Czym ma być EPSILON, europejski Twitter?

Europa chce mieć własną przestrzeń do rozmowy w internecie, a dwaj francuscy przedsiębiorcy proponują jej Epsilon, serwis przypominający dawnego Twittera. Obiecują chronologiczny strumień wpisów, brak reklam opartych na profilowaniu i większą kontrolę użytkownika nad tym, co czyta. Jest jednak szczegół, który zasługuje na równie uważne spojrzenie jak hasła o cyfrowej suwerenności: według twórców każda publikacja ma najpierw przejść przez automatyczny filtr.
.Epsilon wystartował 29 września 2026 r. Za projektem stoją Stéphane Dubreuil i Thomas Rocafull, francuscy przedsiębiorcy, którzy przedstawiają go jako odpowiedź na dominację amerykańskich platform. Nie jest to serwis stworzony przez Komisję Europejską ani urzędowa sieć społecznościowa Unii, choć jego twórcy chętnie posługują się językiem europejskiej suwerenności cyfrowej. Rozróżnienie jest istotne, gdy pytamy, kto ustala reguły dyskusji i przed kim będzie odpowiadał za ich stosowanie.
Czym Epsilon różni się od X?
W założeniu Epsilon ma służyć przede wszystkim krótkim wypowiedziom i rozmowom, dlatego bliżej mu do X niż do Instagrama lub TikToka. Zamiast strumienia układanego pod kątem zaangażowania obiecuje porządek chronologiczny i wybór tematów oraz społeczności przez użytkownika. Twórcy deklarują wykorzystanie komponentów otwartego oprogramowania, przechowywanie danych w Europie i rezygnację z ich sprzedaży na potrzeby reklamy. Aplikacja pojawiła się w App Store; karta sklepu wskazuje jako dostawcę francuską spółkę Muzelle Développement.
Hasło „bez algorytmu” brzmi efektownie, ale wymaga doprecyzowania: każdy serwis musi w jakiś sposób porządkować treści, wyszukiwać je i odrzucać spam. Sens obietnicy Epsilona polega raczej na odstąpieniu od nieprzejrzystego mechanizmu rekomendacji, który podsuwa użytkownikowi kolejne wpisy po to, by zatrzymać go jak najdłużej. To wybór, który można docenić bez ogłaszania końca wszystkich problemów mediów społecznościowych. Chronologiczny strumień również nie rozstrzyga, czy głos nowego użytkownika będzie słyszalny i czy znajdzie on ludzi, z którymi zechce rozmawiać.
Model finansowania także ma odróżniać Epsilon od największych konkurentów. Według relacji „Le Figaro” serwis planuje reklamy nieoparte na indywidualnym profilowaniu, a w przyszłości również płatne konta. Taka deklaracja brzmi rozsądnie, lecz będzie wymagała sprawdzenia w praktyce: utrzymanie infrastruktury, bezpieczeństwa i zespołu moderacyjnego kosztuje, zwłaszcza gdy ambicją jest rozmowa w wielu językach. Sam europejski adres serwerów nie zastępuje odpowiedzi na pytania o trwałość biznesu, przejrzystość zasad i niezależność decyzji podejmowanych przez platformę.
Kto zdecyduje, co wolno powiedzieć?
Najbardziej interesującą częścią projektu jest moderacja. Jak opisuje „Le Figaro”, każdy nowy wpis ma być sprawdzany przez system sztucznej inteligencji, który zablokuje treść uznaną za niezgodną z regulaminem, zanim zobaczą ją inni; autor będzie mógł odwołać się do człowieka. Twórcy mówią o rozwiązaniu opartym na modelach Mistral, co samo w sobie nie oznacza potwierdzonej współpracy z tą firmą. O skutkach zdecydują konkretne reguły, jakość ich stosowania i szybkość rozpatrywania odwołań.
Właśnie tutaj warto zachować lekki dystans do wizji internetu, w którym najpierw automat przyznaje przepustkę zdaniu, a potem człowiek może tłumaczyć, że miał prawo je napisać. Ochrona przed groźbami, oszustwami czy zalewem spamu jest potrzebna, ale spór polityczny, ironia i cytowanie kontrowersyjnej opinii potrafią wyglądać dla filtra podobnie do nadużycia. Przedwyborcza Francja (zbliżają się wybory prezydenckie 2027 roku) dostarczy takich przypadków aż nadto. Jeśli Epsilon chce być miejscem debaty, powinien ujawnić nie tylko katalog zakazów, lecz także liczbę błędnych blokad, przeciętny czas rozpatrywania odwołania i sposób korygowania decyzji systemu.
Zgodność z europejskim aktem o usługach cyfrowych, czyli DSA, jest obowiązkiem platform działających w Unii, a nie dowodem na to, że Bruksela napisała dla Epsilona regulamin dyskusji. DSA przewiduje uzasadnianie decyzji moderacyjnych i możliwości ich kwestionowania, a Komisja Europejska przedstawia ochronę wolności wypowiedzi jako jeden z celów tych przepisów. Można spierać się o skutki regulacji i krytycznie patrzeć na rosnącą rolę instytucji w nadzorze nad platformami. Nie ma jednak podstaw, by prywatny projekt francuskich przedsiębiorców przedstawiać jako urzędowe narzędzie Unii do kontrolowania wypowiedzi.
Europejski paszport nie wystarczy
Przed Epsilonem próbowano już stworzyć przyjaźniejsze alternatywy dla wielkich platform. Mastodon, rozwijany w Europie, proponuje sieć niezależnych serwerów, na których zasady ustalają poszczególne społeczności. Amerykański Bluesky rozwija z kolei możliwość wyboru strumieni treści i narzędzi moderacyjnych. Oba przykłady pokazują, że sama obietnica większej kontroli nad własnym doświadczeniem nie jest nowością, a konkurencja toczy się także o to, czy użytkownik może zabrać ze sobą kontakty i pozostać w rozmowie po zmianie usługi.
Twórcy Epsilona zapowiadają ponadto format debat na żywo, z moderacją i równym czasem wypowiedzi, oraz materiały informacyjne dla młodych odbiorców przed wyborami prezydenckimi we Francji. Pomysł brzmi niemal jak marzenie organizatora konferencji: rozmówcy czekają na swoją kolej, nikt nikomu nie przerywa, a dyskusja kończy się o czasie. W mediach społecznościowych trudniej jednak zarządzić ciekawość, zaufanie i obecność rozmówców niż przydzielić im minuty. Szczególnie materiały oznaczane marką samej platformy będą wymagały jasnej informacji, kto je przygotowuje, jakie źródła wybiera i jak poprawia błędy.
.Epsilon będzie więc sprawdzianem dwóch obietnic naraz. Pierwsza dotyczy alternatywy wobec gospodarki uwagi i reklamy opartej na danych, druga przekonania, że debata może być spokojniejsza, jeśli moderacja zadziała jeszcze przed publikacją. O powodzeniu nie przesądzi europejska flaga na ekranie startowym, lecz to, czy ludzie znajdą tam innych ludzi, a twórcy pogodzą ochronę rozmowy z prawem do sporu. Europejski Twitter miałby sens wtedy, gdyby użytkownik rzeczywiście zyskał większą swobodę wyboru oraz czytelną drogę odwołania od decyzji platformy.
Sebastian Nizio



