Iran kontynuuje ataki na sąsiadów

Iran kontynuuje ataki na sąsiadów z Bliskiego Wschodu, mimo że poprzedniego dnia prezydent Masud Pezeszkian ogłosił, że zostaną one wstrzymane, o ile za tych krajów nie będą prowadzone działania wymierzone w Iran.
Trzech członków indonezyjskiej załogi uznano za zaginionych po zatonięciu w cieśninie Ormuz holownika
.W stolicy Kuwejtu w wyniku ataku przeprowadzonego przy użyciu dronów wybuchł pożar w wieżowcu będącym siedzibą tamtejszego zakładu ubezpieczeń społecznych. Władze podały, że celem irańskich dronów były także składy paliwa na międzynarodowym lotnisku w Kuwejcie. Ministerstwo spraw wewnętrznych poinformowało o śmierci dwóch funkcjonariuszy straży granicznej, choć oświadczyło jedynie, że zginęli oni „podczas wykonywania obowiązków”, nie precyzując okoliczności.
Z kolei ministerstwo spraw wewnętrznych Bahrajnu oświadczyło, że trzy osoby zostały ranne, gdy fragment irańskiego pocisku spadł na budynek uniwersytetu w Al-Muharrak, trzecim co do wielkości mieście kraju. Niezależnie od tego przekazało na platformie X, że w wyniku ataku dronowego uszkodzeniu uległ zakład odsalania wody morskiej. Poprzedniego dnia irański minister spraw zagranicznych Abbas Aragczi zarzucił Stanom Zjednoczonym zaatakowanie podobnego zakładu w jego kraju.
W Indonezji ministerstwo spraw zagranicznych poinformowało, że trzech członków indonezyjskiej załogi uznano za zaginionych po zatonięciu w cieśninie Ormuz holownika pływającego pod banderą Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Przed zatonięciem na holowniku nastąpiła eksplozja, która wywołała pożar. Jednego z indonezyjskich członków załogi udało się uratować i przebywa on w szpitalu w Omanie.
W wyemitowanym przemówieniu telewizyjnym prezydent Mausd Pezeszkian przeprosił sąsiednie kraje za ataki na nie, zapewnił, że Iran nie żywi do nich wrogości, i zapowiedział, że ataki zostaną wstrzymane, chyba że z tych krajów będą prowadzone działania przeciwko Iranowi.
Kwestia Iranu jest w istocie kwestią Chin
.Operacja Epic Fury to pierwszy akt stulecia Indo-Pacyfiku. Niestety, nie ostatni – pisze Michał KŁOSOWSKI.
Relacje z Iranem najczęściej opisuje się jako problem nierozprzestrzeniania broni nuklearnej, kwestie sponsorowania terroryzmu, rywalizacji z Izraelem albo po prostu jako problem regionalnego destabilizatora. Każde z tych ujęć dotyka oczywiście realnego problemu, ale żadne nie oddaje tego, co w tej sprawie jest najważniejsze. Program nuklearny, sieć milicji rozciągająca się od Libanu po Jemen czy pytanie o architekturę bezpieczeństwa Zatoki Perskiej nabierają pełnego znaczenia dopiero wtedy, gdy spojrzy się na nie przez pryzmat wielkiej strategii Chin.
Pekin bowiem od lat, inwestując miliardy dolarów, wspierał Iran jako strukturalny element chińskiej pozycji w regionie. Wiele wydarzeń na Bliskim Wschodzie staje się zrozumiałych dopiero w świetle tego faktu. Dlatego właśnie amerykańsko-izraelska operacja „Epic Fury” jest pierwszą kampanią militarną, która realnie zagraża temu układowi. Uderzając bezpośrednio w Iran, administracja prezydenta Donalda Trumpa – czy to świadomie, czy wywołując skutek uboczny swoich działań – podważa jeden z filarów chińskiej architektury regionalnej: zapewnianie pokoju i rozwoju. Czas, by powiedzieć to wprost. W czerwcu 2025 roku bowiem, kiedy Izrael rozpoczął operację „Rising Lion”, dwunastodniową kampanię precyzyjnych uderzeń, w której zniszczono irańskie instalacje wzbogacania uranu, zabito ponad trzydziestu wysokich rangą dowódców i kilkunastu naukowców związanych z programem nuklearnym; Stany Zjednoczone przeprowadziły wówczas bezpośrednie ataki na trzy obiekty atomowe. Mit możliwości odstraszania Islamskiej Republiki Iranu, budowany przez cztery dekady, rozpadł się w ciągu kilkunastu dni.
Pod koniec grudnia 2025 roku w całym Iranie wybuchły największe protesty od 1979 roku. Obejmowały wszystkie 31 prowincji i były następstwem załamania gospodarczego oraz przekonania społeczeństwa, że reżim nie jest już tak silny, jak kiedyś. W styczniu 2026 roku władze odpowiedziały masakrą, w której zginęły tysiące ludzi. Unia Europejska uznała wówczas Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej za organizację terrorystyczną, co jeszcze bardziej pogłębiło międzynarodową izolację Teheranu. Według wszelkich klasycznych kryteriów Islamska Republika Iranu jest dziś słabsza niż kiedykolwiek wcześniej. Chiny jednak pomagają ją utrzymywać. W ostatnich tygodniach pojawiły się informacje, że Teheran jest bliski finalizacji zakupu chińskich naddźwiękowych pocisków przeciwokrętowych, zdolnych zagrozić amerykańskim lotniskowcom gromadzącym się w Zatoce Perskiej – kiedy piszę te słowa, trzeci z nich zmierza w kierunku rejonu konfliktu. Wcześniej chińscy dostawcy wysłali do portu Bandar Abbas ponad tysiąc ton nadchloranu sodu – kluczowego składnika paliwa rakietowego – co pozwala odbudować znaczną część arsenału rakiet balistycznych zniszczonego wcześniej przez Izrael. Aby zrozumieć, dlaczego Pekin podejmuje takie działania i co to oznacza dla Stanów Zjednoczonych, trzeba spojrzeć szerzej, poza sam Iran, na globalną rywalizację, w której kraj Persów jest tylko jednym z elementów.
elacja ta zaczyna się od ropy. Chiny kupują ok. 90 procent irańskiego eksportu ropy naftowej, płacąc za nią znacznie mniej, niż wynosi cena rynkowa. Transport odbywa się przy użyciu tzw. „floty cieni”: tankowce wyłączają transpondery i zmieniają oznaczenia ładunku, który formalnie trafia na rynek jako ropa z Malezji czy Indonezji, omijając w ten sposób amerykańskie sankcje. Od 2021 roku wartość tych zakupów przekroczyła 140 miliardów dolarów. To właśnie dzięki temu Iran nie zbankrutował.
Dla Pekinu to układ niemal idealny, podobnie jak importowanie surowców z Rosji, co pozwala Władimirowi Putinowi finansować wojnę z Ukrainą. Model jest ten sam. Otrzymuje się tanią ropę dla gospodarki przemysłowej, oszczędzając miliardy dolarów rocznie, a w zamian zdobywa się trwały wpływ na państwo liczące dziewięćdziesiąt milionów mieszkańców (Iran), położone przy najważniejszym energetycznym szlaku świata. Teheran odcięty od większości globalnej gospodarki nie ma dokąd się zwrócić.
Gdy w 2016 roku ajatollah Ali Chamenei przyjmował w Teheranie Xi Jinpinga, nazwał dwudziestopięcioletnie irańsko-chińskie partnerstwo strategiczne „całkowicie słusznym i roztropnym”, dodając przy tym, że „zachodnie rządy nigdy nie zdobyły zaufania narodu irańskiego”. Nie była to jedynie kurtuazja wobec gościa.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/michal-klosowski-kwestia-iranu-jest-w-istocie-kwestia-chin/
PAP/MB




