Jak zmiany klimatu wydłużają sezon pożarowy?

sezon pożarowy

W ciągu 50 lat w Polsce sezon większego zagrożenia pożarowego w lasach wydłużył się o jeden do dwóch miesięcy – powiedział ekspert IMGW Mateusz Barczyk. Z kolei kpt. Waldemar Wielgosz z PSP ocenił, że przez zmiany klimatu małe pożary będą się szybciej rozwijać do dużych rozmiarów.

Wpływ zmian klimatu

O wpływie zmian klimatu na charakterystykę zagrożenia pożarami lasów w Polsce opowiedział specjalista Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej oraz strażakiem biorącym udział w akcjach gaszenia lasów w kilku krajach UE.

Kapitan Waldemar Wielgosz z Komendy Wojewódzkiej Państwowej Straży Pożarnej w Poznaniu brał udział w akcjach gaszenia pożarów lasów m.in. w Szwecji, Grecji, Francji i Hiszpanii. Mówiąc o zmieniającej się specyfice pożarów terenów niezurbanizowanych, wskazywał na roślinność i jej wilgotność. – Zaczynają wysychać lokalizacje, które jeszcze do niedawna tętniły życiem i nikt nie pomyślałby, że w takich miejscach może dojść do pożaru – podkreślił.

– To, czego najbardziej się obawiam i na co wspólnie staramy się przygotować nasze służby, w szczególności PSP i OSP, to zwiększona dynamika pożarów. Czyli pożary z tych małych będą rozwijać się energiczniej, szybciej, płomienie będą bardziej intensywne, będą dłuższe, a co za tym idzie, niemożliwe może okazać się ich bezpośrednie zwalczanie. Być może nie będziemy w stanie podjechać do pożaru, co uniemożliwi bezpośrednie gaszenie, a to spowoduje, że te pożary będą po prostu większe. – powiedział.

Wskazał też na możliwe problemy z wykorzystaniem wody przez ratowników. – W tym roku podczas pożaru pod Warszawą w powiecie wołomińskim i mińskim użyliśmy ognia, żeby dokonać tak zwanego kontrolowanego wypalania i spowolnić rozwijający się pożar, a w konsekwencji go wyhamować – zaznaczył.

Polska na trzecim miejscu w UE pod względem rocznej liczby pożarów

Strażak podkreślił rosnącą rolę maszyn lotniczych, a przede wszystkim śmigłowców, w akcjach gaśniczych. – W jednym momencie wykorzystujemy je do gaszenia, w innym do punktowego dogaszania, a w kolejnym do tego, żeby dostarczać wodę strażakom. Myślę, że śmigłowce to jest kierunek, który powinniśmy rozwijać – ocenił.

Kpt. Wielgosz zaznaczył, że od lat 90-tych średnia powierzchnia pożarów lasów w naszym kraju zmniejszyła się. Ocenił, że jest to zasługa działań prewencyjnych podjętych przez leśników i strażaków. – Tereny leśne, w szczególności publiczne, są teraz bardzo mocno uporządkowane. To sprawia, że nam, strażakom, jest łatwiej dotrzeć do pożaru i łatwiej go zwalczać – powiedział.

Ratownik podkreślił, że w Polska jest na trzecim miejscu w UE pod względem rocznej liczby pożarów terenów niezurbanizowanych. W tym kontekście przypomniał o specyfice polskich lasów. – Drzewostan iglasty intensyfikuje pożar z uwagi na zawarte w nim żywice – zaznaczył.

– Widzimy inne państwa i co się tam dzieje. Jeździmy tam, działamy i uczymy się. Możemy zobaczyć, co z pewnością wydarzy się w mniejszej lub większej skali w Polsce – zaznaczył ratownik.

Problem okresów suchych

Z kolei starszy synoptyk Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej Mateusz Barczyk powiedział, że m.in. przez coraz wyższe temperatury wysusza się najpłytsza warstwa gleby, co zwiększa podatność na rozprzestrzenianie się ognia.

– Jeżeli chodzi o warunki pogodowe, to jest tylko gorzej. Dlatego wielkie ukłony należą się wszystkim, którzy dbają o to, żeby zagrożenie pożarowe w naszych lasach minimalizować. Bo pod względem meteorologicznym takie warunki, jakie panowały w czasie największego pożaru lasu w historii Polski – w Kuźni Raciborskiej w 1992 r. – powtórzyły nam się w ostatnim dziesięcioleciu dwa lub trzy razy – powiedział.

Wskazał przy tym na problem okresów suchych wydłużających sezon pożarowy. – W ciągu ostatnich około 50 lat w Polsce ten okres większego zagrożenia wydłużył się o mniej więcej miesiąc do dwóch. Czyli zaczyna się on w marcu i kończy w październiku. Oczywiście to wszystko zależy m.in. od tego, jaka była zima – śnieżna, czy bezśnieżna – podkreślił ekspert.

Jednocześnie zaznaczył, że tegoroczna zima – pomimo opadów śniegu – nie uzupełniła w przyrodzie braków wody. – Śnieg stopił się w lutym i tak naprawdę od tamtego czasu do kwietnia wegetacja spożytkowała całą tę wilgoć. A potem wróciły warunki suszowe. W tej chwili obserwujemy sukcesywne i systematyczne wysuszanie obszaru naszego kraju. Właściwie co roku mamy ujemny klimatyczny bilans wodny, czyli dużo więcej wody odparowuje z naszych terenów, niż jej zatrzymujemy. To spowoduje katastrofalne problemy w przyszłości, bo będziemy mieć deficyt zapasów wody – wskazał.

Deficyty wody spowodują dalszy spadek kondycji gleb

Wyjaśnił, że deficyty wody spowodują dalszy spadek kondycji gleb, a susza najprawdopodobniej wpłynie również negatywnie na lasy.

– Tymczasem lasy to rezerwuar wilgoci, który ogranicza trochę ewapotranspirację. W kwestii retencji zasobów wodnych stanowią bufor, więc zdecydowanie zwiększają naszą odporność na różne intensywne zjawiska, np. erozję gleb. Lasy są kluczowym elementem w zabezpieczaniu naszego mikroklimatu. Zdecydowanie bardziej odczujemy zmiany klimatu na terenach ogołoconych z drzew, gdzie nie ma ochrony przed intensywnym nasłonecznieniem – zaznaczył.

– Nie jestem fanem hasła „planeta płonie”, albo porównania globalnego ocieplenia do gotowania żaby. To nie są najlepsze przykłady, bo żywy ogień nie będzie nas palił. Natomiast możemy mówić o wprowadzaniu planety „w stan gorączki” – temperatur znacznie powyżej tych norm, w których nauczyliśmy się żyć. Jednak trzymając się stereotypów i terminologii medycznej można powiedzieć, że gdy temperatura ciała typowego mężczyzny wzrośnie o 1 st. C powyżej normy, to już raczej z łóżka nie wyjdzie, dopóki nie wyzdrowieje – powiedział.

Ekspert ocenił, że podawanie średniego wzrostu globalnej temperatury może niektórym osobom zaciemniać rzeczywisty problem. – Średnia nie jest jednorodna, tzn. temperatura najbardziej rośnie przy biegunach, najwolniej przy równiku, ale to ma bardzo poważne konsekwencje – wskazał naukowiec.

Dodał, że zmiany wytrącają planetarny system klimatyczny z równowagi i wprowadzają nowe mechanizmy, także pogodowe, które sprzyjają takim zagrożeniom jak pożary. – Konsekwencje zmian klimatycznych są dużo bardziej poważne niż tylko odczuwalny na naszej skórze wzrost temperatury – zaznaczył

PAP/NZ

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 13 września 2026