„Góra” gnije, „dół” szaleje – bardzo francuski paradoks [Nathaniel GARSTECKA]

francuski paradoks

Wydarzenia sylwestrowej nocy symbolizowały krytyczną sytuację, w jakiej znajduje się Francja. Z jednej strony paraliż polityczny uosobiony skromnym przemówieniem prezydenta Macrona, z drugiej typowe dla tego kraju zamieszki, które trwały przez całą noc. „Góra” gnije, „dół” szaleje: bardzo francuski paradoks.

.Najpierw wysłuchaliśmy tradycyjnych życzeń prezydenta Republiki. Tym razem ton był powściągliwy, niemal złowieszczy. Emmanuel Macron wydawał się wyczerpany, przygnębiony. Doskonale wie, że bez względu na to, jakie słowa wypowie, nie ma szans na uratowanie swojej kadencji, która kończy się w maju 2027 roku. Istniało co prawda rozwiązanie ostateczne, ale pod koniec swojego przemówienia odrzucił je.

Zrezygnowany prezydent przypomniał, że Francja jest wielkim krajem, wielkim narodem, ale jest niszczona od wewnątrz przez wiele problemów, takich jak brak bezpieczeństwa, nielegalna imigracja (nielegalna, ale de facto dozwolona) i handel narkotykami. W obliczu tej sytuacji mógł jedynie wezwać do „solidarności i braterstwa”, do „wspólnego życia” i do „walki z dyskryminacją”. Widać było, że sam w to nie wierzy… Bo kto w 2026 roku może jeszcze wierzyć, że kraj można uleczyć wyłącznie za pomocą republikańskich zaklęć?

Prezydent wyraził nadzieję, że rok 2026 będzie „rokiem pożytecznym”. Pożytecznym w jakim sensie? Nie wiemy. Być może pożytecznym dla obozu liberalnego – poprzez zakazanie młodzieży dostępu do sieci społecznościowych lub jeszcze większe zaostrzenie przepisów dotyczących kierowców, tych potulnych dojnych krów, idealnych ofiar systemu, który jest słaby wobec silnych, a silny wobec słabych.

Emmanuel Macron był powściągliwy według jego zwolenników, wygaszony według jego przeciwników. Przeciwników, których jest wielu. W rzeczywistości to prawie cała francuska klasa polityczna, z wyjątkiem bloku, który stworzył w 2017 roku wraz z socjalliberałami z Partii Socjalistycznej, centrowym MoDem i lewicowym skrzydłem Republikanów, zanim doszedł do władzy dzięki niezwykłemu zbiegowi okoliczności. W trakcie tego 10-minutowego występu można było odnieść wrażenie, że lada chwila prezydent wstanie i zgasi światło.

Nawet wyliczanie jego sukcesów brzmiało fałszywie. Międzynarodowe szczyty klimatyczne, spotkania wspierające Ukrainę, docinki pod adresem Donalda Trumpa, jak przystało na dobrego francuskiego polityka, który nadal wierzy, że jest w centrum wydarzeń? To z pewnością nie przekonało wielu osób i na pewno nie dzięki temu Macron przejdzie do historii. A jego reformy gospodarcze? Zdecydowanie niewystarczające i już w połowie pogrzebane (szczególnie ta dotycząca emerytur).

A reformy społeczne, takie jak rozszerzenie in vitro na pary kobiet i samotne kobiety oraz wpisanie prawa do aborcji do konstytucji? Już zapomniane nawet przez lewicę. Jak widać, nie ma sensu ulegać ideologicznym kaprysom progresywistycznych aktywistów: nie tylko nie będą wdzięczni, ale będą domagać się coraz więcej. Wiecznie niezadowoleni. Gdyby tylko nie igrali z podstawami naszej natury i biologii…

Nawet polityka międzynarodowa francuskiego prezydenta jest niespójna. Sprowadza się ona do mówienia przeciwnego do tego, co deklaruje Donald Trump. Ten ostatni popiera Izrael? Emmanuel Macron wygłasza „historyczne” przemówienie w ONZ na temat uznania państwa palestyńskiego. Donald Trump inscenizuje zbliżenie z Władimirem Putinem, aby przyciągnąć go do stołu negocjacyjnego? Emmanuel Macron robi coś zupełnie przeciwnego i mobilizuje „koalicję chętnych dla Ukrainy”, która nie wnosi nic więcej niż to, co robiono do tej pory. Donald Trump otwarcie opowiada się za konserwatywnym kandydatem na prezydenta Polski Karolem Nawrockim? Emmanuel Macron publikuje gratulacje w formie ostrzeżenia dla nowego prezydenta Polski, po tym, jak pokazał się z kandydatem centrolewicy Rafałem Trzaskowskim. Można by niemal pomyśleć, że to Stany Zjednoczone są prawdziwym wrogiem francuskiej dyplomacji.

Podczas gdy Emmanuel Macron nie zdołał rozniecić ognia optymizmu w telewizji (czy w ogóle tego chciał?), przedmieścia znów płonęły. W noc sylwestrową spalono ponad 800 samochodów. Dziesiątki policjantów zostało rannych, a kilkaset agresywnych osób aresztowano. To typowe sceny z życia społeczeństwa pogrążonego w chaosie. Mimo to media się cieszyły: nie odnotowano żadnych znaczących incydentów w Paryżu, gdzie na tę okazję wprowadzono bezprecedensowe środki bezpieczeństwa. Stolica chroniona przez tysiące policjantów, podczas gdy reszta kraju pogrąża się w przemocy.

Winowajcami są zawsze ci sami. Młodzież z przedmieść i bojówki Antify – imigranci z Afryki i krajów muzułmańskich oraz synowie urzędników i drobnych notabli, mający nadzieję na powtórzenie rewolucji. Dwa demony, które niszczą Francję. „To przez ubóstwo!” – krzyczą progresywiści. „Zaprzeczanie temu jest rasizmem!” – dodają ostrzegawczo.

Obserwując uroczystości sylwestrowe w Polsce, nie widzi się żadnych zamieszek, żadnych starć z policją. A przecież w Polsce istnieje ubóstwo – w skrajnym ubóstwie, czyli za mniej niż 970 złotych miesięcznie, żyje 2 miliony ludzi. Czy oni podpalają samochody? Czy atakują posterunki policji? Czy masowo dźgają nożami innych Polaków? Nie. Polska jest uważana za jeden z najbezpieczniejszych krajów w Europie, zwłaszcza w porównaniu z krajami Europy Zachodniej, takimi jak Francja, Niemcy czy Wielka Brytania.

We Francji nie chodzi więc o ubóstwo. Nigdy nie miało ono znaczenia w kontekście przemocy, której doświadczamy od kilku dziesięcioleci. Problem ma charakter etnokulturowy z jednej strony i ideologiczny z drugiej. Zrezygnowaliśmy z asymilacji imigrantów, a następnie z ich integracji, jak również z ograniczenia skali ich napływu, nie możemy więc być zaskoczeni, że niektóre obszary dotknięte są przemocą i narastającymi napięciami kulturowymi. Jeśli nie podejmiemy szybko niezbędnych radykalnych działań, będziemy zmierzać ku poważnemu kryzysowi cywilizacyjnemu.

.Prezydent oderwany od rzeczywistości i wycofujący się ze spraw wewnętrznych, klasa polityczna, która dobrowolnie się „rozbroiła”, oraz ideologizowane elity żyjące w iluzji republikańskiego oświecenia, głoszące humanizm całemu światu – a wszystko to w obliczu rosnących napięć kulturowych w całym kraju, brutalizacji społeczeństwa i niepokojącej islamizacji. Jesteśmy świadkami prawdziwego paradoksu francuskiego, a ogólniej: zachodniego. Bez wątpienia wzburzy to postępowców, ale wyjście z tego paradoksu będzie wymagało podważenia humanistycznych podstaw ideologicznych, które zbudowaliśmy po drugiej wojnie światowej.

Nathaniel Garstecka
Tekst pochodzi z autorskiej kroniki prowadzonej w tygodniku „Gazeta na Niedzielę” [LINK]. Przedruk za zgodą redakcji.

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 3 stycznia 2026