentatorzy – że silne i konstruktywne relacje z Ameryką stanowią kluczową kotwicę naszej wspólnej przyszłości strategicznej i gospodarczej. Mówię to nie z arogancją, ale w duchu szczerości i szacunku. Ameryka jest największym rynkiem świata, posiada dominującą globalną walutę oraz najlepsze przedsiębiorstwa i technologie. Ameryka dokonuje ogromnych inwestycji w kluczowych dziedzinach, takich jak sztuczna inteligencja i pierwiastki ziem rzadkich. W obszarze obronności Ameryka dysponuje najsilniejszym wojskiem na świecie i produkuje najlepsze wyposażenie wojskowe na niezrównaną skalę. Amerykański budżet obronny już jest największy na świecie, a my aktywnie dążymy do jego znacznego zwiększenia.

Nie oznacza to, że powinni Państwo utrzymywać relacje wyłącznie z nami, a już z pewnością nie przedstawiamy naszych celów jako hegemonicznych. Przeciwnie, dążymy do partnerstwa, nie zależności, i rozumiemy, że państwa będą angażować się szeroko, podobnie jak czynimy to my.

Odrzucić złudzenia

.Radzimy odrzucić złudzenie modnych, ale powierzchownych koncepcji, takich jak sojusze mocarstw średniej wielkości pomyślane tak, aby wykluczyć Amerykę. Powiedzmy jasno: zachęcamy sojuszników i partnerów do współpracy oraz do rozwijania ich przemysłowych zdolności obronnych w ramach zwiększania wydatków na obronność zgodnie z nowym światowym standardem ustanowionym przez szczyt NATO w Hadze w 2025 r. Wysiłki naszych sojuszników i bliskich partnerów powinny być jednak zintegrowane z wysiłkami Ameryki i je uzupełniać, a nie próżno i bezskutecznie zmierzać do naszego wykluczenia lub zastąpienia. Hasłami przewodnimi powinny być praktyczność, pragmatyzm i realizm, nie zaś strategie międzynarodowych konferencji, których głębia nie wykracza poza modne słowa.

Powinno to przychodzić naturalnie tutaj, w Azji Południowo-Wschodniej, gdzie takie postawy są godną pochwały normą. Rządom w tym regionie i poza nim radzimy skupić się na realiach strukturalnych oraz na tym, co Ameryka pod przywództwem prezydenta Trumpa faktycznie robi i oferuje – nie zaś na obrazie malowanym przez część komentatorów. Komentowanie jest oczywiście ważne i ma należne mu miejsce. Szczerze mówiąc, sądzę jednak, że wiele komentarzy dotyczących administracji Trumpa i jej działań odnosi się bardziej do sfery słów, symboli i reakcji politycznych, niż rzeczywiście pomaga nam zrozumieć realia. Istnieje z pewnością wiele szlachetnych wyjątków, ale znaczna część obiegowych opinii rozmija się z tym, co naprawdę się dzieje.

Weźmy kwestię mocarstw średniej wielkości. Wiele się o niej dyskutuje. Jeżeli ograniczą się Państwo do komentarzy, mogą odnieść jedno wrażenie. Jeżeli jednak spojrzą Państwo na rzeczywistą sytuację, tak jak radzimy, dojdą Państwo do innych wniosków. Gdy skupiają się Państwo na słowach i symbolach, mogą Państwo uznać, że rezultatem jest deklaracja grupy przywódców o zbudowaniu nowego rodzaju samolotu lub systemu kosmicznego. Albo że rezultatem jest zwołanie konferencji poświęconej zwiększeniu siły militarnej i osiągnięcie na niej porozumienia. My sprawdzamy, czy samolot albo satelita został dostarczony lub czy istnieje prawdopodobieństwo jego dostarczenia, czy dana platforma osiąga wymagany poziom jakości i przydatności operacyjnej i tak dalej. Z pokorą radzimy Państwu czynić to samo. Albo weźmy na przykład zapowiedzi nowych wielostronnych ram bezpieczeństwa dotyczących współpracy morskiej. Choć porozumienia te często przynoszą przychylne nagłówki, oceniamy je według znacznie bardziej wymagającej, ale też ważniejszej miary: czy rzeczywiście skutkują zwiększeniem liczby okrętów na wodzie, powiększeniem zapasów amunicji o kluczowym znaczeniu oraz rzeczywistą interoperacyjnością? Podpisany dokument ani nowo utworzona grupa robocza nie odstraszają od stosowania przymusu; czynią to rozmieszczona twarda siła i dowiedziona polityczna wola jej użycia.

Na szczęście sądzę, że moje przesłanie jest już dobrze rozumiane przez rządy regionu. Dostrzegamy wręcz ogromną przepaść między narracją części samozwańczych znawców a tym, czego sami doświadczamy w kontaktach z rządami tego regionu.

Nasi partnerzy w Manili, Bangkoku, Dżakarcie, Singapurze, Hanoi, Kuala Lumpur i innych miejscach – którzy regularnie i często z nami rozmawiają – dokładnie wiedzą, co robi Departament Wojny. Wśród osób rzeczywiście odpowiedzialnych za obronę narodową nie ma niejasności co do naszej strategii i podejścia. Wiedzą one, że aktywnie wzmacniamy naszą wysuniętą obecność, przyspieszamy dostarczanie na ten teatr działań twardych zdolności bojowych oraz rozbudowujemy fizyczną architekturę prawdziwej obrony przez uniemożliwienie przeciwnikowi osiągnięcia celu. Pod przywództwem prezydenta Trumpa i sekretarza Hegsetha przemawiamy łagodnie, lecz nosimy ze sobą gruby kij. Jak powiedział sekretarz Hegseth, realizujemy podejście, które jest silne i jednoznaczne, lecz ciche. Wiedzą, że nie odczuwamy potrzeby wdawania się w zbędne, głośne prowokacje retoryczne, by dowodzić naszej determinacji. Rozumieją, że siłę oceniamy nie według głośności wygłaszanych przez nas moralizatorskich przemówień ani liczby uczestników wielostronnych szczytów, lecz na podstawie twardych zdolności, rozmieszczenia sił, gotowości przemysłowej oraz spokojnego i nieustannego wzmacniania odstraszania. Na tym się koncentrujemy i według tego chcemy być mierzeni oraz oceniani. Równie dobrze rozumieją, co robimy: osadzamy nasze sojusze na zrównoważonych, realistycznych i trwałych fundamentach w długiej perspektywie. Kiedy prosimy naszych sojuszników i partnerów, by podjęli większy wysiłek, więcej inwestowali we własną obronę i wzięli odpowiedzialność za własne suwerenne bezpieczeństwo, nie sygnalizujemy, że ich porzucamy. Robimy coś dokładnie przeciwnego: zapraszamy Państwa do zbudowania prawdziwego partnerstwa. Wynika to z naszej praktycznej oceny, że sojusze są najtrwalsze wtedy, gdy opierają się na wspólnej odpowiedzialności – wzajemnych interesach, pragmatycznym szacunku i rzeczywistych zdolnościach po obu stronach – nie zaś na trwałej zależności. Szukamy partnerów, a nie protektoratów.

Silni partnerzy, silne odstraszanie

.Kiedy nasi partnerzy są silni, silne jest również odstraszanie. Dokładnie z taką sytuacją mamy do czynienia tutaj, w Manili, pod przywództwem prezydenta Marcosa, sekretarza obrony narodowej Teodoro i innych kluczowych przywódców. Widzimy i szanujemy zdecydowany i dumny naród, który jest zdeterminowany, by wzmacniać własne zdolności dla skuteczniejszej obrony siebie i swoich interesów. To wzorcowy sojusznik. Wyrażam uznanie dla Filipin za znakomite przywództwo w ASEAN podczas tegorocznej prezydencji, za prowadzenie regionu z trzeźwym pragmatyzmem odpowiadającym strategicznym wymogom naszych czasów.

Wraz z naszymi sojusznikami i partnerami w całym regionie aktywnie budujemy silną obronę przez uniemożliwienie przeciwnikowi osiągnięcia celu, aby podejście oparte na pokoju poprzez siłę wesprzeć trwale korzystną równowagą sił w Azji. Systematycznie wzmacniamy naszą wysuniętą obecność, zwiększamy odporność naszej infrastruktury i intensywnie pogłębiamy interoperacyjność z kluczowymi państwami gotowymi wziąć na siebie przypadającą im część ciężaru. Nie chodzi jedynie o udział w symbolicznych ćwiczeniach przed kamerami; chodzi o rozmieszczenie wiarygodnych bojowo sił zdolnych pokonać rzeczywistą agresję militarną. To właśnie rozumiemy przez bycie silnym i jednoznacznym. Dowodem naszego sukcesu są rezultaty wysiłków podejmowanych przez nas w tym kluczowym regionie. Powodzenie naszej strategii – i sam fundament tej obrony przez uniemożliwienie przeciwnikowi osiągnięcia celu – opiera się na konkretnych, praktycznych partnerstwach, które budujemy i modernizujemy w całym regionie, także tutaj, w Azji Południowo-Wschodniej.

Tutaj, na Filipinach, nasz sojusz przechodzi historyczną modernizację zakorzenioną w głębokim wzajemnym szacunku. Wspólnie inwestujemy w odporną infrastrukturę, prowadzimy szkolenia z wykorzystaniem najnowocześniejszych zdolności i uruchamiamy obiekty objęte porozumieniem o wzmocnionej współpracy obronnej. Nie jest to jednostronne partnerstwo – Filipiny zwiększają swój wysiłek, obejmują inicjatywę w zakresie własnej obrony i inwestują więcej w modernizację wojska oraz straży przybrzeżnej. Wspieramy te inwestycje konkretną, widoczną pomocą, w tym rotacyjnym rozmieszczeniem czterech kutrów szybkiego reagowania, które będą aktywnie współpracować z filipińską strażą przybrzeżną w patrolowaniu i zabezpieczaniu jej wyłącznej strefy ekonomicznej. Wzmacniając nasze wspólne rozmieszczenie, zapewniamy obu naszym państwom twarde zdolności niezbędne do odstraszania agresji. Wraz z Tajlandią, naszym najstarszym partnerem dyplomatycznym w Azji i jedynym sojusznikiem w kontynentalnej części regionu, zwiększamy tempo i zakres naszych silnych relacji obronnych. Zamiast udzielać ideologicznych pouczeń, Departament Wojny koncentruje się na tym, co ma praktyczne znaczenie dla nas obu: przekształcaniu prowadzonych od dawna ćwiczeń w zaawansowane, wiarygodne bojowo szkolenia, które rzeczywiście sprawdzają naszą wspólną gotowość do prowadzenia działań wojennych i zapewniają naszym siłom zdolność skutecznego współdziałania.

Postrzegamy Indonezję jako kluczowego aktora strategicznego i podchodzimy do Dżakarty z głębokim szacunkiem dla jej dumnych tradycji i historii. Dzięki ogłoszonemu wcześniej w tym roku Partnerstwu na rzecz Szerokiej Współpracy Obronnej nasze relacje istotnie się rozwijają. Koncentrujemy się na wymiernej modernizacji obronnej i głębokiej interoperacyjności – także poprzez rozszerzone wspólne szkolenia sił specjalnych – które bezpośrednio wzmacniają suwerenne zdolności Dżakarty. Chcemy silnej, niezależnej Indonezji zdolnej zabezpieczyć własny rozległy archipelag. Nasze partnerstwa z Wietnamem i Malezją są przekonującymi przykładami elastycznego realizmu w działaniu. W obu przypadkach pozostawiamy za drzwiami wczorajsze ideologiczne warunki wstępne. Odrzucamy dyplomatyczne banały i skupiamy się wyłącznie na punktach zbieżności naszych interesów narodowych: rozwijaniu praktycznej świadomości sytuacyjnej na morzu oraz zapewnianiu narzędzi twardej siły niezbędnych do ochrony suwerennych praw tych państw i przeciwstawiania się zewnętrznym ingerencjom. W Singapurze widzimy natomiast najlepszy model pragmatycznej, rzeczowej współpracy. Bez potrzeby tworzenia nadrzędnych ram ideologicznych zbudowaliśmy relację przynoszącą obu stronom głębokie korzyści i opartą na trzeźwej ocenie środowiska bezpieczeństwa w regionie. Wspierając rotacyjną obecność sił amerykańskich, Singapur stanowi filar rozmieszczenia Stanów Zjednoczonych w regionie i pokazuje, że nasza obecność jest aktywnie pożądana, gdy opiera się na wspólnym bezpieczeństwie i realiach gospodarczych, a nie na protekcjonalnej, ciężkiej ręce.

Regionalne partnerstwa Ameryki

.W całym regionie, od Manili po Bangkok, od Dżakarty po Phnom Penh, rozwijamy ambitne partnerstwa oparte na interesach, które szanują suwerenność państw i bezpośrednio przyczyniają się do wspólnego odstraszania. Podkreślam, że Departament Wojny nie jest osamotniony w tych wysiłkach. To, co sekretarz Rubio ogłosił podczas niedawnej wizyty w Manili, stanowi zapowiedź konsekwentnej i skutecznej dyplomacji, którą uzupełnia nasza strategia obronna. Patrząc w przyszłość, chcę jasno powiedzieć, w jaki sposób będziemy mierzyć sukces w tym regionie w ciągu najbliższych kilku lat. Realizacja strategii elastycznego realizmu doprowadzi do powstania Indo-Pacyfiku, który będzie w widoczny sposób bezpieczniejszy, strukturalnie odporny i zdolny polegać na własnych siłach.

Zgodnie ze Strategią Bezpieczeństwa Narodowego naszym priorytetem jest rozmieszczenie w pełni operacyjnej, odpornej architektury obrony przez uniemożliwienie przeciwnikowi osiągnięcia celu, rozciągającej się wzdłuż pierwszego łańcucha wysp. Obejmuje ona solidną, rozproszoną logistykę teatru działań oraz wstępnie rozmieszczone zasoby na zachodnim Pacyfiku. Wspólnie z naszymi sojusznikami i partnerami zobowiązujemy się budować tę współdzieloną infrastrukturę logistyczną, aby zapewnić zdolność utrzymania wiarygodnej siły bojowej tam, gdzie ma to największe znaczenie. Ta architektura obronna nie może jednak spoczywać wyłącznie na barkach Ameryki. Musi być podtrzymywana przez sieć wysoce zdolnych, suwerennych państw, które zmodernizowały własne siły i podjęły większy wysiłek na rzecz zabezpieczenia własnego terytorium – przekształcając nasze relacje w prawdziwe partnerstwa równych sobie. Ponieważ te zmodernizowane sojusze będą oparte na wzajemnym szacunku i pragmatycznej współpracy, okażą się trwałe i głęboko zakorzenione we wspólnych interesach narodowych.

Ostatecznie realia twardej siły służą jednemu nadrzędnemu celowi: utrzymaniu rzeczywiście korzystnej równowagi sił w regionie. Rozmieszczając wiarygodne bojowo siły, sprawimy, że agresja stanie się w sposób oczywisty niewykonalna, i zapewnimy silne odstraszanie, którego rezultatem będzie trwała równowaga sił. Nie chodzi o pustą retorykę; jest to sprawdzony przez historię przepis na trwały pokój. Pod tym parasolem bezpieczeństwa suwerenne państwa regionu – wraz ze Stanami Zjednoczonymi – będą mogły skupić się na tym, co potrafią najlepiej: rozwijaniu dynamicznych, rosnących gospodarek, które zdefiniują dobrobyt w XXI wieku.

Silni i jednoznaczni, lecz działający po cichu

.Na zakończenie powrócę do głównego motywu naszego podejścia: silni i jednoznaczni, lecz działający po cichu. Nasze słowa będą zgodne z naszymi zamiarami, a nasze zamiary ze słowami. Nie będziemy się puszyć ani wygłaszać moralizatorskich przemówień. Nadal będziemy mówić łagodnie. Będziemy jednak nadal nosić największy kij na świecie. Utrzymamy naszą niezrównaną i potężną siłę tutaj, w kluczowym regionie świata. Osiągniemy pokój poprzez siłę i zdrowy rozsądek.

W takim duchu działamy w tym kluczowym regionie. Wyciągamy rękę do współpracy z państwami całej Azji w duchu partnerstwa, szacunku i pragmatyzmu. Zapraszamy Państwa do skorzystania z tej wyjątkowej szansy, jaką stwarza administracja kierująca się zdrowym rozsądkiem i realizmem, nie zaś sztywnością i roszczeniami do moralnej wyższości. Otwiera się przed nami historyczna możliwość głębszej i bardziej praktycznej współpracy. Wykorzystajmy ją razem.

Tekst wystąpienia przygotowanego przez Elbridge’a Colby’ego, podsekretarza wojny Stanów Zjednoczonych ds. polityki, na spotkanie w Stratbase Institute w Manili na Filipinach, 10 sierpnia 2026 r. Tłumaczenie z języka angielskiego.

oprac. Jarosław Kowalski

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 12 sierpnia 2026