Kanclerz Niemiec zakłamuje historię wybuchu II wojny światowej

Można dyskutować, czy II wojna światowa nie rozpoczęła się wcześniej, ale w przypadku Niemiec i Europy nie ma wątpliwości, że wybuchła 1 września 1939 r., wraz z inwazją na Polskę – powiedział brytyjski historyk Antony Beevor, odnosząc się do wypowiedzi kanclerza Friedricha Merza z drugiej dekady lutego 2026 r.
Kanclerz Niemiec zakłamuje historię wybuchu II wojny światowej
.Kanclerz Niemiec Friedrich Merz, przemawiając w drugiej dekadzie lutego 2026 w Trewirze do polityków swojej partii – chadeckiej CDU – powiedział, że „za kilka dni wojna w Ukrainie będzie już trwała cztery lata, (czyli) dłużej niż druga wojna światowa”. Słowa kanclerza sprawiły, że część mediów i internautów uznała, że skracając czas trwania II wojny światowej z sześciu do czterech lat, Friedrich Merz musiał jako jej początek przyjąć 22 czerwca 1941 r. — datę ataku III Rzeszy na Związek Sowiecki. Rok zakończenia wojny – 1945 – jest bowiem bezsporny. Rosjanie świętują jej koniec tylko dzień później niż kraje Zachodu — 9 maja. Równocześnie za początek uznają właśnie 1941 r., kiedy Niemcy hitlerowskie ruszyły na Sowietów.
– To zadziwiające. Nie mam pojęcia, jakie były intencje kanclerza, ale popełnił straszną historyczną gafę – powiedział Antony Beevor, autor książki „Druga wojna światowa”. Jego zdaniem nie ma wątpliwości, że na kontynencie europejskim wojna zaczęła się od inwazji Niemiec na Polskę 1 września 1939 r. Antony Beevor przypomniał, że wcześniej, 23 sierpnia 1939 r. Stalin i Hitler „podzielili się Polską”, zawierając pakt Ribbentrop-Mołotow, dzięki któremu Niemcy miały wolną rękę, żeby ruszyć na zachód i zaatakować Francję i Wielką Brytanię.
Europa i Daleki Wschód – dwa główne teatry II wojny światowej
.Jak przyznał brytyjski historyk, „można oczywiście dyskutować, czy II wojna światowa nie zaczęła się wcześniej w Azji — od okupacji Mandżurii”. W swojej monografii Antony Beevor wytłumaczył, że wojna miała dwa główne teatry działań: Europę i Daleki Wschód. Jego zdaniem na Dalekim Wschodzie wojna zaczęła się od ciągnących się od maja 1939 r. walk nad Chałchin-Goł na granicy mongolsko-mandżurskiej, gdzie Sowieci zadali klęskę Japończykom.
– Wynik tej bitwy miał olbrzymie strategiczne znaczenie dla przebiegu wojny. Japończycy nie zdecydowali się na ponowne zaatakowanie Sowietów i próbę zajęcia Syberii. W zamian za to zaatakowali później amerykańskie i brytyjskie bazy na Dalekim Wschodzie – przypomniał Antony Beevor. Jak z kolei zauważył dr Sebastian Pilarski, dyrektor Biura Badań Historycznych IPN, wypowiedź niemieckiego kanclerza była „kuriozalna” i może być uznana za „nieprzypadkową próbę reinterpretacji historii najnowszej”.
– Można sobie w kontekście tej wypowiedzi zadać pytanie, czy w Niemczech nie ma wiedzy o planie ataku na Polskę, który został sformalizowany w ramach tak zwanego Fall Weiss. Tam zostały precyzyjnie opisane założenia inwazji na Polskę – powiedział ekspert i dodał, że za wypowiedzią kanclerza może także stać „chęć przemilczenia porozumienia Hitlera ze Stalinem z 1939 r., dwóch największych zbrodniarzy XX w.”.
W jego opinii nasuwa się także pytanie o ofiary niemieckich zbrodni popełnianych od 1 września 1939 roku. Ekspert przypomniał w tym kontekście m.in. działania prowadzone w ramach operacji Tannenberg, która miała doprowadzić do eksterminacji — jak mówiono w Niemczech — polskiej warstwy przywódczej (niem. Liquidierung der polnischen Fuehrungsschicht), czyli głównie inteligencji, ale także liderów lokalnych społeczności, nauczycieli oraz weteranów powstań śląskich i powstania wielkopolskiego.
Jak podkreślił historyk z IPN-u, wskazywanie 1941 r. jako początku II wojny światowej współbrzmi też z rosyjską propagandą. – Jeśli przyjęlibyśmy taką konstrukcję teoretyczną, że wojna rozpoczęła się wraz z atakiem III Rzeszy na Związek Sowiecki, wpisalibyśmy się w sowiecko-rosyjską narrację o tzw. Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej – podkreślił Sebastian Pilarski i przypomniał, że to narracja do dziś głoszona przez kremlowską propagandę. Jak zauważył, Rosjanie umniejszają wkład aliantów zachodnich w zwycięstwo nad Niemcami. Głoszą także rzekome wyzwolenie Europy przez Armię Czerwoną, podczas gdy w rzeczywistości część Starego Kontynentu, która znalazła się za „żelazną kurtyną”, po roku 1945 została przez Sowietów zniewolona.
Rosyjska propaganda historyczna mówi językiem Putina
.Z narracją o Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej, która według Sebastiana Pilarskiego pomaga Rosjanom przemilczeć fakt zawarcia paktu Ribbentrop-Mołotow i bycie przez dwa lata sojusznikiem III Rzeszy, wiąże się także dezinformacja przypisująca Polsce winę za wybuch II wojny.
Ton rosyjskiej propagandzie historycznej w tej kwestii wielokrotnie nadawał sam Władimir Putin, np. w wywiadzie, który przeprowadził z nim amerykański dziennikarz Tucker Carlson w lutym 2024 r., oskarżył Polskę o sprowokowanie wojny. Także w czasie 4-godzinnego wystąpienia na konferencji Klubu Wałdajskiego w Soczi w październiku ub. roku Putin powiedział, że Polska „popełniła błąd” odrzucając „pokojowe rozwiązanie” kwestii Gdańska i korytarza.
Według Sebastiana Pilarskiego z polskiej strony konieczne jest ciągłe przypominanie o tym, że odpowiedzialność za atak z 1 września 1939 roku spada na III Rzeszę Niemiecką, a z 17 września – na Związek Sowiecki i że do inwazji na Polskę z zachodu i wschodu doszło w konsekwencji zawarcia paktu Ribbentrop-Mołotow.
Do sprawy na pytanie Wirtualnej Polski odniosły się też służby prasowe kanclerza Niemiec. „Kanclerz Federalny ma świadomość, że Polska od 1939 roku była ofiarą wojny napastniczej i podziału. W przytoczonym przykładzie wypowiadał się z perspektywy Ukrainy i odnosił się do udziału Związku Sowieckiego w II wojnie światowej. Wojna niemiecko-sowiecka trwała od 1941 do 1945 roku” – napisano w odpowiedzi.
Czy mogliśmy uniknąć tej wojny?
.Wielkim błędem jest mierzyć przeciwnika miarą własnej logiki – pisze sir Antony BEEVOR.
Czy Europa mogła uciec przed II wojną światową? Nie. Po prostu dlatego, że wódz III Rzeszy, kraju dysponującego najskuteczniejszą machiną wojenną na kontynencie, z determinacją parł do wojny.
Niechęć brytyjskich i francuskich przywódców do konfrontacji z Hitlerem wynikała z przyjęcia całkowicie błędnego założenia, że nazistowski dyktator, podobnie jak oni, z pewnością zrobi wszystko, aby uniknąć straszliwej powtórki z lat 1914–1918. Nie zdawali sobie sprawy, jak był wściekły, gdy pokrzyżowali mu wojenne plany we wrześniu 1938 roku. Nie oznacza to, że podczas konferencji monachijskiej (29–30 września 1938 r.) nikt nie miał świadomości, w jakim kierunku zmierza sytuacja.
Byli tacy, którzy wiedzieli. Przede wszystkim Winston Churchill i jego otoczenie, w tym dziadek mojej żony Duff Cooper, wówczas pierwszy Lord Admiralicji, który podał się do dymisji w proteście przeciwko rozbiorowi Czechosłowacji usankcjonowanemu w Monachium. Nawet brytyjski premier Neville Chamberlain, który bronił tego porozumienia, nie miał wątpliwości, że wojna nadchodzi, zwłaszcza po tym, gdy naziści wkroczyli do Pragi i zajęli resztę Czechosłowacji w marcu 1939 r. Cokolwiek wtedy robił, było na to za późno. Poza tym wciąż chwytał się nadziei, że uda się jednak zapobiec wybuchowi pełnowymiarowego konfliktu. Podobnie było z Francuzami. Doskonale wiedzieli, że nie są przygotowani do wojny, i żywili taką samą nadzieję jak Chamberlain. Dlatego nie używali nawet słowa „wojna” w debacie parlamentarnej na forum Zgromadzenia Narodowego po inwazji Niemiec na Polskę 1 września.
.Płynie z tego nauka, że wielkim błędem jest mierzyć przeciwnika miarą własnej logiki. Trzeba wejść w jego głowę, myśleć jego sposobem myślenia. Inaczej można wpaść w pułapkę całkowicie fałszywego założenia, jak zdarzyło się to w Monachium.
PAP/Anna Gwozdowska/MJ





