„Francuzi rozpoznali zagrożenie, lecz na razie brak im wystarczającej siły, by podnieść głos” [Ivan RIOUFOL]

Ivan Rioufol jest francuskim dziennikarzem, konserwatywnym publicystą i eseistą. Przez lata (od 1985 do 2022 r.) związany był z najpoważniejszym francuskim dziennikiem „Le Figaro”. Jego najnowsza książka to La Révolution des oubliés / Rewolucja zapomnianych (Ed. Fayard, 2026).
Ivan Rioufol: „Fala populistyczna podniesie się również we Francji”
.„Nie lękajcie się zbuntować” – apeluje Ivan Rioufol na łamach JDD News do tych, którzy zostali zapomnieni przez państwo, są poniewierani przez stary świat progresizmu. W rozmowie przekonuje, że „wsparta rewolucją zdrowego rozsądku, dokonującą się po drugiej stronie Atlantyku, oraz cyfrową „czwartą władzą”, fala populistyczna podniesie się również we Francji”.
Ivan Rioufol dzieli czas rewolucyjny w obecnej Francji na dwie rewolucje. Pierwsza to ta, którą nazywa „rewolucją klapek na oczach” – ideologie coraz wyraźniej są podważane i potępiane przez upór faktów, przez rzeczywistość. Ta pierwsza rewolucja znalazła swoje potwierdzenie w 2024 roku wraz z wyborem Donalda Trumpa, opartym na tym, co sam określił mianem „rewolucji zdrowego rozsądku”, a więc „rewolucji ludu zakorzenionego, który nie rozpoznaje się już w kosmopolitycznej ideologii globalizmu”.
Druga rewolucja, zdaniem Rioufola, to rewolucja cyfrowa. Eseista przekonuje, że internet pozwala ominąć twierdzę oficjalnych mediów, które od trzydziestu czy czterdziestu lat „narzucają swoją słynną jedynie słuszną myśl”. „To wyzwalająca siła, umożliwiająca niepokornym wyrażanie się, jednoczenie i zdobywanie „czwartej władzy”, która dziś przynależy do przestrzeni cyfrowej. Budzi ona tak wielki lęk wśród rządzących, że czynią wszystko, by ją podporządkować kontroli” – mówi Ivan Rioufol.
Rośnie opór, są rewolucyjne nastroje, choć brak rewolucjonistów
Ivan Rioufol analizuje, że dziś „istnieje rewolucja nastrojów, lecz jak dotąd brak rewolucjonistów – albo jest ich zbyt mało”. Jednocześnie jego zdaniem wybuchają ogniska buntu, oporu, jednak wciąż nie nabierają „efektu masy”.
Jak nazwać to, co kiełkuje we Francji? „Rewolucja” historycznie należy do lewicy. To również tytuł książki-programu Emmanuela Macrona, lecz nie jest to horyzont prawicy… Prawica czuje się nieswojo wobec rewolucji, która nie leży w jej naturze; nie potrafi wychodzić na ulice, z kilkoma wielkimi wyjątkami… Nie widzę jednak innego słowa niż ta rewolucja konserwatywna, rozumiana w jej pierwotnym, dosłownym sensie – revolvere, powrót, zwrot wstecz. To rewolucja rzeczywistości, rewolucja zdrowego rozsądku: do społeczeństwa obywatelskiego należy udzielanie odpowiedzi prostych i radykalnych. Może ona dokonać się demokratycznie, w sposób liberalny, bez głoszenia przemocy; jeśli przemoc się pojawi, nadejdzie ze strony tych, którzy jej nie zaakceptują” – analizuje Ivan Rioufol.
„Mężem opatrznościowym jest sam lud”
Eseista zauważa, że trudno dziś o męża opatrznościowego dla Francji: „Mężem opatrznościowym jest sam lud. Trzeba mu więc przywrócić należne miejsce w architekturze instytucjonalnej – czy to przez zmianę ustroju, czy przez włączenie „partii ludu” w zinstytucjonalizowaną deliberację poprzez referenda” – przekonuje.
Ivan Rioufol alarmuje, że czasu jest coraz mniej i trzeba tworzyć „falę populistyczną” natychmiast, zanim demografia przyzna rację skrajnie lewicowemu Jean-Lukowi Mélenchonowi i jego „nowej”, skoloryzowanej, zislamizowanej Francji.

Dlaczego więc ta rewolucja we Francji wciąż nie wybucha? „Być może to syndrom bitego psa. Ten naród był tak pogardzany, znieważany przez elity, atakowany – nawet fizycznie, myślę choćby o Żółtych Kamizelkach – że żyje zarazem w masowym odrzuceniu systemu i w lęku, który na razie tłumi dynamizm widoczny przecież w ośrodkach oporu: wśród rolników, mobilizujących się policjantów… (…) Oczekuję takiego buntu. Próbuję przerwać to lunatykowanie, pokazać, że jeśli chcemy jedynie odpoczywać, nie będziemy wolni – by przywołać słowa Tukidydesa. Francuzi rozpoznali zagrożenie, lecz na razie brak im wystarczającej siły, by podnieść głos” – przekonuje Ivan Rioufol, autor „Rewolucji zapomnianych”, na łamach JDD News..
JDD/AJ




