Jak Polacy oceniają rekonstrukcję rządu?

Jak Polacy oceniają rekonstrukcję rządu

40,1 proc. respondentów uważa, że rekonstrukcja nie usprawni działań rządu Donalda Tuska; pozytywnie nastawionych do zmian kadrowych w Radzie Ministrów jest 34,6 proc. – wynika z sondażu United Surveys dla Wirtualnej Polski.

Jak Polacy oceniają rekonstrukcję rządu?

.W badaniu United Surveys dla Wirtualnej Polski respondenci zostali zapytani, czy – ich zdaniem – rząd Donalda Tuska będzie działał lepiej po rekonstrukcji. Twierdząco odpowiedziało łącznie 34,6 proc. respondentów, z czego odpowiedzi „zdecydowanie tak” udzieliło 9,2 proc. ankietowanych, a „raczej tak” – 25,4 proc.

Przeciwnego zdania jest 40,1 proc. ankietowanych, z czego 30,2 proc. badanych uważa, że zmiany kadrowe w Radzie Ministrów „zdecydowanie” nie przyniosą pozytywnych efektów, a 9,9 proc. – że „raczej nie”. 25,3 proc. respondentów nie ma zdania w tej sprawie.

Największy odsetek pozytywnie nastawionych do zmian w rządzie sondażownia odnotowała w grupie wyborców ugrupowań koalicyjnych, czyli KO, Lewicy, PSL i Polski 2050 – 25 proc. spośród nich oceniło, że Rada Ministrów po rekonstrukcji będzie działała „zdecydowanie” lepiej, a 38 proc. uznało, że „raczej” lepiej (łącznie 63 proc.).

Wśród wyborców PiS i Konfederacji pozytywnie nastawionych respondentów jest 20 proc. – 19 proc. odpowiedziało, że rekonstrukcja „raczej” usprawni działania rządu, a jedynie 1 proc. wybrało odpowiedź „zdecydowanie tak”. Sondaż United Surveys by IBRiS dla Wirtualnej Polski przeprowadzono metodą CATI (wywiady telefoniczne wspomagane komputerowo) i CAWI (ankiety przeprowadzone w internecie) w dniach 25-27 lipca 2025 r. na grupie 1000 dorosłych Polaków.

Donald Tusk zaoferował nam swoje ulubione danie – wojnę kulturową

.Na polsko-niemieckiej granicy kotłują się w tym momencie Straż Graniczna, migranci z Niemiec, nasi migranci i ludzie, którzy uznali się za Ruch Obrony Granic. A na koniec wjeżdża Kanał Zero, robiąc z tego wszystkiego medialny freak fight – pisze Paulina MATYSIAK.

Był kiedyś człowiek, który powiedział, że monopol na przemoc ma państwo. I nie, nie był to Bartłomiej Sienkiewicz, znacznie wcześniej tezę tę postawił Max Weber. W suwerennym państwie nie może być organizacji, które konkurują z wojskiem, policją, sądami albo strażą graniczną.

Paradoksalnie w czasach Webera ta teza powoli odchodziła w przeszłość wraz z pomysłami jego rodaków, potem została uznana za konstytutywną dla nowoczesnego państwa, a na naszych oczach znów zaczyna się oddalać.

Oto kiedy jedni mówią o „bronieniu granicy”, inni mówią „to faszyzm”. Przy okazji zwrócę uwagę, że faszystką zostałam nazwana nawet ja. Gdy przyjdą prawdziwi faszyści, wspomnę im o tym, może dzięki temu mnie oszczędzą? I tak, kochani, to gorzka ironia, ale to uwaga specjalnie dla tych, którym poświęcam ostatni akapit tego felietonu.

Wróćmy jednak do głównego wątku. Przecież między budowaniem murów na granicy i niewpuszczaniu nikogo a podejściem „wszyscy są u nas mile widziani” jest jeszcze wiele pośrednich rozwiązań. Właściwie w tumulcie tych rozwiązań powinna się wykuwać poważna polityka państwa. Na serio, bez rozniecania emocji (tych i tak mamy za dużo), uwzględniająca nasze strategiczne cele, szacująca korzyści i zagrożenia. Nie mam poczucia, żeby to były zbyt wysokie oczekiwania. A niestety debata publiczna toczy się przede wszystkim wokół emocji, a nie faktów.

Ze smutkiem zauważam, że wyśmiewanie ludzi, którzy czują się zagrożeni, nie jest najlepszym pomysłem, żeby pozyskać elektorat, który nie głosował na Rafała Trzaskowskiego. W końcu co może działać lepiej niż poniżenie? A przecież te obawy, które pojawiają się w wielu miejscach, pytania, które zadaje wielu naszych rodaków, nie są bezpodstawne. Żeby zrozumieć czyjś punkt widzenia, trzeba tę osobę wysłuchać. Zatrzymać się na chwilę. Odpowiedzieć na jej wątpliwości. Na pewno nie można jej lęków bagatelizować.

Tematu migracji pilnuje biznes, który nie chce zmian w polityce migracyjnej, bo w obecnych uwarunkowaniach, przy obecnych przepisach, po prostu zyskuje. Ma ręce do pracy, często mniejszym kosztem niż poszukiwanie i zatrudnianie pracowników z Polski. Płaci mniej niezorganizowanym, nienależącym do związku zawodowego osobom, które dopiero co pojawiły się w kraju i nie są na tyle silne, by walczyć o swoje prawa. Ich praw słabe państwo nie chroni. A nie dzieje się to zwykle bez wpływu na obniżenie standardów na rynku pracy – także dla polskich pracowników. I tak to się kręci. Biznes zarabia, a społeczne koszty migracji przerzucone są na państwo. Znamy to, prawda? Prywatyzacja zysków, uspołecznienie kosztów.

.Można byłoby sobie wyobrazić, że biznes mógłby w związku z tym płacić wyższe podatki, za które sfinansujemy dobry model integracji albo dofinansujemy usługi publiczne, by nikt nie bał się, że przy zwiększeniu liczby imigrantów zwiększą się kolejki do lekarzy, albo zbudujemy mieszkania komunalne, by rozwiązać problemy mieszkaniowe. Przecież rosnąca imigracja to wyższe ceny mieszkań za wynajem. Jeśli państwo nie zainterweniuje, problem będzie narastał. Ale nie, to nie wchodzi w grę. Lepiej odwracać uwagę od ekonomicznych podstaw wszelkich obaw i pozwalać skrajnej prawicy podsycać czysty rasizm i ksenofobię.

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/paulina-matysiak-donald-tusk-zaoferowal-nam-swoje-ulubione-danie-wojne-kulturowa/

PAP/MJ

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 30 lipca 2025