Jest zgoda na zabudowę wylotu Doliny Białego w Zakopanem

Wojewódzki Inspektor Nadzoru Budowlanego, po odwołaniu inwestora, pozwolił na wznowienie robót budowlanych wielkokubaturowej deweloperskiej budowli w Zakopanem w otulinie Tatrzańskiego Parku Narodowego – przekazał w piśmie inspektor Artur Kania.
Burmistrz Zakopanego i starosta tatrzański dwukrotnie odmawiali wydania pozwolenia na budowę
.Rozstrzygnięcie dotyczy inwestycji realizowanej u wylotu Doliny Białego. Chodzi o sześciokondygnacyjny budynek usługowy przeznaczony na krótkotrwały, ogólnodostępny wynajem lokali w celach turystycznych, z dwupoziomowym garażem podziemnym.
Inwestycja od lat budzi sprzeciw władz Zakopanego, mieszkańców oraz środowisk zajmujących się ochroną przyrody. Miasto wskazuje, że miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego dopuszczał w tym miejscu jedynie odbudowę istniejącego wcześniej jednopiętrowego pensjonatu, z możliwością niewielkiego powiększenia jego kubatury. Zdaniem samorządu realizowany obiekt jest całkowicie nową zabudową o znacznie większej skali.
Z tych powodów burmistrz Zakopanego i starosta tatrzański dwukrotnie odmawiali wydania pozwolenia na budowę. Ostateczną zgodę wydał jednak w 2020 r. wojewoda małopolski jako organ drugiej instancji. Decyzja ta pozostawała w obrocie prawnym, mimo prób jej podważenia przez władze miasta i skierowania sprawy do sądu administracyjnego. Inwestor postawił budynek, który został zadaszony i zamknięty, ale Powiatowy Nadzór Budowlany wstrzymał dalsze prace po stwierdzeniu, że roboty były prowadzone z „istotnymi odstępstwami od zatwierdzonego projektu”.
Wznowienie robót w Zakopanem
.Po odwołaniu inwestora Małopolski Wojewódzki Inspektor Nadzoru Budowlanego nie podzielił jednak oceny powiatowego inspektora. Uznał, że postępowanie naprawcze może być prowadzone niezależnie od innych sporów administracyjnych.
„Małopolski Wojewódzki Inspektor Nadzoru Budowlanego w Krakowie po rozpatrzeniu wniesionego odwołania, uchylił zaskarżoną decyzję Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego w Zakopanem, zatwierdził projekt budowlany zamienny dla budowy budynku usługowego z przeznaczeniem na usługi krótkotrwałego ogólnodostępnego wynajmu lokali w celach turystycznych, pozwolił na wznowienie robót budowlanych oraz nałożył na Inwestora obowiązek uzyskania decyzji o pozwoleniu na użytkowanie” – czytamy w piśmie małopolskiego inspektoratu.
Na decyzję nadzoru przysługuje skarga do Wojewódzkie.
Złap oddech na pastwisku. Terapeutyczne beczenie owiec
.Ciszę należy rozumieć nie jako zupełny brak dźwięków, ale ich delikatność. Szum wiatru, spadające krople deszczu, kumkanie żab, beczenie owiec, no i ptasie kwilenie. To właśnie w ciszy podejmuje się najważniejsze życiowe decyzje – pisze prof. Piotr TRYJANOWSKI.
liska naszym sercom, jedna z licznych teorii dotyczących genezy muzyki – i nie jest to wcale naturalistyczne skrzywienie – jako pierwotne źródło muzyki wskazuje przyrodę. Szum drzew, kapiąca woda, śpiewające ptaki, ryczące jelenie, a nawet – beczące owce. Człowiek widział, słyszał i podziwiał zwierzęta. Próbował gwizdać, mlaskać, naśladować i czasem się to udawało. Informacje o śpiewach, odgłosach, wokalnych popisach fauny trafiły do dziesiątek przysłów i podań ludowych. Ich znajomość pozwalała na przeżycie, to survival w najprawdziwszym stylu. Muzyka oddziałuje na nas rytmem, melodią, dodaje energii i motywuje do działania. Z drugiej strony odpowiednie dźwięki zapewniają relaks i pozwalają ukoić skołatane nerwy. Zapewnia nawet poczucie wspólnoty i bezpieczeństwa, przykładem tego są chóry, mające same w sobie spory potencjał terapeutyczny.
Owce co prawda chórów nie tworzą, ale także beczą stadnie. Jednak to nie jedyne dźwięki, jakie wydają na pastwisku. Pasterze chcą wiedzieć, gdzie znajdują się ich owce, dzięki czemu otrzymujemy coś zupełnie nowego – genialną muzykę powstającą z dźwięku dzwonków i dzwoneczków, którymi wypełniają się choćby karpackie połoniny. To coś niesamowitego, niemalże nieziemskiego. Są turyści, którzy jeżdżą do Rumunii wyłącznie po to, by siedzieć i słuchać owczej muzyki. Dzyń-dzyń, nieregularne, zmienne w zależności od pogody i od akompaniamentu ptaków, tworzących razem wielką orkiestrę natury. Inaczej, znaczy się precyzyjniej, jest w Szwajcarii. Tamtejsze alpejskie krajobrazy kojarzą nam się raczej z fioletowo-białą krową, znaną z reklamy pewnej czekolady, niż z owcami. Tymczasem właściciele owiec wybierają dzwoneczki bardzo starannie, ich dźwięk nie tylko wskazuje, gdzie znajduje się dobytek, ale służy również do identyfikacji. Dzwonki są najrozmaitsze, różnią się wielkością płaszcza, serca dzwonu i grubością ścianek, co w konsekwencji daje różnorodne dźwięki. Tworzą one niezwykłą harmonię i niekiedy są tak zgrane jak orkiestra symfoniczna pod batutą najlepszego dyrygenta. Stanowią dziedzictwo kulturowe i choć dzwoneczek jest dziełem człowieka założonym owcy, zresztą niespecjalnie wyszukanym i niezaawansowanym technologicznie, przestaje to mieć znaczenie, gdy poruszające się owce wprawiają swoje dzwonki w ruch, a wiatr unosi owczą muzykę w górskie hale.
Dźwięk dzwonka tworzy muzykę owiec, jednak instrumentów kojarzonych z ich wypasem jest znacznie więcej: piszczałki, skrzypki, dudy, rogi i wiele innych, przy czym niektóre dookreślane są przymiotnikiem „pasterski”, co jednoznacznie podkreśla ich funkcję, a przynajmniej – pochodzenie. Muzykowanie, zwłaszcza u młodszych i biedniejszych pasterzy, często zaczynało się w bardzo prosty sposób. Piszczałką stawał się odpowiednio przycięty kawałek leszczyny, trąbki kręcono z kory, a dźwięki wydawały nawet umiejętnie użyte listki bzu. Wszystkie te instrumenty miały rozmiar kieszonkowy, tak by nie ograniczały ruchów i zawsze były pod ręką. Zdolni potrafili na nich wyczarować muzykę, a przynajmniej przekonać starszych, że warto inwestować w ich muzyczną naukę. Prostota pasterskich instrumentów umożliwiała ich samodzielne wyrabianie podczas długich dni wypasu, natomiast przeogromne było bogactwo ich funkcji: rozweselały, służyły do komunikacji i przekazywania informacji, choćby o godzinach udoju czy stanie zdrowia, wydawania poleceń dźwiękowych owcom i psom pasterskim. Tą drogą wyznawano nawet miłość, tej jedynej, gdzieś tam w dolinie. Wincenty Pol odnotował: Do rozweselenia przyczynia się i muzyka hal – kobza jest ochoczym instrumentem do tańca, ale fujarka pasterska budzi echa skał. Oznacza to także to, że trwałe instrumenty mające służyć długie lata związane były z wydarzeniami i spotkaniami rodzinnymi oraz towarzyskimi, okraszanymi śpiewem i tańcem. W Polsce do produkcji dmuchanych dud wykorzystywano głównie koźlą skórę, struny gęśli i góralskich skrzypiec wykonywano z wysuszonych owczych jelit.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/piotr-tryjanowski-zlap-oddech-na-pastwisku-terapeutyczne-beczenie-owiec/
PAP/MB



