„Siła wymaga, by Europa przeszła od konfederacji do federacji” [Mario DRAGHI]

„Mario DRAGHI, b. premier Włoch, b. prezes EBC, guru brukselskich elit, wymieniany jako możliwy następca Ursuli von der Leyen, zaproszony jest na nieformalny szczyt UE 12 lutego 2026 r., gdzie zapewne będzie referował unijnym liderom swoje idee, które przedstawił 2 lutego 2026 r. na Uniwersytecie w Leuven” – informuje Jacek Saryusz-Wolski, doradca prezydenta Karola Nawrockiego.
Europa federalna Mario DRAGHIEGO
.”Główne przesłanie tekstu Mario DRAGHIEGO: wobec światowych wyzwań, aby uzdrowić gospodarkę UE i zapewnić jej bezpieczeństwo, trzeba przekształcić Unię w państwo federalne.
Mario DRAGHI proponuje rewolucyjną, bez jakiegokolwiek mandatu demokratycznego, radykalną zmianę ustroju UE, „pragmatyczny federalizm”, czyli centralizację i etatyzację Unii [przekształcenie jej w państwo], metodą stopniowych działań, w węższym niż 27 krajów gronie, zwaną w literaturze przedmiotu metodą wielu prędkości, w oparciu o koalicje chętnych. Przykladem może być grupa E6, do której „zapisał” ostatnio Polskę, nie pytając nikogo o zgodę, w imieniu rządu premiera Donald Tuska, min. Andrzej Domański, przyjmując zaproszenie wicekanclerza Niemiec Klingbeila.
Przypominam, że to Prezydent RP jest, na mocy art. 126 Konstytucji, strażnikiem konstytucyjnego ustroju RP, jej niepodległości i suwerenności” – pisze Jacek Saryusz-Wolski, doradca Prezydenta RP Karola Nawrockiego.
Poniżej publikujemy tekst wystąpienia Mario Draghiego na Uniwersytecie w Leuven 2 lutego 2026 r.
„Od samego początku architektura Unii Europejskiej ucieleśniała przekonanie, że międzynarodowe rządy prawa, podtrzymywane przez wiarygodne instytucje, sprzyjają pokojowi i dobrobytowi.
Ponieważ żadne państwo europejskie nie zachowało zdolności do samodzielnej obrony, nasza doktryna bezpieczeństwa została ukształtowana przez ochronę zapewnianą przez Amerykę. Razem, i zawsze w sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi, byliśmy w stanie stawić czoła każdemu zagrożeniu i zapewnić pokój w Europie.
A mając zagwarantowane bezpieczeństwo oraz handel płynący głównie w ramach tego sojuszu, mogliśmy bezpiecznie realizować otwartość gospodarczą jako fundament naszego dobrobytu i wpływu. Jednak obecnie nieistniejący już porządek globalny nie upadł dlatego, że był zbudowany na złudzeniu. Przyniósł on realne i szeroko podzielane korzyści: dla Stanów Zjednoczonych, jako hegemona, w postaci niekwestionowanego wpływu we wszystkich dziedzinach oraz przywileju emisji światowej waluty rezerwowej; dla Europy – poprzez głęboką integrację handlową i bezprecedensową stabilność; oraz dla krajów rozwijających się – dzięki uczestnictwu w gospodarce globalnej, które wydźwignęło miliardy ludzi z ubóstwa.
.Porażka tego systemu tkwiła w tym, czego nie potrafił on skorygować.
Gdy Chiny przystąpiły do WTO, granice między handlem a bezpieczeństwem zaczęły się rozchodzić. Zawsze handlowaliśmy poza sojuszem, lecz nigdy wcześniej z krajem o takiej skali i z ambicjami stania się samodzielnym biegunem.
Handel światowy oddalił się od zasady Ricarda, zgodnie z którą wymiana powinna podążać za przewagą komparatywną. Niektóre państwa zaczęły dążyć do przewagi absolutnej poprzez strategie merkantylistyczne, narzucając innym deindustrializację, podczas gdy pozostałe korzyści były dzielone nierówno. To zasiałо polityczny sprzeciw, z którym dziś się mierzymy.
Równocześnie głęboka integracja stworzyła zależności, które mogły być nadużywane, gdy nie wszyscy partnerzy byli sojusznikami. Współzależność, niegdyś postrzegana jako źródło wzajemnego powściągu, stała się źródłem nacisku i kontroli.
Wielostronne zarządzanie nie dysponowało mechanizmami korygowania nierównowag ani językiem zdolnym nazwać zależności. Wiara we wzajemne korzyści handlu czyniła samą ideę uzbrajania zależności nie do pomyślenia.
Lecz to nie sam upadek tego porządku stanowi zagrożenie. Świat z mniejszym handlem i słabszymi regułami byłby bolesny, lecz Europa potrafiłaby się przystosować. Zagrożeniem jest to, co go zastąpi.
Stajemy wobec Stanów Zjednoczonych, które – przynajmniej w swojej obecnej postawie – podkreślają koszty, jakie poniosły, ignorując korzyści, jakie odniosły. Nakładają cła na Europę, zagrażają naszym interesom terytorialnym i po raz pierwszy jasno dają do zrozumienia, że postrzegają europejską fragmentację polityczną jako zgodną ze swoimi interesami.
Stajemy także wobec Chin, które kontrolują kluczowe węzły globalnych łańcuchów dostaw i są gotowe wykorzystywać tę dźwignię: zalewając rynki, wstrzymując krytyczne surowce, zmuszając innych do ponoszenia kosztów własnych nierównowag.
To przyszłość, w której Europa ryzykuje jednoczesne podporządkowanie, podział i deindustrializację. A Europa, która nie potrafi bronić swoich interesów, nie zachowa długo swoich wartości.
.Przejście od tego porządku do czegokolwiek, co nastąpi później, nie będzie dla Europy łatwe.
Czeka nas długi okres, w którym współzależności będą się utrzymywać, nawet gdy rywalizacje będą się zaostrzać. Pozostajemy silnie zależni od Stanów Zjednoczonych w zakresie energii, technologii i obronności. Chiny dostarczają ponad 90% naszego importu metali ziem rzadkich i dominują w globalnych łańcuchach wartości energii słonecznej i baterii, które stanowią podstawę naszej zielonej transformacji.
W tym okresie najlepszą drogą dla Europy jest ta, którą już podąża: zawieranie umów handlowych z partnerami o podobnych wartościach, oferujących dywersyfikację, oraz pogłębianie naszej pozycji w tych łańcuchach dostaw, w których już odgrywamy kluczową rolę.
To tutaj Europa ma dziś siłę. W 2023 roku UE była największym na świecie eksporterem i importerem towarów oraz usług, z importem z reszty świata sięgającym 3,6 biliona euro. Jest również największym partnerem handlowym dla ponad 70 krajów.
Zajmujemy także kluczowe pozycje w kilku strategicznych branżach. Europejskie firmy kontrolują 100% litografii w skrajnym ultrafiolecie – technologii niezbędnej do produkcji zaawansowanych chipów. Wytwarzamy połowę światowych samolotów komercyjnych. Projektujemy silniki napędzające zdecydowaną większość globalnej żeglugi.
W tym kontekście błędem jest postrzeganie umów handlowych przede wszystkim w kategoriach wzrostu. Ich cel jest dziś strategiczny: wzmocnić naszą pozycję i przestawić nasze relacje w świecie, w którym handel i bezpieczeństwo nie pokrywają się już w pełni.
Jest to jednak strategia na przetrwanie, nie cel ostateczny.
Indywidualnie większość krajów UE nie jest nawet średnimi mocarstwami zdolnymi poruszać się w tym nowym porządku poprzez tworzenie koalicji – każda z własnymi atutami, czy to surowcami, niszami technologicznymi, czy położeniem strategicznym. Lecz razem dysponujemy czymś więcej: skalą, bogactwem, kulturą polityczną i 75 latami budowania instytucji wspólnego projektu. Spośród wszystkich, którzy dziś znajdują się między Stanami Zjednoczonymi a Chinami, tylko Europejczycy mają możliwość stać się prawdziwą potęgą sami w sobie.
.Musimy więc zdecydować: czy pozostaniemy jedynie wielkim rynkiem, podporządkowanym priorytetom innych? Czy też podejmiemy kroki konieczne, by stać się jedną potęgą?
Bądźmy jednak szczerzy: samo grupowanie małych państw nie tworzy automatycznie silnego bloku. To logika konfederacji – logika, według której Europa wciąż funkcjonuje w obronności, polityce zagranicznej i sprawach fiskalnych.
Ten model nie wytwarza siły. Grupa państw, która jedynie koordynuje działania, pozostaje grupą państw – każde z prawem weta, każde z własną kalkulacją, każde podatne na rozgrywanie osobno.
Siła wymaga, by Europa przeszła od konfederacji do federacji.
Tam, gdzie Europa się sfederalizowała – w handlu, konkurencji, jednolitym rynku i polityce monetarnej – jesteśmy szanowani jako potęga i negocjujemy jako jeden podmiot. Widzimy to dziś w skutecznych umowach handlowych negocjowanych z Indiami i Ameryką Łacińską.
Tam, gdzie tego nie uczyniliśmy – w obronności, polityce przemysłowej i sprawach zagranicznych – jesteśmy traktowani jako luźne zgromadzenie państw średniej wielkości, które można dzielić i z którymi można postępować odpowiednio.
A tam, gdzie handel i bezpieczeństwo się krzyżują, nasze mocne strony nie są w stanie chronić naszych słabości. Europa zjednoczona w handlu, lecz rozbita w obronności, odkryje, że jej siła handlowa jest wykorzystywana przeciw jej zależnościom bezpieczeństwa – jak dzieje się to dziś.
Niektórzy powiedzą, że nie powinniśmy działać, dopóki nasza pozycja nie będzie silniejsza, dopóki nie będziemy bardziej zjednoczeni, dopóki eskalacja nie stanie się mniej kosztowna. To jednak złudny kompromis. Tylko poprzez działanie tworzymy warunki do bardziej zdecydowanych działań w przyszłości. Jedność nie poprzedza działania; jest ona wykuwana przez podejmowanie wspólnie decyzji o realnych konsekwencjach, przez wspólne doświadczenie i solidarność, które one tworzą, oraz przez odkrycie, że potrafimy unieść ich skutki.
.Spójrzmy na Grenlandię. Decyzja, by stawić opór zamiast się dostosować, wymagała od Europy przeprowadzenia prawdziwej oceny strategicznej – zmapowania naszych dźwigni, zidentyfikowania narzędzi i przemyślenia konsekwencji eskalacji.
Gotowość do działania wymusiła jasność co do zdolności działania.
A stając razem wobec bezpośredniego zagrożenia, Europejczycy odkryli solidarność, która wcześniej wydawała się nieosiągalna. Wspólna determinacja poruszyła opinię publiczną w sposób, jakiego nie potrafiłby osiągnąć żaden komunikat po szczycie.
Jednocześnie budowanie wspólnej siły nie będzie dla Europy tym samym, czym było dla Chin ani tym, czym dziś wydaje się być dla Stanów Zjednoczonych.
Stany Zjednoczone, w swojej obecnej postawie, dążą do dominacji połączonej z partnerstwem. Chiny podtrzymują swój model wzrostu, przerzucając jego koszty na innych. Integracja europejska jest zbudowana inaczej: nie na sile, lecz na wspólnej woli; nie na podporządkowaniu, lecz na wspólnych korzyściach.
To integracja bez podporządkowania – nieporównanie lepsza, lecz nieporównanie trudniejsza.
Wymaga to odmiennego podejścia. Nazwałem je „pragmatycznym federalizmem”.
Pragmatycznym, ponieważ musimy podejmować kroki, które są obecnie możliwe, z partnerami, którzy są obecnie gotowi, w obszarach, w których postęp jest dziś osiągalny.
Lecz federalizmem, ponieważ cel ma znaczenie. Wspólne działanie i wzajemne zaufanie, które ono tworzy, muszą ostatecznie stać się fundamentem instytucji posiadających realną władzę decyzyjną – instytucji zdolnych działać zdecydowanie w każdych okolicznościach.
To podejście przełamuje impas, w którym dziś się znajdujemy, i czyni to bez podporządkowywania kogokolwiek. Państwa członkowskie przystępują dobrowolnie. Drzwi pozostają otwarte dla innych, lecz nie dla tych, którzy podważaliby wspólny cel. Nie musimy poświęcać naszych wartości, by osiągnąć siłę. Euro jest najbardziej udanym przykładem. Ci, którzy byli gotowi, ruszyli naprzód, zbudowali wspólne instytucje z realnym autorytetem i poprzez to wspólne zobowiązanie wykuwali solidarność głębszą, niż jakikolwiek traktat mógłby narzucić. Od tego czasu dziewięć kolejnych krajów zdecydowało się dołączyć.
Nie będzie to droga prosta. Jak powiedział Schuman w 1950 roku, Europa nie powstanie od razu. Nie wszystkie kraje przystąpią do każdej inicjatywy od samego początku – czy to w energetyce, technologii, obronności czy polityce zewnętrznej. Lecz każdy krok musi pozostać zakotwiczony w celu: nie luźniejszej współpracy, lecz prawdziwej federacji. Niektórzy mogą łudzić się, że świat tak naprawdę się nie zmienił, albo że geografia czyni ich odpornymi. Inni mogą wierzyć, że oddanie niezależności gospodarczej, a nawet terytorium, nie zagraża ich zdolności do zachowania wartości, które nas definiują.
.Nie powinno to powstrzymywać bardziej przenikliwych przed pójściem naprzód. Wszyscy znajdujemy się w tej samej sytuacji podatności, czy już to dostrzegamy, czy nie. Dawne podziały, które nas paraliżowały, zostały wyprzedzone przez wspólne zagrożenie.
Lecz samo zagrożenie nas nie utrzyma. To, co zaczęło się w strachu, musi trwać w nadziei.
Działając razem, odkryjemy na nowo coś, co od dawna było uśpione: naszą dumę, naszą pewność siebie, naszą wiarę we własną przyszłość.
I na tym fundamencie Europa zostanie zbudowana”.
Tekst wystąpienia w Dzień Patrona 2026, Katolicki Uniwersytet w Lowanium
Oprac. AJ




