Nie ma jednej europejskiej lewicy. Model Sáncheza i model duński

Europejska lewica stoi przed wyborem między otwartą na migrację strategią Pedra Sáncheza a restrykcyjnym modelem duńskich socjaldemokratów Mette Frederiksen. Francuski politolog Christophe Bouillaud przekonuje jednak, że prawdziwy podział nie przebiega wyłącznie wokół imigracji, lecz między gospodarką niskich kosztów a modelem wysokiej wartości dodanej, którego utrzymanie wymaga edukacji, kwalifikacji i społecznego zaufania.
.Christophe Bouillaud, politolog związany od 1999 r. z Instytutem Nauk Politycznych w Grenoble, w rozmowie z prestiżowym francuskim serwisem opinii „Atlantico” stawia pytanie o przyszłość europejskiej lewicy rządzącej. Punktem wyjścia jest porównanie dwóch pozornie przeciwstawnych strategii: otwartej na legalną migrację polityki Pedra Sáncheza oraz restrykcyjnego podejścia duńskich socjaldemokratów kierowanych przez Mette Frederiksen. Politolog przekonuje jednak, że sporu tego nie można zrozumieć wyłącznie jako konfliktu wartości, ponieważ za obiema strategiami stoją odmienne modele gospodarcze, społeczne i edukacyjne.
Jego najważniejsza teza brzmi, że nie istnieje jeden socjaldemokratyczny model, który można byłoby zastosować w całej Europie. Lewica hiszpańska, lewica duńska i lewica francuska działają w państwach zajmujących różne miejsca w międzynarodowym podziale pracy, a więc potrzebujących innych pracowników, odmiennie definiujących integrację i w różny sposób chroniących państwo opiekuńcze. Jak mówi Christophe Bouillaud, „każdy kraj, każda lewica musi odpowiadać na swoją ekonomię polityczną” – i właśnie to zdanie najlepiej streszcza jego stanowisko przedstawione w rozmowie „Gauche Sánchez ou gauche danoise” na łamach „Atlantico”.
Europejska lewica straciła dawny punkt oparcia
Wspólnym problemem wszystkich europejskich formacji lewicowych pozostaje utrata historycznej bazy społecznej. Partie socjalistyczne i socjaldemokratyczne przez dziesięciolecia reprezentowały pracowników przemysłowych, związki zawodowe i klasy ludowe, lecz wraz z dezindustrializacją, przemianami rynku pracy i rozwojem wielkich metropolii ten świat uległ osłabieniu. W jego miejsce powstał elektorat bardziej rozproszony, podzielony między pracowników sektora usług, młode środowiska wielkomiejskie, klasę średnią, grupy postmigracyjne oraz mieszkańców mniejszych miejscowości, którzy coraz częściej głosują na partie prawicowe i narodowo-populistyczne.
Christophe Bouillaud twierdzi, że na kryzys społeczny nakłada się rosnące znaczenie bezpieczeństwa, imigracji i tożsamości. „Wszystkie lewice mierzą się z rosnącym zapotrzebowaniem na politykę tożsamościową i antyimigracyjną” – zauważa w rozmowie z „Atlantico”. Lewica ma trudność z odpowiedzią, ponieważ jej historyczny język jest uniwersalistyczny: podkreśla równość ludzi, solidarność ponad granicami oraz obowiązek ochrony najsłabszych. Znaczna część dawnego elektoratu lewicy zaczęła tymczasem postrzegać migrację nie jako abstrakcyjną kwestię moralną, lecz jako problem związany z dostępem do mieszkań, szkół, ochrony zdrowia, bezpieczeństwa i stabilnego zatrudnienia.
Zmianę społeczną dobrze widać na przykładzie Francji. W tekście „Jean-Luc Mélenchon i Francja gniewu” na łamach „Wszystko co Najważniejsze” wskazaliśmy, że „dzisiejsza lewica Mélenchona coraz bardziej opiera się na środowiskach wielkomiejskich, uniwersyteckich oraz postmigracyjnych”. Nie jest to już dokładnie ta sama lewica, która wyrastała z fabryk, przemysłowych przedmieść i silnych organizacji robotniczych. Nowy blok społeczny pozostaje lewicowy w sprawach redystrybucji, praw mniejszości i krytyki kapitalizmu, lecz zarazem jest znacznie bardziej liberalny kulturowo niż duża część tradycyjnego elektoratu ludowego.
W ten sposób powstaje podstawowe napięcie europejskiej lewicy. Jeżeli pozostaje ona wierna bezwarunkowemu uniwersalizmowi i otwartej polityce migracyjnej, może zachować młodszy, wielkomiejski i postmigracyjny elektorat, ale traci część pracowników oraz mieszkańców prowincji. Jeżeli natomiast zaostrza politykę migracyjną, może odzyskiwać wyborców ludowych, lecz naraża się na zarzut przejmowania języka i diagnoz prawicy. Bouillaud uważa, że żadna z tych odpowiedzi nie będzie trwała, jeśli nie zostanie połączona z wiarygodnym modelem gospodarczym.
Model Sáncheza i model duński wyrastają z dwóch gospodarek
Hiszpańska strategia opiera się na specyfice gospodarki Europy Południowej. Turystyka, budownictwo i rolnictwo należą do sektorów wymagających licznej, mobilnej i stosunkowo taniej siły roboczej, dlatego napływ imigrantów nie jest dla rządu Pedra Sáncheza wyłącznie konsekwencją wyboru ideologicznego. Stanowi również odpowiedź na realne zapotrzebowanie przedsiębiorstw, bez którego część hiszpańskiej gospodarki utraciłaby konkurencyjność, zwłaszcza w regionach turystycznych i rolniczych.
Christophe Bouillaud podkreśla, że duża część osób objętych w Hiszpanii legalizacją pobytu już wcześniej pracowała. Imigracja jest przy tym zróżnicowana, ponieważ obejmuje przybyszów z Ameryki Łacińskiej, Maghrebu, Afryki Subsaharyjskiej i Azji Południowej, którzy koncentrują się przede wszystkim w najbardziej dynamicznych ośrodkach gospodarczych. Politolog zakłada, że po pewnym czasie społeczności te włączą się w hiszpański tygiel kulturowy, chociaż nie odpowiada wyczerpująco na pytanie o koszty integracji, segregację terytorialną ani presję wywieraną na usługi publiczne.
Model Sáncheza ma również wymiar parlamentarny. PSOE utrzymuje władzę dzięki porozumieniom z ugrupowaniami regionalnymi i separatystycznymi, szczególnie katalońskimi, oraz dzięki poparciu partii znajdujących się na lewo od socjalistów. Bouillaud nie interpretuje tych kompromisów przede wszystkim jako ideologicznej kapitulacji, lecz jako cenę umożliwiającą kontynuowanie programu społecznego. Podobną zdolność Sáncheza do budowania niejednorodnych większości opisywało „Wszystko co Najważniejsze” w tekście „Wybory w Hiszpanii. Alberto Núñez Feijóo kontra Pedro Sánchez”, wskazując na jego „skuteczność w zawiązywaniu sojuszów i utrzymaniu się przy władzy”.
Dania reprezentuje przeciwny biegun. Jej gospodarka jest oparta na sektorach o wysokiej wartości dodanej, zaawansowanych technologiach, farmacji, energetyce wiatrowej i wyspecjalizowanych usługach międzynarodowych, dlatego nie potrzebuje w takim samym stopniu masowego napływu pracowników o niskich kwalifikacjach. Duński model flexicurity łączy elastyczny rynek pracy z rozbudowanym systemem zabezpieczeń społecznych, ale wymaga od pracowników ciągłego podnoszenia kwalifikacji, znajomości języka i gotowości do dostosowania się do zmian technologicznych.
Restrykcyjna polityka migracyjna Mette Frederiksen nie jest więc prostym naśladowaniem prawicy. Duńscy socjaldemokraci przedstawiają kontrolę migracji jako warunek zachowania solidarności, wysokiej jakości usług publicznych i społecznego zaufania. Jak ujęto to w tekście „Nawrocki, Meloni i Frederiksen pokazują nowy układ sił w Europie”, „dla Mette Frederiksen kontrola migracji jest częścią obrony solidarnego państwa, wysokiego poziomu usług publicznych i zaufania społecznego”.
Duńskie przesunięcie nie nastąpiło nagle. Już prof. Roger Eatwell w opublikowanym na łamach „Wszystko co Najważniejsze” tekście „Fala populizmu się nie skończyła, choć pandemia lekko ją wyhamowała” zauważał, że tamtejsi socjaldemokraci „przełamali ogólną tendencję spadkową, zajmując twarde stanowisko dotyczące imigracji”. Oznaczało to próbę odebrania prawicy monopolu na problem, który szczególnie silnie odczuwali słabiej zarabiający wyborcy, mieszkańcy uboższych dzielnic oraz osoby zależne od sprawnego funkcjonowania usług publicznych.
Nie oznacza to jednak, że zależność między migracją a państwem opiekuńczym jest jednoznaczna. Prof. Keith G. Banting w tekście „Jak powiązać migrację z państwem opiekuńczym?” zastrzega, że „nie ma jednoznacznych dowodów na to, że imigracja i różnorodność są głównymi wrogami państwa opiekuńczego”. Problemem może być zarówno skala migracji niedostosowana do możliwości integracyjnych państwa, jak i wykluczanie legalnie przebywających imigrantów z rynku pracy, edukacji i podstawowych instytucji społecznych, które w dłuższej perspektywie prowadzi do utrwalenia nierówności.
Różnica między Hiszpanią a Danią nie sprowadza się zatem do prostego wyboru między otwartością i zamknięciem. Hiszpania przyjmuje wielu pracowników, ponieważ jej obecny model rozwoju potrzebuje taniej pracy, Dania zaś selekcjonuje napływające osoby zgodnie z potrzebami gospodarki wysokich kwalifikacji. Można powiedzieć, że model migracyjny jest w obu przypadkach pochodną odpowiedzi na pytanie o to, co dane państwo produkuje, jakich pracowników potrzebuje i jakie koszty integracji jest zdolne ponieść.
Francja pokazuje dlaczego nie ma jednej odpowiedzi
Francja znajduje się pomiędzy modelem hiszpańskim a duńskim. Z jednej strony zachowała przemysł wysokich technologii, energetykę jądrową, lotnictwo, farmację, sektor dóbr luksusowych i rozwinięte usługi profesjonalne, a więc dziedziny wymagające wykwalifikowanych pracowników. Z drugiej strony coraz większa część francuskiej gospodarki opiera się na tanich usługach, budownictwie, turystyce, logistyce i dostawach, które funkcjonują dzięki nisko opłacanej pracy imigrantów.
Ta dwoistość gospodarki znajduje odzwierciedlenie w podziale francuskiej lewicy. Pierre Vermeren w rozmowie opublikowanej przez „Wszystko co Najważniejsze” stwierdził: „We Francji zawsze były dwie główne lewice. Jest lewica rewolucyjna i lewica rządowa”. W tekście „Władzę przejmuje nowe pokolenie. We Francji przeżywamy rewolucję kulturalną” historyk przypomina, że socjaliści reprezentowali niegdyś lewicę zdolną do sprawowania władzy, podczas gdy nurt rewolucyjny pozostawał przede wszystkim siłą protestu.
Dziś układ ten został odwrócony. Partia Socjalistyczna jest osłabiona, Raphaël Glucksmann próbuje odbudować umiarkowaną i proeuropejską socjaldemokrację, natomiast Jean-Luc Mélenchon oraz La France insoumise narzucają znacznej części lewicy język radykalnego konfliktu społecznego, kulturowego i pokoleniowego. Bouillaud uważa, że przy obecnym układzie sił model zbliżony do polityki Sáncheza zwycięży wśród sympatyków LFI, ale jednocześnie pozostanie „całkowicie przegrany” w całym francuskim elektoracie.
Francuski problem nie ogranicza się zatem do pytania, czy przyjąć restrykcyjną politykę duńską, czy bardziej otwartą strategię hiszpańską. Wybór modelu duńskiego wymagałby sprawnego systemu edukacji, kształcenia ustawicznego, modernizacji przemysłu i konsekwentnego podnoszenia wartości dodanej gospodarki. Bouillaud ocenia, że Francja nie potrafi dziś przeprowadzić takiej transformacji, ponieważ jej system edukacyjny znajduje się w kryzysie, a państwo nie stworzyło skutecznego mechanizmu podnoszenia kompetencji.
To właśnie w tym miejscu jego diagnoza przestaje być wyłącznie analizą polityki migracyjnej. Przyszłość lewicy zależy od tego, czy będzie ona zdolna przedstawić przekonujący model rozwoju, odpowiedzieć na potrzebę bezpieczeństwa i wspólnoty, a zarazem zachować społeczną mobilność oraz ochronę słabszych. Ani moralizująca otwartość pozbawiona odpowiedzi na rzeczywiste koszty migracji, ani samo przejęcie restrykcyjnego języka prawicy nie wystarczą do odbudowania trwałej większości.
Ewentualna trzecia droga nie byłaby więc prostym kompromisem między Sánchezem i Frederiksen. Musiałaby polegać na powiązaniu kontrolowanej migracji z potrzebami gospodarki, rzeczywistej integracji z egzekwowaniem wspólnych reguł, a ochrony państwa opiekuńczego z inwestycjami w edukację, kwalifikacje i technologie. Największym problemem europejskiej lewicy nie jest bowiem tylko to, że nie potrafi zdecydować, ilu imigrantów przyjmować, lecz to, że coraz rzadziej umie odpowiedzieć, jaki model społeczeństwa i gospodarki chce zbudować.
Arkadiusz Jordan
Paryż





