Julia Nawalna nowym liderem rosyjskiej opozycji

Julia Nawalna

Julia Nawalna, żona zmarłego Aleksieja, jest obecnie najbardziej wyrazistą postacią rosyjskiej opozycji na wolności. Najbardziej wpływowy opozycjonista Władimir Kara-Murza odsiaduje 25 lat więzienia – ocenił Bożo Kovaczević, były ambasador Chorwacji w Rosji.

Pogrzeb Nawalnego demonstracją opozycji

.Dyplomata zauważył przy tym, że „problem Nawalnej może polegać na tym, że widać, iż jest projektem Zachodu”. „Prawdziwa rosyjska opozycja musi się ujawnić, musi jej zostać przekazane wsparcie” – podkreślił Kovaczević. Komentując pogrzeb Aleksieja Nawalnego, który odbył się 1 marca w Moskwie, zaznaczył, że „pozytywnym zaskoczeniem była liczba osób, które zebrały się na jego pożegnaniu”. „Biorąc pod uwagę stale nasilające się tam represje, biorąc pod uwagę fakt, że ksiądz, który chciał odprawić nabożeństwo żałobne, został aresztowany i trafił do szpitala, to musi robić wrażenie” – przyznał Chorwat.

„Myślę jednak, że Kreml w końcu odetchnął z ulgą. Mimo tak dużej liczby osób, nie doszło do większych zamieszek” – dodał dyplomata, przewidując jednocześnie nasilenie represji w całej Rosji. „Kreml będzie starał się zapanować nad sytuacją do wyborów prezydenckich, a po nich może nastąpić nasilenie represji wobec opozycji. Po wyborach rosyjskie władze prawdopodobnie ogłoszą mobilizację” – ocenił Kovaczević. 

„Dobrych Rosjan” pojęcie na temat historii

.Na temat tego, czy rosyjska opozycja byłaby zdolna do głębokiej reformy systemu politycznego Rosji, na łamach „Wszystko co Najważniejsze” pisze Edward LUCAS w tekście „«Dobrych Rosjan» pojęcie na temat historii”. Autor utożsamia szansę na sukces tego procesu, w przypadku hipotetycznego przejęcia władzy na Kremlu przez opozycję, ze zmianą dotychczasowej optyki historycznej tych kręgów politycznych.

„A Rosja? Z nią jest inaczej. Jak twierdzi historyk Alexander Etkind w swojej książce Internal Colonization („Wewnętrzna kolonizacja”), rosyjscy władcy od stuleci traktują swój własny kraj tak, jak inne państwa traktują kolonie. Drapieżny i uznaniowy styl sprawowania władzy na szczeblu centralnym jest głównym źródłem wewnętrznych kłopotów Rosji, a na jej relacjach z krajami sąsiednimi ciążą (delikatnie rzecz ujmując) imperialne ambicje i nerwice”.

„Zapytałem więc o to, jak dyskusja na temat dawnego imperializmu i ewentualnej przyszłej dekolonizacji wpisuje się w światopogląd rosyjskich opozycjonistów. Odpowiedź mnie zamurowała. Według Andrieja imperializm to niedawny wytwór putinowskiej propagandy, który jest rosyjskiej mentalności obcy. Odejdzie tak szybko, jak się pojawił. Na poparcie tych słów powołał się na swoje własne doświadczenia. Powiedział, że w czasach Związku Radzieckiego mieszkał w Moskwie i nie zauważył żadnego imperializmu. Po sali przeszedł szmer niedowierzania. Pokolenie Andrieja było przecież świadkiem zorganizowanej przez Sowietów inwazji na Czechosłowację, stanu wojennego w Polsce, inwazji na Afganistan, krwawych starć na Litwie, Łotwie i w Gruzji po upadku Związku Radzieckiego, a także dwóch wojen czeczeńskich prowadzonych przez postsowiecką Rosję. Co więcej, wypowiadał te słowa w kraju, który był trzymany pod lufami sowieckich karabinów, nielegalnie zaanektowany i poddany przez dziesięciolecia świadomej polityce rugowania jego kultury, historii, języka i tożsamości etnicznej”.

„Nie uznaję zasady zbiorowej odpowiedzialności. Jestem jednak przekonany, że ktoś, kto zajmuje się zawodowo historią obcego państwa, powinien zadać sobie trud zgłębienia stosownych fragmentów tej historii. Kiedy ja odwiedzam kraje bałtyckie, chętnie wspominam o angielsko-niemieckim porozumieniu morskim z 1935 roku, kiedy to na mocy podpisanej z Hitlerem umowy Wielka Brytania wycofała z regionu swoją marynarkę wojenną, zostawiając go w kleszczach dwóch morderczych dyktatur”.

„Sprzeciw wobec wojny Putina (lub przynajmniej odmowa uczestniczenia w niej) jest lepszy niż zachowania przeciwne. Prawdziwa polityczna reforma w Rosji wymaga jednak głębszej diagnozy i bardziej bolesnej kuracji. Osoby z zewnątrz, szczególnie te pochodzące z krajów, które padły ofiarą rosyjskiego lub sowieckiego imperializmu, rozumieją to aż nazbyt dobrze. A rosyjska opozycja? Nie do końca”.

Rosyjski imperializm

.Na temat historii rosyjskiego imperializmu na łamach „Wszystko Co Najważniejsze” pisze prof. Jacek HOŁÓWKA w tekście „Imperialne marzenia Kremla„. Autor zwraca w nim uwagę, iż Rosja nie jest pierwszym imperium, które nie może pogodzić się ze zmniejszeniem swojego terytorium i wpływów.

„Ukraina należy do Rosji tylko w tym fantastycznym sensie, w jakim do Rosji należą Prusy Wschodnie, czyli obwód kaliningradzki, wszystkie etnicznie polskie tereny objęte zaborem rosyjskim w XIX wieku, a także zagrabione obszary Azji Mniejszej lub Besarabii. W takim metaforycznym sensie do Rosji należą wszystkie ziemie, które kiedykolwiek były częścią imperium rosyjskiego i które stają się jego częścią w wyobraźni najemnych kondotierów. Deklarację noworoczną popiera jedynie prosty i bezwstydny pogląd, że zagrabienie czyjejś ziemi przez Rosjan jest zawsze słuszne, ponieważ Rosja jest mocarstwem i ma nim być zawsze. Tak uważa władca Kremla i to sprawę zamyka. Natomiast ewentualna utrata posiadanych przez Rosję terenów jest zawsze niesprawiedliwa, gdyż powstaje przez dławienie rosyjskiej państwowości. Jest to objaw samowoli ludów drugorzędnych, niemających historii lub pełniących podrzędną rolę w jej przebiegu. Rosja musi zawsze zwyciężać, ponieważ wymaga tego jej odwiecznie praktykowany tryb istnienia. Nigdy nie była republiką, krajem rządzonym przez parlament lub wolę ludu. I to nie ma prawa się zmienić, ponieważ co raz stało się rosyjskie, musi na zawsze pozostać rosyjskie”.

.”Rosja nie jest pierwszym imperium, które głęboko przeżywa ograniczenie swych wpływów i posiadłości. W czasach nowożytnych to doświadczenie spotkało kolejno wszystkich kolonizatorów: Brytyjczyków, Francuzów, Belgów i Holendrów. Wytrącenie ich z roli metropolii kolonialnej raniło ich poczucie dumy, wydawało się bolesne i niesprawiedliwe. Kolonizatorzy zawsze cierpieli, pozostawiając zamorskie terytoria ich mieszkańcom. Uważali, że oddają je w ręce ludzi niepewnych i niedoświadczonych, czyli skazują je na upadek. Żadne wojsko nie lubi wycofywać się z administrowanych terenów. Gdy opuszcza pole swego działania, nagle widzi, jak jest bezużyteczne i zbędne. Widzi, że nie udało mu się zorganizować życia lokalnych społeczności, czyli dominowało jedynie dlatego, że stosowało przemoc bez żadnej racji” – pisze prof. Jacek HOŁÓWKA.

PAP/WszystkocoNajważniejsze/MJ

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 2 marca 2024
Fot. Flickr/European Parliament