Kim był El Mencho, szef kartelu CJNG w Meksyku

Zabity w Meksyku podczas operacji wojskowej baron narkotykowy El Mencho pochodził z biednej rodziny i rzucił szkołę, by pomagać rodzinie w uprawie awokado. Po latach stał się szefem potężnego kartelu i najbardziej poszukiwanym narco świata.

„Śmierć szefa mafii to nie koniec jednej historii. To początek kolejnej”

.Nemesio Ruben Oseguera Cervantes, znany jako El Mencho, późniejszy szef kartelu CJNG (Cartel Jalisco Nueva Generacion), wychował się w niewielkiej społeczności w stanie Michoacan. Był najmłodszy z sześciu braci. Podobnie jak wielu mieszkańców stanu jego rodzina zajmowała się uprawą awokado. By ją wspomóc w tym biznesie, w piątej klasie został zabrany przez rodziców ze szkoły. W wieku 14 lat zaczął pracę jako stróż na plantacji marihuany.

W drugiej połowie lat 80. XX wieku zamieszkał w USA, w okolicach San Francisco. Był tam kilkukrotnie aresztowany, deportowany i więziony za kradzieże, posiadanie naładowanej broni palnej i handel narkotykami. To prawdopodobniej od współosadzonych w amerykańskim więzieniu nauczył się tajników produkcji i dystrybucji metamfetaminy.

Po odsiadce, w 1997 r. został warunkowo zwolniony i deportowany do Meksyku. Tam przystąpił do policji. Wkrótce potem stał się członkiem kartelu Milenio. Po rozbiciu tej organizacji na początku drugiej dekady XXI wieku współtworzył CJNG, który w krótkim czasie stał się jedną z najszybciej rosnących i najbardziej brutalnych grup przestępczych w Meksyku.

W 2011 r. kartel po raz pierwszy zwrócił na siebie uwagę opinii publicznej, gdy w stanie Veracruz członkowie grupy porzucili w miejscach publicznych ciała i odcięte głowy 35 ofiar, co było demonstracją siły i zapowiedzią ekspansji organizacji.

W kwietniu 2015 r. kartel przeprowadził zasadzkę na elitarny oddział miejscowej policji, w którym zginęło 15 funkcjonariuszy. Niecały miesiąc później CJNG zestrzelił śmigłowiec sił zbrojnych podczas operacji w stanie Jalisco, zabijając kilku żołnierzy. Wydarzenie uznano za symbol militarnego potencjału kartelu.

Jako przywódca kartelu, El Mencho umocnił swoją pozycję i rozwinął organizację poprzez ekspansję terytorialną i korumpowanie urzędników państwowych. CJNG przekształcił się z małego, odłamowego gangu w jedną z czołowych grup przestępczych w Meksyku. Dyrektor Wywiadu Narodowego USA szacuje, że kartel liczy obecnie około 15–20 tys. członków.

W 2025 r. DEA stwierdziło obecność CJNG we wszystkich 32 jednostkach federalnych Meksyku. To coś, czego nie osiągnął wcześniej żaden kartel. Według DEA kartel działa też poza Meksykiem: w obu Amerykach, Europie, Azji i Australii. CJNG podjął działania w celu rozszerzenia swojej aktywności również na Afrykę. W Europie w 2025 r. podniesiono alarm, gdy wykryto istnienie biura tego kartelu w Hiszpanii.

CJNG był wielokrotnie porównywany przez media i analityków do Państwa Islamskiego. Publikuje on bowiem propagandowe nagrania pokazujące brutalność oraz silnie uzbrojone, paramilitarne oddziały w celu zastraszania przeciwników i demonstrowania swojej potęgi.

El Mencho po aresztowaniu Joaquina Guzmana, znanego jako El Chapo, stał się najbardziej poszukiwanym narkobaronem na świecie. Władze Stanów Zjednoczonych oferowały nagrodę w wysokości do 15 mln dolarów za informacje prowadzące do jego ujęcia.

Sam El Mencho rzadko pojawiał się publicznie, nie pragnął być rozpoznawalny i stosował rozbudowane środki bezpieczeństwa, obejmujące ochronę paramilitarną oraz częste zmiany miejsca pobytu.

Pseudonim „El Mencho” to najprawdopodobniej zdrobnienie od imienia Nemesio. Jego innym przydomkiem był „Władca Kogutów” („El Senor de los Gallos”), co miało nawiązywać do jego miłości do walk tych ptaków.

W niedzielę El Mencho został poważnie ranny podczas meksykańskiej operacji wojskowej w Tapalpie w stanie Jalisco. Zmarł w wyniku ran postrzałowych podczas transportu do miasta Meksyk. W chwili śmierci miał 59 lat.

Po śmierci El Mencho w kilkunastu stanach Meksyku wybuchły zamieszki. Uzbrojone grupy blokowały drogi, zatrzymywały samochody, zmuszały pasażerów do opuszczenia pojazdów, a następnie je paliły. Podkładały też ogień pod sklepy, banki, stacje benzynowe i inne budynki usługowe. Wedle informacji podanych w poniedziałek przez meksykański rząd, CJNG przeprowadził też 27 ataków na służby mundurowe. W ich wyniku śmierć poniosło ponad 60 osób, w większości członkowie kartelu i Gwardii Narodowej.

Specjalista ds. bezpieczeństwa Eduardo Guerrero Gutierrez w wywiadzie dla meksykańskiego serwisu informacyjnego N+ powiedział, że zamieszki były jak najbardziej do przewidzenia. Do podobnych wydarzeń, na mniejszą skalę, doszło np. po aresztowaniu syna El Chapo, Ovidia Guzmana. Wedle komentatorów, kartel w ten sposób chce pokazać – zarówno rządowi, jak i konkurencyjnym organizacjom – że pozbawienie go lidera nie pozbawiło go siły.

„Śmierć szefa mafii to nie koniec jednej historii. To początek kolejnej” – zauważył analityk bezpieczeństwa Carlos Seoane. Dodał, że „przestępczości zorganizowanej nie da się pokonać, zabijając jedną osobę; osłabia się ją, gdy traci zdolność zastraszania, finansowania i werbowania”.

Eksperci zwrócili uwagę, że w CJNG nie wykształcił się jeden wyraźny następca, który mógłby przejąć władzę po El Mencho. Według Fernanda Vaccottiego, byłego doradcy ds. bezpieczeństwa ONZ, możliwy jest scenariusz wewnętrznych podziałów, w którym regionalni dowódcy rozpoczną walkę o dominację, co doprowadzi do wzrostu przemocy. Inną opcją jest objęcie przywództwa przez kogoś z rodziny El Mencho, co pozwoliłoby utrzymać ciągłość funkcjonowania kartelu.

Vaccotti dodał jednak, że kartel może również stopniowo tracić siłę, jeśli władze Meksyku utrzymają działania wymierzone w tę organizację oraz rozszerzą współpracę międzynarodową. Jak podkreślił, osłabienie CJNG może nastąpić także w sytuacji, gdy kontrolę nad częścią terytoriów przejmą inne kartele.

Zatrzymanie El Mencho wpisuje się w szerszą falę uderzeń w kartelowe elity. W 2024 r. w USA zatrzymano wieloletniego współlidera Kartelu z Sinaloa, Ismaela Zambadę Garcię, znanego jako El Mayo. Przez ponad trzy dekady unikał on schwytania i był uważany za jednego z najważniejszych strategów narkobiznesu. Razem z nim wpadł Joaquin Guzman Lopez, syn skazanego wcześniej bossa kartelu Sinaloa, El Chapo.

W 2023 r. meksykańskie siły specjalne zatrzymały także Ovidia Guzmana Lopeza, drugiego syna El Chapo i jednego z liderów frakcji Los Chapitos Kartelu z Sinaloa.

Rok wcześniej schwytany został legendarny narkobaron Rafael Caro Quintero, poszukiwany od lat 80. XX wieku za zabójstwo agenta amerykańskiej DEA, Enrique Camareny.

El Mencho, El Chapo i Rafa Quintero. Kto rządzi narkotykowym biznesem?

.Operacje te znacząco osłabiły tradycyjne struktury dowodzenia największych karteli, choć – jak podkreślają analitycy – nie doprowadziły do ich rozpadu.

Mimo serii spektakularnych zatrzymań część kluczowych postaci pozostaje na wolności. Do najważniejszych należą Ivan Archivaldo Guzman Salazar, kolejny syn El Chapo i jeden z głównych liderów Los Chapitos, oraz Ismael Zambada Sicairos, znany jako El Mayito Flaco, z frakcji La Mayiza Kartelu z Sinaloa, który przejął część wpływów po aresztowaniu swojego ojca. Innym poszukiwanym przestępcą wiązanym z tą frakcją jest Alfonso Limon Sanchez, zwany Poncho Limon.

Na wolności pozostaje także Fausto Isidro Meza Flores, określany jako El Chapo Isidro, powiązany ze strukturami dawnego kartelu Beltran Leyva i od lat znajdujący się na liście najbardziej poszukiwanych przestępców. Władze Stanów Zjednoczonych oferują do 5 mln dolarów za informacje prowadzące do jego aresztowania.

Demontaż organizacji przestępczych przez usunięcie ich przywódców określany jest jego strategia „kingpin” albo strategia dekapitacji. W Meksyku była ona intensywnie stosowana od 2006 r. po rozpoczęciu ofensywy antynarkotykowej przez prezydenta Felipe Calderona. Choć doprowadziła do zatrzymania wielu znanych bossów, w tym Joaquina Guzmana zwanego El Chapo, analizy wskazują, że często powodowała fragmentację karteli, powstawanie nowych frakcji i nasilenie przemocy.

Krytycy podkreślają także, że strategia dekapitacji nie uderza w finansowe i logistyczne podstawy narkobiznesu ani w sieci korupcyjne, dzięki którym organizacje przestępcze szybko odbudowują struktury po utracie liderów. W efekcie coraz częściej wskazuje się na potrzebę działań ukierunkowanych na rozbijanie całych sieci operacyjnych, a nie wyłącznie aresztowanie ich przywódców.

Kolumbia po przegranym referendum

.3 października 2016 roku mieszkańcy Kolumbii odrzucili w referendum propozycję pokojowego porozumienia z partyzantką FARC. Niedługo później za odrzucony przez obywateli projekt porozumienia Pokojową Nagrodę Nobla odebrał prezydent Kolumbii Juan Manuel Santos. Jak to się stało, że docenione na arenie międzynarodowej porozumienie nie przekonało samych Kolumbijczyków? 

Wdniu Kolumbijskiego referendum przebywałem na terenach, których mieszkańcy na co dzień narażeni są na spotkania z partyzantką Fuerzas Armadas Revolucionarias de Colombia. Byli wściekli. Nie mogli głosować. Huragan, o którym głośno było ostatnio w kontekście zagrożenia dla USA, w tamtych dniach kompletnie sparaliżował życie wzdłuż dwóch kolumbijskich wybrzeży, w tym w miejscowości, w której przebywałem. Oznacza to, że około 4,5 miliona obywateli nie mogło wyjść z domu, nie mówiąc już o dotarciu do punktu wyborczego. A właśnie ich problem dotyczy najsilniej. Ostatecznie na tych terenach zagłosowało mniej niż 10% uprawnionych do oddania głosu, z tego 80% głosujących opowiedziało się za podpisaniem traktatu pokojowego. Po zliczeniu głosów w całym kraju okazało się, że ostatecznie jednak traktat został odrzucony…

Przypuszczałem wprawdzie, że wygra opcja pokoju, ale od początku zakładałem też, że różnica głosów będzie niewielka. Ludzie wstydzą się powiedzieć ankieterom, że zagłosują przeciw porozumieniu pokojowemu, dlatego w sondażach opcja ta była niedoszacowana. Rozsądnie byłoby jednak zapytać, skąd w ogóle wzięli się przeciwnicy pokojowego rozwiązania.

Wojna w Kolumbii to trudny temat. Bezpośrednio dotyczy 5% obywateli. Mieszkańcy terenów okresowo objętych walkami mieszkają często na granicach wpływów kilku organizacji zbrojnych. A pamiętajmy, że obok ok. 7 tys. żołnierzy FARC (referendum dotyczyło porozumienia tylko z tą organizacją) zbrojnie walczy jeszcze ok. 5 tys. członków ELN i ok. 15-20 tys. członków grup paramilitarnych. Może to zabrzmieć tragikomicznie, ale FARC jest najbardziej „cywilizowaną” spośród tych trzech formacji. W niektórych z tych miejsc, gdzie mieszkańcy nie mogą liczyć na pomoc państwa, FARC pełni dla nich jego rolę, chroniąc ich przed większym zagrożeniem.

Ledwie 52 tysięcy głosów zdecydowano o kontynuowaniu trwającej ponad pół wieku wojny.

Dodatkowo, co, jak sądzę, było argumentem za odrzuceniem porozumienia dla mieszkańców miast, problemem był sam dokument. Z treścią kilkusetstronicowej, napisanej skomplikowanym językiem propozycji pokojowej nie sposób było łatwo się zapoznać, a media wyciągnęły z niej kilka haseł, które spolaryzowały społeczeństwo do tego stopnia, że różnicą 52 tysięcy głosów (w referendum brało udział 37% uprawnionych do głosowania, czyli około 13 milionów obywateli) zdecydowano o kontynuowaniu trwającej ponad pół wieku wojny.

Uniwersytet Rosario w Bogocie — miejsce starć studentów popierających pokojowe rozwiązanie konfliktu ze studentami sprzeciwiającymi się porozumieniu.

Media informowały o punktach, przywołujących pamięć o wydarzeniach z niedawnej historii Kolumbii. Wydarzeniach, które nie zapisały się najlepiej. Proponowane porozumienie zakładało na przykład pełną amnestię dla wszystkich szeregowych żołnierzy FARC. Dowódcy otrzymaliby gwarancję wyroków nie dłuższych niż 7 lat więzienia. Dodatkowo przedstawiciele FARC mieliby znaleźć się w parlamencie Kolumbii w dwóch kolejnych kadencjach. Wszystkich członków partyzantki obowiązywałby program pomocy — miejsca pracy, świadczenia pieniężne itp.

Kolumbijczycy pamiętają podobną akcję związaną z porozumieniem podpisanym z organizacjami paramilitarnymi w latach 2003-2006. Okazało się wówczas, że — choć na podstawie szacunków mówiono o 15 tysiącach „ekskombatantów” — program objął 30 tysięcy osób. Dołączyli do nich bowiem ubodzy lub znajdujący się w trudnej sytuacji życiowej. Podawali się za członków grup paramilitarnych, a władze, nie mogąc tego zweryfikować, obejmowały ich programami pomocowymi. Niedługo później część rzeczywistych byłych członków grup paramilitarnych wróciła do swojej starej profesji, tym razem terroryzując miasta, w których ochrania handel narkotykami. Dziś właśnie te organizacje zbrojne są najliczniejsze i posiadają największy budżet. Zdarza się nawet, że służą w nich także kiepsko opłacani żołnierze armii kolumbijskiej, dorabiając w ten sposób „po godzinach”.

Przeciwnicy porozumienia pokojowego z FARC wspierani przez byłego prezydenta kraju Álvaro Uribe Véleza mówią przede wszystkim o niesprawiedliwości — na koncie FARC w ostatnim półwieku jest ponad ćwierć miliona ofiar; odpowiedzialność za nie mieliby ponieść tylko niektórzy dowódcy, a i to w ograniczonym zakresie. Podkreślają też, że społeczeństwo musiałoby zapłacić za program podobny do tego, który już raz zawiódł. Do tego dochodzi poczucie, że problem nie dotyczy wszystkich, a państwo ma pilniejsze wydatki. Sytuacja nie jest zatem tak oczywista. W samej Bogocie dochodziło do demonstracji i starć przeciwników i zwolenników porozumienia.

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/krzysztof-krakowski-kolumbia-po-przegranym-referendum/

PAP/MB

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 24 lutego 2026