Jak AfD stała się Volkspartei, partią ludu?

Volkspartei

Radykalizacja prawicowej AfD idzie w parze z profesjonalizacją partii szykującej się do przejęcia władzy po wyborach do Bundestagu w 2029 r. Czy AfD stanie się nową Volkspartei?

„Dynamika wschodniej części Niemiec jest inna”

.Dnia 8 marca 2026 r. w wyborach do parlamentu Badenii-Wirtembergii, które wygrali Zieloni przed chadecką CDU, historyczny wynik uzyskała Alternatywa dla Niemiec (AfD), zdobywając 18,8 proc. głosów. i niemal podwajając swoje poparcie w regionie. Jest to najlepszy wynik partii w wyborach landowych w zachodnich Niemczech. Dotychczas najwyższe poparcie AfD uzyskała w wyborach w Hesji w 2023 r., gdy zdobyła 18,4 proc. głosów.

Według Grajewskiego, autora książki „Alternatywa dla Niemiec czy zagrożenie dla świata? Kulisy marszu AfD po władzę”, dobry wynik AfD w wyborach w Badenii-Wirtembergii nie jest zaskoczeniem. – Partia od dłuższego czasu utrzymuje poparcie na poziomie około 15–20 proc. w zachodnich landach i nawet do 40 proc. na wschodzie, co w skali całego kraju przekłada się na ok. 20–25 proc. poparcia – powiedział. Jak dodał, zwycięstwo Zielonych i dobry wynik CDU pokazują, że AfD napotyka ograniczenia w dalszym poszerzaniu elektoratu. – Jeśli partie głównego nurtu mocniej akcentują bardziej konserwatywne elementy swoich programów, takie jak wsparcie dla przemysłu czy bardziej restrykcyjna polityka migracyjna, potrafią zjednać sobie znaczną część wyborców – wyjaśnił.

Z kolei – jak podkreślił Grajewski – dynamika wschodniej części Niemiec jest inna. W dwóch krajach związkowych byłego NRD – Saksonii-Anhalt i Meklemburgii-Pomorzu Przednim we wrześniu odbędą się wybory landowe. – Tam sondaże dają AfD około 40 proc., co jest wynikiem zbliżonym do poziomu umożliwiającego samodzielne rządy – powiedział.

Ekspert zaznaczył, że wysokie poparcie dla AfD na wschodzie kraju pokazuje, że ugrupowanie stało się tam partią ludową (tzw. Volkspartei), zdolną przyciągać szerokie grupy wyborców. – AfD stała się częścią politycznego mainstreamu, przynajmniej na wschodzie Niemiec – dodał.

Zdaniem Grajewskiego wraz z radykalizacją AfD postępuje również proces jej profesjonalizacji. – Początkowo partia miała trudności z przyciągnięciem wykwalifikowanych współpracowników, jednak sytuacja ta stopniowo się zmienia. W biurach parlamentarnych pojawia się coraz więcej osób z tytułami doktorskimi i zapleczem eksperckim – podkreślił. Według niego w partii rośnie przekonanie, że sama retoryka antyimigracyjna nie wystarczy do zdobycia władzy, dlatego AfD pracuje nad szerszym programem obejmującym m.in. kwestie demografii, gospodarki czy sztucznej inteligencji.

Celem partii – jak zaznaczył Grajewski – jest zdobycie władzy na szczeblu federalnym w wyborach do Bundestagu planowanych na 2029 r.

Pytany o charakterystykę wyborców AfD, podkreślił, że elektoratu partii wciąż najtrudniej szukać w centrach największych miast. Jak dodał, AfD pozostaje najsilniejsza w mniejszych ośrodkach i na obszarach o większej niepewności na rynku pracy.

Grajewski wskazał jednak, że także w metropoliach widoczne są zmiany. – W Berlinie, który uważany jest za miasto lewicowe i sprzeciwiające się skrajnej prawicy, AfD osiąga w sondażach około 20 proc. poparcia i zajmuje drugie miejsce. Wyborców tej partii należy szukać tam przede wszystkim na obszarach dawnego Berlina Wschodniego, zwłaszcza na dużych osiedlach bloków mieszkalnych. Są to często osoby o niższych dochodach, z poczuciem marginalizacji lub obawami o swoją pozycję na rynku pracy. Nastroje te nasiliły się po kryzysie migracyjnym z 2015 r., gdy w wielu dzielnicach o słabszej sytuacji społecznej lokowano uchodźców – przyznał. – W ten sposób powstawały warunki do szybkiego wzrostu napięć społecznych. Ludzie, którzy już byli sfrustrowani, widzieli, jak radykalnie zmienia się ich otoczenie. Pojawiło się poczucie, że zostali oni pozostawieni przez establishment sami sobie – dodaje.

Szczególnie silne poparcie dla partii na wschodzie kraju Grajewski wiąże także z traumatycznym dla wielu doświadczeniem transformacji po zjednoczeniu Niemiec. – Zamknięcie wielu zakładów pracy i migracja mieszkańców na zachód pozostawiły w części społeczeństwa poczucie niesprawiedliwości i marginalizacji – powiedział. Jak zauważył Grajewski, AfD było pierwszą partią, która zaczęła otwarcie o tym mówić, dzięki czemu wielu wschodnich Niemców odnalazło się w niej na poziomie emocjonalnym.

Nowe Volkspartei na terenie Niemiec?

.Autor wskazał również, że AfD nie wyklucza w swoich programach idei wyjścia Niemiec z UE. – Gdyby AfD przejęła władzę, a jednocześnie we Francji zwyciężyła prawicowa partia Marine Le Pen, w ciągu kilku lat mogłoby to poważnie zachwiać przyszłością Unii Europejskiej – ocenił Grajewski.

W jego opinii dla Polski szczególnie problematyczne jest prorosyjskie nastawienie części polityków AfD oraz inaczej definiowany interes narodowy. – AfD ma ograniczoną wiedzę na temat Polski, na wschodzie głównym partnerem jest dla niej Rosja. Potencjalnym problemem mogą być też wątki dotyczące polskiej granicy i elementy rewizjonizmu – powiedział Grajewski.

25 lutego ukazała się książka Łukasza Grajewskiego „Alternatywa dla Niemiec czy zagrożenie dla świata? Kulisy marszu AfD po władzę”, wydana przez wydawnictwo Szczeliny. Opisuje w niej początki i rozwój partii, a także rozmawia z jej politykami i wyborcami. To pierwsza publikacja książkowa o AfD polskiego autora.

Obserwujemy wyraźny powrót do państwa narodowego

.Istnieje ryzyko, że Europa wkrótce zamieni się w cmentarzysko upadłych potęg. Ale jeszcze nim nie jest. I cały czas ma szansę zachować swoją pozycję – mówi prof. Andreas RÖDDER

Agaton KOZIŃSKI: Kanclerz Friedrich Merz chce stworzyć największą armię konwencjonalną w Europie. O czym myślą Niemcy, gdy słyszą takie propozycje?

Andreas RÖDDER: Myślą o dziwnej kombinacji kilku czynników. Z jednej strony mamy niemiecką determinację, by przejąć przywództwo w demokratycznej Europie w celu obrony Unii Europejskiej, zachodnich wartości, praworządności. Tego wszystkiego, czym stała się Europa po 1990 r. Ale z drugiej strony – w ramach powojennego porządku światowego – Niemcy nie zdołały odegrać wiodącej roli. Nigdy nie stały się takim liderem, jakim powinny być według słów Radosława Sikorskiego z 2011 r.

– Szef polskiego MSZ podczas wystąpienia w Berlinie mówił wtedy, że mniej się boi niemieckiej hegemonii niż niemieckiej bezczynności. Te jego uwagi do dziś silnie rezonują politycznie. W Niemczech także?

– Tak, ten cytat zyskał w Niemczech status kultowego. Uważam też, że to absolutna prawda. Oddzielna sprawa, że każda osoba znająca historię będzie podchodzić do takiego oświadczenia z pewną ostrożnością. Chodzi także o twierdzenia, że Niemcy powinny mieć największą armię w Europie. Ale też uważam, że nie ma to takiego samego znaczenia jak 80 lat temu. To nie jest tak – jak mówił w 2011 r. polityk CDU/CSU Volker Kauder – że „Europa mówi po niemiecku”, tamto stwierdzenie było bardzo nieprzemyślane z jego strony. Niemcy są jednak czasami nieco nieostrożni, jeśli chodzi o to, jak ich słowa mogą zostać odebrane przez innych.

– Widzę dwie sprzeczności i jedną wątpliwość w tym, co Pan Profesor mówi. Pierwsza sprzeczność – czy trzeba budować armię, by bronić europejskich wartości? Druga – czy rzeczywiście można twierdzić, że wielka armia będzie się radykalnie różnić od tej sprzed 80 lat? I wątpliwość – czy Niemcy są w ogóle w stanie taką armię zbudować? Zapowiadał to już poprzedni kanclerz Olaf Scholz, ale ten proces nie wyszedł poza papierowe opracowania.

– Zacznę od końca, bo podzielam tę wątpliwość – nie ma żadnej pewności, że obecny rząd jest w stanie zrealizować ten projekt. Trzeba pamiętać, że partnerem koalicyjnym CDU/CSU jest SPD, a to partia nastawiona pacyfistycznie, sceptycznie podchodząca do zwiększania wydatków na obronność. Musimy poczekać, by przekonać się, na ile zapowiedzi kanclerza Merza będą realizowane. Choć też mam wrażenie, że w Niemczech pod tym względem sytuacja się zmieniła, jest dziś więcej woli politycznej do działania, niż było za czasów Angeli Merkel czy Olafa Scholza. Na pewno Berlin wyraźniej formułuje wolę zdecydowanej samoobrony Niemiec i Europy.

W odniesieniu do Pana kolejnego pytania o różnicę między armiami – obecną i tą z trzeciej dekady XX wieku. W tym wszystkim nie chodzi o samo wojsko, lecz o system polityczny, który za nim stoi. Dziś chodzi o samoobronę Niemiec, kraju szanującego i chroniącego prawa człowieka, demokrację, praworządność, przed dyktatorskim, ekspansywnym reżimem. To zupełnie inna sytuacja niż wtedy, kiedy w Berlinie rządził nazistowski reżim prowadzący imperialną politykę za pomocą siły. To naprawdę ma znaczenie. Ramy współczesnej niemieckiej polityki są oparte na twardych zasadach.

Jeśli chodzi o pierwszą sprzeczność, to też jej nie dostrzegam. Przecież demokracje zawsze muszą posiadać możliwości obrony. Proszę sobie przypomnieć konfrontację ze Związkiem Radzieckim lub Niemcami hitlerowskimi – demokracje we Francji, Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych musiały się przed nimi bronić. Dziś również państwa demokratyczne muszą się bronić przed ekspansjonistycznymi państwami, takimi jak Rosja, Chiny czy Iran. Niemcy przekonali się o tym jako ostatni, najdłużej uważali, że cały czas można polegać na tzw. dywidendzie pokojowej. Ale teraz Berlin uczy się tego, czego przez dziesięciolecia nie chciał robić.

– Podkreśla Pan, że nie można współczesnych Niemiec porównywać z tymi z czasów nazizmu, że obecnie niemiecka polityka funkcjonuje w oparciu o twarde zasady – dlatego też rozbudowa Bundeswehry nie jest kłopotem. A jak to będzie wyglądało, jeśli do władzy dojdzie AfD?

– Rozumiem, skąd się bierze Pana pytanie, i zapewniam, że niemiecka klasa polityczna – zwłaszcza chrześcijańscy demokraci – odczuwają ogromną odpowiedzialność za sytuację polityczną w kraju, która jest głęboko zakorzeniona w historii. Dotyczy to zwłaszcza polityki wobec krajów bałtyckich i Polski. Mówię to jako chrześcijański demokrata. Naszym głębokim historycznym obowiązkiem jest dopilnowanie, aby to, co wydarzyło się w 1939 roku, nigdy więcej się nie powtórzyło. Naszym głębokim historycznym i politycznym obowiązkiem jest również ochrona Polski i krajów bałtyckich przed zagrożeniem ze strony Rosji. I nie chodzi mi tylko o CDU/CSU, ale też o liberałów czy Zielonych.

– Akurat Zieloni zawsze byli przeciw Nord Stream.

– Zgadza się. Natomiast są wątpliwości, jak do tego niemieckiego zobowiązania podchodzą partie lewicowe, które są prorosyjskie. SPD ma dziwną tradycję przywiązania do polityki ustępstw i odprężenia wobec Moskwy Willy’ego Brandta z lat 70.

– Ale dziś to AfD rośnie w siłę, nie partie lewicowe.

– Tak, obawa przed AfD jest absolutnie uzasadniona. Jej sondażowy wzrost to konsekwencja bieżącej polityki. Ta partia została w Bundestagu otoczona kordonem sanitarnym, a to sprawiło, że się skonsolidowała, jej sympatycy zaczęli mocniej solidaryzować się ze sobą.

W rzeczywistości jednak AfD nie jest takim monolitem, jak się wydaje. W jej ramach istnieją bardzo różne skrzydła – tyle że dziś tych wewnętrznych podziałów nie widać. Uważam, że znacznie lepsze byłoby warunkowe podejście do AfD, prowadzenie z nią rozmów. Nie oznacza to współpracy z nią, tym bardziej koalicji, natomiast umożliwiłoby wyeksponowanie tych podziałów. Zakładam, że nie wszyscy zwolennicy AfD rzeczywiście sympatyzują z Rosją Putina, za to cenią sobie ten rodzaj porządku, jaki niesie ze sobą członkostwo w UE. Gdyby więc zacząć rozmawiać z tym ugrupowaniem, pojawiłaby się możliwość podzielenia tej partii i pozyskania jej członków. Tego jednak nie ma, obowiązuje reguła kordonu sanitarnego.

– Na razie w sondażach Alternatywa dla Niemiec jest już wyżej niż CDU/CSU. To oznacza, że nie można wykluczyć sytuacji, w której w pewnym momencie AfD dochodzi do władzy.

– Zgadza się, AfD nadal zyskuje popularność. Ale szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie, żeby ona zdobyła większość na szczeblu federalnym. Być może jest to możliwe w niektórych landach, zwłaszcza w Niemczech Wschodnich, ale nie na szczeblu krajowym. Przekracza to możliwości mojej wyobraźni, aby pomyśleć, że AfD, która obecnie ma ok. 25–26 proc. poparcia w sondażach, zdobywa bezwzględną większość, potrzebną do sprawowania rządów. A tylko w ten sposób może przejąć władzę, gdyż jest ugrupowaniem bez zdolności koalicyjnych; byłaby w stanie zawrzeć koalicję jedynie z małą lewicową partyjką Sojusz Sahry Wagenknecht.

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/prof-andreas-rodder-obserwujemy-wyrazny-powrot-do-panstwa-narodowego/

PAP/MB

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 11 marca 2026