Kacper TOMASIAK. Od juniora do wicemistrza olimpijskiego

Od juniora do wicemistrza olimpijskiego – czyli Kacper Tomasiak to historia, która pozwala nam odzyskać wiarę w polskie skoki.
.Ostatnie lata w naszych skokach nie rozpieszczają kibiców, którzy wiernie przychodzą na skocznie narciarskie dmuchając naszym pod narty. O tym entuzjazmie niech świadczy fakt, że podczas zawodów Pucharu Świata w Japonii najwięcej na trybunach było kibiców z … Polski. W innych krajach gdzie rozgrywane są zawody PŚ polskie flagi powiewają z nadzieją na dobre skoki naszych. Wierność i wytrwałość kibiców była poddana srogim próbom. Już tak dawno nie było tak źle w skokach w kraju mistrzów Małysza i Stocha. Wielu zastanawiało się czy pojawi się ktoś kto dźwignie brzemię oczekiwań i nadziei?
Pojawił się on – niepozorny skromny chłopak z Bielska, który krok po kroku od mistrzostw świata juniorów poprzez puchar kontynentalny, zawody letniego GP stopniowo nabierał doświadczenia. Gdy słuchałem jak jeden z jego trenerów Wojciech Topór opowiadał jak pracował z Kacprem to widać, że materia i potencjał w tym skoczku są ogromne. Trener Wojciech mówił, że każde zadanie, które otrzymywał Kacper od trenera wykonywał bardzo rzetelnie.
Fakt, że niektórzy z trenerów jak i kibiców upatrywali jedynej szansy właśnie w Kacprze nie wziął się znikąd. Można dyskutować, że oczywiście nie stał jeszcze na podium Pucharu Świata, ale umówmy się tam rywalizacja toczy się o miejsca 2 i 3, bo 1 miejsce „okupowane” jest od dłuższego czasu przez niesamowitego Słoweńca Domena Prevca. Wyniki konkursów PŚ mogły nie jednego przyprawić o zawrót głowy co wyprawia zawodnik ze Słowenii. W jego cieniu jednak toczyła się zażarta walka o kolejne miejsca pomiędzy Japończykami, Austriakami i Norwegami – czasami w tym gronie pojawiał się Kacper Tomasiak, którego musze przyznać sędziowie nie rozpieszczali notami mimo naprawdę pięknych telemarków. Jak to powiedział jeden z ekspertów skoczków – sędziowie muszą się „nauczyć” skoczka i wtedy ich oceny idą w górę, w kolejnych zawodach. Mam nadzieję, że w kolejnych zawodach PŚ Kacper Tomasiak w końcu będzie oceniany sprawiedliwie. Sędziowanie w skokach to osobny i dość zagmatwany wątek więc nie będę się nad nim pochylał.
.Jak przebiegł konkurs skoków na skoczni, która jest wybitnym miejsce dla polskich skoków – stąd przywoziliśmy medale Małysza, Stocha, innych naszych skoczków i drużyny. Pierwsza seria już pokazała, że będą decydować detale, każde zachwianie w lądowaniu pozbawiało cennych punktów a wiatr tym razem w miarę sprawiedliwy dawał lub zabierał punkty.
Już same treningi potwierdziły, że Niemiec Philipp Raimund będzie jednym z kandydatów do złota, w tym gronie wymieniano też Norwega Mariusa Lindvika, Japończyków Rena Nikaido i Ryoyu Kobayashiego (obrońcę tytułu mistrza olimpijskiego) oraz młodego Austriaka Stephana Embachera. Skoki treningowe pokazały też, że nieśmiało do tego grona puka też Polak Kacper, który we wszystkich seriach próbnych plasował się w czołówce skoczków.
Skocznia normalna w Predazzo charakteryzuje się tym, że często wiatr na niej wieje w plecy. Ten fakt na pewno nie był sprzymierzeńcem Norwegów i Słoweńców – wybitnych lotników – dawał jednak szansę innym zawodnikom posiadającym mocne odbicie z progu. Potwierdziły to wyniki pierwszej serii, po której skład pierwszej szóstki mógł dziwić nie jednego znawcę skoków. O ile obecność w niej Niemca, Polaka i Japończyka była potwierdzeniem bardzo dobrych serii treningowych to pojawienia się Francuza czy Szwajcara czy Norwega, ale nie tego na którego wszyscy stawiali budziła zaskoczenie.
Różnica punktów pomiędzy pierwszym a szóstym zawodnikiem była niewielka i wynosiła raptem 4,5 pkt co przekładało się na 2 m odległości na skoczni. Niespodzianką był zapewne nieudany skok Stephana Embachera wymienianego w gronie pretendentów do podium.
Druga seria zapowiadała się więc niezwykle pasjonująco. Skaczący w niej Austriak walczył o poprawę 19 miejsca – skoczył znakomicie 105,5 metra i przez dłuższy czas siedział w fotelu lidera zawodów – ostatecznie awansował dwanaście pozycji na siódmą lokatę. Seria ta miała też pokazać jak odporni są skoczkowie rywalizujący o miano mistrza olimpijskiego. Oglądałem już wiele konkursów Pucharu Świata i „spodziewałem” się, że niektórzy z nich mogą nie wytrzymać presji. Tak też się stało z Francuzem Valentin Foubertem i Norwegiem Kristoffer Eriksen Sundalem, którzy nie raz po pierwszy nie potwierdzali formy w drugiej serii PŚ. Obawiałem się za to ataku Japończyków szczególnie Rena, który jest w niesamowitym gazie w ostatnim czasie i w to wszystko mógł się wmieszać nieobliczalny Ryoyu. Zakładałem też, że Niemiec i Szwajcar raczej skoczą bardzo dobrze. Szwajcar skoczył fenomenalnie 107 m i objął zasłużenie prowadzenie jednak jego lądowanie nie było idealne. Przyszła pora na skok Kacpra, który zajmował czwarte miejsce razem właśnie ze Szwajcarem. W Polsce miliony kibiców z zapartym tchem śledziło ten moment, tak bardzo wszyscy chcieliśmy by ten chłopak zrobił to co zdawało się niemożliwym przed zawodami – coś wisiało w powietrzu. Zdegustowani postawą pozostałej kadry skoczków w zawodach nagle ten jeden, który nie zawodził w Pucharze Świata, ten najmłodszy mógł zrobić to co czym mógł się zapisać w kartach historii polskiego narciarstwa.
Jak wyglądał skok Polaka? Kacper Tomasiak miał niekorzystny wiatr – mocniejszy niż skaczącego przed Polakiem Szwajcara. Zapaliło się zielone światło – Kacper przeżegnał się i ruszył z belki. Trafił w na progu idealnie, nałożył się nad narty i to wszystko w idealnym timingu przez co nie utracił nic z prędkości. Posągowy lot zakończył pięknym telemarkiem z głębokim wychyleniem – nic dziwnego, że tym razem sędziowie zgodnie sięgnęli po noty 19.0 i 19,5 – to był idealny skok powie po zawodach trener Maciej Maciusiak. 107 metrów w takich warunkach to skok na miarę mistrza. Na odjeździe wpadł z ramiona kolegów z drużyny Kamila i Pawła. Było dobrze – do szczęścia brakowało tak niewiele.
Na belce usiadł Norweg Sundal, który miał nad Kacprem 0,1 pkt przewagi – skoczył dobrze, ale 105 m w dobrych warunkach oznaczało, że nie zagrozi Kacprowi. Ostatecznie Norweg zajął dziesiąte miejsce. Kolejnym z pretendentów był Valentin Foubert, który miał 1,8 pkt przewagi nad Kacprem – Francuz to solidny zawodnik ale czułem, że nie da rady – skoczył w trudnych warunkach 102,5 metra co dało mu ostatecznie piąte miejsce.
Na końcu na belce usiadł ten, który po treningach i po pierwszej serii zasłużenie prowadził – Philipp Raimund. Niemiec skoczył w zbliżonych do Kacpra warunkach powietrznych 106,5 metra co starczyło do utrzymania prowadzenia. Niemiec zasłużenie wygrał te zawody i trener Stefan Horngacher mógł odetchnąć po niepowodzeniu w niedawnych MŚ w lotach, które odbyły się w Niemczech i gdzie Niemcy kompletnie zawiedli. Niemcy mieli więc swojego bohatera a my mieliśmy swojego Kacpra -zawodnika, który w PŚ w najlepszej dziesiątce był cztery razy z czego raz zajął piąte miejsce.
Cóż w wieku 19 lat taki spokój i takie opanowanie mogą zwiastować nam kolejnego mistrza – zawodnika na miarę oczekiwań kibiców.
Zawodnik klubu LKA Klimczok Bystra Kacper Tomasiak sprawił Polsce i Polakom ogromny prezent. Po jego skokach w finale olimpijskim widać było największy entuzjazm w otoczeniu skoczka, trenerów, komentatorów, zawodników – sam Kacper był jakby w tym wszystkim nieobecny i to jest ogromna jego siła. Myślę, że Kacper jeszcze nie raz dostarczy nam radości. Widać to było na podium podczas dekoracji najlepszych w czteroleciu skoczków na skoczni normalnej – Niemiec Philipp Raimund skakał z radości, Szwajcaro-Polak Gregor Deschwanden ściskał się serdecznie z przesympatycznym Japończykiem Renem Nikaido a Kacper Tomasiak stał na podium uśmiechnięty z i zadowolony z dobrze wykonanej roboty.
.W wywiadzie po zawodach powie jeszcze, że pierwszy skok nie był idealny – cóż gdyby trafił na progu tak jak w drugim to byłby zapewne mistrzem olimpijskim, ale nie przesadzajmy i cieszmy się ze srebra – skoro po odbiciu za wcześnie był po pierwszej serii na czwartym miejscu ze 0,1 pkt straty do trzeciego miejsca to trzeba tylko bić brawo.
Przypominają mi się wypowiedzi Kamila Stocha z przeszłości, który nawet gdy nie trafiał na progu potrafił wygrywać zawody – po tym właśnie można poznać, że zawodnik jest w formie.
Tak to młody zawodnik z Polski rywalizujący niedawno w gronie juniorskim przeszedł drogę od juniora do Wicemistrza Olimpijskiego.
Jarosław Ślubowski




