„Jeśli problemy ma koalicja, problemy ma Polska. Większość rządowa to zaledwie 13 posłów” [Szymon HOŁOWNIA]

ustępujący lider Polski 2050

Sytuacja w Polsce 2050 wymknęła się spod kontroli – ocenił ustępujący lider Polski 2050 Szymon Hołownia. Wyraził nadzieję, że „wnioski zostaną przez obie kandydatki wyciągnięte”. Nie odpowiedział wprost, czy oznacza to apel do Pauliny Hennig-Kloski i Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz o wycofanie się z rywalizacji o przywództwo.

Szymon Hołownia wyraził nadzieję, że sytuacja w partii zostanie uporządkowana

.Wicemarszałek Sejmu i ustępujący lider Polski 2050 Szymon Hołownia komentował w Sejmie ostatnie wydarzenia w klubie parlamentarnym Polski 2050, w którym stronnicy Hennig-Kloski w rywalizacji o przywództwo w partii postanowili wybrać przedstawicieli klubu do Rady Krajowej, a posiedzenie klubu zostało zwołane przez wiceprzewodniczącą Aleksandrę Leo pod nieobecność przewodniczącego Pawła Śliza, zwolennika Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz.

Ustępujący lider Polski 2050 podkreślił podczas briefingu, że to, co się dzieje, obserwuje z „narastającym sprzeciwem”.

– To jest nadal Polska 2050 Szymona Hołowni. Nie Ryszarda Petru, nie Pauliny Hennig-Kloski, nie Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz – mówił. – Każdą z tych osób osobiście wskazywałem na listy, na stanowiska rządowe, moja odpowiedzialność z tym związana pozwala mi powiedzieć: stop. Ta kampania, ta polaryzacja, to rozbicie ruchu na dwa zwalczające się obozy, przesycone wzajemną agresją, nienawiścią są zagrożeniem. Nie tylko dla naszej partii, bo my jesteśmy jednym z filarów koalicji – podkreślał.

Przekonywał, że stawką jest „bezpieczeństwo i stabilność tej koalicji, bezpieczeństwo i stabilność Rzeczypospolitej”. Jeśli zaś problemy ma koalicja – mówił – to problemy ma Polska, bo większość rządowa to zaledwie 13 posłów.

Dlatego, dodał, „spór pomiędzy dwoma kilkusetosobowymi grupami, budowanie swojej siły przez polityków, za którymi stoi 20 albo 30 osób, powinny się zakończyć”.

Ustępujący lider Polski 2050 Szymon Hołownia przekonywał też, że nie zamierza się wyrzekać odpowiedzialności za partię, którą zakładał.

Polityk powiedział, że zrezygnował z przywództwa, aby ustąpić miejsca innym, ale odpowiedzią na jego rezygnację jest chaos, znalezienie się partii na progu rozpadu i „niekończąca się brazylijska telenowela w mediach”. – To znaczy, że coś poszło nie tak. Jak coś poszło nie tak, mam prawo wyrazić swoje zdanie i dzisiaj wysłałem bardzo jasne ostrzeżenie do moich kolegów: opamiętajcie się. Stawką nie jest to, czy teraz będzie was popierać 15 czy 20 osób więcej. Ma być w Polsce 2050 spokój i porządek – apelował.

Szymon Hołownia wyraził zarazem nadzieję, że sytuacja w partii zostanie uporządkowana i doprowadzona do stabilnego przywództwa. Pytany, czy oznacza to, że chciałby sam wrócić do kierowania partią, nie zaprzeczył.

– Powrót taty jest jednym z klasycznych tekstów, którymi nasiąkamy – mówił Szymon Hołownia. – W pieśni religijnej znajdujemy taką frazę: a kiedy ojciec rozłoszczony siecze, szczęśliwy, który się do matki uciecze. Być może odwróciły się role i ja w tej sytuacji muszę być matką, nie tylko ojcem – dodał.

Wielu posłów i senatorów widzi, że sytuacja jest zła. Ustępujący lider Polski 2050 nie jest zadowolony

.Przyznał, że na razie obowiązuje decyzja Rady Krajowej, że druga tura wyborów przewodniczącego powinna zostać powtórzona do 31 stycznia. Zarazem jednak „posiedzenie Rady Krajowej trwa, została ogłoszona w nim przerwa”.

Ustępujący lider Polski 2050 podkreślał też, że przedłużenie procesu wyborczego generuje z upływem czasu „jeszcze większy chaos i niestabilność”. – Proszę pozwolić mi wyciągać z tego wnioski – powiedział.

Dodał, że jest wielu posłów i senatorów, którzy też widzą, że sytuacja jest zła. – Proszę dać im czas, niedługi pewnie, na to, żeby efekt tego mojego apelu się pojawił – oświadczył.

Pytany, czy jego słowa oznaczają, że rywalizujące ze sobą w drugiej turze Paulina Hennig-Kloska oraz Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz powinny się jego zdaniem wycofać z kandydowania, Hołownia odpowiedział: „Nie wiem”.

Dopytywany, czy się nadają do kierowania partią, odpowiedział, że to można poznać „po owocach”. – To są świetne panie minister, ale jeśli chodzi o to, co staje się wewnątrz ruchu, mam wrażenie, jakby jakiś mechanizm wymknął się spod kontroli, jakieś dżiny zostały wypuszczone i to jest dla Polski niebezpieczne. Obie kandydatki biorące w tej kampanii powinny wyciągnąć z tego wnioski, zmitygować się i swoje frakcje, bo to niczemu dobremu nie służy. Mam nadzieję, że takie wnioski zostaną przez obie kandydatki wyciągnięte – powiedział Hołownia.

Przyznał zarazem, że „to, co dzisiaj stało się w klubie, jest szalenie niepokojące”, zaś wiceprzewodnicząca Aleksandra Leo „wykroczyła poza swoje kompetencje”.

Rada Krajowa Polski 2050 zadecydowała, że do 31 stycznia zostanie powtórzona II tura wyborów na nowego szefa partii; zmierzą się w niej minister klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska oraz minister funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz.

Jesteśmy narodem, który dostał supermoce [Szymon Hołownia]

.Dzisiaj musimy uwierzyć w to, a także pamiętać o tym, że jesteśmy narodem zdolnym do odwracania biegu historii. Jesteśmy narodem, który umie w cuda. Jesteśmy narodem, który dostał supermoce. Potrafimy rzeczy niesłychane, potrafimy odwracać bieg historii, ale jest jeden warunek: musimy to robić razem – twierdzi Szymon HOŁOWNIA.

Chciałbym zacząć od słów podziękowania. Przede wszystkim Panu premierowi, ministrowi obrony narodowej Władysławowi Kosiniakowi-Kamyszowi, ale też Panu ministrowi Stanisławowi Wziątkowi, który był dobrym duchem tego projektu, który dziś otwieramy.

Chcę podziękować wszystkim tym samorządowcom, ludziom stąd, kultywatorom naszej wspólnej historii i Wojsku Polskiemu. Chcę Wam podziękować za to miejsce w imieniu swoim, jednego z 38 milionów mieszkających tutaj, a także w imieniu swojej rodziny, bo mam nadzieję, że kiedyś tu właśnie z żoną i z córkami przyjedziemy. Bo my jesteśmy taką rodziną, która lubi muzea, która te muzea odwiedza, która w ten sposób kultywuje pamięć i to wspaniale, że ten trend, który w naszej wspólnej wyobraźni zapoczątkowało Muzeum Powstania Warszawskiego, pierwsze chyba tak nowoczesne i otwarte, pokazujące to co działo się w naszej historii w tak przystępny sposób – a później kontynuowały kolejne realizacje – dobrze, że ten trend kontynuujemy. Dobrze, że powstało muzeum na przedpolach bitwy grunwaldzkiej. Dobrze, że dzisiaj samorząd, ale także i rząd angażuje się w budowę zupełnie nowego miejsca upamiętniania w nazistowskim niemieckim obozie zagłady w Treblince. Byłem tam niedawno – to będzie naprawdę imponująca budowla i imponujące miejsce.

Dzisiaj Muzeum Bitwy Warszawskiej 1920 roku i oby to tak trwało. Oby nigdy nie zabrakło ludzi, którzy będą tę polską pamięć kultywować. Dzisiaj chcę Wam podziękować również dlatego, że miejsca takie jak to przypominają, są znakiem na dwa sposoby: ludzkich historii i historii narodu.

Ludzkich, i tu mówię trochę też, z wnętrza, z serca mojej rodziny, bo najstarszy brat mojej babci, kapral Grzegorz Rek nie doczekał tej konkretnej bitwy. Zginął dokładnie kilkanaście dni wcześniej w wojnie polsko bolszewickiej. Zmarł z ran w szpitalu polowym 30 lipca 1920 roku. Nie wiemy w rodzinie, w czasie której bitwy te rany odniósł: czy pod Briańskiem, czy pod Rosią. To musiała być któraś z tych bitew bezpośrednio poprzedzających to, co działo się pod Warszawą. Młody chłopak, 18-letni, służył w mińskim pułku strzelców, później w 81 pułku piechoty, walczył w ramach 1 dywizji polsko-białoruskiej. 18 lat – przecież takich chłopaków było mnóstwo, których krew wsiąkła w tę ziemię. Nie tylko tutaj pod Radzyminem, ale przecież cała ta kontrofensywa znad Wieprza wyprowadzona przez Piłsudskiego, wszystko to, co działo się pomiędzy 13 a 25 sierpnia w tylu miastach, w tylu miejscowościach, w tej całej geografii w której my dzisiaj żyjemy. Bo przecież słychać tam: Otwock, okolice pod Białymstokiem, słychać tam miasta położone na północ od Warszawy takie jak Nasielsk – to jest ta mapa, w której my żyjemy, w której my funkcjonujemy.

Ta krew wsiąkała w ziemię, która jest naszą ziemią. I to była krew konkretnych ludzi, to była krew konkretnych żołnierzy. Kiedy będziemy przechodzili przez tę ekspozycję pamiętajmy proszę, że to nie wielka anonimowa armia, że to konkretne imiona i nazwiska, że to konkretni synowie, konkretni bracia, konkretni narzeczeni, konkretni ojcowie, że każdy z nich miał swój życiorys, że każdy z nich zdecydował się położyć wszystko, żeby wziąć ten kredyt wolności, który my dzisiaj powinniśmy swoją służbą spłacać. Kredyt okupiony krwią, ofiarą, ranami, cierpieniem, samotnością tych, którzy zostali.

Ale jest jeszcze drugi wątek, który dobrze, abyśmy mieli w sercach: ludzkich losów, ale też losów narodu. Bo z tego co działo się w 1920 roku płynie dla nas lekcja, była o tym mowa w wystąpieniu Pana premiera w czasie defilady. Padły te słowa: naród, który nie pamięta o swojej historii skazany jest na przeżycie jej jeszcze raz.

My z lekcji 1920 roku mamy tak naprawdę bardzo wiele wątków, które możemy wyprowadzić. Skupmy się na trzech, krótko, ale też w poczuciu dużej pokory, bo siedzą na sali też historycy, którzy mogliby mnie uczyć, co się działo w 1920 roku. Jest Pan Profesor Sławomir Cenckiewicz, autor bardzo ciekawej monografii o pułkowniku Matuszewskim, którą miałem okazję ostatnio czytać, i są inni z Państwa, którzy mają wiedzę historyczną w tym zakresie w małym palcu.

Powiem jednak jako laik: pierwsza rzecz, zobaczcie Państwo: Józef Piłsudski i jego decyzja o kontrofensywie. W jakiej sytuacji tę decyzję Piłsudski podejmuje? W komfortowej? Nie, przyciśnięty do ściany i oddający Witosowi w ręce przed wyjściem w walkę swoją dymisję ze wszystkich funkcji i powierzający mu w ręce, żebym zrobił z tym, co chce. To Piłsudski, który stawia wszystko na jedną kartę, który wie dobrze jaka jest sytuacja międzynarodowa Polski, bo jesteśmy chwilę po konferencji w Spa, bo jesteśmy po tych słowach, jakie Polska usłyszała od ówczesnego premiera Wielkiej Brytanii.

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/szymon-holownia-mamy-supermoce-potrafimy-w-cuda/

PAP/MB

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 22 stycznia 2026