Jorge Luisa Borgesa wspomina Alberto Manguel

Alberto Manguel, argentyński pisarz i osobisty lektor niewidomego Jorge Luisa Borgesa, opowiada o ich spotkaniach. Borges wybierał lektury, potem wygłaszał na głos uwagi, ale mówił sam do siebie. Manguel mówi, że wrażenie było takie, jakby siedział w głowie pogrążonego w lekturze Borgesa.

„Borges zawsze witał mnie we drzwiach swego mieszkania, zawsze był pod krawatem”

.Alberto Manguel to autor m.in. „Historii czytania”, „Słownika miejsc wyobrażonych” (wraz z Giannim Guadalupim), książki „Małe języki, wielkie literatury” (wraz z Grzegorzem Jankowiczem) i eseju „Pożegnanie z biblioteką. Elegia z dziesięciorgiem napomknień”. Podczas spotkania w stołecznym Nowym Teatrze, które poprowadził Grzegorz Jankowicz – krytyk, eseista, tłumacz i dyrektor Instytutu Książki – Manguel opowiadał o swej znajomości z Jorge Luisem Borgesem i o tym, jak to jest być lektorem takiego pisarza.

Jako nastolatek dostał pracę w księgarni Pygmalion w Buenos Aires. To tam poznał Borgesa – wówczas już uznanego poetę i prozaika, autora „Powszechnej historii nikczemności”, zbiorów „Alef” i „Fikcje”, dziś pisarza zaliczanego do grona najwybitniejszych twórców XX wieku. – Miałem 15 lat, chodziłem do dość nietypowej szkoły Colegio Nacional de Buenos Aires, w której uczyli nas wykładowcy uczelni wyższych. Wybitni historycy, intelektualiści, znawcy literatury. Od nastoletnich lat kierowali nas na drogę badań naukowych – mówił Manguel.

– Kocham książki, zarówno literaturę, jak i same przedmioty, od dzieciństwa. Zawsze chciałem ich mieć jak najwięcej – każdego dnia w drodze ze szkoły do domu kupowałem je w antykwariatach. Oczywiście potrzebowałem do tego pieniędzy większych niż kieszonkowe od rodziców. Żeby je zdobyć, wydzwaniałem do angielskich i niemieckich księgarni z prośbą o pracę. W końcu właścicielka jednej z nich zaprosiła mnie na rozmowę. Była dość zaskoczona, gdy mnie zobaczyła: 15-latka w krótkich spodenkach. W moim kraju długie spodnie nosiło się dopiero po ukończeniu osiemnastki. Ale zatrudniła mnie – wspominał podczas spotkania w Warszawie.

Właścicielką była Lily Lebach – niemiecka Żydówka, która uciekła z Trzeciej Rzeszy. W Argentynie otworzyła popularną księgarnię Pygmalion, ale działała także jako wydawczyni. – Gdy Stefan Zweig uciekł z Europy do Brazylii i napisał jeden ze swych najsłynniejszych utworów „Nowelę szachową”, dał rękopis przyjacielowi, który szukał dla niego wydawcy. To właśnie Lily się zgodziła – opowiadał Manguel. – Książka Zweiga była pierwszą książką, którą wydało jej małe wydawnictwo.

„Poleciła mi codziennie odkurzać wszystkie książki, jedną po drugiej” – wspominał w „Mojej historii czytania” (przekł. Hanna Jankowska). „Myślała (i miała rację), że w ten sposób szybko zapoznam się z zasobami księgarni i ich rozmieszczeniem. Niestety, wiele książek kusiło mnie tak, że odkurzanie schodziło na drugi plan (…) Zdarzyło się kilka razy, że ukradłem książkę-kusicielkę. Zabrałem do domu, ukrytą w kieszeni płaszcza, musiałem ją bowiem nie tylko przeczytać, ale posiąść na własność, nazwać swoją (…) Panna Lebach musiała być świadoma, że jej pracownicy podkradają książki, podejrzewam jednak, że przymykała oko na tę zbrodnię dopóty, dopóki czuła, że nie przekraczamy pewnych granic”.

Pygmalion był dobrze zaopatrzoną księgarnią, sprowadzał też książki na zamówienie dla wyjątkowych klientów. Jednym z najważniejszych był Jorge Luis Borges. Pewnego dnia zjawił się – pisał Manguel – „wraz ze swą osiemdziesięcioośmioletnią matką. Otaczała go sława, ale ja znałem zaledwie kilka jego wierszy i opowiadań, które nie zrobiły na mnie szczególnego wrażenia. Był już prawie niewidomy, nie chciał jednak używać laski. Przesuwał ręką po półkach, jakby palcami mógł przeczytać tytuły. Szukał książek do nauki staroangielskiego, którym się wtedy pasjonował (…) Zwrócił się do mnie i wymienił kilka tytułów. Część mu znalazłem, inne zapisałem. Na odchodnym zapytał, czy jestem wieczorami zajęty. Potrzebuje (powiedział to bardzo przepraszającym tonem) kogoś, kto by mu czytał, matka bowiem szybko się męczy. Zgodziłem się”.

Alberto Manguel był osobistym lektorem wielkiego argentyńskiego pisarza przez cztery lata

.W 1955 r. pisarz stracił wzrok. W tym samym roku otrzymał posadę dyrektora Biblioteki Narodowej. – Był to także rok, w którym Juan Peron stracił władzę w Argentynie. To wtedy napisał słynny wiersz „Poemat o darach”. „Nikt nie umniejszy wyrzutem ni łzami/ Pomysłu, którym arcymistrz harmonii/ Błysnął: w przystępie wspaniałej ironii/ Bóg dał mi ciemność na równi z księgami” (przeł. Krystyna Rodowska) – przypomniał Manguel.

– Gdy Borges oślepł, zdecydował, że nie będzie już pisał prozy. Mówił, że poezja przychodzi do niego jak muzyka, do której może ułożyć słowa. Podyktować je. By pisać prozę, mówił, musiał widzieć swoje pismo. Dlatego nie pisał jej przez 10 lat. Wyobraźnia nie jest jednak posłuszna takiemu postanowieniu i wciąż podsuwała mu pomysły na opowiadania. Po 10 latach jego umysł był ich pełen. Zdecydował, że spróbuje je podyktować. Ponad wszystko inne Borges był wybitnym zawodowcem. Nim przystąpił do dyktowania opowieści, chciał się upewnić, że wciąż ma odpowiednią technikę. W tym celu postanowił sobie przypomnieć książki, które uważał za arcydzieła. Ale aby to zrobić, potrzebował oczu innych ludzi – opowiadał Manguel.

– Pewnego dnia spytał, czy mógłbym przyjść do niego do domu i mu poczytać. Było to czytanie na głos, jakiego nigdy wcześniej nie doświadczyłem. Gdy czyta się dziecku lub przyjacielowi, odgrywa się rolę, wybiera się tekst według własnego upodobania. W przypadku Borgesa nie było żadnego przedstawienia – wybór należał do Borgesa, to on określał ton lektury. Do mnie należał wyłącznie głos, ale i tak był posłuszny rytmowi Borgesa – zdradził.

– Borges zawsze witał mnie we drzwiach swego mieszkania, zawsze był pod krawatem. Nie trwonił czasu na wymianę uprzejmości, nie pytał, jak się mam, jak pogoda, czy nie jestem głodny. Pierwsze, co mówił to: „dziś poczytamy Kiplinga”. Prowadził do sofy, dawał mi książkę i przystępowałem do czytania. Po kilku zdaniach przerywał i komentował. Jego uwagi dotyczyły techniki pisarskiej, tego, jak powstawała literatura. Rozkładał zdania na słowa, mówił o tym, dlaczego autor wybrał to słowo, a nie inne. Wygłaszał je na głos, ale mówił sam do siebie. Ale ja też byłem w pokoju. Wrażenie było takie, jakbym siedział w głowie pogrążonego w lekturze Borgesa.

Manguel był osobistym lektorem wielkiego argentyńskiego pisarza przez cztery lata. Pytany przez Jankowicza, czy rozmawiali wówczas na temat literatury, pisania, Manguel odparł szybko i bez wahania: „nie było żadnych rozmów”. – Myślę, że Borges miał jednego prawdziwego przyjaciela. Był nim Adolfo Bioy Casares. Znali się, odkąd Casares miał 17 lat, a Borges 33. Ich przyjaźń trwała nieprzerwanie od tamtego czasu aż do śmierci Borgesa. Razem pisali, zwierzali się sobie, żartowali. Był to chyba jego jedyny przyjaciel. Pozostałe kontakty, jakie nawiązywał, dotyczyły świata literackiego. Były to relacje zawodowe. Ja byłem nastolatkiem, choć nieźle jak na swoje lata oczytanym, jednak nie mogłem mu nic zaoferować. Szybko pojąłem, że powinienem zachować milczenie.

Wśród autorów, których Borges bezwzględnie krytykował i których pisarstwo uznawał za złe, znajdowali się m.in. Goethe, Gustave Flaubert, Stendhal, Marcel Proust, Emile Zola, Pablo Neruda, Thomas Mann, Gabriel Garcia Marquez, Lew Tołstoj i Samuel Beckett. – W przyszłym roku przetłumaczony na angielski zostanie dziennik Casaresa, dziennik jego przyjaźni z Borgesem. To ogromna książka, oryginalne wydanie obejmuje ponad 1500 stron. Spisał w nim komentarze Borgesa dotyczące literatury. Korzystając z łączącej ich bliskości, przyjaźni, Borges pozwalał sobie na brutalną krytykę niemal każdego. Nawet Szekspira! – podkreślił autor „Historii czytania”.

W tamtym czasie, przyznał, bycie osobistym lektorem Jorge Luisa Borgesa nie wydawało mu się zaszczytem. Oburzył ciotkę, gdy oznajmił jej, że wyświadcza przysługę „ślepemu starcowi”. – Mam dziś 80 lat i zrozumiałem niedawno, że wszystko, co przytrafia się w życiu, zdawać się może serią niespodzianek. Nie wiesz, dlaczego poznałeś akurat tego człowieka, byłeś gdzieś, coś robiłeś, dlaczego przeprowadziłeś się z jednego miasta do drugiego, dlaczego kupiłeś jakąś książkę. Nie wiesz, co to wszystko oznacza, jaki ma sens. Gdy zbliżasz się do końca, dostrzegasz, że ta kręta droga pełna wybojów była w rzeczywistości prosta i oczywista. Zawiodła cię, gdzie musiała. Dopiero po wielu latach pojąłem wartość tamtych popołudni z Borgesem. To, jakie spotkało mnie szczęście – powiedział Manguel.

Dodał, że nadal miewa objawienia – nagle oświeca go, że coś w pisaniu czy myśleniu o literaturze zawdzięcza właśnie Borgesowi. – Rozpoznaję to: oto myśl, którą wypowiedział jako komentarz na temat książki, którą mu czytałem. A to – odkrycie, do którego mnie poprowadził. Dla mojego pokolenia świat jest pełen Borgesa, jego utwory go przeniknęły. Wiem, że kiedy sam siadam do pisania, muszę o nim zapomnieć. W przeciwnym razie tworzę po prostu nieudolne imitacje jego dzieła. 

Newsletter KULTURA NAJWAŻNIEJSZA

.Kultura Najważniejsza” to newsletter dla tych, którzy szukają w kulturze czegoś więcej – inspiracji, zachwytu, nowych perspektyw. Podpowiadamy, co obejrzeć, czego posłuchać, co przeczytać i czym się delektować. Przypominamy, że kultura to nie luksus, lecz codzienna potrzeba, którą warto pielęgnować.

Sztuka porządkuje świat, ale i wytrąca z rutyny. Potrafi zaskoczyć, wzruszyć, zatrzymać. Dlatego co tydzień wybieramy najciekawsze propozycje – te, które poruszają i zostają na dłużej. O 21:00 w każdy czwartek w Państwa skrzynce ląduje starannie opracowany przewodnik po tym, co najcenniejsze w kulturze na nadchodzące dni.

Zaglądamy do kin i na platformy VOD. Przypominamy arcydzieła, które warto znać, i wskazujemy nowości, które mogą zyskać podobny status. Sięgamy po klasykę, ale nie ignorujemy trendów. Zestawiamy je, by zobaczyć, jak rozmawiają ze sobą stare i nowe obrazy.

Muzyka? Obowiązkowo. Albumy, koncerty, premierowe utwory – podpowiadamy, gdzie szukać dźwięków, które warto usłyszeć. Bo dobra muzyka, jak dobra opowieść, zostaje z nami na długo.

Zapisując się na bezpłatny newsletter „Kultura Najważniejsza”, dołączają Państwo do społeczności, dla której kultura to nie przerywnik, lecz sens. [LINK DO ZAPISÓW].

PAP/MB

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 31 grudnia 2025