Jak zatrzymać psychiczne znęcanie w szkole?

Nękanie nie musi oznaczać bezpośrednich gróźb czy ciosów. Może przyjmować postać stałych złośliwości: żartów pod czyimś adresem, spojrzeń, szeptów czy manipulowania zasadami zabawy tak, by ktoś czuł się wykluczony.
Nękanie psychiczne, z którym najmłodsi nie mogą sobie poradzić
.Kluczowe cechy, które odróżniają pojedynczą złośliwość od przemocy psychicznej, to celowość, powtarzalność i wynikający z nich dyskomfort ofiary. Istotne jest też to, czy grupa sprawiająca przykrość wykorzystuje przewagę, społeczną lub relacyjną, nad poszkodowanym. Używanie słów do degradacji: obelgi, kłamstwa, publiczne ośmieszanie jest formą przemocy trudniejszą do uchwycenia niż przemoc fizyczna. Długotrwałe nękanie, poniżanie przez język prowadzi do chronicznego stresu, lęku i postawy wycofania u ofiary. Często ofiary zaczynają unikać szkoły lub odczuwać ciągłą niepewność, nawet gdy w danym dniu nic „złego” się nie zdarzy.
Prześladowcy szukają kontroli: groźby, jawne lub subtelne, mają złamać opór i wywołać pociąg do konformizmu. Powtarzane groźby i presja prowadzą do „wyuczonej bezradności” stanu, w którym osoba przestaje reagować, bo uznaje, że jej działania nic nie zmienią. To efekt, a nie przyczyna nękania, i wymaga szybkiej interwencji.
Obserwacja funkcjonowania dziecka daje wskazówki: nagły spadek wyników szkolnych, utrata przyborów, zmiany nastroju, lęk przed pójściem do szkoły, bezsenność czy niewyjaśnione urazy to sygnały alarmowe. Ważne jest, by rodzina stworzyła warunki zaufania tak, by dziecko mogło otwarcie mówić o tym, co się dzieje. Szkoła powinna prowadzić aktywną obserwację i nie lekceważyć pozornie „drobnych” konfliktów między uczniami.
Gdy pojawi się podejrzenie nękania, niezbędne jest natychmiastowe uruchomienie procedur interwencyjnych: zebranie informacji, rozmowy z uczniami i rodzinami, wsparcie dla ofiary i sankcje wobec sprawców zgodne z wewnętrznymi protokołami. Działania te powinny przebiegać w ścisłej współpracy szkoły i rodziny, tak aby przerwać cykl nękania zarówno w murach placówki, jak i poza nią.
Edukacja zapobiegawcza, jako fundament
.Zapobieganie polega na budowaniu kultury szkolnej opartej na asertywnej, empatycznej komunikacji i jasnych zasadach reagowania na przemoc. Uczniowie i nauczyciele muszą umieć rozróżniać żarty od systematycznej agresji oraz czuć się odpowiedzialni za zgłaszanie przemocy. Świadkowie powinni mieć bezpieczną drogę zgłoszenia.
Brak reakcji szkoły i bagatelizowanie symptomów prowadzi do utrwalenia szkód psychicznych: przewlekłego lęku, izolacji, obniżonej motywacji szkolnej, a w skrajnych przypadkach głębokiego kryzysu emocjonalnego, co zostało opisane na łamach „The Conversation”. Dlatego każde podejrzenie winno być traktowane poważnie i rozpatrzone z pełnym zaangażowaniem dorosłych.
Subtelne formy nękania, szept, gest czy wykluczenie są realnym zagrożeniem dla dobrostanu uczniów. Rozpoznanie ich wymaga wrażliwości i współpracy rodziny ze szkołą. Tylko szybka reakcja i długofalowa edukacja społeczna mogą przerwać cykl krzywdzenia i przywrócić bezpieczeństwo tym, którzy go najbardziej potrzebują.
Epidemia obnażyła bezradność „millenialsów” wobec kryzysu
.Moje pokolenie, pokolenie przełomu wieków, nie jest przygotowane do sytuacji kryzysowej. Nie wiemy, jak reagować i jak sobie poradzić. Ale czy można mieć o to do nas pretensje? Od urodzenia wmawiano nam, że żyjemy w najlepszym z możliwych światów, a głównym problemem jest nasza roszczeniowość – pisze Jan BŁOŃSKI na łamach „Wszystko co Najważniejsze”.
Gdy pod koniec liceum czytałem Dżumę Alberta Camusa, powieść wydała mi się piękną metaforą. Realistyczną, prawda, niemal reporterską – ale tylko metaforą i przypowieścią. Nie przypuszczałem, że kilka wiosen później będę ją czytał jak instrukcję obsługi, którą można niemal jeden do jednego przyłożyć do rzeczywistości za oknem.
I jeszcze przypomina mi się, jak w dziecięcych obawach wyobrażałem sobie wojnę – razem z rodziną uciekamy z miasta do domu dziadków na wsi i tam chowamy się przed szalejącym kataklizmem. I znów – nie przypuszczałem, że te wizje się spełnią, że będziemy tam z większością rodziny szukać schronienia. Kiedy więc zostałem spytany, czy moje pokolenie jest przygotowane do obecnej sytuacji, pomyślałem od razu o tych dwóch rzeczach. I jeszcze o tym, jak wiele można dzisiaj robić dzięki technologii: komunikacja, treningi, nauka, kontakt z najbliższymi – to wszystko jest od dawna częścią naszej codzienności. Teraz stało się tylko koniecznością i często jedyną możliwością. Na początku pomyślałem więc – jesteśmy przygotowani. Po chwili jednak to „przygotowanie” wydało mi się strasznie żałosne.
Zapomnijmy o lekturach i dziecięcych obawach, które są sprawą bardzo indywidualną i przypadkową. A poza tym – zupełnie bezużyteczną.
W co zostaliśmy wyposażeni, by zmierzyć się z takim kryzysem? Nie mamy nawet wcześniejszych doświadczeń naszych rodziców, którzy przeżyli stan wojenny, czas transformacji.
Powodzi stulecia też nie możemy pamiętać, a atak na World Trade Center w najlepszym razie jest migawką z TVN24 i współczesnych memów prezentujących najróżniejsze teorie spiskowe. Trudno mieć pretensje do pokolenia naszych rodziców, którzy chcieli oszczędzić nam stresujących przeżyć. Trzeba oddać sprawiedliwość – udało się to całkiem nieźle: weszliśmy do Unii Europejskiej, bezrobocie po 2006 roku nieustannie spada, żyjemy w świecie bez wojen, pełnych półek w sklepach i ciepłej wody w kranie…
I chyba problem w tym, że się pokolenie naszych rodziców tym zachłysnęło i uwierzyło – o co już można mieć pretensje – że naprawdę żyjemy w czasach końca historii, że teraz można już spokojnie zająć się konsumpcją i samorozwojem, że problemy światowe nas nie dotyczą. A zgłaszane przez moje pokolenie (bądź bardziej świadome starsze osoby) skargi i ostrzeżenia – dotyczące zmian klimatycznych, rosnących nierówności społecznych i konieczności wprowadzania rozbudowanych świadczeń socjalnych, kontroli nad „wolnym rynkiem”, przestrzegania praw pracowniczych, opłakanych skutków kolejnych interwencji militarnych – traktowano jak roszczeniowość i niewdzięczność, w najlepszym razie – idealizm i utopię. A dziś cały świat doświadcza tych samych obaw i trudności, z którymi moje pokolenie boryka się na co dzień: rosnąca zależność od technologii, izolacja społeczna spowodowana rozpadem wielu lokalnych więzów i wspólnot, niepewność zatrudnienia czy nieodpowiedzialni i populistyczni politycy niepotrafiący zaproponować żadnego konstruktywnego rozwiązania – cały tekst [LINK].
Laura Wieczorek


