Kim był Gabriel Narutowicz? [Prof. Mariusz WOŁOS]

16 grudnia mija kolejna rocznica zamordowania Gabriela Narutowicza, pierwszego prezydent RP. – Narutowicz kierował się silnym poczuciem odpowiedzialności za odrodzoną Polskę. Wrócił do kraju, porzucając ustabilizowane i komfortowe życie w Szwajcarii – mówi prof. Mariusz Wołos, historyk.
.Mariusz Wołos to historyk, sowietolog, edytor źródeł i eseista, profesor nauk humanistycznych. Pracuje w Instytucie Historii i Archiwistyki Uniwersytetu Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie oraz w Instytucie Historii im. Tadeusza Manteuffla PAN w Warszawie. W latach 2007–2011 dyrektor Stacji Naukowej PAN w Moskwie. Autor blisko 300 prac naukowych oraz krytycznych edycji źródłowych z zakresu dziejów stosunków międzynarodowych i historii dyplomacji w XX wieku, sowietologii, biografistyki, irredenty polskiej, historii historiografii. Ostatnio opublikował książkę „Józef Piłsudski. Rzecz o nieprzeciętności”.
Igor Rakowski-Kłos: Nie byłoby prezydenta Gabriela Narutowicza bez Józefa Piłsudskiego, który tym prezydentem nie chciał zostać. Dlaczego Marszałek ku zaskoczeniu swoich zwolenników i dużej części społeczeństwa odmówił kandydowania na pierwszego prezydenta Rzeczypospolitej
Mariusz Wołos: Po czterech latach sprawowania funkcji głowy państwa – najpierw jako tymczasowy naczelnik państwa, potem naczelnik państwa, a równocześnie naczelny wódz – Piłsudski czuł się skrajnie zmęczony. Nie chodziło wyłącznie o codzienne urzędowanie: wizyty, przyjmowanie delegacji, podróże służbowe. Przede wszystkim był zmęczony atmosferą polityczną, która narastała wokół niego zwłaszcza od 1920 roku. Sam Piłsudski określał ją mianem „brudu niewoli”. Miał na myśli złe nawyki w obyczaju politycznym ukształtowane jeszcze w czasach zaborów. Był nieprawdopodobnie atakowany z różnych stron sceny politycznej – szczególnie z prawej, ale nie tylko, bo krytykowali go również komuniści. Czuł się wyczerpany, chciał odpocząć, miał dwoje małych dzieci i pragnął choć na jakiś czas wyrwać się z tego kieratu.
Była też przyczyna polityczna, którą wielu historyków stawia nawet na pierwszym miejscu. Piłsudski doskonale zdawał sobie sprawę, że konstytucja marcowa z 1921 roku była w dużej mierze pisana przez jego przeciwników politycznych przeciwko niemu. Jej celem było znaczące ograniczenie kompetencji głowy państwa, sprowadzając je niemal wyłącznie do funkcji reprezentacyjnych. Zadbano między innymi o to, by prezydent Rzeczypospolitej nie mógł pełnić funkcji naczelnego wodza. Także sam fakt, że prezydent był wybierany przez Zgromadzenie Narodowe, czyli połączone izby parlamentu, a nie w wyborach powszechnych, sytuował go ze względu na źródło władzy niżej niż władzę ustawodawczą.
Czy Narutowicz był wśród osób, które przekonywały Piłsudskiego do zmiany zdania?
Mariusz Wołos: Tak. Uważał, że nikt nie będzie w stanie tak dobrze reprezentować Polski jak on. Dowodem miały być wizyty zagraniczne Piłsudskiego: w Paryżu w lutym 1921 roku oraz w Rumunii we wrześniu 1922 roku. Podczas tej drugiej podróży Narutowicz towarzyszył Piłsudskiemu jako minister spraw zagranicznych. Uważał, że właśnie w taki sposób powinna zachowywać się głowa państwa: godnie i z autorytetem reprezentując swój kraj. Nie zdołał jednak Piłsudskiego przekonać do zmiany decyzji. Wtedy podjął próbę przeforsowania kandydatury Maurycego Zamoyskiego, polityka prawicy i ówczesnego szefa placówki dyplomatycznej we Francji, u którego cenił zdolności koncyliacyjne, znajomość świata, doświadczenie polityczne oraz łagodność charakteru. Jest to o tyle interesujące, że później Zamoyski stał się głównym przeciwnikiem Narutowicza w wyborach prezydenckich. To pokazuje, że Narutowicz wkładał wiele starań, aby to inni objęli urząd prezydenta Rzeczypospolitej.
Gdy Narutowicz namawiany do kandydowania przez Stanisława Thugutta z PSL „Wyzwolenie” poradził się Piłsudskiego, ten mu odradził. Dlaczego?
Mariusz Wołos: Uważał bowiem Narutowicza za Europejczyka – człowieka, który ponad trzy dekady życia spędził poza ziemiami polskimi i który nie zna dostatecznie polskich realiów, mentalności ani mechanizmów funkcjonowania życia politycznego w kraju. Dlatego Piłsudski raczej wskazywał jako kandydatów byłego socjalistę niepodległościowego i spółdzielcę Stanisława Wojciechowskiego, a nawet Wincentego Witosa z centrowego PSL „Piast”.
Dlaczego Narutowicz mimo braku poparcia Piłsudskiego zdecydował się kandydować?
Mariusz Wołos: Narutowicz tej funkcji nie pragnął. Po ponad dwóch latach aktywnej obecności na polskiej scenie politycznej zaczął już rozumieć, że Polska nie jest Europą Zachodnią i że realia polityczne są tu znacznie bardziej brutalne. Był to jednak człowiek o niezwykle silnym poczuciu służby państwowej. Sam Narutowicz uważał, że znaczną część życia zmarnował, pracując w Szwajcarii i w innych państwach Europy Zachodniej, podczas gdy jego talent oraz doświadczenie powinny służyć Polsce. Dlatego, gdy zaproponowano mu kandydowanie na urząd prezydenta, zadecydowało poczucie obowiązku wobec państwa.
Narutowicz kierował się silnym poczuciem odpowiedzialności za odrodzoną Polskę. Wrócił do kraju, porzucając ustabilizowane i komfortowe życie w Szwajcarii. Był profesorem politechniki, przez wiele lat dziekanem, uznanym uczonym, osobą powszechnie szanowaną i dobrze sytuowaną materialnie. A jednak wrócił – właśnie z poczucia obowiązku pracy dla własnej ojczyzny.
Co przemawiało za kandydaturą Narutowicza?
Mariusz Wołos: Środowiska, które wystawiły kandydaturę Narutowicza, zdążyły w ciągu ponad dwóch lat służby publicznej docenić jego walory najpierw jako ministra robót publicznych, a w ostatnich miesiącach życia jako ministra spraw zagranicznych. Dostrzegano zarówno jego solidność w codziennej pracy, jak i wysokie kompetencje fachowe. Nieprzypadkowo objął resort robót publicznych – był przecież specjalistą w dziedzinie budownictwa wodnego i hydrotechniki.
Równie dobrze sprawdzał się w funkcjach reprezentacyjnych: znał wszystkie kluczowe języki ówczesnego świata, doskonale rozumiał mentalność Zachodu i Wschodu. Był to więc człowiek idealnie pasujący do roli głowy państwa o charakterze przede wszystkim reprezentacyjnym – także dlatego, że nie posiadał własnego zaplecza politycznego.
Czy Thugutt zdawał sobie sprawę, że jako prezydent Narutowicz nie byłby politycznym głosem środowiska, które wysunęło jego kandydaturę?
Mariusz Wołos: Zdecydowanie tak. Narutowicz był człowiekiem o poglądach liberalno-konserwatywnych i nie miał nic wspólnego z ruchem ludowym. Kluczowe były jednak inne kwestie: stosunek do państwa, zdolność jego reprezentowania, pewien styl osobisty, obycie i sznyt. Takich ludzi w Polsce było wówczas niewielu.
Piłsudski po zabójstwie Narutowicza powstrzymał tendencje odwetowe wobec endecji. Dlaczego?
Mariusz Wołos: Dlatego że był mężem stanu i doskonale rozumiał, czym mogłoby to się skończyć. Takie działania mogły doprowadzić do wojny domowej, a przy słabym organizmie państwowym zakończyłoby się to katastrofą. Dlatego Piłsudski dążył do uspokojenia nastrojów i poparł powierzenie funkcji premiera generałowi Władysławowi Sikorskiemu, który jako polityczny centrysta skutecznie wyciszył sytuację.
W biografii Piłsudskiego napisał pan, że po śmierci Narutowicza „coś w nim pękło”. Co to znaczy?
Mariusz Wołos: Zabito człowieka szlachetnego i wybitnego, państwowca gotowego poświęcić wygodne życie dla Polski. Dla Piłsudskiego był to także cios w ideę państwa i demokracji. Po tym wydarzeniu stracił resztki wiary, że demokracja w ówczesnym wydaniu sprzyja budowie silnego państwa. Uznał, że moralne odrodzenie Polski po zaborach nie nastąpiło, a „brud niewoli” pozostał.
Czy wobec tego można powiedzieć, że Eligiusz Niewiadomski, mordując Narutowicza, zabił też Piłsudskiego?
Mariusz Wołos: Niewiadomski podczas procesu przyznał, że chciał zabić Piłsudskiego. Nie „w pewnym sensie”, lecz dosłownie. A że nawinął mu się Narutowicz, to zabił jego.
Czy Narutowicz posiadał myśl polityczną?
Mariusz Wołos: Nie znamy jej jeszcze dostatecznie dobrze. Większość życia spędził na Zachodzie, a jego działalność nie została w pełni przebadana. Dokumentów jest sporo, ale wymagają analizy. Jestem przekonany, że dokładniejsze badania pozwolą lepiej zrekonstruować jego myślenie o Polsce i jej miejscu w świecie.
Rozmawiał Igor Rakowski-Kłos/PAP
Lekcje Józefa Piłsudskiego dla Polski AD 2025
.Niezależnie od okoliczności Józef Piłsudski nie godził się na to, by porzucić marzenia o Polsce silnej i znaczącej, mającej swoją misję historyczną do zrealizowania. Jeśli uznamy to podejście za megalomanię i złudzenie, to pozostanie nam polityka „ciepłej wody w kranie” – pisze prof. Marek KORNAT.
Historii Polski bez Józefa Piłsudskiego w koronnej roli przywódcy narodu i głównego twórcy niepodległego państwa napisać się nie da, a jeśli już ktoś taki zamysł by powziął, byłaby to historia sfałszowana bądź spreparowana. Bezsprzecznie był on jednym z największych mężów stanu w historii Polski, a w dziejach porozbiorowych – bezspornie największym. Oczywiście nie sposób zestawiać Piłsudskiego z wielkimi polskimi władcami, np. Bolesławem Chrobrym czy Janem III Sobieskim, bo żył w zupełnie innych realiach. Trudno też porównywać go do przywódców duchowych, takich jak Jan Paweł II, Stefan Wyszyński czy August Hlond, ponieważ ich przywództwo miało inny wymiar i charakter (duchowy). Trudno wreszcie zestawiać go z osobistościami uprawiającymi politykę polską w realiach narodowej niewoli, jak Adam Jerzy Czartoryski.
Nie sposób nie zaznaczyć już na wstępie, że zagadnienia polityki zagranicznej i spraw międzynarodowych to taki obszar działania państwa, w którym aktualność myśli Józefa Piłsudskiego wyraża się najmocniej, chociaż minęło już 90 lat od jego śmierci.
Upływ czasu przyniósł wielkie zmiany, ale Polska pozostaje niezmiennie w tym samym położeniu – między Niemcami a Rosją. Teza Naczelnika, że Polska leży między tymi mocarstwami i poddać się żadnemu z nich nie powinna, bo to oznacza zrzeczenie się przez nią swojej misji historycznej – okazuje się nieprzemijająca. I to jest nieustające wyzwanie. Teza Juliusza Mieroszewskiego, głosząca, że położenie geopolityczne Polski fundamentalnie zmieni się po wyzwoleniu narodów Ukrainy, Litwy i Białorusi spod panowania imperium sowieckiego, niestety nie potwierdziła się. Nastąpiła pożądana emancypacja tych narodów, ale Rosja wciąż pełni rolę głównej siły w Europie Wschodniej, a los Ukrainy obecnie jest przedmiotem ciężkich zmagań, których wyniku nie znamy. Na Zachodzie, owszem, toczy się proces tzw. integracji europejskiej, który przybrał postać usiłowań zbudowania europejskiego superpaństwa, mającego przezwyciężyć ideę państwa narodowego. Organizatorem tego procesu (przy określonym udziale Francji) są Niemcy. W związku z powyższym nie nastąpiło wyjście Polski z położenia, które determinuje sąsiedztwo z Niemcami i Rosją.
Z myśli i dokonań marszałka Piłsudskiego można dziś wyciągnąć cenną lekcję. Przede wszystkim uczył on, że Polska powinna budować swoją możliwie silną pozycję w tym regionie geopolitycznym, w którym się znajduje. Na Zachodzie nie zdobędzie pozycji równej Niemcom czy Francji, nie wspominając już o globalnym naonczas mocarstwie, jakim była Wielka Brytania. Pozycję swoją musi zdobywać w Europie Wschodniej. Wcale nie oznacza to odwrócenia od Zachodu. Ale awans Polski w hierarchii międzynarodowej wymaga umiejętnej polityki wschodniej i regionalnej (na obszarze Międzymorza).
W latach 1919–1920 Piłsudski chciał przebudować Europę Wschodnią (oczywiście po myśli Polski i w drodze osłabienia Rosji). To był jego plan maksimum. Kiedy ta koncepcja upadła, wszedł w życie „plan B” (który Piłsudski zakładał w rezerwie), a była nim inkorporacja określonych terytoriów wschodnich do Rzeczypospolitej, co stało się faktem po pokoju ryskim. Naczelnik Państwa nie uważał go za swoje dzieło, ale też nie uczynił nic, aby go udaremnić.
Józef Piłsudski głosił, że należy liczyć przede wszystkim na własne siły, a dopiero potem na sojuszników. To niezwykle ważna lekcja. Nie oznacza to, że mamy nie szukać sojuszników, nie starać się umacniać zawartych przymierzy. Chodzi o to, aby dostrzegać ich problematyczność. Piłsudski to potrafił. Powiedział pod koniec 1932 r. do francuskiego generała Charles’a d’Arbonneau: „Francja nas porzuci, Francja nas zdradzi”.
Polakom potrzebne jest możliwie silne państwo – to centralna myśl marszałka Piłsudskiego. To nie znaczy, że ma ono dławić wszelką samodzielność czy indywidualność jednostek ludzkich. Winno to być państwo możliwie dobrze zorganizowane i stabilne, bo tylko takie jest w stanie skutecznie się bronić i pomyślnie prowadzić politykę zagraniczną, nie dopuściwszy do ingerencji zewnętrznej w swoje sprawy.
Piłsudski stał również na stanowisku, że nieustannie należy uważać na obce wpływy i im przeciwdziałać. Nie chodzi tylko o wrogów – tych rzeczywistych czy potencjalnych. Także i sojusznicy mogą starać się „rozgrywać Polskę” poprzez podsycanie podziałów wewnętrznych, aby narzucić jej z zewnątrz rozumienie własnej racji stanu. Takie próby są niezwykle groźne. Miały miejsce w dobie przedrozbiorowej Rzeczypospolitej. Wystąpiły w Polsce Odrodzonej. Nie brakuje ich w dzisiejszych realiach.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/prof-marek-kornat-jozef-pilsudski-ad-2025-marzenia-o-polsce/






