Jimmy Lai. Dlaczego Chiny zajmują 140 miejsce w rankingu wolności mediów?

Sąd w Hongkongu bliski jest ogłoszenia wyroku w procesie Jimmy’ego Laia, prodemokratycznego magnata mediowego. 78-letni Jimmy Lai został w grudniu 2025 r. uznany za winnego spiskowania z obcymi siłami na mocy narzuconej przez Pekin ustawy o bezpieczeństwie narodowym. Grozi mu dożywocie.
„Nie możemy spodziewać się niczego innego niż politycznej farsy”
.Założyciel zamkniętego przez władze dziennika „Apple Daily” Jimmy Lai został uznany za winnego zmowy z siłami zagranicznymi i publikowania materiałów o charakterze wywrotowym. W ponad 850-stronnicowym werdykcie sąd stwierdził, że Jimmy Lai kierował się „nienawiścią do Chin” i chęcią „obalenia partii komunistycznej”.
Jimmy Lai nie przyznał się do stawianych mu zarzutów.
Proces, który trwał ponad 150 dni, był bacznie obserwowany przez społeczność międzynarodową jako sprawdzian niezależności sądownictwa w chińskim regionie administracyjnym.
„Nie możemy spodziewać się niczego innego niż politycznej farsy. Do tej pory proces ten można określić jedynie jako mistyfikację, bez związku z rządami prawa” – oceniła Aleksandra Bielakowska, przedstawicielka Reporterów bez Granic (RSF) na region Azji i Pacyfiku. W jej ocenie wynik rozprawy wyśle sygnał dotyczący przyszłości wolności prasy w tej części świata.
Jimmy Lai, który posiada także brytyjskie obywatelstwo, został wcześniej skazany na kary pozbawienia wolności w innych postępowaniach i przebywa w więzieniu od 2020 r. Jest przetrzymywany w izolatce, a rodzina i prawnicy 78-latka alarmują o znacznym pogorszeniu się jego stanu zdrowia.
O natychmiastowe uwolnienie Jimmi’ego Laia apelowały wielokrotnie rządy USA i Wielkiej Brytanii, uznając zarzuty za motywowane politycznie. Władze w Hongkongu odrzucają jednak te apele, twierdząc, że zagraniczne naciski stanowią próbę podważenia rządów prawa.
Jimmy Lai. Najsłynniejszy więzień Pekinu
.Jimmy Lai, był przez lata jednym z najbardziej znanych krytyków Pekinu. Po raz pierwszy został oskarżonych na mocy szeroko zakrojonej ustawy o bezpieczeństwie, nałożonej na to półautonomiczne miasto Hongkong w 2020 roku po miesiącach masowych protestów prodemokratycznych, które zostały brutalnie stłumione przez siły porządkowe.
Władzy naraził się poprzez założenie tabloida znanego jako Apple Daily, który szybko przerodził się w jedną z ostatnich platform wolnego słowa. To na łamach Apple Daily ukazywała się krytyka Komunistycznej Partii Chin, co ostatecznie skutkowało jednak przymusowym zamknięciem portalu w 2021 roku.
Miliarder nie przyznał się do zarzucanych mu czynów, co w wielu miejscach zostało odebrane za akt bohaterstwa. Jimmy Lai, do końca nie akceptujący nowomowy reżimu w Pekinie, każącej każdy akt krytyki nazywać mianem zdrady, manipulacji czy dezinformacji, pozbawił partię wizerunkowego sukcesu – skruszonego miliardera, przepraszającego za swoje czyny. Założyciel Apple Daily dołączył tym samym do grona opozycjonistów, którzy nawet w obliczu kar więzienia nie przyznali się do domniemanych “przestępstw”.
Sprawa toczy się na mocy ustawy o bezpieczeństwie narodowym, narzuconej przez komunistyczne władze w Pekinie w odpowiedzi na masowe protesty z 2019 r. Zdaniem ekspertów doprowadziła ona do uciszenia opozycji i liberalnych działaczy, a także zamknięcia wielu organizacji pozarządowych i studenckich oraz niezależnych mediów.
Hongkong, była brytyjska kolonia, przekazana Chinom w 1997 r., od kilku lat obniża swoje notowania w rankingu wolności mediów RSF – organizacji, która podkreśla, że metropolia była niegdyś „bastionem wolności prasy”. Obecnie Hongkong klasyfikowany jest na 140. miejscu na 180 krajów, podczas gdy w 2002 r. zajmował 18. pozycję.
Chiny w raporcie z 2025 r. zajęły 178. miejsce. Niżej klasyfikowane są tylko Korea Północna i Erytrea.
Chiny nie zapominają, czyli Wojny Opiumowe, Keir Starmer i zemsta na Wielkiej Brytanii
.Monarchia Chin wieku XIX była mozaiką narodów, kultur i koncepcji politycznych. w 1839 roku tradycjonalistyczny kolos na glinianych nogach, coraz bardziej chylił się ku upadkowi w dymach palonego opium, ale nie nadzieja jeszcze nie umarła. Skostniała cesarska biurokracja, zwalczana przez reformatorów, wydawała się powoli odchodzić, a władca z mandatem niebios, Daoguang z dynastii Qing, nie był stereotypowym, pasywnym królewiczem.
Zlecił najwyższym urzędnikom zlikwidowanie handlu opium, które na przestrzeni lat stało się główną używką kraju, na którym fortuny robili skorumpowani przedstawiciele biurokracji oraz chińscy i brytyjscy przemytnicy. Cesarstwo opublikowało nawet list otwarty do królowej Wiktorii, prosząc ją o współpracę w celu powstrzymania handlu opium. Ta wiadomość nigdy jednak do niej nie dotarła.
Chińskie wojsko zaczęło rekwirować przemycane przez Brytyjczyków opium. A to nie mogło być tolerowane przez Londyn. Już rok później rozpoczął się konflikt, znany później jako Wojny Opiumowe. Po jednej stronie wielonarodowa monarchia, Mandżurowie rządzący Chińczykami Han, Ujgurami, Mongołami i Tybetańczykami, a po drugiej największe imperium które widział świat.
Brytyjska flota ekspedycyjna szybko potwierdziła swoją reputację. Mniejsze chińskie jednostki, wyposażone w archaiczne działa nie miały szans z brytyjskimi kanonierkami, uzbrojonymi po zęby w działa i kierowanymi przez doświadczone załogi. Pierwsza bitwa pod Chuenpi, zdobycie Chusanu, bitwa pod Amoy, upadek Szanghaju i fortów Taku, Każde ze starć zbrojnych Pierwszej i Drugiej Wojny Opiumowej było upokorzeniem dla mandżurskiej monarchii.
Cesarski pałac nie był w stanie zmotywować narodu do walki, brytyjscy marynarze zdobywali kolejne bastiony, niezależnie od tego czy chińscy obrońcy byli zdemoralizowani i źle uzbrojeni, czy walczyli dzielni i na europejską modłę. Kolejne mandżurskie floty tonęły niszczone ogniem europejskich dział, a w końcowym okresach obydwu wojen miasta były plądrowane przez uciekające cesarskie wojsko.
Reformatorskie starania niektórych stronnictw politycznych nie wystarczyły żeby przygotować państwa do prowadzenia wojny. Armia Ośmiu Sztandarów, wielonarodowa mozaika wszystkich narodów tworzących cesarstwa, została pokonana i upokorzona przez Wielką Brytanię.
Wojny Opiumowe były znakiem czasów. Długa historia imperialnych Chin dobiegała końca. Powstanie bokserów, rewolucja 1911 roku, mongolska wojna o niepodległość, wszystko to miało nadejść już niedługo, ale uczucie upokorzenia zostało, a Brytyjczycy pozostawali w Chinach synoniem wroga narodowego. Ich obecność w Hongkongu tylko przypominała o minionych klęskach.
Wszyscy wiemy, jak później potoczyła się historia Kraju Środka: wojna domowa, triumf komunizmu, i Mao Tsetung na czele partii. Ale, co istotne (i często zapominane przez Zachód) narodowa pamięć, napędzana przez stale obecną konfucjańską filozofię, dalej przechowywała DNA wstydu. I mimo, że brytyjczycy upokorzyli monarchie, czyli ustrój będący przeciwieństwem komunizmu, partia następców Mao miała (i nadal ma) w swojej agendzie zemstę na Brytyjczykach i ich imperium.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/pepites/chiny-nie-zapominaja-czyli-wojny-opiumowe-keir-starmer-i-zemsta-na-wielkiej-brytanii/
Czemu nie po chińsku?
.W chwili gdy trwał właśnie ćwierćfinał XIX Konkursu Chopinowskiego, Pekin wprowadził twarde restrykcje eksportu nowoczesnej technologii do Europy. Tak, tak, słyszę najzupełniej logiczne pytanie: a cóż jedno ma do drugiego? – pisze Jan ROKITA.
Na pierwszy rzut oka w zasadzie nic, poza koincydencją daty. Praktycznie pełny zakaz sprzedaży do krajów Unii Europejskiej tzw. „metali ziem rzadkich” (czyli siedemnastu rzadko występujących w przyrodzie surowców, na których wykorzystaniu opierają się nowoczesna technologia cyfrowa i przemysł samochodowy) komuniści chińscy wprowadzili w dniu 9 października 2025 roku. A ściślej mówiąc, tego dnia rozszerzyli wcześniejsze ograniczenia eksportowe owych metali do Europy obowiązujące od kwietnia. W Warszawie akurat wtedy rozpoczynał się II etap Konkursu Chopinowskiego, w wyniku którego wyłoniono czołówkę najlepszych młodych pianistów grających muzykę Chopina. No i w tej czołowej dwudziestce znalazło się czterech białych (trzech Polaków i Gruzin) oraz szesnaścioro żółtych artystów, występujących pod najróżniejszymi flagami narodowymi, ale z dominacją etnicznych Chińczyków.
Co do tego, jak huntingtonowski „konflikt cywilizacji” odbija się na globalnej kulturze muzycznej, nikt od jakiegoś czasu nie ma wątpliwości, choć publicznie zwykło się o tym w Europie mówić półsłówkami, z niejakim skrępowaniem, albo w ogóle. Wiadomo! Wszelkie rozważania na temat rywalizacji białych z żółtymi mogą się skończyć jakąś antyrasistowską awanturą, kłopotami, wylaniem z uniwersytetu i banem na YouTubie czy gdziekolwiek indziej. Co więcej, przyznawanie się do postępującej kulturowej „gorszości” naszego świata względem rasy żółtej jest rzeczą z natury wstydliwą, a więc czymś takim, o czym wszyscy dobrze wiedzą, ale po co to jeszcze nieelegancko nazywać po imieniu!?
Znane są również powody owej „gorszości”. Azja Wschodnia i Południowo-Wschodnia – to taki obszar współczesnej kultury, gdzie cenione są rzeczy u nas zakazane i wyklęte, takie jak rygorystyczne wychowanie dzieci, kult od małego ciężkiej pracy i przezwyciężania trudności, ostra rówieśnicza rywalizacja oraz prymat najzdolniejszych i najbardziej ambitnych młodych ludzi. Zarówno tamtejsze rządy, jak i społeczeństwa uważają wszystkie tego rodzaju rzeczy nie tylko za drogę do zdobywania osobistej doskonałości, ale także sposób na budowanie potęgi państwa. My z kolei już dawno postawiliśmy na tzw. „prawa dziecka”, czyli równanie w edukacji do najgłupszych i najbardziej leniwych, naukę zaspokajania ich każdej zachcianki, chronienie młodych przed wysiłkiem i porażkami oraz przekonywanie ich, że zawsze, nawet jak nic nie umieją i niczego nie potrafią, to i tak – wedle ulubionego sloganu polityków – „zasługują na więcej”. Aha! Zapomniałem o najważniejszym: nieustannie wywieramy presję na młodych, żeby zajmowali się głównie własnymi emocjami (Witkacy rzekłby trafnie: bebechami), pisali o bebechach bez wstydu w sieci i spędzali czas nie na żadnych trudnych ćwiczeniach umysłu, pamięci i umiejętności, ale najlepiej z psychoterapeutami, bo dopiero na kozetce stają się lepsi i ważniejsi dla wspólnoty. Efekty obu strategii kulturowych widać już jak na dłoni.
No dobrze, a co z tym chińskim eksportem surowców ziem rzadkich? Mam wrażenie, że właśnie w dniu 9 października nawet ślepy Europejczyk powinien przejrzeć na oczy i zobaczyć, jak Chińczycy grają z nami, jak gdyby mieli pewność, że jesteśmy infantylnymi euro-przygłupami. Przez lata sprawiając wrażenie, iż są najuczciwszymi obrońcami globalizmu i wolnego handlu, uzależnili nasz rozwój technologiczny od swoich rzadkich surowców. Czyli zrobili dokładnie to samo, co Putin z gazem, tyle że na polu o wiele bardziej newralgicznym. 70 proc. dostaw owych kluczowych minerałów Europa ma od lat z Chin, a w niektórych branżach zależność jest 90-procentowa. Co może najważniejsze – od chińskich dostaw zależy gros europejskiego postępu w technologii militarnej.
No i teraz, kiedy zbyt bliskie współdziałanie pani von der Leyen z Trumpem w sprawach chińskich przestało się w Pekinie podobać, najpierw w kwietniu ostrzegli nas, co nam grozi, a kiedy nie było pożądanej reakcji, pokazali na serio, jakie mogą być skutki europejskiego nieposłuszeństwa. Ów zakaz z 9 października zwraca uwagę przede wszystkim tym, iż ma być totalny, gdy idzie o wykorzystanie chińskich surowców w europejskim przemyśle zbrojeniowym. Znawcy technologii militarnych piszą teraz, iż jeśli Pekin nie złagodzi tego zakazu, to nie mamy do czynienia z kłopotem europejskich zdolności obronnych na przyszłość, ale po prostu z katastrofą owych zdolności. A w tym samym czasie szef NATO Mark Rutte mówi, ot tak, jak gdyby nigdy nic, że jest dla niego jasne, iż kiedy Pekin przystąpi do inkorporacji Tajwanu, to najpierw zmusi Moskwę do zbrojnej akcji przeciw Europie, ażeby „ułatwić sobie życie”.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/jan-rokita-czemu-nie-po-chinsku/
PAP/MB




