Jazzowe przeboje Bożego Narodzenia

jazzowe przeboje Bożego Narodzenia

„White Christmas” – „Białe Boże Narodzenie” lub „The Christmas Song” – wielkie jazzowe przeboje, ponadczasowe klasyki, powracają co roku w okresie świąt Bożego Narodzenia. Tworzą jedyny w swoim rodzaju nastrój zimowych grudniowych dni i przywołują obraz rodziny zgromadzonej wokół świątecznego stołu.

Jazzowe przeboje Bożego Narodzenia

.Ale nie zawsze tak było; zanim nadeszły złote czasy jazzu w latach 40. XX wieku, już od ponad dwóch dekad muzyka ta rozpalała wyobraźnię słuchaczy budząc zarówno entuzjazm, jak i skrajną niechęć. Jazz bywał potępiany za zmysłowość, improwizacje, synkopowane, taneczne rytmy. Nazywano blues i wywodzący się z niego jazz „muzyką diabła”.

To się zmieniło, kiedy w latach czterdziestych XX wieku zaczęły powstawać nastrojowe, przyjemne do słuchania świąteczne przeboje.

Takim hitem wszechczasów jest „Białe Boże Narodzenie” – „White Christmas”, piosenka autorstwa Irvinga Berlina z 1941, pierwotnie wykonywana przez Binga Crosby’ego i Marthę Mears w filmie z 1942 r. pt. „Holiday Inn” – „Gospoda świąteczna”. Mears użyczyła głosu występującej w tym filmie słynnej amerykańskiej aktorce Marjorie Reynolds.

Twórcą tego światowego „świątecznego” przeboju – był Irving Berlin, amerykański Żyd, który urodził się w 1888 r. w Mohylewie na terenie Carstwa Rosyjskiego jako Israel Isidore Baline. Był pięcioletnim chłopcem, kiedy rodzina przeprowadziła się do Ameryki. Wcześnie stracił ojca i aby pomóc matce w utrzymaniu rodziny szukał rozmaitych możliwości zarabiania na życie. Jedną z posad młodego Irvinga była praca śpiewającego kelnera w jednej z nowojorskich restauracji. Bywalcy lokalu „Pelham’s Cafe”, w którym pracował Irving, byli zauroczeni śpiewającym kelnerem. Szefowie kawiarni poprosili Irvinga o napisanie piosenki reklamującej ten lokal. Honorarium, jakie otrzymał, było skromne, ale drobne wydarzenie odmieniło życie śpiewającego kelnera. W podpisie utworu pojawił się bowiem błąd drukarski w nazwisku autora; zamiast Irving Baline zapis nutowy piosenki promującej „Pelham’s Cafe” podpisany został jako dzieło I. Berlina. Przypadkowa zmiana nazwiska wprowadziła zdolnego śpiewaka i kompozytora na ścieżkę wielkiej kariery i stworzenia takich ponadczasowych utworów jak np. „Cheek To Cheek” w interpretacji Elli Fitzgerald i Louisa Armstronga.

Kolejnym przebojem stała się kilka lat później klasyczna piosenka świąteczna „The Christmas Song”. Skomponował ją w roku 1944 muzyk jazzowy Mel Torme do tekstu Roberta „Boba” Wellsa. Co ciekawe, według Tormé’a piosenka została napisana podczas upalnego lata.

– Mój ulubiony Christmas Song to… „The Christmas Song” – powiedział Paweł Brodowski, redaktor magazynu „Jazz Forum” – ponadczasowy klasyk, który rozsławił tuż po wojnie Nat King Cole. Od tamtego czasu ta piękna i mądra piosenka powraca co roku w okresie świąt Bożego Narodzenia. Najwspanialszym według mnie jej wykonaniem jest wersja zespołu wokalnego The Manhattan Transfer z gościnnym udziałem Tony’ego Bennetta – dodał.

„Christmas Song” jest znany także jako „Chestnuts Roasting on an Open Fire” oraz „Merry Christmas to You”.

– Przyjemnie się słucha i naturalnie gra takie kompozycje, jak „The Christmas Song” i oczywiście „White Christmas” – powiedział pianista i kompozytor Kuba Stankiewicz. – Mam kilka utworów, które lubię słuchać w czasie Bożego Narodzenia; jest to „It’s Christmas Time Again” w wykonaniu Peggy Lee – dodał pianista, który sam kilka lat temu nagrał płytę z kolędami polskimi i amerykańskimi, właśnie pod tytułem „It’s Christmas Time Again”.

W latach czterdziestych powstały też oryginalne nagrania takich przebojów jak „Have Yourself a Merry Little Christmas” i „Let It Snow”. Utwór „Have Yourself a Merry Little Christmas” został napisany w roku 1943 przez Hugh Martina i Ralpha Blane’a. Rok później Judy Garland wykonała go w musicalu „Meet Me in St. Louis”.

Piosenka „Let It Snow” ukazała się w roku 1945, wkrótce po świecie Dziękczynienia i od razu zajęła pierwszą pozycję na liście najlepiej sprzedających się płyt magazynu „Billboard”. Istnieje wiele wersji „Let It Snow”, ale za najpopularniejszą uważa się interpretację tego przeboju przez Deana Martina.

– Przez wiele lat miałem przyjemność prowadzić w radiu stałe audycje jazzowe i zawsze tuż przed świętami stawałem przed trudnym wyborem – które kolędy tym razem zaprezentować. Jest to repertuar ogromny i ciągle się poszerza, ale – po długim namyśle – wybierałem ostatecznie prawie zawsze te same kolędy, amerykańskie oczywiście, o jazzowym charakterze, z elementami swingu i improwizacji, ale nie zatracających pierwotnego charakteru, takie, które każdy może przy wigilijnym stole zanucić – zauważa redaktor „Jazz Forum”.

– Nie mogło nigdy zabraknąć Elli Fitzgerald i „Silent Night” oczywiście, ale także „We Three Kings” czy Diany Krall jej interpretacji „Jingle Bells” – mówił Paweł Brodowski. – Uwielbiam też instrumentalne wersje kolęd na płycie Carli Bley z kwintetem dętym Eda Partyki Carla’s Christmas Carols.

Przeciwieństwem „White Christmas” jest „Blue Christmas”, utwór autorskiej spółki: Billy Hayes i Jay W. Johnson, nagrany przez Doye O’Dell w 1948 r., spopularyzowany przez Elvisa Presleya i nieodmiennie kojarzony z Milesem Davisem; w wykonaniu tego króla jazzu słowa piosenki „I hope you have a white one, but for me, it’s blue” – brzmiały wyjątkowo melancholijnie. Jak wiadomo blue note – to w jazzie nuty smutku.

Świątecznym prezentem dla publiczności od Ery Jazu były koncerty bożonarodzeniowe i noworoczne organizowane przez Dionizego Piątkowskiego, szefa Ery Jazzu. – Pośród bardzo wielu wydarzeń muzycznych był przyjazd do Polski w 2002 r. oryginalnego, amerykańskiego chóru baptystów, powołanego przez Roberta Ware, pastora-śpiewaka z Alabamy. Był to także – jak zaznacza Piątkowski – doskonały pretekst pokazania autentyzmu pieśni gospel, spiritual i afro-amerykańskich pastorałek w żywiołowej prezentacji.

Kolejne, świąteczne projekty Ery Jazzu – jak wspomina Piątkowski – to m.in. występ wybitnego gitarzysty Ala Di Meoli, który przygotował program „Christmas Night”; koncert wokalistki Dianny Krall w warszawskiej Sali Kongresowej; występ słynnego New Orleans Joyful Gospel Singers – zespołu zaliczanego do elity współczesnych grup wokalnych, kultywujący kreolską tradycję Nowego Orleanu, kulturę, obyczaj oraz brzmienie jazzu, gospel i bluesa. Niezwykle entuzjastycznie przyjęty był koncert „Carla’s Christmas Carols” w Filharmonii Narodowej w 2010 roku, jaki w 2010 r. przygotowała wybitna pianista i kompozytorka Carla Bley.

Polskie kolędy na jazzowo

O tradycji śpiewania kolęd w rodzinnym domu opowiadała wokalistka jazzowa Dorota Miśkiewicz. – Tata grał na pianinie i zawsze miał ciekawe pomysły na zmiany harmoniczne lub nieco inne potraktowanie rytmu, krótko mówiąc – były to kolędy na jazzowo. – Naszą ulubioną kolędą była „Jezus Malusieńki”. Te piękne, proste tematy kolędowe można grać na wiele sposobów – lubię to. Jazzmani mają to do siebie, że chcą zmieniać to, co już znane, aranżować na nowo. Jest sporo jazzowych opracowań, sama uczestniczyłam kiedyś w nagraniu kolęd z Chórem Polskiego Radia i Trio Pawła Tomaszewskiego. Można zaśpiewać „Anioł pasterzom mówił” w rytmie 7/4 , a nie klasycznie na 4. Jako że każdy tę kolędę zna i słyszał milion razy, może to być ciekawa odmiana dla słuchacza – zaznacza wokalistka.

– Nie zapominajmy nigdy o naszych pięknych polskich kolędach, a wśród jazzowych. Moim ulubionym albumem są chwytające za serce „Kolędy” duetu wokalnego Urszula Dudziak – Grażyna Auguścik – zaznacza Paweł Brodowski.

Kiedy zatem wokół zaczynają rozbrzmiewać takie przeboje jak „White Christmas” – „Białe Boże Narodzenie” lub „The Christmas Song” – „Piosenka o Bożym Narodzeniu”, kiedy można usłyszeć aranżacje znanych kolęd, jak „Cicha noc”, „Bóg się rodzi” oraz świeckich piosenek świątecznych w stylistyce jazzowej, swingowej, bluesowej czy soulowe, to wiadomo że Święty Mikołaj pojawił się w mieście, jak w słynnej kompozycji „Santa Claus Is Coming to Town” i znak, że nadchodzą święta.

Szczęście jako przyczyna twórcza i skutek artystyczny realizacji dzieła jazzowego

.Muzyk jazzowy, Piotr BARON, na łamach „Wszystko co Najważniejsze” twierdzi, że: „Powstawanie dzieła jazzowego jest procesem, drogą, konfliktem wewnętrznym twórcy. Zatem zjawisko szczęścia jako aktu sprawczego tegoż nie może być widziane inaczej, niż również jako proces, czy droga. W filmie Gorączka pada sławetna kwestia między postaciami kreowanymi przez Ala Pacino i Roberta De Niro: Mnie nie interesuje wygrana, ani przegrana. Mnie interesuje gra. Kolokwializując nieco sens powyższego można zacytować szlagwort refrenu piosenki zespołu Skaldowie: …nie o to chodzi by złowić króliczka, ale by gonić go…„.

„Otóż właśnie. Proces przeżywania szczęścia, bycia w szczęściu, poszukiwania i potem pielęgnowania go owocuje wzmożoną potrzebą wygenerowania “wydzieliny osobowego przejawu” (Szewcy, Stanisław Ignacy Witkiewicz), czy bardzo kolokwialnie – wypróżnienia artystycznego (Tomasz Szukalski). Tu ewidentnie można zaobserwować adekwatność definicji Konecznego: to przechodzenie do problemu wyższego rzędu. Bowiem bez wątpienia problemem wyższego rzędu niż przeżywanie szczęścia, jest jego przekazanie w taki sposób, aby chociaż cień tego szczęścia stał się udziałem odbiorcy, tu: słuchacza. Koniecznym natomiast jest, by zauważyć, że cały proces powstawania dzieła jazzowego w przemożnej większości przypadków odbywa się w obecności odbiorcy. Mamy wtedy do czynienia z idealnym przekazem sztuki, a – co za tym idzie – także niesionych przez nią wartości, emocji, uczuć, w tym szczęścia, o ile wystąpiło w fazie wstępnej, w trakcie wyimprowizowywania dzieła”.

„Przekazywanie uczuć twórcy poprzez wykonywaną sztukę jest bezpośrednim skutkiem artystycznym. Trudno tu o ocenę, bowiem uczucia, w tym uczucie szczęścia można badać, ale nie oceniać, szczególnie gdy dotyczą zjawiska tak osobistego i osobniczego, jak odbiór sztuki. I gdy w miarę jasno udało się obejrzeć fenomen szczęścia jako czynnika sprawczego w powstawaniu dzieła jazzowego, o tyle trudno będzie zbadać, albo zmierzyć jego skutki. Zastanowiliśmy się już nad pojawianiem się przekazanego przez twórcę szczęścia u odbiorcy jego sztuki, ale pozostaje przeanalizowanie pojawienia się szczęścia u samego twórcy, szczęścia wynikłego wskutek doświadczenia powstawania własnego dzieła. Gdy dzieło zgodne z oczekiwaniem, wtedy szczęście jest oczywiste, naturalne, nie do zakwestionowania” – pisze Piotr BARON w tekście „Szczęście jako przyczyna twórcza i skutek artystyczny realizacji dzieła jazzowego” – cały artykuł [LINK]

Anna Bernat/PAP/eg

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 24 grudnia 2025