Estonia buduje statek do naprawy zerwanych podmorskich kabli

Estonia statek lodołamacz

Estonia zdecydowała, że zbuduje specjalny lodołamacz, który będzie wyposażony w urządzenia do naprawy zerwanych połączeń i linii przesyłowych położonych m.in. na dnie Zatoki Fińskiej. Niszczenie podmorskiej infrastruktury mocno uderza w estońską gospodarkę.

Lodołamacz do zadań specjalnych

.Nowy lodołamacz ma kosztować ponad 120 mln euro, ale kosztami tymi podzielą się między sobą Estonia i Finlandia, w której interesie również leży stabilnie działająca pod Bałtykiem infrastruktura przesyłowa. Ponadto krajom tym udało się pozyskać finansowanie z Unii Europejskiej, i w ramach instrumentu „Łącząc Europę” (CEF) UE pokryje aż 25 proc. kosztu budowy specjalnego statku. Jest to największe w historii wsparcie unijne na tego typu projekt.

Nowa jednostka pływająca zastąpi wysłużony 60-letni lodołamacz Tarmo, który wycofany zostanie z eksploatacji w 2028 r. Nowy lodołamacz oprócz swojej podstawowej funkcji będzie wyposażony w urządzenia umożliwiające szybką naprawę zerwanych pod wodnych instalacji przesyłowych. Wyspecjalizowane statki do naprawy podmorskiej infrastruktury są bardzo trudne do zdobycia z innych stron świata, a kolejki do nich są bardzo długie – przyznał szef Floty Państwowej Estonii Andres Laasma, cytowany przez radio ERR.

W skład Floty Państwowej Estonii wchodzi ok. 300 jednostek, w tym dwa inne lodołamacze, a także m.in. okręt hydrograficzny, promy kursujące między wyspami, statki patrolowe, a także hydrokoptery, poduszkowce i inne jednostki pływające.

Od jesieni 2023 r. na wodach w pobliżu Estonii doszło do kilkunastu zerwań kabli przesyłowych, a także estońsko-fińskiego gazociągu Balticconnector oraz linii energetycznej EstLink2. Podejrzane są o to statki wchodzące w skład rosyjskiej „floty cienia”, przeznaczone do transportu rosyjskich surowców i obchodzenia zachodnich sankcji nałożonych na Rosję. Do uszkodzeń dochodziło głównie poprzez przeciągnięcia kotwic po dnie morza.

Incydenty, za którymi stoi prawdopodobnie Rosja, to kolejny etap walki tego kraju o ponowne zwiększenie swoich wpływów w krajach bałtyckich. Zdaniem Edwarda LUCASA jest to w rzeczywistości starcie „między bałtyckimi aspiracjami i rosyjskimi ambicjami”. „Po upadku imperium sowieckiego w 1991 r. sześć krajów nadbałtyckich (Polska, Szwecja, Finlandia, Estonia, Łotwa i Litwa) przystąpiło do NATO i Unii Europejskiej. Dla nich to zupełnie normalne. Rosjanie jednak postrzegają to jako geopolityczną aberrację, która już dawno powinna zostać skorygowana” – pisze na łamach „Wszystko co Najważniejsze” ten brytyjski dziennikarz.

Przyznaje, że „teoretycznie bezpieczeństwo regionalne to bułka z masłem. Kraje nordyckie i bałtyckie oraz Polska są znacznie bogatsze od Rosji. Dysponują zaawansowaną technologicznie bronią i stabilnymi systemami politycznymi. Ich potencjał w zakresie dominacji nad przestrzenią powietrzną, morską i linią brzegową jest nieporównywalnie większy”. Jednak – jak zauważa – Rosja ma jednak przewagę na pięciu polach. Jakich?

Odpowiedź w tekście Edwarda LUCASA >>https://wszystkoconajwazniejsze.pl/edward-lucas-baltyk-przyszlosc-europy-autorstwa-olivera-moodyego/

PAP/ad

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 14 sierpnia 2025