Indie, Chiny i kraje Afryki obecne na Zapad 2025

Żołnierze, między innymi z Burkina Faso, Nigru i Mali, wspólnie z rosyjskimi i białoruskimi wezmą udział w rozpoczynających się 12 września manewrach Zapad-2025. Zostali zaproszeni jako uczestnicy, aby ćwiczyć potencjalną walkę z siłami NATO.
Zapad 2025. Biorą w nim udział Indie, Chiny i kraje afrykańskie
.W manewrach uczestniczyć będzie około 20 krajów. Część zaproszono jako uczestników, część jako obserwatorów. Trzy afrykańskie kraje skonfederowane od 2023 r. w Sojuszu Państw Sahelu (AES) będą aktywnymi uczestnikami ćwiczeń. Według indyjskiego dziennika „India Today” w grupie uczestników, oprócz Rosji i Białorusi, znalazły się też będące jeszcze niedawno w stanie wojny Indie i Pakistan oraz Bangladesz i Iran.
Indie na manewry wysłały 70-osobowy kontyngent składający się z wojsk lądowych, powietrznych i jednego przedstawiciela marynarki wojennej. Same zaprosiły ją na zaplanowane przez siebie w październiku manewry Indra. Pakistan, ich niedawny przeciwnik Indii w operacji Sindoor będzie ćwiczył osobno, zgrupowany z żołnierzami z Chin.
Podobnie silne relacje z Rosją mają rządzone przez junty wojskowe Burkina Faso, Niger i Mali. Kraje te, choć potrzebują każdego żołnierza do walk prowadzonych z separatystami i islamistami powiązanymi z Al-Kaidą i Państwem Islamskim, nie mogły odmówić Kremlowi, który podpisał z nimi umowy o bezpieczeństwie i w każdym z nich utrzymuje swoje oddziały najemników.
Broń jądrowa na ćwiczeniach Zapad 2025
.Mimo tej zbrojnej obecności rosyjskiej, żaden z tych krajów nie radzi sobie z dżihadystami, czego najświeższym dowodem jest śmierć 27 nigerskich żołnierzy zabitych 10 września w rejonie Tillaberi w południowo-zachodniej części kraju. W tym samym czasie w Mali dżihadyści z Grupy Wsparcia Islamu i Muzułmanów (JNIM) zablokowali dwa graniczne miasta Kayes i Nioro w pobliżu Senegalu i Mauretanii, odcinając juntę od dostaw paliwa i innych produktów kluczowych dla jej funkcjonowania.
Według wypowiedzi ministra obrony Białorusi, Wiktara Chrenina, ćwiczenia Zapad-2025 obejmą między innymi szkolenie z rozmieszczania broni jądrowej, w szczególności rosyjskiego hipersonicznego systemu rakietowego „Oresznik” do końca 2025 roku. Według oficjalnych zapowiedzi na poligonach Białorusi i Rosji ma być około 13 tys. żołnierzy.
Granice do obrony
.Powinna dziś powstać jednostka na wzór Korpusu Ochrony Pogranicza, wyposażona prawnie w możność używania wszelkich dostępnych środków militarnych i technicznych, pozwalających czynić granicę bardzo trudną do sforsowania. Łudzenie się, że obecna prowizorka okaże skuteczna i że Moskwa odpuści, to proszenie się o coraz mocniejsze ciosy – pisze Andrzej KRAJEWSKI
To, ile zmieni śmierć pierwszego polskiego żołnierza broniącego wschodnich granic Polski, będzie najlepszym testem, czy III RP ma w sobie instynkt przetrwania. Do tej pory objawiał się on bardzo rzadko.
Atak na polską granicę w wojnie hybrydowej, jaką Kreml rozpoczął z II Rzeczpospolitą sto lat temu, wyglądał następująco. Wiosną 1924 r. pierwsze grupy uzbrojonych dywersantów zaczęły niepostrzeżenie przedzierać się ze Związku Radzieckiego w głąb Polski. Małe oddziały napadały na urzędy, posterunki policji, polskie osady. Po czym wycofywały się na drugą stronę granicy.
W centrali OGPU na Łubiance wiedziano dzięki zdrajcom, co może Polaków zaboleć. Szef instytucji zajmującej się wywiadem, kontrwywiadem i akcjami specjalnymi Feliks Dzierżyński dobrał sobie jako najbliższych współpracowników bardzo zdolnych – przewerbowanych oficerów Wojska Polskiego – Ignacego Sosnowskiego i Wiktora Steckiewicza.
Uderzano też w nieprzypadkowym momencie. W Polsce upadł prawicowy rząd Wincentego Witosa, a ponadpartyjny gabinet fachowców Władysława Grabskiego zmagał się z hiperinflacją. W każdej chwili mógł utracić poparcie parlamentu, co oznaczałoby głęboki kryzys polityczny, zwłaszcza przy śmiertelnej wrogości, jaka panowała między endecją a lewicą. Tymczasem słabo uzbrojona Straż Graniczna bała się podejmować walkę z liczniejszymi grupami dywersantów.
Wkrótce liczba ataków przekroczyła setkę i premier Grabski 16 kwietnia 1924 r. wydał dekret nakazujący Ministerstwu Spraw Wojskowych we współpracy z MSW przejąć obronę granicy wschodniej. Dowodzenie operacją scedowano na inspektora Armii „Wilno” gen. Edwarda Rydza-Śmigłego. Po czym okazało się, że policja i Straż Graniczna wymigują się od wykonywania rozkazów generała, gdy tylko te im nie pasują. Z kolei Rydzowi brakowało podstaw prawnych do ich wyegzekwowania. Chaos się pogłębiał, a sowieccy dywersanci, którym doradzali polscy renegaci, robili się coraz bardziej bezczelni.
W liście datowanym na 5 sierpnia 1924 r. minister spraw wojskowych gen. Władysław Sikorski ostrzegał Grabskiego: „Słabość po naszej stronie w zwalczaniu zdecydowanej i planowanej przeciw Polsce akcji bolszewików, prowadzonej, tak w kraju, jak i na wschodnim pograniczu, przynieść nam może katastrofalne następstwa”.
Dzień wcześniej duży oddział dywersantów opanował nocą miasteczko Stołpce. Zabito siedmiu policjantów z miejscowego posterunku, uwolniono więźniów z aresztu, obrabowano sklepy, zastrzelono kilku cywili. Na koniec napastnicy uszli bezkarnie za granicę. Po tym szokującym incydencie prezydent Stanisław Wojciechowski zaprosił na specjalną naradę do Spały rząd i generałów. Po dwóch dniach analizowania przyczyn zupełnego braku skuteczności oddziałów wojskowych i policyjnych – w dużej przecież liczbie skierowanych na granicę – opracowano plan ratunkowy. Polegał on na powołaniu do życia specjalnej jednostki, łączącej uprawnienia wojska, policji, straży granicznej i służb wywiadowczych. Jej jedynym zadaniem miało stać się uszczelnienie granicy ze Związkiem Radzieckim. Korpus Ochrony Pogranicza utworzono wręcz błyskawicznie. Między specjalnym rozkazem ministra spraw wojskowych wydanym 12 września 1924 r. a wejściem do akcji pierwszych oddziałów KOP upłynęło zaledwie 6 tygodni!
Nowa formacja zaskoczyła przeciwnika olbrzymią determinacją w działaniu, idącą w parze ze skutecznością. Po stoczeniu kilkuset potyczek, wybiciu lub wyłapaniu większości grup dywersyjnych w lecie 1925 r. zapadła na Kremlu decyzja o zakończeniu wojny hybrydowej z Polską. Stało się tak, ponieważ utracono nadzieję na osiągnięcie docelowego efektu, jakim winien być głęboki kryzys polityczny w Warszawie, otwierający następnie możność wzniecenia antypolskiego powstania na Kresach.
.Taka skuteczność operacyjna KOP-u wynikała z kilku jego atutów. Po pierwsze, dużej autonomii dowództwa. Wiedziało ono, że jego zadaniem jest zapewnienie szczelność granicy, a jak to zostaje osiągnięte, decyduje szef KOP-u oraz znający na wylot swój teren oficerowie Korpusu. Po drugie, dobre uzbrojenie m.in. w broń maszynową i artylerię oraz równie dobre wyszkolenie. Ponadto istotna była własna służba wywiadowcza, koncentrująca swe działania na rozwijaniu sieci współpracowników wzdłuż granicy, informujących o tym, co się na niej dzieje. Starano się pozyskiwać źródła informacji także po stronie sowieckiej. Należy jeszcze dodać umocowanie prawne, dające możność prowadzenia operacji zarówno o charakterze wojskowym, jak i policyjnym w pasie przygranicznym.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/andrzej-krajewski-atak-na-polska-granice
PAP/Tadeusz Brzozowski



